@Eurosport_PL@Jowita_W_@Eurosport_PL puśćcie to każdemu dziennikarzynie zajmującemu się sportem, który zamiast od podziękowań za spektakl sportowy który miał okazję oglądać czy komentować, zaczyna od prostackiej krytyki, narzekania i pogardy dla zawodników i przeciwnika @W_Kowal@K_Stanowski@sportpl
Teraz proszę się trzymać, bo to jest tak durne, głupie i wk...jące, że trdno zachować spokój.
Lodziarnia "Pod Dębem" w Pszczynie od 25 lat miała darmowe lody dla najlepszych uczniów - tych kończących rok szkolny z wyróżnieniem.
Teraz darmowych lodów nie będzie, bo idiotka, która została rzecznikiem praw dziecka, @MHornaCieslak, wysmażyła pismo, że ten zwyczaj jest "wykluczający" i może "generować nadmierną presję psychiczną, promować niezdrową rywalizację".
Tak, nazywam panią rzecznik wprost idiotką, bo tutaj nie ma innego określenia. To nie jest określenie obraźliwe, ale opisowe.
Ale ta jej kretyńska interwencja nie bierze się z niczego. To przejaw woke'istowskiego przekonania, że nie wolno nikomu sprawiać dyskomfortu, a największy dyskomfort sprawia ten, kto lepiej sobie radzi i ma lepsze wyniki.
https://t.co/0Af2t4MfZh
Zbigniew Bogucki odrzucał pieniądze z UE na polską armię w programie SAFE, bo to "pożyczka i zdrada suwerenności". Gdy jednak chodzi o zarabianie na składowaniu niemieckich odpadów medycznych, strzykawek i zakażonych materiałów na Dolnym Śląsku, panuje cisza i pełna zgoda. Starosta z PiS wydaje decyzje środowiskowe, firma Chemeko-System przyjmuje czerwone worki, a synek Boguckiego robi błyskotliwą karierę od posła do szefa Kancelarii Prezydenta. Dla obrony Polski było zbyt drogo, dla niemieckich toksycznych śmieci jest otwarta furtka i parasol ochronny. Klasyczny model głośny patriotyzm i suwerenność, dopóki nie pachnie niemiecką kasą. Bogucki to idealny symbol tego układu.
PROSZĘ O RT!
"I tak też bywa…
Miliarderka, która próbuje zubożeć — i nie może.
W 2019 roku MacKenzie Scott rozwiodła się z Jeffem Bezosem i otrzymała udziały w Amazonie warte około 36 miliardów dolarów.
Świat spodziewał się jednego z trzech scenariuszy: że zniknie w luksusie, zbuduje medialne imperium albo stworzy fundację charytatywną, w której bogaci ludzie organizują uroczyste kolacje i umieszczają swoje nazwiska na budynkach.
Nie zrobiła nic z tego.
Zamiast tego zaczęła rozdawać pieniądze tak szybko, że złamała niemal wszystkie zasady filantropii.
Bez wniosków.
Bez bankietów.
Bez pamiątkowych tabliczek z jej nazwiskiem wypisanym złotymi literami.
Jej zespół działał jak grupa detektywów, wyszukując organizacje, które robiły niezwykłe rzeczy, ale ledwo utrzymywały się na powierzchni: bank żywności, który przez 20 lat ani razu nie zamknął drzwi, choć ciągle był kilka miesięcy od bankructwa; wiejski szpital obsługujący kilka powiatów starym sprzętem; program pomagający osobom po wyjściu z więzienia, działający w wynajętej piwnicy kościoła.
Kiedy znajdowali takie miejsca, wysyłali wiadomość, która brzmiała zbyt dobrze, by mogła być prawdziwa:
„Obserwowaliśmy waszą pracę. Wierzymy w to, co robicie. Chcemy pomóc”.
A potem przychodziły pieniądze.
Miliony dolarów.
Bez ograniczeń.
Bez warunków.
Dyrektorzy organizacji zwoływali pilne zebrania, bo najpierw musieli przestać płakać ze szczęścia, żeby w ogóle wyjaśnić pracownikom, co się wydarzyło.
Szpitale dziecięce mogły natychmiast zwiększyć liczbę psychologów. Uczelnie dla rdzennych społeczności otrzymywały większe wsparcie niż przez całe dziesięciolecia. Banki żywności wreszcie mogły pomagać wszystkim, którzy pukali do ich drzwi.
A potem przyszedł rok 2020.
Kiedy świat się kłócił, a wiele systemów zaczęło pękać, MacKenzie działała jeszcze szybciej. W ciągu 12 miesięcy przekazała 4,2 miliarda dolarów organizacjom, które podtrzymywały lokalne społeczności w chwili, gdy wszystko wokół się chwiało.
Schroniska dla osób doświadczających przemocy domowej, gdzie liczba zgłoszeń podczas izolacji gwałtownie wzrosła, dostały środki na zwiększenie pomocy. Banki żywności otrzymały wsparcie, którego rozpaczliwie potrzebowały.
Nie organizowała konferencji prasowych. Pisała proste wpisy, bardziej przypominające listy: kto dostał pieniądze, dlaczego i co będzie mógł dzięki nim zrobić.
Tradycyjny świat dobroczynności był zdezorientowany.
Gdzie są gale?
Gdzie stypendia z nazwiskiem fundatora?
Gdzie długie procedury i formularze?
MacKenzie przepisała zasady na nowo.
Najdziwniejsze było jednak to, że nawet po przekazaniu ponad 19 miliardów dolarów jej majątek nadal rósł. Akcje Amazona zyskiwały na wartości szybciej, niż ona zdążyła rozdawać pieniądze.
To wyglądało jak próba opróżnienia oceanu wiadrem.
A ona mimo wszystko nie przestawała.
Rok po roku organizacje, które dawno przestały liczyć na wielkich darczyńców, odbierały telefon. Uczelnie kształcące przyszłych liderów przy skromnych budżetach. Inicjatywy klimatyczne. Programy wspierające uchodźców.
Każda darowizna miała wspólną cechę: pełne zaufanie.
Zaufanie, że ludzie, którzy poświęcili życie rozwiązywaniu problemów, wiedzą lepiej niż miliarderka, jak najlepiej wydać te pieniądze.
Jej życie prywatne się zmieniało, ale tempo pomagania nie zwalniało.
Organizacje, które wspierała, zamieniały się w silne centra pomocy. Tysiące ludzkich historii potoczyły się inaczej — a większość tych osób nawet nie wie, kim jest MacKenzie Scott.
Podczas gdy inni miliarderzy kupowali rakiety i budowali pomniki samym sobie, ona pokazała coś zupełnie innego: że można rozdawać fortunę bez ego i bez kamer.
Można po prostu spojrzeć na niewyobrażalne bogactwo i zapytać:
„Komu jest to potrzebne bardziej niż mnie?”
A potem oddawać.
Rok po roku.
Bez reflektorów.
Bez oklasków.
Bez potrzeby zapisania swojego nazwiska na marmurze.
Tylko z cichą świadomością, że gdzieś, dzięki tej pomocy, czyjeś życie stało się choć trochę lepsze.'
za Przytulność
🚨BREAKING: Nvidia will pay you $1,000 a month to host a mini AI data center at your house.
It looks like a regular AC unit sitting in your yard. Nobody walking past would know what is inside.
Inside sits 16 Nvidia Blackwell GPUs and Dell servers running at full capacity.
A startup called Span builds and installs them. They are backed by Nvidia directly. The whole unit bolts onto your home and you get paid for the power and Wi-Fi you supply.
Some estimates put the monthly payout around $1,000. That is rent money just for hosting a box you never touch.
Span says the units deploy significantly faster and cheaper than traditional data centers. That is exactly why Nvidia is backing the suburban rollout instead of waiting for more commercial land.
The AI boom needed more compute. It found it in the suburbs.
The grid is being rebuilt one backyard at a time. Save this.
🚨 خبر عاجل: GEMINI مليء بميزات قوية لا يستخدمها إلا القليل!
معظم الناس يستخدمونه فقط للبرومبتس البسيطة… بينما GOOGLE أضافت أدوات تحول ساعات العمل إلى ثوانٍ.
تراك تستخدم أقل من ٥٪ من قدرات GEMINI الحقيقية.
إليك 10 ميزات مخفية في Gemini تشعرك وكأنك في عالم آخر 👇
9 czerwca 2011 roku, Gastonia, Karolina Północna.
Do oddziału banku RBC na New Hope Road wchodzi 59-letni Richard James Verone. Były kierowca dostawczy, przez 17 lat pracujący dla Coca-Coli, od kilku lat bez stałej pracy, bez ubezpieczenia zdrowotnego.
Miał dwa uszkodzone dyski, tajemniczą narośl na klatce piersiowej, problemy ze stopą i silne bóle w piersi. Bez pieniędzy na leczenie, bez perspektyw.
Wręcza kasjerce kartkę. Na niej jedno zdanie:
„To jest napad na bank. Chcę 1 dolara.”
Dodaje, że ma broń (choć w rzeczywistości był całkowicie nieuzbrojony). Kasjerka, oczywiście przerażona, daje mu dolara. Verone nie ucieka. Nie krzyczy. Nie grozi. Po prostu odwraca się, idzie kilka kroków i siada spokojnie w holu na krześle przy wejściu.
Mówi jej:
„Będę siedział tutaj, na tym fotelu, i czekał na policję.”
I czeka. Spokojnie. Jak człowiek, który właśnie załatwił najważniejszą sprawę w swoim życiu.
Policja przyjeżdża w kilka minut. Verone nadal siedzi. Dają mu kajdanki. Aresztują na miejscu.
Dlaczego to zrobił?
Kilka dni wcześniej wysłał list do lokalnej gazety Gaston Gazette. Pisał w nim:
„Kiedy otrzymacie ten list, ja już dokonam napadu na bank. Napad ten popełniam dla jednego dolara. Jestem przy zdrowych zmysłach, ale nie jestem w pełni zdrowy fizycznie.”
W rozmowie z dziennikarzami z więzienia powiedział później bez ogródek:
„Jestem dość logiczną osobą. To była moja logika. Jeśli nazywa się to manipulacją, to z konieczności, bo potrzebuję opieki medycznej – więc chyba manipuluję systemem, żeby ją dostać.”
Władze oskarżyły go nie o napad z bronią (bo nie miał żadnej), lecz o zwykłą kradzież (larceny). Groziło mu maksymalnie kilka lat, ale w praktyce dostał wyrok, który pozwolił mu spędzić w więzieniu wystarczająco dużo czasu, żeby w końcu otrzymać badania i leczenie, o które tak desperacko walczył ( 3lata).
Ta historia wstrząsnęła Ameryką.
Bo pokazała coś, co wielu wolało nie dostrzegać: w najbogatszym kraju świata człowiek w podeszłym wieku, który przepracował całe życie, był zmuszony popełnić przestępstwo, żeby móc się leczyć.
Richard James Verone nie chciał zostać bogaty. Nie chciał uciec z milionami. Chciał tylko jednego: żeby w więzieniu dali mu tabletki na ból i zrobili badania.
I dostał to… za cenę jednego dolara i utraty wolności.
Wypadek, który pokazuje wszystko, co jest chore w polskim systemie.
28 listopada 2024r Dorota Bejgier idzie poboczem. Wraca odebrać swoją 7-letnią córkę Maję ze szkoły.
W tym samym momencie nadjeżdża Kia Rio. Za kierownicą Magdalena Z., 58 lat – prokurator, do marca 2024 szefowa Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu.
Telefon jej się zsunął. Schyliła się po niego.
Samochód zjechał na pobocze i uderzył w Dorotę z taką siłą, że ciało dziewczyny odrzuciło ponad 13 metrów. Auto zatrzymało się dopiero po 50 metrach.
Dorota zmarła następnego dnia w szpitalu w Krakowie. Jej narządy uratowały komuś życie.
Kierująca była trzeźwa. Jechała dozwoloną prędkością. Jedyna przyczyna? Rozproszenie uwagi telefonem.
Półtora roku zamrożonej sprawy.
Wniosek o uchylenie immunitetu trafił do Sądu Najwyższego dopiero 2 kwietnia 2025 – cztery miesiące po śmierci Doroty.
Przez kolejne dziesięć miesięcy Sąd Najwyższy…nie wyznaczył nawet terminu posiedzenia. Zamrażarka pełną parą.
W tym czasie Magdalena Z. formalnie pozostawała prokuratorem – na zwolnieniu lekarskim, z pełnym wynagrodzeniem: 14–19 tys. zł brutto miesięcznie.12 stycznia 2026 przeszła w stan spoczynku. Dostała prokuratorską emeryturę – 10–14 tys. zł brutto miesięcznie dożywotnio, chronioną przed obniżeniem.
Dopiero 20 maja 2026 Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN (sędzia Marek Siwek, jednoosobowo) uchyla jej immunitet. Uznali wniosek za "w stopniu oczywistym zasadny".
Magdalena Z. odpowie z art. 177 §2 kk – spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Grozi jej do 8 lat.
Uchwała nieprawomocna. Ma 7 dni na zażalenie.
Ojciec Doroty nie doczekał nawet tego dnia. Zmarł w trakcie tego ciągnącego się w nieskończoność postępowania.
Córka leży w grobie od listopada 2024. Maja chodzi do szkoły bez mamy. A sprawczyni przez cały ten czas dostawała pieniądze podatników.
Zwykły człowiek za dokładnie to samo:
-zarzuty w ciągu tygodnia
-akt oskarżenia w pół roku
-wyrok w rok.
Prokurator? Półtora roku na pełnej pensji + potem bezpieczna emerytura.
To nie jest opóźnienie. To jest dwuipółklasowy system sprawiedliwości.
Dorota Bejgier zginęła, bo ktoś ważniejszy od niej uznał, że sięganie po telefon w czasie jazdy jest warte ryzyka.
A system przez półtora roku chronił sprawczynię, nie ofiarę.
Niech to zostanie w naszej pamięci.
https://t.co/pjn4ubuDtM
J’ai élevé mon fils seul après le divorce. Je me suis privé de tout ce que j’ai pu pour qu’il ne manque de rien. Le jour de mon 60e anniversaire, le téléphone est resté silencieux toute la journée. À 23 h 47, un message est arrivé : « Papa, bon anniversaire, j’ai oublié. » Je l’ai lu trois fois. Puis j’ai pris mon téléphone et j’ai pris la décision la plus difficile de ma vie…
Je m’appelle Ernesto. J’ai 60 ans et je suis de Bilbao.
Mon mariage avec Lucía s’est terminé quand Adrián avait quatre ans. Il n’y a pas eu de grands drames — seulement deux personnes qui n’avaient plus rien à se dire et qui ont décidé de partir avant de se faire plus de mal. Adrián est resté avec moi. Lucía est partie vivre à Madrid avec son nouveau compagnon. Au début, elle appelait les week-ends. Puis de moins en moins. Puis presque plus.
Alors c’est moi qui ai été là.
Seulement moi.
Les premières années ont été vraiment difficiles. Je travaillais dans une entreprise de logistique, en horaires coupés, et je devais tout organiser pour qu’Adrián soit récupéré à l’heure, dîné, lavé, avec ses devoirs faits. J’ai engagé une femme, Concha, qui allait le chercher à l’école et lui donnait le goûter. Je lui payais une grande partie de mon salaire, mais je n’avais pas d’autre solution.
J’ai appris à cuisiner par nécessité. Les premiers mois, c’était pâtes et omelette, pâtes et omelette. Puis j’ai ajouté d’autres choses. Adrián avait des goûts très clairs dès petit — il aimait le riz au lait, détestait les lentilles, demandait des croquettes le vendredi comme si c’était un droit constitutionnel. Je faisais les croquettes du vendredi.
J’ai assisté à toutes les réunions de l’école. À toutes les fêtes de fin d’année. Une fois, j’ai été malade avec de la fièvre et j’y suis allé quand même pour un match de foot en salle, parce qu’Adrián était gardien et je ne voulais pas qu’il soit sans son père. Je suis resté sur le bord du terrain, l’écharpe remontée jusqu’au nez.
Je ne me plains pas. Je l’ai fait parce que je voulais le faire. Adrián était ma responsabilité et ma vie, les deux à la fois.
Quand il a eu dix-huit ans, il est parti étudier à Barcelone. Ingénierie. J’étais très heureux — c’était ce qu’il voulait et ce pour quoi il avait travaillé. L’appartement est devenu silencieux d’un coup, mais je me suis dit que c’était normal, que cela devait être ainsi.
Au début, il appelait souvent. Puis les week-ends. Puis seulement quand il avait besoin de quelque chose — de l’argent pour un livre, que je fasse un virement, que je lui trouve une information. J’ai toujours répondu. J’ai toujours été là.
Il a obtenu son diplôme il y a trois ans. Il a trouvé du travail à Barcelone, a rencontré une fille, a construit sa vie là-bas. Je suis allé le voir deux fois. La première fois, j’ai dormi sur le canapé de son appartement, parce qu’il n’y avait pas de chambre d’amis. La deuxième fois, il m’a dit que ce serait mieux à l’hôtel, que tout le monde serait plus à l’aise. J’ai trouvé ça étrange, mais je n’ai rien dit.
Les appels se sont espacés. À Noël, il venait, oui. À certains ponts. Mais de plus en plus court, de plus en plus téléphone à la main, de plus en plus pressé de retourner à sa vie.
Cette année, j’ai eu soixante ans.
Un chiffre rond. Je n’attendais pas de fête ni rien de spécial. Mais je pensais — il va sûrement appeler. Je pensais qu’il viendrait peut-être un week-end, qu’on mangerait ensemble, qu’on parlerait vraiment un peu.
Le téléphone est resté silencieux toute la journée.
Je me suis réveillé, j’ai pris mon petit-déjeuner seul, je suis allé me promener dans le Casco Viejo comme je le fais le dimanche. Je suis rentré, j’ai mangé le riz que j’avais préparé, j’ai regardé un peu la télévision. Toutes les heures, je regardais le téléphone. Rien.
À neuf heures du soir, ma sœur de Vitoria m’a appelé. Nous avons parlé une demi-heure. Elle m’a chanté bon anniversaire, elle m’a fait rire. Quand j’ai raccroché, le silence est revenu.
À 23 h 47, quand j’étais déjà au lit, il a vibré.
Un message d’Adrián.
« Papa, bon anniversaire, j’ai oublié. Bisous. »
Je l’ai lu une fois.
Je l’ai lu une deuxième fois.
Je l’ai lu une troisième fois.
J’ai oublié.
Il n’était pas en voyage sans réseau. Il n’était pas aux urgences. Il n’était pas dans une situation qui aurait pu l’excuser. Il avait simplement oublié. Comme on oublie d’acheter du pain ou de payer une facture.
Soixante ans. Trente-six années à l’élever seul. Les croquettes du vendredi. La fièvre au bord du terrain de foot. Le canapé dans son appartement.
Il avait oublié.
Je n’ai pas répondu au message cette nuit-là. Je suis resté longtemps à regarder le plafond, le téléphone posé face contre la table de nuit.
Et j’ai pris une décision qui me trottait dans la tête depuis un moment, mais que j’avais toujours repoussée parce qu’elle me semblait égoïste.
À partir de maintenant, je vais vivre pour moi.
Je ne vais pas attendre des appels. Je ne vais pas être disponible à n’importe quelle heure. Je ne vais pas réorganiser ma vie pour m’adapter aux trous qu’il me laisse.
J’ai soixante ans.
Et pour la première fois depuis longtemps, cela ne me ressemble pas à une fin.
Cela ressemble à un début.
—
Avez-vous déjà eu l’impression de tout donner pour quelqu’un, puis d’arriver à un moment où vous devez choisir entre continuer à attendre ou recommencer à vivre pour vous-même ?
To tylko program telewizyjny z Izraela, w którym Żydówka w bikini ukrzyżowała Jezusa, który jest przedstawiany jako małpa.
Nie przejmuj się. Żydzi to nasi przyjaciele.