No dobra - Fakty się skończyły i nie było w nich afery podkarpackiej. Jest na to jakieś wytłumaczenie, które nie obraża widzów i nie rodzi podejrzeń o nierzetelność? Bo wygląda to na wyciszanie.
Serce pęka na ten widok...💔 To zdjęcie powinno być wyrzutem sumienia dla każdego, kto doprowadził do takiego stanu. Schronisko ma ratować, a nie niszczyć i łamać życie! Dyzio pilnie potrzebuje wolności i człowieka, który przywróci mu godność. Udostępniam, nie zostawiajmy go tak!
@RobwalkaW To nie schronisko, to powolna śmierć za życia... 😭 Widok tego, jak zniszczono tak dumnego psa, łamie serce. 7 lat wegetacji zmieniło młodego, silnego psiaka w zrezygnowanego staruszka z głową w dół. Nie możemy pozwolić, aby Dyzio tam odszedł! Udostępniajcie 🙏
A co słychać u kociej ekipy srajków? A rośniemy, rozrabiamy i ciocia ma po nas duuużo sprzątania bo jemy jak małe świnki. Jutro czeka nas odrobaczenie więc trzymajcie kciuki za sytuację w kuwecie 🫣
A maluszki można wesprzeć tutaj 👇❤️
https://t.co/JLSBevOaEk
Spójrzcie na te zdjęcia. Rok 2019 vs 2026. Patoschronisko w Rybowie w 7 lat złamało życie w tym psie. Z dumnego, radosnego zwierzaka zrobili wrak z głową w dół... Dyzio ma dopiero 9 lat, a wygląda jak starzec. Błagam, wyciągnijmy go stamtąd zanim będzie za późno💔
📞 67 268 03 33
Baronowa PiS posłanka Anna Paluch, okupuje komunalne lokum za 116 zł. miesięcznie, i od lat 90-tych blokuje dach nad głową dla prawdziwych potrzebujących.
Anna Paluch, wieloletnia posłanka Prawa i Sprawiedliwości, od ponad trzydziestu lat mieszka w 38-metrowym mieszkaniu komunalnym w Krościenku nad Dunajcem. Płaci za nie śmiesznie niską kwotę – zaledwie 116,43 zł miesięcznie. To nie żart.
Podczas gdy zwykli mieszkańcy Pienin walczą o jakikolwiek lokal socjalny, „Baronowa PiS z południa Polski”, jak ją nazywają media, siedzi w gminnym mieszkaniu jak u siebie.
Powierzchnia- 38,3 m².
Czynsz za metr kwadratowy - około 3 zł.
Dla porównania, średni czynsz rynkowy w regionie to tysiące złotych. Posłanka zarabia miesięcznie ponad 25 tysięcy złotych brutto (dieta, uposażenie poselskie plus emerytura). Rocznie wychodzi jej ponad 300 tys. zł dochodu. I mimo to korzysta z pomocy mieszkaniowej przeznaczonej dla najuboższych
Paluch wprowadziła się do tego lokalu w połowie lat 90. Wtedy jeszcze nie była posłanką, ale już wtedy mieszkanie dostała w okolicznościach, które budziły wątpliwości. Od 2005 roku zasiada w Sejmie z ramienia PiS, i ani myśli zwolnić lokal. W międzyczasie budowała własny dom, który według doniesień jest już gotowy do zamieszkania. Mimo to nadal blokuje komunalne mieszkanie.
W Krościenku czekają na lokale rodziny z dziećmi, w tym jedna z szóstką potomstwa. Gmina ma ograniczoną pulę mieszkań komunalnych, a Paluch po prostu siedzi i nie puszcza. To nie jest „prawo do dachu nad głową”. To przywilej polityczny w czystej postaci. Posłanka, która na mównicy Sejmu lubi mówić o solidarności i pomocy słabszym, w praktyce zabiera miejsce tym, którzy naprawdę toną.
Gdy dziennikarze pytają ją o sprawę, reakcja jest żenująca. Zamiast konkretnej odpowiedzi, zasłanianie się Janem Pawłem II i atakami na media.
„Dopóki nie przeprosicie za atak na Ojca Świętego...”
- takie teksty słyszymy od osoby, która co miesiąc oszczędza na czynszu kwoty, za które przeciętna rodzina kupuje zakupy na tydzień.
PiS przez lata budował wizerunek partii „ludu” i „zwykłych ludzi”. Tymczasem jedna z jej prominentnych przedstawicielek od dekad korzysta z komunalnego dobrobytu, którego sama partia rzekomo broni przed „liberałami i elitami”. Gdzie chrześcijańska etyka pracy i solidarności, o której tak chętnie mówią?
Anna Paluch jest beneficjentką układu, w którym polityk z długim stażem może latami siedzieć w tanim lokalu, podczas gdy młodzi ludzie, wielodzietne rodziny i osoby w trudnej sytuacji materialnej dostają odmowy. To modelowy przykład tego, jak polityczna klasa w Polsce dba o własne interesy, pod przykrywką „służby narodowi”.
Czas, żeby posłanka Paluch wreszcie oddała to mieszkanie. Niech udowodni, że jej słowa o pomocy potrzebującym nie są tylko pustą retoryką z kampanijnego spotu. Bo na razie wygląda to tak, jakby PiS miało dwa standardy: jeden dla wyborców i drugi dla swoich baronów.
#InstytutPrawdy
Kolejna ofiara patosystemu? Pilnie szukamy właściciela❗️W Starej Łubiance (gm. Szydłowo) znaleziono sunię owczarka niemieckiego w charakterystycznej, wzorzystej obroży. Trafiła do Rybowa-wójt Tobiasz Wiesiołek wie jak traktować gminnych bezdomniaków😡
📞573 221 484 (11:00-15:00)
Skandal w PZU: Bezczelny fikcyjny etat żony Marcina Przydacza – PiS-owska patologia na naszych pieniądzach!
W czasach, gdy miliony Polaków ledwo wiążą koniec z końcem, a kraj dusi się od długów po ośmiu latach rządów bandy PiS, wychodzi na jaw kolejny obrzydliwy przykład kolesiostwa i kradzieży w biały dzień. Magdalena Przydacz, żona Marcina Przydacza, cynicznego aparatczyka PiS, byłego wiceministra spraw zagranicznych, teraz szefa Biura Polityki Międzynarodowej u Nawrockiego, dostała w PZU lukratywny, fikcyjny etat. To nie jest normalna praca. To cyniczna nagroda za lojalność męża wobec partii Kaczyńskiego, opłacana z kieszeni zwykłych podatników i ubezpieczonych!
Rok 2017. Tuż po urodzeniu dziecka żona prominentnego pisowca ląduje w państwowym gigancie ubezpieczeniowym na rzekomo „najniższym stanowisku”. Brzmi niewinnie? Bzdura! W ciągu kilku lat błyskawicznie wspina się na zastępcę dyrektora, zgarniając co miesiąc ponad 25 tysięcy złotych, a w sumie setki tysięcy rocznie. Wszystko to dokładnie wtedy, gdy jej mąż pnie się po szczeblach władzy: od „zwykłego urzędnika” do wiceministra, szefa prezydenckiego biura i posła PiS. Przypadek? Niech w to wierzą naiwni!
Audyt w PZU za lata 2016–2024 rozwalił na kawałki tę bajeczkę. Raporty mówią wprost: problemy z dyscypliną pracy, chroniczne nieobecności w biurze, brak realnych obowiązków. Fikcyjne etaty, niekompetentni „menedżerowie”, straty idące w setki milionów złotych. W tym bagnie nazwisko Przydacz świeci jak neon, żona polityka, która miała „świadczyć pracę”, ale w rzeczywistości była tam po to, by rodzina mogła żyć na koszt państwa. To nie kariera, to pasożytnictwo!
Marcin Przydacz wyjeżdża z żenującymi tłumaczeniami: „Zaczynała od najniższego stanowiska, pięła się po szczeblach, ma wykształcenie, ambicje, trójkę dzieci”. Klasyczna śpiewka PiS-owskiego cwaniaka! Zaczęła w 2017, gdy mąż już był w orbicie władzy, a PiS przejmował kontrolę nad spółkami skarbu państwa. Ministerstwo Aktywów Państwowych powstało później? To wygodna ściema, wszyscy wiedzą, jak działały układy w PiS: nominacje, etaty dla rodzin, premie, awanse. Żona dostaje posadę w PZU, mąż awansuje w partii, a my, frajerzy, płacimy rachunek!
To nie jest pojedynczy przypadek. to system! W PZU roiło się od „żon i krewnych”: Patrycja Kotecka-Ziobro zgarniała miliony w Link4, Witold Ziobro siedział w spółce zależnej, synowie i córki innych bonzów PiS inkasowali krocie bez mrugnięcia okiem. Fikcyjne doradcy po wyborach 2023, premie, tankowanie na koszt firmy, wszystko to wyszło na jaw. A gdy prawda wychodzi, Przydacz grozi sądami, wrzeszczy o „manipulacji” i „politycznej nagonce”. Manipulacja? Manipulują ci, którzy przez lata traktowali PZU jak prywatną skarbonkę dla swoich!
To zwykła kradzież w majestacie prawa! Zdrada zaufania publicznego! W cywilizowanym kraju za coś takiego idzie się siedzieć, a nie piastuje się stanowiska w Sejmie czy Pałacu Prezydenckim. PZU miało chronić Polaków, a stało się dojną krową dla pisowskich rodzin. Czas na bezlitosne rozliczenie: niech Magdalena Przydacz pokaże paragon za każdy dzień „pracy”, niech Marcin Przydacz odpowie, ile razy interweniował w sprawie żony. Inaczej to kolejny dowód, że PiS to nie partia, to mafia, która okradała nas latami i śmieje się nam w twarz.
Autor: @Romek_Cr
#InstytutPrawdy