Wczoraj minęła 6. rocznica śmierci George’a Floyda.
Pamiętacie, jak w Poznaniu w czerwcu 2020 roku „uczczono” to wydarzenie? Setki ludzi położyło się plackiem na bruku jak idioci. Leżeli i czekali… na co? Na sprawiedliwość? Na koniec „systemowego rasizmu”? W imię czego właściwie?
Bo George Floyd nigdy nie był żadnym bohaterem.
Miał grubą kartotekę kryminaln��. Wielokrotne aresztowania za handel i posiadanie narkotyków, kradzieże, a w 2007 roku brał udział w zbrojnym napadzie na dom, podczas którego razem z kompanami groził pistoletem ciężarnej kobiecie. Nagrywał też porno pod pseudonimem „Big Floyd”. Był degeneratem i narkomanem. W dniu śmierci w jego organizmie wykryto śmiertelną dawkę fentanylu i metamfetaminę.
Jego śmierć stała się tylko pretekstem do zamieszek, palenia miast, dewastacji i globalnej fali lewackiej propagandy, która do dziś zatruwa debaty publiczną.
Czas na prawdę, a nie na kult.