W czasach, gdy jeszcze byłem skłonny znosić obecność tak zwanego pryncypała, albo – jak niektórzy powiadają – przełożonego nad swoją głową, dane mi było pracować pod kierownictwem pewnego dyrektora.
Człowiek to był rewelacyjny.
Świetnie przygotowany do swojego zawodu, bardzo kompetentny, dobry dla ludzi.
Potrafił zespół zintegrować, zawsze był na czas, zostawał po godzinach, jeśli wymagało tego dobro firmy.
Ludzie go szanowali, cenili i dobrze o nim mówili.
Efekty jego pracy były widoczne jak na dłoni – firma się rozwijała, wszystko szło do przodu, a nawet w konkurencyjnych przedsiębiorstwach wypowiadano się o nim z uznaniem.
Aż nadszedł ten przeklęty dzień, kiedy - jak to się często zdarza - został poddany okresowej ocenie przez zarząd korporacji. Wszystko wydawało się oczywiste. Chwalono go za wyniki, za osiągnięcia, za wskaźniki, za rozwój firmy.
I zwolniono go z pracy.
Bo poza wszystkimi kompetencjami, poza ogromną wiedzą i doświadczeniem, miał jedną jedyną, ale fatalną wadę.
Nie potrafił opowiadać o swoich osiągnięciach.
Nie umiał ich promować.
Nie potrafił pokazywać, jak wiele zmienił na lepsze.
Nie umiał przeciwstawiać faktów opowieściom tych, którzy próbowali wmówić wszystkim, że wszystko, co dobre, wydarzyło się jeszcze za poprzedniego kierownictwa.
Przegrał nie dlatego, że był złym menedżerem.
Przegrał dlatego, że był słaby w komunikacji.
I oto, drodzy Państwo, boję się głęboko, że ten przykład w sposób wręcz doskonały ilustruje to, co może nas spotkać w 2027 roku.
Uważam, że obecny rząd ma na swoim koncie wiele sukcesów.
Polska rozwija się gospodarczo, wzmacnia swoje bezpieczeństwo, odbudowuje pozycję międzynarodową i odzyskuje wiarygodność w Europie.
To są argumenty, które powinny przekonywać obywateli do przedłużenia mandatu Koalicji 15 Października na kolejne cztery lata.
Ale cały czas odnoszę wrażenie, że - podobnie jak tamten dyrektor – nie potrafimy grać w tak zwaną komunikację.
A w polityce nie wystarczy mieć rację. Trzeba jeszcze umieć przekonać do niej ludzi.
Brak skutecznej komunikacji może sprawić, że obywatele zwolnią ten rząd z pracy.
To jest właśnie lekcja, której nie wolno nam zlekceważyć.
W demokracji nie zawsze wygrywa ten, kto rządzi najlepiej. Często wygrywa ten, kto potrafi ludziom pokazać, że rządzi najlepiej.
Rosja i atomy, znowu wrzaski
Rosja nie odpuszcza, poświęca życie i zdrowie żołnierzy, gospodarkę, olbrzymie zapasy uzbrojenia, pakuje w to biliony rubli, niewiarygodne góry amunicji, reputację na arenie międzynarodowej, stosunki z wieloma państwami, strefę wpływów na Bliskim Wschodzie (po upadku reżimu w Syrii, ostatniego sojusznika Rosji), inwestycje we własny rozwój, modernizację infrastruktury, inwestycje w naukę i badania. Wszystko to Rosja poświęca, rezygnuje z tego, traci, przepuszcza przez palce, w imię ostatecznego podporządkowania sobie Ukrainy. Dlaczego tak? Dlaczego ta Ukraina jest taka ważna? Przecież miasta i miasteczka, które zdobywa Rosja są morzem ruin opuszczonym przez ludzi, na co to wszystko może się Rosji przydać? Czy warto było tracić to wszystko, co Rosja już straciła dla pokonania Ukrainy? Czy było warto to wszystko poświęcić?
Odpowiedź na pytanie jest tylko jedna. To wszystko ma sens tylko wtedy, jeśli podporządkowując sobie Ukrainę, Rosja otworzy sobie drogę do dalszych podbojów na Zachodzie. Nie ma innego wyjaśnienia.
Czy w obliczu tak wielkich niepowodzeń w Ukrainie, w obliczu walki o przetrwanie, o swoje miejsce w świecie wielobiegunowym, bez budowy którego Rosja będzie się rozpadała jak ZSRR, Rosja nie zdecyduje się na desperacki krok? Czy nie sięgnie po broń jądrową? Czy nie pojawi się taka pokusa?
Pokusa a realia
Może się i pojawi. Powstanie jednak pytanie, co przyniosło by Rosji takie użycie? Przede wszystkim, zdecydowaną reakcję świata który zdecyduje stanowczo, że Rosji nie można pozwolić na takie poczynania, Rosję trzeba powstrzymać zanim podpali świat. Żarty się skończyły, teraz pora silnie uderzyć na cele w Rosji, bronią konwencjonalną, ale precyzyjną tak by Rosja stałą się państwem niezdolnym do jakiegokolwiek działania. I stanowczo zagrozić Rosji użyciem własnej broni jądrowej. Jak pokazuje historia, to działa nawet na takich zapalczywych przywódców jak Nikita Chruszczow, a co dopiero na ostrożnego Władimira Putina. Dla Rosji to będzie koniec marzeń o podboju Europy. Ale co tam Zachód, takie bardzo wyraźne, ostre i jednoznaczne ostrzeżenie wobec Rosji wysunął Xi Jinping czyli Chiny. A Rosja jest całkowicie od Chin zależna pod względem zaopatrzenia w niezwykle ważne komponenty i materiały do prowadzenia wojny.
Dlatego to co zrobi Rosja, to po prostu urealnienie straszenia. Musi zostać zrobione coś, żeby Europa zaczęła się bać. Czyli przede wszystkim moskiewscy politycy muszą o tym coraz częściej gadać. Muszą straszyć, sugerować, wysyłać w świat łatwo czytelne aluzje. W drugiej kolejności trzeba uruchomić jakieś środki, mogące zaniepokoić świat, coś co trafi na pierwsze strony gazet czy będzie „grzane” na wszelkich stronach internetowych. Na przykład podniesienie gotowości sił strategiczno-jądrowych, ćwiczenia w użyciu taktycznych ładunków jądrowych, ogłoszenie, że głowice jądrowe zostały dostarczone do jakiejś brygady rakiet operacyjno-taktycznych z któregoś z okręgów wojskowych, że taktyczne bomby atomowe dostarczono do bazy Su-34, itd. Równocześnie muszą się uruchomić wszelkie sterowane przez rosyjską dezinformacje konta, wszelkie trollownie, boty i żywi ludzie. Potem trzeba uaktywnić własną agenturę wpływu w państwach kluczowych dla pomagania Ukrainie. Polityków, media i różnych takich internetowych nieoswojonych instruktorów. Niech działają, niech ostrzegają, niech straszą, że jak nie przestaniemy pomagać Ukrainie, jak się nie wyłączymy „z nie naszej wojny”, to spotka nas straszliwa kara. Przyleci do nas głowica jądrowa, rozwali nam nasz ukochany Pałac Kultury i Nauki, albo jeszcze co gorszego zrobi.
To straszenie musi być histeryczne, muszą ruszyć demonstracje, protesty, musi być szum. Musi być realny nacisk na władze. Będzie to o tyle łatwiejsze, że Rosja już elegancko zdołała nakręcić niechęć, by nie powiedzieć mocniej, na Ukrainę, daleko wykraczającą poza nieszczęsny incydent nadania imienia Bohaterów UPA jednostce wojskowej. Doszło do tego, że nikt już nie mówi o niczym innym jak o Wołyniu, ponad 40-letnie celebrytki po raz pierwszy w swoim życiu wieszają flagi dla uczczenia zbrodni wołyńskiej, nagle się okazuje że trzy-czwarte Polski pochodzi z Wołynia i miało tam zamordowaną rodzinę, choć obchody zbrodni katyńskiej przeszły jakoś zupełnie bez echa. I w tej beczce prochu, w tym wrzącym tyglu wystarczy teraz zdetonować petardę: użyją bomby atomowej! Wyparujemy i nic z nas nie zostanie! Ludzie autentycznie się wystraszą, przejmą, wejdą na emocje, będą na pełnych obrotach naciskać na władze: stop pomagania! Dość! To nie nasza wojna! Oczywiście zapominając, że ta wojna może nie jest nasza, nasza będzie jak ta się skończy, wtedy w Niemczech będą krzyczeć, że to nie nasza wojna.
Prawdziwą bombą atomową jest właśnie ten wrzask usłużnej agentury, zdezorientowanych obywateli, tudzież profesjonalnych rosyjskich ośrodków dezinformacyjnych. To właśnie pozwoli Rosji wygrać wojnę w Ukrainie, jeśli tylko damy się nabrać na ich lipę. Bo kiedy pomyślimy na chłodno, to jednak dochodzimy do wniosku, że na Kremlu zapewne nikt nie myśli o aż tak ekscentrycznym samobójstwie rozszerzonym (o resztę Rosji).
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to kup mi kawkę poproszę, to tylko kilka złotych, a mnie rekompensuje moją pracę. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. https://t.co/3NOiJ9zNa8
W 2027 roku nie zawalczymy o żaden rząd.
Ten rząd – nawet jeśli formalnie wygra – będzie już rządem innej Polski. Innej, niż ta, którą znamy dziś.
Nie idziemy do urn dla polityków.
To największa i najgroźniejsza iluzja polskiej demokracji.
Politycy nie są naszymi przyjaciółmi, nie są rodziną, nie są właścicielami tego kraju.
Są ludźmi, których na cztery lata wynajmujemy do konkretnej roboty.
I zbyt wielu z nich po kilku miesiącach zaczyna się zachowywać tak, jakby to oni byli tu na stałe, a my tylko tłem dla ich działań.
Do urn nie idziemy, żeby podtrzymywać ich kariery. Idziemy, żeby bronić własnego bezpieczeństwa. Idziemy, żeby Polska przestała być państwem na chwilę. Idziemy, żeby nasze dzieci i wnuki nie musiały uciekać albo przepraszać za to, że są Polakami.
Mamy to szczęście, że po stronie demokratycznej są ludzie, którzy naprawdę potrafią rządzić na światowym poziomie.
@donaldtusk , @radeksikorski , @Domanski_Andrz , @CTomczyk@magdasobkowiak – to nie są przypadkowi ludzie.
Oni myślą strategicznie, przewidują i działają w warunkach, w których większość polskich polityków po prostu się gubi.
Problem w tym, że ta grupa jest za mała. Zbyt wielu pozostałych dopiero uczy się państwa, gdy już dostaje władzę.
A Polska nie ma już czasu na naukę na żywym organizmie.
Nie ma czasu na kolejne eksperymenty, kolejne „jakoś to będzie”, kolejne kadencje marnowane na naukę podstaw.
Dlatego w 2027 roku nie wystarczy wygrać.
Trzeba wygrać z jasnym, twardym i bezwzględnym planem.
To nie politycy mają nam mówić, dokąd idziemy.
To my – obywatele – musimy im powiedzieć, dokąd mają nas zaprowadzić. I rozliczać ich z każdego kroku.
Nie odwrotnie.
W 2027 roku nie zagłosujemy na nazwiska.
Zagłosujemy na to, czy Polska będzie jeszcze państwem, w którym normalny człowiek może żyć bezpiecznie, godnie i z nadzieją na przyszłość.
Albo zagłosujemy (tu w kontekście całego narodu) na rozpad.
To nie będą kolejne wybory.
To może być ostatni moment, w którym jeszcze mamy realny wpływ na to, w jakim kraju będzie toczyć się nasze życie.
Potomkowie tych, którzy ratowali Polaków podczas wydarzeń w II Wojnie Światowej (również ci którzy pomagali podczas rzezi wołyńskiej) powinni otrzymywać specjalne odznaczenia oraz posiadać specjalną, szybką ścieżkę uzyskiwania obywatelstwa polskiego.
Jednym z warunków rosyjskiego ataku na państwo NATO jest sprawienie, by nie było reakcji sojuszników. Najlepiej, żeby przyszła ofiara po prostu wystąpiła z NATO. Czy to się da zrobić?
Narracja – wyjść z Unii Europejskiej
Pierwsze zadanie: wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej. UE to określone powiązania gospodarcze, to wspólne instytucje, to wzajemna wymiana handlowa, a zatem tworzenie wzajemnych zależności. Nie jednostronnych, ale wzajemnych. Powoduje to, że państwa tej wspólnoty jadą razem na jednym wózku, stają się wspólnym organizmem i jeśli usunie się z tego organizmu jakąś część, to jest to czymś w rodzaju amputacji. A to nie jest korzystne dla nikogo, ani tego okaleczonego organizmu, ani odciętego organu.
W pierwszej połowie lat 90. Białoruś miała innego, całkiem ludzkiego prezydenta, Stanisława Szuszkiewicza (1934-2022). Chciał on stworzyć państwo neutralne, idące własną tzw. trzecią drogą. Samodzielne, od nikogo niezależne, niech sami Białorusini decydują o sobie. Nikt tam nie będzie im w obcych językach, itd. Hasło dla Białorusi to zachowanie równego dystansu od Zachodu i od Wschodu. Nie idziemy ani z Rosją, ani do UE, sami decydujemy. Jak się jednak okazało, tak się nie da. Może w Norwegii, może w Szwajcarii, ale nie tu, między jednym światem a drugim. Tak jak nie da się iść na Zachód jak się leży w środku tego wschodniego świata, tak jak np. Gruzja. Ta w 2008 r. się przekonała, że można stracić ładną połać kraju jak się chce iść swoją drogą. A teraz niestety Gruzja coraz bardziej ciąży ku Rosji, bo to nie jest miejsce, gdzie można wybierać.
My na szczęście możemy. Możemy trzymać się w zachodniej rodzinie, albo wpadniemy w łapska Wschodu, jak Białoruś która naiwnie myślała, że w tej części świata da się inaczej. Różnica jest taka, że z UE można wystąpić kiedy się chce. Nikt tu nikogo na siłę nie trzyma. A o wyjście z Bloku Wschodniego trzeba walczyć. Tak jak walczyła opozycja w PRL, czy tak jak próbowano w Białorusi w latach 2020-2021 przypłacając to więzieniem, represjami i prześladowaniami. Czy za dążenie do Brexitu kogoś wsadzono do kolonii karnej?
Z UE wyjść jest łatwo. W Polsce wystarczy, ze wybierzemy do parlamentu określone ugrupowania, pojawi się projekt ustawy o wyjściu, zostanie przegłosowana, prezydent podpisze i po sprawie. To może być chwila. I nawet jak się rząd zmieni, to wrócić łatwo nie będzie. A co z NATO?
NATO rządzi, NATO radzi, NATO nigdy cię nie zdradzi
Po pierwsze bez realnych powiązań, bez realnej wspólnoty interesów, NATO to tylko papier. To jakiś traktat podpisany w zeszłej epoce, w innych uwarunkowaniach. Działał tak długo, bo wszyscy członkowie widzieli wspólny interes, widzieli cel i wiele korzyści z trzymania się razem. To działało i skutecznie odstraszyło ZSRR od ataku na państwa zachodnie w okresie Zimnej Wojny.
Ale czy dziś wszyscy widzą korzyści dla siebie? A może jest państwo dla którego NATO jest jakby kulą u nogi? A co jeśli Stany Zjednoczone, najważniejszy członek i lider NATO uzna, że nie chce już więcej przyjmować na siebie zobowiązań obrony innych państw, bo America First? Właściwie to się już stało, a obecny prezydent, ale też całkiem możliwe że i przyszły prezydent, uznają że nie ma sensu wysyłać amerykańskich żołnierzy do obrony tych, którzy tyle czasu jechali na gapę? Niech się sami bronią, a będą się wysługiwać Amerykanami. A jeśli Amerykanie opuściliby NATO, co nie jest wcale niemożliwe, to pozostałe państwa utrzymają sojusz czy wykorzystają okazję do budowy własnego w oparciu o UE, w której nas już nie będzie?
Ale możliwe jest też wyprowadzenie nas z NATO. Wystarczy ludziom w Polsce wmówić, że przynależność do NATO to zobowiązanie wysłania naszych żołnierzy za granicę do obrony innego kraju. A potem ten inny kraj powie, że właściwie może i tam byliśmy, ale trzymaliśmy się trochę z tyłu i właściwie to nie mógł na nas liczyć.
Taką psychozę niewysyłania naszych żołnierzy za granicę właściwie już jakimś cudem zbudowano. Takiego oporu przed wysłaniem naszego wojska do odległego Iraku czy Afganistanu nie było, jak teraz kiedy tylko przewinęła się jakaś, nieprawdziwa zresztą plotka o wysłaniu naszych wojsk na Ukrainę. Na tej mantrze w Polsce wygrywa się wybory. A przecież w Ukrainie, hipotetycznie bronilibyśmy polskiego przedpola, stoczylibyśmy tę walkę która zapewne i tak nas czeka nie pod Lublinem i Białymstokiem, ale pod Kijowem. Ale skoro jesteśmy tak bardzo przywiązani do rozwalania własnego kraju, no to trudno, czekajmy spokojnie na naszą kolej.
Oczywiście nie zostaniemy zaatakowani jeśli pozostaniemy dobrym sojusznikiem w ramach EU i NATO, a nasze państwo będzie funkcjonowało. Ale skoro daliśmy się zmanipulować na tyle, by alergicznie reagować na Ukrainę czy na myśl o obronie Polski na wysuniętych rubieżach, to spokojnie damy się zmanipulować by wyjść z UE. A następnie pojawi się słynna myśl: przecież NATO to zobowiązanie wysłania naszych wojsk za granicę, by walczyć o czyjąś ziemię.
A nam i tak nikt nie pomoże, co w 1939 r. nam pomogli? I w tym miejscu wyciągnie się całą komunistyczną propagandę, że przecież nie pomogli, choć tak naprawdę to pomogli, lecz po 17 września z wiadomych względów sprawa była już beznadziejna, sytuacja uległa zmianie. Pierwsza francuska ofensywa w Zagłębiu Saary ruszyła już 12 września, ale szybko się jednak skończyła, już po tygodniu, bo nie miała już sensu. Ale z jakichś względów każdy, kogo zapytacie odpowie: sojusznicy nas zostawili! Jacy sojusznicy? Państwa, które de facto wiosną 1939 r. udzieliły nam jednostronnych gwarancji? Bo chciały się rozprawić z rosnącymi w siłę Niemcami, ale potrzebowały casus beli?
Narracja będzie taka: nie będziemy umierać za Wilno! A druga to: nikt nam nie pomoże, będzie jak w 1939 r. A teraz złóżmy jedno i drugie, i spróbujmy uzasadnić: to właściwie po co nam to całe NATO? Potrzebne w ogóle na coś? Wystąpmy!
Irracjonalne? No tak, ale czy wystąpienie z UE jest racjonalne? A i tak idziemy w tę stronę, więc właściwie czemu nie? Teraz wiecie skąd się wzięły zabory? To się odbyło właśnie tak tyle że bez Facebooka.
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę poproszę, a będzie więcej. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. https://t.co/3NOiJ9zNa8
Mam apel do wszystkich, którzy będą świadkami bojówek Braunjugend i Bakiewiczjugend, którzy będą napastować lub obrażać Ukraińców. Nagrywajcie, róbcie zdjęcia i publikujcie. Policja szybko ich namierzy i aresztuje. Mowa nienawiści, dyskryminacja i rasizm to przestępstwa karne. Faszyzm i neonazizm musimy, my wyplenić i wypalić do kości. „Auschwitz nie spadło z nieba”.
Rosja musi nas podzielić przed atakiem
Rosja, mimo dużych sił zbrojnych, znaczącego doświadczenia bojowego i całkiem niezłego uzbrojenia, nie wydaje się przeciwnikiem zdolnym do pokonania europejskich państw NATO. Przede wszystkim dlatego, że pozostaje bardzo słaba ekonomicznie, co przekłada się na zapóźnienie technologiczne i przemysłowe. W efekcie nie jest w stanie rozwinąć produkcji przemysłowej na skalę pozwalającą wytwarzać kosztowne uzbrojenie w dużych ilościach.
Państwa Unii Europejskiej, choć przez lata niedostatecznie inwestowały w przemysł zbrojeniowy i własne siły zbrojne, są dziś w stanie przeznaczyć na ten cel środki, o jakich Rosja może tylko marzyć. Dzięki wysokiemu poziomowi rozwoju przemysłu oraz dużym nakładom na badania i rozwój uzbrojenie produkowane w Europie może być wysokiej jakości, a jej siły zbrojne dysponują możliwościami bojowymi, których rosyjska armia nie posiada.
Europa ma też trzykrotnie większe zasoby mobilizacyjne oraz środki na zakup dużych ilości uzbrojenia i amunicji, zarówno u siebie, jak i w państwach sojuszniczych. Nawet gdyby Stany Zjednoczone były zaangażowane w inny konflikt i potrzebowały większości produkcji dla własnych potrzeb, Europa byłaby w stanie poradzić sobie samodzielnie. O czymś takim Rosja nie może nawet marzyć.
Państwa NATO nie będą walczyć w pojedynkę. Wszyscy jadą na tym samym wózku i każdy czuje się zagrożony rosyjskim imperializmem – dlatego potencjalne ofiary będą trzymały się razem. Wiedzą bowiem, że tylko zachowując solidarność, mogą się skutecznie obronić.
Rosja jednak będzie atakować tylko wtedy, kiedy zdoła nas podzielić. Dlatego Rosja z tak wielkim uporem chce nas podzielić. Wyjście z UE to cel Moskwy, chodzi o zerwanie powiązań gospodarczych, więzi politycznych, sieci zależności wynikającej z szerokiego przepływu osób i towarów, bo wszystko to powoduje, że państwa UE dostrzegają określony interes we wzajemnej obronie. O wiele trudniejsze będzie wyprowadzenie danego państwa z NATO, o czym Rosja mocno marzy. Tutaj pomocne są hasła "nie będziemy umierać za Wilno" w Polsce czy "nie będziemy umierali za Warszawę", które będą rozsiewane w Niemczech. Ale na to przyjdzie odpowiedni czas.
Po oderwaniu od sojuszników lub w trakcie zrywania tych więzi, państwo przeznaczone do ataku zostanie "przygotowane". Trzeba szukać wszelkich istniejących podziałów i je nakręcać do granic możliwości, wywołać zamieszki nie do opanowania przez służby państwa, doprowadzić do paraliżu służb państwowych przez przejmowanie ich roli przez pozornie oddolne umundurowane bojówki, organizowane i zarządzane przez rosyjską agenturę, choć mające pozory ruchów oddolnych (to się nazywa astroturfing).
I takim to sposobem nagle państwo wydawałoby się chronione sojuszami i przynależnością, znajdzie się nagle obok, samotne, rozbite, sparaliżowane, chore. A to będzie już dla Rosji łatwy cel.
Na zdjęciu francuski kołowy bojowy wóz piechoty VBCI (fr. Véhicule blindé de combat d'infanterie), wspólny produkt firm Nexter Systems oraz Renault Trucks Défense. Lato 2022 r.
Fot. Michał Fiszer
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę poproszę, a będzie więcej. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. https://t.co/3NOiJ9zNa8
MGŁA WOJNY - Rosyjska jesień się zbliża
Między wrześniem, a listopadem 2026 Kreml uruchomi operację kaskadową. To termin operacyjny. Seria synchronicznych uderzeń podprogowych w krótkim oknie, wymierzona w zdolność decyzyjną NATO. Rosja nie musi jesienią przełamać frontu na Ukrainie ani ruszać czołgami na Zachód. Wystarczy, że wytworzy wrażenie, że przełamanie już następuje.
Kalendarz sprzyja Moskwie w sposób nieprzypadkowy. Wybory do Dumy, amerykański midterm, koniec reżimu New START, jesienny cykl poborowy, zamknięcie roku budżetowego. Wszystko w jednym oknie.
Dla Polski oznacza to jedno. Głównym kierunkiem nie będzie granica, będzie węzeł infrastrukturalny. Kolej, magazyny paliw, energetyka, łączość, przestrzeń informacyjna. Każdy pożar, każdy dron, każde zakłócenie, każdy nagły wysyp kont o „wciąganiu do wojny” trzeba czytać razem, nie osobno.
Nad tym wszystkim wisi drugie ryzyko - wewnętrzne przesilenie na Kremlu. Zmiana twarzy na szczycie nie musi oznaczać końca zagrożenia. Może oznaczać zmianę metody.
Pełna analiza już wkrótce na @Defence24pl.
Pozdrawiam i dziękuję.
Suche fakty. Ocena należy do Was
Rakieta balistyczna leci po torze balistycznym. Nie wykorzystuje sił aerodynamicznych do wykonania lotu. Wyłącznie kinematyka: siła ciągu silnika przeciwstawiona sile ciążenia, siła odśrodkowa przy poruszaniu się po łuku wzdłuż krzywizny ziemi. Zasięg proporcjonalny do prędkości lotu. Czas lotu do celu wynikający z prędkości i odległości do celu. Fizyka w czystej postaci, a jak wiadomo - praw fizyki pan nie zmienisz.
Rakieta balistyczna może manewrować w bardzo ograniczonym zakresie. Do kilku stopni, wykorzystując zmienny wektor ciągu silnika marszowego. Po oddzieleniu głowicy od korpusu rakiety (jeśli jest oddzielana, bo np. pocisk balistyczny 9M723 systemu Iskander-M jest wyposażony w głowicę nierozdzielną, zintegrowaną z kadłubem, na całej trajektorii lotu.) to w fazie terminalnej głowica (lub cała rakieta) używa silniczków sterujących do naprowadzenia na cel.
Rosjanie reklamują Iskandera jako pocisk lecący trajektorią quazi-balistyczną, dość wypłaszczoną, za to ze zwiększoną prędkością, co jest naturalną konsekwencją płaskiej trajektorii. Mówią też o jej zdolności manewrowania, co jest de facto fikcją. Opowiadania rosyjskich blogerów o zakrętach po 90 stopni to bajka o rozpustnym Kapturku i zamęczonym Wilku. W istocie maksymalne zmiany tory lotu na całej trasie to do 6 stopni. Fizyka....
Rakieta balistyczna zawsze przyleci z tego kierunku, skąd została wystrzelona. Nie można wystrzelić jej z Białorusi i powiedzieć, że przyleciała z Ukrainy, bo obserwujące ją radary (leci mimo wszystko dość wysoko i szybko, widać ją na setki kilometrów na radarach typu back-bone). Nawet jeśli zostanie wystrzelona przy granicy Białorusi z Ukrainą i wykona ów niewielki dowrót wskazując na teren Ukrainy przy granicy z Białorusią, to i tak będzie to widoczne na zapisie radarowym (backbone rejestrują obrazy i można je odtworzyć do analizy).
Żadnej prowokacji z użyciem rakiety balistycznej nie da się zmontować. Zawsze będzie wiadomo skąd przyleciała. I zawsze będzie wiadomo, co to jest: Ukraina nie ma Iskanderów, a Rosja nie ma ATACMSów.
Do prowokacji mogą być w zasadzie użyte tylko drony. One mogą lecieć po dowolnej trasie, a mnogość najróżniejszych typów i modyfikacji pozwala na łatwe wykonanie podróby. Nie ma problemu, bowiem wszyscy do budowy dronów pozyskują komercyjne, ogólnodostępne części. Najczęściej chińskich.
Drony wykonane ze sklejki, klejone wikolem, z chińskim silnikiem nienadającym się nawet do motocykla, z procesorem na poziomie iphona i autopilotem kupionym na Aliexpress czy Temu, kosztuje do 30 tysięcy dolarów. Grosiki. Takie drony produkuje się tysiącami. Od początku pełnoskalowej inwazji w lutym 2022 roku Rosja użyła przeciwko Ukrainie ponad 150 tysięcy dronów dalekiego zasięgu (głównie typu Shahed/Geran oraz ich nowszych bezzałogowych makiet pełniących rolę wabików). Gdyby do każdego z nich odpalać rakietę Patriot PAC-3MSE za 5,3 miliona dolarów, to kosztowałoby to 795 miliardów USD. To zaledwie roczny budżet Pentagonu. Nawet zsumowanie wszystkich budżetów III Rzeczypospolitej od 1990 roku do dzisiejszego 2026 roku daje łącznie około 440–460 miliardów USD. Nie stać by nas było na takie strzelanie Patriotów PAC-3 do dronów, nawet gdybyśmy od 1990 r. kupowali wyłącznie pociski PAC-3 MSE za całe nasze budżety.
Dlatego do dronów w żadnym razie nie strzela się Patrioty PAC-3 MSE. Te pociski są oszczędzane na balistykę. Każde inne użycie to marnowanie zasobów w obliczu zagrożenia. Zwłaszcza, że drony można zwalczać na dziesiątki różnych sposobów, a rakiety balistyczne - tylko Patriotami (w Polsce). Niczym innym.
Co nam grozi w najbliższym czasie? Grozi nam prowokacja wskazująca na rzekomy atak ukraiński mający nas wciągnąć w wojnę z Rosją. Celem Rosjan będzie przekonanie nas, byśmy całkowicie zaprzestali pomaganie Ukrainie i byśmy nie pozwalali na transfer materiałów wojennych dla Ukrainy przez nasze terytorium. Dlatego rosyjski atak musi udawać ukraiński. Dlatego to muszą być drony, bo to jest relatywnie łatwe do wykonania. Dlatego Patriot PAC-3 MSE będą w odpieraniu takiego ataku bezużyteczne, one nie są od tego. Oczywiście możemy jednej nocy wywalić z miliard dolarów na 20 dronów ze sklejki z chińskim silnikiem. Jeśli oczywiście te Patrioty znajdą się tam, gdzie te drony będą lecieć, bo rakiety PAC-3 MSE mają zasięg do 40-60 km do celu balistycznego i jakieś 120 km do aerodynamicznego. Jeśli rozstawimy Patrioty w obronie Warszawy, to drony mogą śmiało lecieć na Lublin, tam ich Patriot nie sięgnie. Rakiety PAC-2 mogą niszczyć cele aerodynamiczne nawet do 160 km, ale to też jest jednak ograniczony obszar.
Wniosek: w obliczu możliwej prowokacji rosyjskiej pociski Patriot PAC-3 MSE są BEZUŻYTECZNE. Potrzebne są myśliwce, śmigłowce szturmowe do niszczenia dronów w powietrzu, karabiny maszynowe, wprowadzony do uzbrojenia system "San", musimy się też zaopatrzyć w drony przechwytujące, jakie zaczęli stosować Ukraińcy. Można wykorzystać przeciwlotnicze Szyłki i nasze "żurki", czyli działa ZUR-23-2KG Jodek-G z Gromami lub ZUR-23-2SP Jodek-SP (System PSR-A Pilica).
A kiedy będziemy potrzebować obrony przed balistyką? Będziemy potrzebować, jak sami zostaniemy napadnięci. A żebyśmy zostali, muszą być spełnione cztery warunki:
1. Musi paść Ukraina, by Rosja uwolniła zaangażowane tam siły;
2. Pierwsze będą Państwa Bałtyckie, bo najłatwiej;
3. Przed napaścią Polska zostanie hybrydowo i kognitywnie zamieniona w ogłupiałą galaretę, państwo w stanie rozkładu na granicy upadku co wymaga tak ze 2 lata czasu.
4. Równolegle Rosja musi odtworzyć swoje zasoby i zintegrować zasoby ukraińskie w ramach własnej machiny wojennej. Ukraińcom pokaże się wpisy Polaków na FB, co będzie dobrą dla nich motywacją.
Czyli za dwa-trzy lata - minimum. Chyba, że sami wybierzemy wcześniej prorosyjskie władze, wówczas obejdzie się bez rakiet balistycznych i czołgów.
Do chwili obecnej otrzymaliśmy od USA 208 PAC-3 MSE, z terminem przydatności do użycia do 2034-2035, co można przedłużyć po sprawdzeniach na kolejne 15 lat. Według niektórych źródeł oddaliśmy Ukrainie pięć (5), ale oficjalnej liczby nie podano. Zamówionych mamy 644 kolejne PAC-3 MSE, dostawy mają się zacząć pod koniec tego roku i potrwać trzy lata.
Dodatkowo kupujemy PAC-2 GEM-T. Polska otrzymała od Departamentu Stanu USA zgodę na zakup maksymalnie 788 pocisków PAC-2 GEM-T, natomiast ostateczna, podpisana w czerwcu 2026 roku umowa wykonawcza opiewa na „kilkaset sztuk” tych rakiet.
Na zdjęciu - polska wyrzutnia M901 z załadowanymi ośmioma rakietami MIM-104F PAC-3 MSE. Na wyrzutni może być ich 16.
Fot. Michał Fiszer
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę poproszę, a będzie więcej. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. https://t.co/3NOiJ9zNa8
Bardzo dobra decyzja Rządu i W K-K z odtajnieniem donacji na rzecz Ukrainy. Może twarde fakty zamkną te zakłamane, propagandowe.. Konfokacapskie i Kacze ryje 💪
Masz chwilkę? Puść dalej ✌️
Rosyjska doktryna Władimirowa zwana też niesłusznie doktryną Gerasimowa jest trudna do realizacji
Mówiąc w skrócie, rosyjska doktryna zakłada doprowadzenie państwa na skraj upadku. Ma się to odbyć w czterech etapach przed piątym etapem zbrojnego wtargnięcia. Polscy teoretycy pogrupowali te cztery wstępne etapy w dwa.
Dlatego my mówimy o dwóch etapach poniżej-wojennych, jednym wojennym i jednym powojennym. Czteroetapowy model konfrontacji, o którym pisano w Akademii Sztuki Wojennej i którym kiedyś w wywiadzie posłużył się gen. broni Stanisław Czosnek.
Zacytujmy gen. broni Czosnka, z-cę szefa Sztabu Generalnego:
„Rosyjski modus operandi opiera się na tzw. Koncepcji Gierasimowa, przewidującej cztery fazy konfrontacji: budowanie konfliktu, eskalację, działania rozstrzygające i wreszcie rozwiązanie konfliktu metodą faktów dokonanych. Obecnie w naszych relacjach z Federacją Rosyjską jesteśmy gdzieś między pierwszym a drugim etapem. Jeśli chcemy uniknąć trzeciego – twardej kinetycznej konfrontacji, jaka stała się udziałem Ukrainy – musimy być odpowiednio przygotowani. Wszak lepiej być mądrym przed szkodą niż po szkodzie.”
To jego słowa, to polska ocena. A dziś proponuję zająć się oryginałem. Schemat zaczerpnięty z artykułu gen. armii Walerego Gerasimowa.
1. Etap skryty
Oderwanie społeczeństwa od autorytetów, sianie wątpliwości.
Poprzez działania informacyjne wmówić ludziom, że politycy, naukowcy, dziennikarze, i wszyscy którzy coś realnie osiągnęli, nie mają racji. Że działają we własnych interesach i kłamią.
BO NA ZDROWY CHŁOPSKI ROZUM...
Kiedy ludzie przestaną wierzyć w naukę, oficjalne doniesienia, mainstreamowe media, wtedy będzie można im zapuszczać w mózgi co chcemy.
2. Etap zaostrzenia (budowy konfliktu)
Rosjanie nie budują konfliktu, oni szukają istniejących. Po czym te konflikty rozpompowują do granic niemożliwości. Mogą budować konflikty tam, gdzie jedynie istnieje taki potencjał. Np. przez wmówienie ludziom, że katastrofa była zamachem. Nakręcić to tak, że do ludzi nie trafiają żadne racjonalne argumenty, zamienić ich w gorliwych wyznawców. I tak wzdłuż różnych linii.
Ten konflikt trzeba budować tak, by prowadził do rozpadu integralności państwa. czyli tak: skłócić z sojusznikami. Skłócić z Ukrainą, napuścić ludzi na Ukraińców, by jak Ukraina już padnie, to by ludzie byli nastawieni anty-europejsko, by Ukraińców popchnąć z Rosjanami by wzięli odwet za niechęć i wrogość do nich.
To bardzo ważny etap, bo trzeba wywołać niechęć do sojuszników, którzy realnie mają interes żeby nam pomóc. Do Niemców, Francuzów, do Unii Europejskiej. Bo to oni jadą na tym samym wózku, oni są następni w kolejce i mają tego świadomość, więc mają interes by powstrzymać nawałę PRZED swoimi granicami.
3. Początek działań konfliktowych
To jest to, co my uważamy za etap drugi. Wejście w etap pełnej wojny hybrydowej, trzeba pobudzić ludzi by przeszli od agresji słownej do czynów. Mają się napieprzać. Mają atakować obcokrajowców. Ma dojść do wystąpień, zamieszek i strajków. Samozwańcze organizacje mają uzurpować sobie prerogatywy służb państwowych, np. ochrony granic. Stopniowo pojawiające się akty dywersji. Najlepiej doprowadzić do wyjścia z UE. Złamać jedność NATO (to nie nasza wojna). Ma być tak, że jak Rosja napadnie Litwę, Łotwę i Estonię, w Polsce, w NIemczech, w Czechach, mają się przetoczyć wielkie fale demonstracji: "to nie nasza wojna!" i "nie będziemy umierać za Wilno!" oraz "nie wyślemy naszych żołnierzy na wojnę na Litwie!"
4. Kryzys
Kulminacją naszej fazy drugiej a wg Rosjan to faza czwarta jest kompletna degrengolada państwa. Płonące samochody, rozpierducha na ulicach, akty sabotażu, dywersji. Służby państwowe nie działają, nawet straż pożarna nie wyjeżdża do pożarów, bo się boi demonstrantów z kostką brukową i szynami tramwajowymi. Samozwańcze bojówki zdobywają broń i jej używają. Nikt nie wykonuje poleceń władz państwa, a organy państwa tego nie egzekwują. W takiej sytuacji o sojuszniczej pomocy raczej nie ma co mówić. Bo jak? Czy mają bronić rządu, ale czy to nie jest ingerencja w sprawy wewnętrzne??
5. Rozwiązanie.
Czyli zbrojne wtargnięcie. Sojusznicy debatują. Rosyjskie wojska pędzą do stolicy. Część żołnierzy podejmuje walkę, część przyłącza się do Rosjan, większość czeka nie wiedząc co robić. Kto ma racje? Jaka jest wola napierdalającego się ze sobą ludu?
6. Narzucenie pokoju
Czyli ustanowienie swoich władz z lokalnych, ale wskazanych przez Rosjan. Dawna agentura wpływu ląduje w obozach filtracyjnych razem z działaczami proeuropejskimi. Namiestnikiem Rosji w Polsce zostaje ktoś nieznany, jakiś Bierut bis czy ktoś. Ludzie wspierający Rosję dziś siedzą w obozie filtracyjnym wśród drwin rosyjskich żołnierzy spuszczających im ciężki wpierdol z wielką pogardą.
Terror i zaprowadzenie porządku. Umocnienie nowej władzy.
Rosjanie mówią o pewnej sekwencji, choć granice między fazami są bardzo rozmyte, a pewne elementy z faz kolejnych mogą się pojawić wcześniej, a inne później. Elastycznie.
W Ukrainie skopali. Nie przeprowadzili swoich faz 3 i 4, a nawet należycie 2. Ukraina w 2022 r. nie była taka jak w 2014 r. Na to nałożyły się samorodne kardynalne błędy i efekty widzimy.
Tyle teoria. A jak pójdzie praktyka - zobaczymy. Ale na to trzeba się szykować.
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę, a będzie więcej.
https://t.co/3NOiJ9zNa8
To fragment tekstu KAFIRA AFGANA z FB
Nie mój, tylko jego, ale jego, ale celny do bólu. Bez znieczulenia. Ale jest prawdziwy.
"Więc nie, Ukraina nie zatrzymała Rosji dlatego, że była silniejsza na papierze. Zatrzymała ją dlatego, że miała wolę walki, zachodnie wsparcie, adaptację, drony, rozpoznanie, dowódców uczących się szybciej niż rosyjski beton i naród, który nie chciał iść pod moskiewski but.
Rosja nie jest groźna dlatego, że jest mądra. Rosja jest groźna dlatego, że jest wielka, brutalna, tania w ludzkim życiu, głęboka magazynowo, ustawiona budżetowo na wojnę i uzbrojona w atom. To jest nieokrzesany sąsiad z łomem, kałachem, magazynem trupów, przemysłem przestawionym na zabijanie i bombą jądrową w piwnicy.
Ukraina jest państwem wyniszczonym wojną, zależnym od Zachodu, broniącym własnego terytorium i walczącym o przetrwanie. Ma armię doświadczoną, twardą i groźną, ale nie ma potencjału, żeby zagrozić Polsce w takim sensie, w jakim zagraża Rosja.
Ukraina może być trudna, niewdzięczna, politycznie irytująca, historycznie ciężka i czasem dyplomatycznie nieokrzesana. Można się z nią kłócić. Trzeba jej stawiać warunki. Trzeba pilnować polskiego interesu. Trzeba mówić o Wołyniu, ekshumacjach, pamięci, gospodarce, rolnictwie, transporcie, konkurencji i przyszłych kontraktach. Przyjaźń narodów bez prawdy kończy się zwykle mordą w błocie. Ale to nadal nie jest wróg strategiczny Polski.
Wróg strategiczny siedzi w Moskwie.
Rosja ma interes w tym, żeby Polska była słaba, skłócona, samotna, odklejona od Unii, podejrzliwa wobec Ukrainy, obrażona na Niemcy, nieufna wobec NATO i zajęta własnym szczekaniem do lustra. Rosja nie musi od razu wjeżdżać czołgami pod Białystok. Rosja robi to, co umie najlepiej. Podpala głowy. Karmi kompleksy. Rozgrywa pamięć historyczną. Wpuszcza smród w internet. Szuka pożytecznych idiotów, którzy za darmo robią robotę, za którą kiedyś trzeba było płacić agenturze.
Ukraina może nam robić problemy. Rosja chce nam złamać kręgosłup.
I tu jest różnica, której wielu nie ogarnia, bo im się mapa pomyliła z emocjonalną sraczką po komentarzach na Facebooku. Z Ukrainą trzeba rozmawiać twardo. Bez klękania. Bez amnezji. Bez głaskania po głowie. Ale to rozmowa z sąsiadem, który bywa nieokrzesany, czasem bezczelny, czasem głupi politycznie, lecz dziś zatrzymuje rosyjskie mięso armatnie daleko od naszych granic.
Z Rosją nie rozmawia się jak z sąsiadem. Z Rosją rozmawia się przez siłę, kontrwywiad, wojsko, przemysł, amunicję, sojusze, odporność państwa i zimną świadomość, że dla Kremla Polska nie jest partnerem. Polska jest przeszkodą. Korkiem w gardle imperium. Krajem, który ma siedzieć cicho albo zostać złamany.
Na froncie Rosja dalej próbuje przesuwać linię walk, nawet jeśli płaci za to potworną cenę. Małe postępy, infiltracje, mielone oddziały, kolejne szturmy, kolejne trupy, kolejne metry błota. To nie jest państwo, które odpuściło. To jest państwo, które nauczyło się przegrywać po kawałku i dalej iść po trupach.
Ukraina z kolei uderza w rosyjską infrastrukturę energetyczną i wojskową, bo nie ma luksusu eleganckiej wojny w białych rękawiczkach. Kijów próbuje przenieść koszt wojny głębiej w rosyjskie zaplecze, bo inaczej Rosja będzie spokojnie mielić ludzi, miasta i czas.
Więc odpowiedź jest prosta. Kto Polsce bardziej zagraża? Rosja. Dlaczego?
Bo ma potencjał, intencję, historię, doktrynę, aparat państwa, służby, atom i imperialny interes, żeby Polskę osłabić albo podporządkować.
Kim jest Ukraina?
Nie świętą krową. Nie aniołem. Nie bratem z obrazka. Tylko trudnym sąsiadem w wojnie, z którym trzeba robić interesy twardo, bez klękania i bez amnezji.
Ale sąsiad, nawet nieokrzesany, to nie to samo co wróg. A w Polsce jakimś dziwnym trafem zaczyna się przewijać przekaz, że ludzie powinni bać się Ukrainy. No kurwa, ubawiłem się serdecznie. Potomkowie husarii trzęsą portkami przed Ukrainą, jakby ktoś celowo odwracał im uwagę.
I pewnie nie wiecie kto.
No bo skąd.
Rosja właśnie na to gra. Żeby Polak zamiast patrzeć na Kreml, warczał na Ukraińca. Żeby zamiast rozróżniać interes od emocji, dostał do łba łopatą ruską propagandę i jeszcze myślał, że to zdrowy rozsądek.
Rosja to wróg. Ukraina to trudny sąsiad. Kto tego nie rozróżnia, ten nie analizuje. Ten tylko klepie propagandą, nawet jeśli robi przy tym minę wielkiego stratega z komentarzy pod postem."
Rosja nie chce nas napaść. Czyżby?
"Ukraina to tylko etap w wojnie Rosji z Zachodem" - gen. płk Andriej Mordwiczew, dowódca Strategicznego Zgrupowaniem Wojsk „Centrum”, 2023 r.
"Nie chodzi o Ukrainę ale o budowę nowego porządku światowego" - Minister SZ Rosji, Siergiej Ławrow, marzec 2022 r., podczas wywiadu dla rosyjskiej telewizji państwowej RBK.
"rozmowy pokojowe nie powinny dotyczyć samej Ukrainy, ale zasad, na których opierać się będzie nowy porządek świata” - ponownie Siergiej Ławrow w czasie rozmów pokojowych w Ankarze, kwiecień 2022 r.
"celem Rosji w wojnie z Zachodem jest powstrzymanie najwyższego władcy piekła, bez względu na to, jakiego imienia używa: Szatana, Lucyfera czy Antychrysta”. - Dmitrij Miedwiediew Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji, listopad 2022 r. wpis na Telegramie
"Dyktatura zachodnich elit jest skierowana przeciwko wszystkim społeczeństwom, w tym przeciwko narodom samych krajów zachodnich. To całkowite zaprzeczenie człowieka, obalenie wiary i tradycyjnych wartości. Przechodzi w czysty satanizm” - Władimir Putin, listopad 2022 r.
"To oni rozpoczęli wojnę, a my użyliśmy siły i używamy jej, aby ją zatrzymać. [...] Elity Zachodu nie kryją swojego celu: zadać Rosji strategiczną porażkę. Oznacza to wykończenie nas raz na zawsze”. - Władimir Putin, luty 2023 r., orędzie wygłoszone w Dumie.
Z ostrą sugestią: albo my, albo oni. Dlatego trzeba ich "pokonać", czyli podporządkować sobie.
„Federacja Rosyjska dąży do stworzenia takiego systemu stosunków międzynarodowych, który zapewni niezawodne bezpieczeństwo, zachowanie tożsamości kulturowej i cywilizacyjnej oraz równe możliwości rozwoju dla wszystkich państw [...]. W celu ułatwienia adaptacji porządku światowego do realiów wielobiegunowego świata, Federacja Rosyjska zamierza traktować priorytetowo: eliminację pozostałości dominacji Stanów Zjednoczonych Ameryki i innych nieprzyjaznych państw w sprawach światowych”. (Rozdział II, punkt 11, podpunkt 1) - Koncepcja Polityki Zagranicznej Rosji, kwiecień 2023 r.
Oczywiście eliminacja "pozostałości dominacji Stanów Zjednoczonych Ameryki" w Europie ma się odbyć poprzez ustanowienie własnej dominacji w Europie, jako że: „Rosja, ze względu na swoją unikalną pozycję jako jednego z wiodących ośrodków rozwoju cywilizacyjnego na świecie oraz jako strażnik tradycyjnych wartości moralnych i duchowych ludzkości, odgrywa kluczową rolę w utrzymaniu globalnej równowagi sił i kształtowaniu wielobiegunowego systemu międzynarodowego”. (Rozdział I, punkt 5).
Teraz już wiecie? Tak, ma powstać nowa Polska Rzeczpospolita Ludowa (może jakaś inna nazwa dla draki tym razem, np. "Po Pierwsze Polska" - PPP), nowa Niemiecka Republika Demokratyczna (i znów może jakaś nowa nazwa, może nie "Po Pierwsze Niemcy", ale na przykład "Niemcy Ponad Wszystko" - NPW), jakaś Francuska Republika Ludowo-Demokratyczna...
Tyle, że to wcale nie będą państwa suwerenne. Będą kompletnie zależne od Rosji, rządzone przez "zegarmistrzów" (wiecznie jeżdżących do Moskwy po wskazówki). Takie kolejne Białorusie.
Patrzymy na te rosyjskie plany i zamierzenia jako na utopię. Miejmy nadzieję, że tak. Ale nie zapominajmy, że Rosja jest sprytna. Rosja nie pokona nas czołgami, bo te w większości Ukraińcy spalili. Ale nie potrzebują czołgów. Wystarczy im internet i granie na głupocie. Podzielenie, skłócenie, wywołanie chaosu. Marzenie to wypromowanie do władzy nowych Bierutów i Gomułków, nowych Honeckerów, nowych Kádárów... Niech sami ich ludzie wybiorą, jak swego czasu Hitlera w Niemczech, a oni poprowadzą te państwa "odpowiednim" kursem na wschód. Sami wlizą w łapska Moskwy.
Gdyby ktoś w XVII wieku powiedział w Rzeczpospolitej Obojga Narodów, że skolonizują nas Rosja, jakieś gówniane Prusy czy Austria, to by został wyśmiany do rozpuku. A tymczasem wystarczyło tylko poczekać. Wtedy wszystko toczyło się powoli, więc trzeba na to było ponad 100 lat. A w dzisiejszej dynamice rozwoju, w tym rozwoju stosunków międzynarodowych, kształtowania opinii przez algorytmy sieci społecznościowych, przy tych technikach manipulacji, można to osiągnąć błyskawicznie.
Nie jest to łatwe, jak pokazała Ukraina. Jak się najpierw wjedzie czołgami do nieprzygotowanego informacyjnie i hybrydowo państwa, to się wtopi. Wtedy, to nawet intensywna wojna kognitywna w obliczu walki na froncie, nie specjalnie pomaga. Ale to już Rosja wie. Każdy się uczy na błędach...
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę poproszę, a będzie więcej. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. https://t.co/3NOiJ9zNa8
Przed czym ostrzegają Amerykanie?
Ostrzegają przed kolejną prowokacją Rosjan, ale teraz pójdzie grubo.
Szczerze mówiąc, pisałem o tym w Polityce już we wrześniu 2025 r. A teraz to samo przekazują (wg doniesień) amerykańskie służby wywiadowcze. Oczywiście to tzw. przeciek kontrolowany, bo całe społeczeństwo ma się dowiedzieć o tych ostrzeżeniach, co oczywiście ma konkretny cel.
Wlot rosyjskich nieuzbrojonych dronów we wrześniu 2025 r. miał być rozpoznaniem. Sprawdzeniem reakcji i sprawdzeniem działania ich wojny informacyjnej.
Jak wiadomo, obrona powietrzna Polski i natowskich sojuszników zadziałała prawidłowo. Oczywiście rosyjska agentura w Polsce już po czasie zaczęła krytykować użycie drogich rakiet do zestrzeliwania tanich dronów (by the way - to akurat Holendrzy je odpalili, a nie Polacy, ale to szczegół), choć dyskusja ta mocno przygasła, kiedy się okazało że niezwyciężone wojska amerykańskie w ciągu dwóch miesięcy wystrzeliły w rejonie Zatoki Perskiej zapas z kilkuletniej produkcji rakiet Patriot wartych miliardy dolarów do tanich irańskich dronów, które i tak narobiły całkiem sporo szkód w państwach sojuszniczych (Kuwejt, Katar, Emiraty).
Wojna informacyjna ruszyła natychmiast. Ale towarzysze z GRU mocno przeholowali. Pierwsze i dość liczne wpisy na kontach społecznościowych o ukraińskiej prowokacji wobec Polski pojawiły się ZANIM drony w ogóle wleciały do Polski. No to była wpadka na całego, ale GRU się nie przejęła, bo nie zostało to dostatecznie nagłośnione. Algorytmy nie kochają prawdy, algorytmy kochają emocje, skrajności, wrzaski.
Potem okazało się, że przeważały komentarze, świadczące o tym że to był ukraińska prowokacja. Ale to były lewe komentarze, walone przez boty, a w najlepszym razie przez płatne farmy troli. Kiedy bowiem zrobiono badania opinii publicznej, to przekonanych do tej wersji było jakieś trzy razy mniej od ilości komentarzy.
Oczywiście nie mogła to być prowokacja ukierunkowana na wciągnięcie do wojny, bo była poniżej progu wciągnięcia do wojny. Nikt rozsądny nie rozważał żadnych militarnych akcji odwetowych przeciwko Rosji i to było oczywiste. Po co więc organizować grubymi nićmi szytą prowokacje mającą na celu wciągnąć do wojny, która nie ma szans wciągnąć do wojny? Bo jest po prostu poniżej progu militarnego odwetu?
Grunt jednak został przygotowany. Poziom emocji został nakręcony przez inne działania, w czym niestety pomógł też ukraiński prezydent. Ale jak powiedziałem - w politykę nie wchodzą. Jedźmy dalej z militarnym possible COA (Course of Action) development wg metodyki analizy sieciowej ONA (Operational Net Assessment).
Teraz to się odbędzie tak.
Któregoś dnia w czasie zmasowanego ataku na Ukrainę, część dronów poleci dalej. Może część z nich poleci wzdłuż białorusko-ukraińskiej granicy, może nawet naruszą przestrzeń powietrzną Białorusi. Chodzi o to, by nie zostały one zestrzelone przez ukraińską obronę.
Te, które wlecą do Polski polecą na jakiś ważny obiekt, elektrownie albo stacje kolejową, może jakieś ważne zakłady, na przykład Mielec albo Świdnik, albo zakłady amunicyjne w Nowej Dębie czy w Skarżysku Kamiennej, lub w Pionkach. Chodzi o to, by straty były dotkliwe, by wykonały wielkie poruszenie, by wydania specjalne w telewizjach i na portalach internetowych trwały nie jedną dobę, ale nawet tydzień. By o niczym innym nie mówiono.
Wśród dronów które przylecą, dwa-trzy nie trafią w cele. Spadną gdzieś na pole, ale tak by ludzie je natychmiast znaleźli. By je sfotografowali i wrzucili do internetu. I by te zdjęcia miały miliony wyświetleń. By musiały je pokazać różne telewizje, wydrukować gazety. A to będą kopie znanych ukraińskich dronów, najlepiej słynnego, bardzo rozpoznawalnego, dwukadłubowego drona „Liutij”. Będą miały nieudolnie zamalowane, prześwitujące ukraińskie znaki rozpoznawcze. I może część napisów po ukraińsku.
Będą miały ładunek wybuchowy, ale nie wybuchną. Muszą zostać relatywnie całe, żeby można je było sfotografować, a zdjęcia rozpowszechnić. A mnóstwo ludzi pokaże filmiki z ich przelotu, charakterystycznej sylwetki nie da się z niczym pomylić.
I natychmiast ruszy nawała rosyjskich trolli, rosyjskich botów i rosyjskiej agentury w Polsce: „to był atak ukraiński!” „Na co czekacie?” „Co zamierzacie z tym zrobić?” A pewien nieoswojony instruktor będzie swoim zwyczajem zadawał odpowiednie pytania, sugerujące „właściwą” odpowiedź. I będzie miał miliony wyświetleń…
Wszystko to po to, by społeczeństwo ruszyło na rząd: zatrzymać pomoc dla Ukrainy, tak naszą, jak i tranzyt!
A jak to nie wystarczy, to będą kolejne akcje. Ale te opiszę innym razem.
Uwaga: ilustracja wygenerowana przez AI, celowo.
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę poproszę, a będzie więcej. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. https://t.co/3NOiJ9zNa8
Bartłomiej Sienkiewicz w jednym zdaniu powiedział to, czego reszta obozu władzy panicznie boi się wypowiedzieć głośno:
„Na razie niezależność prokuratury polega na tym, że im nie zależy.”
To nie jest złośliwość. To miażdżący akt oskarżenia wobec instytucji, która miała rozliczyć osiem lat bezprawia, a zamiast tego stała się maszynką do przesuwania spraw na później.Sienkiewicz nie gada. Gdy trzeba było wyrwać media publiczne z rąk PiS-owskich nominatów, nie urządzał okrągłych stołów ani nie chował się za procedurami. Zrobił to szybko, bez litości i skutecznie. Dlatego jego słowa bolą najbardziej.A rzeczywistość? Minęły miesiące. Zero rozliczeń. Zero wyroków. Tylko niekończące się „analizy”, „oceny dowodów” i kolejne konferencje o tym, że „trzeba ostrożnie”.To już nie jest ostrożność. To paraliż i tchórzostwo.
Państwo nie może być zakładnikiem własnej niemocy. Jeśli są dowody – działać natychmiast. Jeśli ich nie ma – powiedzieć to wprost. Najgorsze, co robicie, to to wieczne dreptanie w miejscu, które wygląda jak ochrona starych układów.
Każdy kolejny miesiąc zwłoki to prezent dla PiS.
Każdy dzień bezczynności wzmacnia ich narrację o „polowaniu na czarownice”, bo wy nie potraficie jej zakończyć konkretnymi aktami oskarżenia.
Ludzie nie głosowali 15 października po to, żeby oglądać administracyjne dreptanie i słuchać pustych haseł. Głosowali po to, żeby państwo wreszcie odzyskało kręgosłup.Czas skończyć z teatrem. Albo rozliczycie – albo przyznajcie, że nie macie na to siły ani woli.
Trzeciej opcji nie ma.
JAK UZIEMIĆ APARAT HEJTU DARIUSZA MATECKIEGO? 5 CYFROWYCH TRIKÓW, KTÓRE WYCINAJĄ ZASIĘGI TROLLI DO ZERA!
Zorganizowane farmy trolli i fabryki internetowego ścieku, na których imperium zasięgowe budują politycy pokroju Dariusza Mateckiego, mają jeden słaby punkt. To algorytm. Sieciowi prowokatorzy nie potrzebują Twoich braw, ani nawet Twojej zgody – oni potrzebują wyłącznie Twojej wściekłości. W świecie social mediów każda interakcja przekłada się na realne pieniądze i potężne dotarcia. Kiedy odpowiadasz zszokowany na chamski wpis, algorytm widzi tylko jedno: „O, potężne zaangażowanie! Podbijamy ten post wyżej!”.
Czas przestać być użytecznym idiotą na usługach politycznych hejterów. Jeśli chcesz realnie uziemić internetowych krzykaczy, musisz zacząć grać według zasad nowoczesnej cyber-higieny.
PRACTICAL GUIDE: CYFROWA ARCHITEKTURA WALKI Z PATOLOGIĄ
Zasada absolutna: Nigdy nie cytuj i nie linkuj
Chcesz obnażyć kłamstwo posła czy partyjnego bota? Nigdy nie podawaj dalej (retweet) ich wpisów i nie wklejaj bezpośrednich linków. Podanie posta dalej to dla algorytmu jasny sygnał do promowania konta. Zamiast tego zrób zrzut ekranu (screen) i to jego użyj jako grafiki w swoim własnym, osobnym poście. Treść zostaje napiętnowana, ale licznik wyświetleń u hejtera stoi w miejscu.
Selekcja komentarzy: Ignoruj wyzwiska i bezpodstawny hejt
Gdy widzisz komentarz pełen wyzwisk, teorii spiskowych czy ordynarnych prowokacji bez grama faktów – nie odpisuj. Kliknięcie sekcji komentarzy i wpisanie nawet jednego słowa krytyki drastycznie podbija pozycję tego profilu. Brak reakcji oznacza dla konta trolla śmierć naturalną poprzez obniżenie priorytetu w kanale aktualności (feedu).
Błyskawiczny ban: Blokuj zamiast dyskutować
Nie trać energii na „nawracanie” opłaconych kont czy zradykalizowanych profili. Masowe, konsekwentne blokowanie (Block) sprawia, że trolle tracą dostęp do kontentu generowanego przez normalnych użytkowników, wokół którego mogliby budować swoje toksyczne „gównoburze”.
Flaga bezpieczeństwa: Raportuj jako spam lub mowę nienawiści
Wykorzystuj systemowe narzędzia platform. Masowe flagowanie kont, które regularnie łamią regulamin serwisu poprzez nękanie i dezinformację, nakłada na dany profil tzw. shadowban (niewidzialne ograniczenie zasięgów przez platformę), a w skrajnych przypadkach prowadzi do permanentnego usunięcia konta.
Psuj wzorce behawioralne (Pattern Interrupt)
Jeśli już musisz wejść w interakcję pod postem demaskującym kłamstwo, zamiast wklejać emocjonalne tyrady, używaj suchych, merytorycznych tekstów z danymi (np. raportami NIK) i oznaczaj profile weryfikujące fakty (fact-checkingowe). Algorytmy moderujące gorzej radzą sobie z promowaniem postów, które ucinają emocjonalną dyskusję na rzecz twardych, chłodnych statystyk.
Pamiętaj: Najlepszą bronią przeciwko internetowym prowokatorom nie jest głośny krzyk, ale systemowe, technologiczne odcięcie ich od tlenu, jakim są wyświetlenia i zasięgi. Bądź mądrzejszy niż algorytm.
Tylko fakty, polub tę prawdę, przytul logikę @SmiechemGo
#NieKarmTrolla #CyberHigiena #UziemićHejt #FactCheckingPl #SmiechemGo
Bibliografia i źródła:
Analizy behawioralne algorytmów rekomendacyjnych platform X (Twitter) oraz Meta (Facebook) w kontekście promowania treści polaryzujących – Instytut Badań Internetu i Mediów Społecznościowych (IBIMS, 2025/2026).
Sprawozdanie z działalności i struktury kont powiązanych z suwerennymi i partyjnymi fabrykami spamu w Polsce – raporty Stowarzyszenia Demagog. Kontakt prasowy: [email protected].
Przewodnik bezpieczeństwa cyfrowego i przeciwdziałania zorganizowanemu trollingowi – publikacje Fundacji Panoptykon (2025 r.).
Redaktor AtuśMi
Почитав дуже показову реакцію ��ольського суспільства на рахунок історика Нормана Девіса, який дав інтерв'ю польському виданню.
Британський історик, професор Оксфордського університету Норман Девіс по-суті не сказав нічого проривного.
Він не заперечив Волинь, не відбілював УПА і не почав розповідати полякам, що все це вигадка пропаганди. Навпаки, він говорить про злочини.
Але робить одну страшну для польської історичної політики річ — вимагає точності. А з точністю, як ми знаємо, у них починаються проблеми.
Девіс сказав просту річ: не можна брати Волинь, приклеювати її до всієї УПА, далі до всієї української історії, потім до сучасної України, а в кінці — до українських військо��их, які сьогодні воюють проти росії. Бо це чисто політика, а не історія.
І додав, що поляки мають бути обережнішими з тим, що говорять про Україну та її історію.
Він не каже, що УПА була святою організацією. Він каже, що УПА загалом не була кримінальною організацією, бо для українців значна частина її історії пов’язана не з Волинню, а з боротьбою проти окупантів, насамперед проти СРСР, який вчиняв геноцид та терор. І саме тому рішення назвати підрозділ на честь героїв УПА не є автоматичним прославленням трагедії.
І от тут у польської правої пам’яті почи��ається коротке замикання.
Бо зручна схема має виглядати так:
1. Польське підпілля — чисте, українське підпілля — злочинне.
2. Армія Крайова — тільки герої, УПА — тільки злочинці.
3. Польща — тільки жер��ва, українці — тільки боржники по історичній моралі.
А Девіс говорить: ні, друзі, так не працює. Якщо говорите про Волинь — говоріть і про польські вбивства українців. Якщо говорите про УПА — говоріть і про Армію Крайову. Якщо говорите про український націоналізм — говоріть і про міжвоєнну Польщу, де українці не мали рівних прав, пережили жорстоку пацифікацію 1930-х і цілком могли вважати себе однією з найбільш скривджених меншин у тій державі.
А ще говоріть про операцію «Вісла», де вже після війни польська держава виселила близько 140 тисяч українців і ��емків з їхніх земель. Бо історія не працює так.
Цікаве в цій історії навіть не це.
Норман Девіс — це не якийсь український твіттерський «бандерівець», якого полякам легко записати в агенти Києва. Це один із головних західних істориків, які десятиліттями пояснювали англомовному світу, що Польща — це не просто додаток до росії, Німеччини чи Австрії. Що польська історія — окрема велика історична цивілізація Центрально-Східної Європи.
Його книга God’s Playground фактично стала однією з головних книжок, через які Захід почав дивитися на Польщу серйозніше. Якого свого часу критикували за надто необ’єктивну подачу польської історії.
Тобто поки Девіс допомагав полякам витягувати їхню історію з периферії західної історіографії — він був великий історик. Поки писав про польську жертвенність і польське місце в Європі — все було нормально. А щойно цей самий Девіс сказав, що польська пам’ять теж має темні сторінки, що УПА не зводиться до Волині, а українців не можна перетворювати на колективний історичний вирок — все, почалась істерика. А Девіс, до речі, має Орден Білого Ор��а за його роль у дослідженні та популяризації польської історії, польське громадянство, Орден Відродження Польщі, Хрест Великий Ордену Заслуги Республіки Польща, медаль Gloria Artis, а також звання почесного громадянина Варшави з 2005 року.
Класика жанру.
Проблема в тому, що частина польської політики вже давно не займається історією. Вона займається виробництвом моральної переваги. Інститут національної пам’яті, Навроцький і вся ця права історична машина дуже хочуть, щоб польська історія була не складною, а зручною. Без імперського шовінізму, без пацифікацій, без насильства проти українців, без операції «Вісла», без власних злочинів до, під час і після Другої світової.
Бо якщо це все визнати, тоді доведеться говорити не мовою вимог, а мовою історика. А це вже неприємно.
І Девіс якраз про це. Не про те, що українці невинні. Не про те, що поляки винні у всьому. А про те, що історія складніша за польську пропаганду «Христоса народів», де є тільки святі і правильна державна пам’ять.
Отака іронія. Людина, яка багато років була одним із найсильніших популяризаторів польської історії на Заході, раптом стала для частини поляків проблемою рівно в той момент, коли нагадала їм про їхню історію.
І отак вони самі себе заганяють у кут далі. Спочатку побудували політику пам’яті на власній святості, а тепер щиро дивуються, чому будь-яка спроба говорити про повну картину звучить для них як напад.
Попри всі намагання журналістки спровокувати Девіса, найбільше сподобались його слова: «Ця афера/історія дорого коштуватиме Польщі в майбутньому».