Rozmowa o stosunkach polsko-ukraińskich
w lokalnym radio @FmStrefa
Trzeba odebrać Order Orła Białego @ZelenskyyUa ,
tą hańbę dla Narodu Polskiego zgotowaną przez skompromitowanego @AndrzejDuda
Panie @NawrockiKn wnoszę by nie kontynuować hańby Pana Dudenko.
#tujestpolska#nie #judeoukraina
Jestem za taką imigracją
kobiety z 🇨🇳Chin z 🇯🇵Japonii z 🇰🇷Korei Południowej
🇻🇳Wietnamu i 🇹🇼Tajlandii - do rozważenia!
wysokie IQ i chęć założenia rodziny
wszystko czego trzeba Polsce.
#pOlki OUT do Afryki do swoich książąt wakandy!
Jeśli Polki nie chcą mieć dzieci, to jedynym sposobem na uratowanie dzietności jest program „Azjatka+”.
Brzmi nietuzinkowo? Tak, ale imigracja kobiet zamiast mężczyzn powinna stanowić podstawę polityki imigracyjnej w Polsce.
W obliczu głębokiego kryzysu demograficznego w naszym kraju, gdzie według badań CBOS z 2022–2023 roku jedynie 32% kobiet w wieku 18–45 lat deklaruje plany posiadania jakiegokolwiek potomstwa (spadek z 41% w 2017 r.), a aż 68% nie planuje dzieci ani w bliższej, ani nawet w dalszej (!) perspektywie, utrzymanie odpowiedniego poziomu dzietności staje się ogromnym wyzwaniem. Wskaźnik dzietności (TFR) w Polsce spadł do rekordowo niskiego poziomu: około 1,07 – 1,1 w ostatnich latach (2024–2025), jednego z najniższych w Europie i na świecie.
Kobiety zapytane o przyczyny w badaniach zwykle wskazują na następujące bariery: niestabilność zatrudnienia (powszechność umów cywilnoprawnych nie dających takiej ochrony jak umowa o pracę), wysokie koszty życia, brak odpowiedniego wsparcia opiekuńczego (brak rodzin wielodzietnych sprawił że dziadkowie często mieszkają kilkaset kilometrów dalej i nie zajmą się dziećmi) i zmieniające się priorytety życiowe (kariera, samodzielność, „enjoy life”).
Badania jakościowe pokazują, że wiele Polek chciałoby teoretycznie 1,8–2 dzieci, ale realne warunki (zwłaszcza wydłużenie procesu edukacyjnego co powoduje usamodzielnienie się dopiero ok. 30 roku życia, brak równowagi praca–życie na wczesnych etapach kariery) prowadzą do odkładania lub rezygnacji z potomstwa. Programy typu 500+ pomogły krótkoterminowo, ale nie odwróciły trendu spadkowego który jeszcze bardziej zaczął galopować po wyroku TK.
Sytuację pogarszają trendy kulturowe - we współczesnych polskojęzycznych mediach promuje się życie singielki po 30tce, zamiast zachęcać do zakładania rodzin. Wręcz przeciwnie - małżeństwo i macierzyństwo są przez media obrzydzane, zgodnie z feministycznym założeniem że stanowią one "opresję kobiety" w mitycznym, urojonym "patriarchacie".
W tym kontekście warto spojrzeć na kraje azjatyckie, takie jak Tajlandia, Filipiny czy Sri Lanka, gdzie kobiety kulturowo i w badaniach ankietowych częściej wyrażają silniejsze pragnienie posiadania dzieci, co mogłoby stanowić uzupełnienie lub alternatywę dla słabnących rodzimych trendów prokreacyjnych.
Filipiny: Mimo spadku TFR do 1,7 dziecka na kobietę w 2025 r. (z 4,1 w 1993 r.), kobiety nadal deklarują wyższe preferencje prokreacyjne. Idealna wielkość rodziny spadła z ok. 5 do 2,8, ale w wielu grupach społecznych (zwłaszcza wiejskich i mniej wykształconych) pragnienie większej liczby dzieci pozostaje silne. Badania pokazują, że Filipinki często postrzegają dzieci jako wartość kulturową, wsparcie rodzinne i element tożsamości.
Na Sri Lance w badaniach DHS kobiety wyrażały pragnienie średnio 2,5 dziecka. Kulturowy nacisk na rodzinę i kontynuację rodu nadal wpływa na postawy, choć czynniki ekonomiczne (kryzysy humanitarne na wyspie, migracje) hamują realizację tych pragnień.
W Tajlandii historycznie i kulturowo społeczeństwo kładło większy nacisk na rodzinę wielodzietną. Mimo spadku, badania wskazują na wolniejszy dryf preferencji w porównaniu z Europą Środkową – kobiety w Tajlandii nadal w ankietach częściej niż Polki wskazują na wartość macierzyństwa jako elementu życiowego sukcesu.
Te kraje, mimo własnego spadku dzietności pod wpływem urbanizacji, edukacji i zmian ekonomicznych, zachowują w populacji kobiet silniejsze kulturowe i wartościowe przywiązanie do posiadania dzieci w porównaniu z Polską, gdzie odsetek deklarujących brak planów prokreacyjnych jest niski. W tej sytuacji program „Azjatka+” – rozumiany jako celowe zachęty (podkreślenie walorów Polski jako "bramy do Europy" oraz kraju bardzo bezpiecznego dla kobiet) skierowane do kobiet z krajów o wyższych preferencjach dzietności – mógłby stać się praktycznym narzędziem podniesienia ogólnego wskaźnika urodzeń w Polsce. Kobiety z Tajlandii, Filipin czy Sri Lanki, wnosząc ze sobą silniejsze motywacje rodzinne, mogłyby przyczynić się nie tylko do wzrostu liczby urodzeń w pierwszym pokoleniu, ale też do kulturowego wzmocnienia modelu rodziny w społeczeństwie przyjmującym. Badania demograficzne pokazują, że imigrantki z regionów o tradycyjnie wyższych preferencjach prokreacyjnych często zachowują część tych wzorców przez co najmniej jedno pokolenie, co mogłoby pomóc w „uratowaniu dzietności” tam, gdzie lokalne polityki (jak 500+) dają ograniczone i krótkoterminowe efekty.
Ergo: skoro rodzime badania konsekwentnie wskazują na spadek woli posiadania dzieci wśród Polek, to skierowanie uwagi na grupy demograficzne z Azji Południowo-Wschodniej i Południowej – gdzie pragnienie macierzyństwa pozostaje relatywnie silniejsze – jawi się jako logiczna, choć nietuzinkowa strategia demograficzna na najbliższe dekady.
Co więcej, kobiety-imigrantki popełniają mniej przestępstw i tworzą mniej problemów niż imigranci płci męskiej. Znacząco niższe wskaźniki przemocy czy przestępczości, zwłaszcza seksualnej, czynią ten wybór bardziej bezpiecznym niż praktykowane obecnie w Europie ściąganie hord mężczyzn z krajów Afryki czy Arabii.
@krzysztofbosak@OficjalnyJK@SlawomirMentzen
@KamilZ18014064 Azjatki tak patrzą na europejczyków białych
jak pOlki patrzą na murzynów
w Azji zaprasza się do klubów białych mężczyzn za darmo
by klub mienił się bardziej europejsko