@WojtekKardys Te same lokalne firmy, które dokładnie te same produkty sprzedawały z ogromną marżą bądź naklejały tylko swój logotyp? Jaką to ma wartość dodaną dla konsumenta? Proszę wymienić sektory jakie zyskają na tym realnie, czyli wzrośnie produkcja w EU.
I went to the Tour de France last week and it feels like a perfect microcosm of how Capitalism and Socialism differ (and why America is diverging economically and stagnating socially).
As an American I couldn't believe how poorly they monetized the event. You have millions of people watching and 99% of them watch for free.
The result - the median rider in the event is earning $250K a year, but the public has an event that is loved and accessible by all. The broader result is you don't get the private (and public) investment that coincides with such events in the USA because it's not being monetized well. That is, the teams earn less, the riders earn less and municipalities hosting earn less. So the aggregate result is everyone is poorer, on average, in the long-run because they don't capture the economic value of the event well.
BUT, the Europeans love their bikes. Boy do they love their bikes. And you see the happiness and social value of making this a public good instead of a private profit maximizing endeavor. So there's social value in NOT monetizing the event that **arguably** makes it a better overall social value than the Capitalist model.
In short, the American model creates a wealthier, more capitalized industry, while the European model sacrifices financial maximization to generate a widely distributed, unpriced public good. Which is better? Most certainly a mix. The hard part is getting the balance right.
‼️DAJCIE RT to są pieniądze NAS WSZYSTKICH!
Nawet 26 tysięcy w godzinę (od 100 do ponad 300 tysięcy w jeden dzień!) zarabiali lekarze ze spółki Spine, która wykonywała zabiegi w maleńkich szpitalach powiatowych
➡️Lekarze (spółka Spine) dostawali 65%(!!!!) wyceny świadczenia
➡️Zdaniem @NFZ_GOV_PL i Konsultanta Wojewódzkiego wykonywali jeden zabieg ale sprawozdawali 4-krotnie droższą procedurę!
➡️Dokumentacja większości pacjentów jest identyczna!
➡️Lekarze w 4 godziny zarabiali ponad 100 tysięcy złotych!
➡️Spółka Spine nigdy nie opublikowała swojego sprawozdania finansowego więc trudno określić skalę potencjalnych nieprawidłowości
➡️szpital w Mogilnie nie ma na wypłaty, bo w związku z zabiegami komornik zabezpieczył im część kontraktu
➡️Dostali 2,6 mln kary od NFZ
➡️Trwa kilka śledztw, szpital w Miastku może mieć jeszcze większe problemy, bo skala zabiegów była 4-krotnie wyższa
Zapewniam Was: to dopiero początek!!! Sprawa jest o wiele poważniejsza
@wirtualnapolska@CBAgovPL@PK_GOV_PL@NaczelnaL
@p_laby Jednak nie wszystko jasne.
Miałem bilety w koszyku, chciałem zabrać dwóch kolegów na mecz i nagle komunikat o braku możliwości zakupu. Dlaczego wcześniej nie informowaliście o tym, że sprzedaż otwarta wcale nie jest otwarta? Ja sam spełniam ten warunek, ale oni niestety nie.
@GornikZabrzeSSA@ChampionsLeague Odjebaliście z tym zastrzeżeniem. Miałem bilety w koszyku, chciałem zabrać dwóch kolegów na mecz i nagle komunikat. Dlaczego wcześniej nie informowaliście o tym, że sprzedaż otwarta wcale nie jest otwarta? Ja sam spełniam ten warunek, ale oni niestety nie.
@RBrzoska@InPostPL Klasa! Wtedy turystyczne usługi przesyłu walizek, o których ostatnio było głośno, będą miały zdecydowanie więcej sensu. To jeszcze pozostaje czekać na realne wdrożenie i możliwość przetestowania Von Halskiego :)
Dziś Maja Chwalińska rozpocznie zmagania w nowym sezonie. Przed emocjami związanymi z występem naszej tenisistki w Auckland - zapraszam do przeczytania wywiadu, w którym rozłożyliśmy miniony rok na czynniki pierwsze ��️
Szymon Przybysz: - Kolejny sezon za Tobą. Pierwszy, w którym wystąpiłaś we wszystkich eliminacjach wielkoszlemowych. Jesteś z niego zadowolona, czy może towarzyszy Ci poczucie niedosytu?
Maja Chwalińska: - Po ostatnim występie czułam spore rozczarowanie. Mam w głowie pierwszą setkę i wiem, że mam poziom, aby się w niej znaleźć. W 2025 roku rozegrałam spotkania z dziewczynami, które do niej należą. Kilka z nich wygrałam, w kilku zaprezentowałam się z dobrej strony, mimo że ostatecznie schodziłam z kortu pokonana. Wiem, że mam na to papiery, ale potrzebuję grać więcej jakościowo. Muszę utrzymywać zdrowie, a momentami tego brakowało w ostatnich miesiącach. Niektóre przerwy były za długie. Wracanie do rywalizacji – budowanie na nowo rytmu meczowego i pewności siebie – zajmuje trochę czasu. Czasu, którego ostatecznie zabrakło na zdobycie punktów potrzebnych do tego, aby być tam, gdzie bym chciała. Z upływem czasu zaczęłam patrzeć na to z innej perspektywy. Doceniłam fakt, że pierwszy raz mam za sobą dwa sezony z rzędu, które zakończyłam w TOP 150. Wcześniej miewałam skoki, spadki, ponowne skoki i ponowne spadki. Teraz czuję, że ustabilizowałam się na pewnym poziomie i to też mnie cieszy.
- Możemy nazwać Twoją aktualną pozycję, jako dobre miejsce do ataku w przyszłym sezonie…
- Tak. Uważam, że zdecydowanie możemy to nazwać dobrą pozycją do ataku.
- Wspomniałaś wcześniej o przerwach, które wykluczały Cię z gry na jakiś czas, ale ostatecznie Twój licznik rozegranych meczów singlowych w tym sezonie zatrzymał się na 50. Od kilku miesięcy w zakresie przygotowania fizycznego współpracujesz z Maciejem Ryszczukiem. Dostrzegasz już pierwsze efekty tej współpracy?
- Współpraca z @MRyszczuk rozpoczęła się w Rzymie. Myślę, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Na początku było bardzo ciężko i nie czułam się dobrze, ale byłam tego świadoma. Maciek też tłumaczył mi, że zmiana w treningu jest wyraźna, więc organizm musi się do tego przyzwyczaić. Myślę, że liczba urazów, z którymi muszę walczyć powoli spada. Zdaję sobie sprawę, że to wszystko jest procesem, który może jeszcze trochę potrwać, ale daję sobie czas. Ze swojej strony robię wszystko najlepiej jak potrafię.
- Podkreśliłaś, że zmiany, które wprowadził Maciek są wyraźne w porównaniu z tym, co robiłaś wcześniej. Gdzie dostrzegasz płaszczyznę, w której te zmiany są dla Ciebie najbardziej odczuwalne?
- Mam o wiele więcej treningu siłowego niż miałam wcześniej. To przekłada się na to, że jestem w stanie dłużej wytrzymywać większą intensywność w trakcie meczów.
- W tamtym okresie na brak intensywności nie mogłaś narzekać, bo w krótkim odstępie czasu zagrałaś mecze z dwoma dużymi nazwiskami w kobiecym tenisie. Najpierw w Radomiu ze Svitoliną, a potem w Rzymie z Sakkari. Jak z perspektywy czasu patrzysz na te pojedynki?
- Ze Svitoliną był to wyjątkowy mecz. Publiczność była niesamowita. W tamtym momencie nie czułam się zbyt pewnie na korcie, nie miałam wystarczającego zaufania do swojej gry, ale wsparcie kibiców mnie niosło. Doświadczenie, które zostanie ze mną do końca życia. Starcie z Sakkari pokazało mi, nad czym muszę jeszcze popracować, jeżeli chcę się piąć wyżej. Pierwszy set był pod moją kontrolą, ale z biegiem czasu nie wytrzymywałam tej intensywności. Robiłam coraz więcej błędów i traciłam jakość, która na początku meczu była moim głównym atutem.
- A jak oceniasz swoją grę w Wielkich Szlemach?
- Cieszę się, że w końcu miałam sezon, w którym wystąpiłam we wszystkich czterech. Przebrnięte eliminacje w Australii bardzo na plus, szczególnie po tym horrorze w pierwszej rundzie z Dominiką Salkovą. Po przegranej z Kają Juvan w Paryżu byłam załamana, ale ona jest świetną zawodniczką i zagrała lepiej ode mnie tego dnia. Wimbledon kompletnie mi nie wyszedł. Wracałam wtedy po kontuzji, więc nie miałam wobec siebie większych oczekiwań, ale rozczarowanie i tak było spore. Najbardziej zadowolona ze swojej gry byłam na US Open. Przegrałam w drugiej rundzie eliminacji z Janice Tjen 5:7, 5:7. Dwa zacięte sety z rywalką, która zagrała bardzo dobry sezon. Miałam szanse, nie wykorzystałam ich. Niemniej jednak całościowo oceniłabym poziom tego meczu naprawdę wysoko.
- Wcześniej poruszyliśmy kwestię rozwoju fizycznego, więc teraz chciałbym się skupić stricte na Twoim tenisie. Maja Chwalińska ze stycznia vs. Maja Chwalińska z grudnia, gdzie widzisz największą różnicę?
- Jestem dużo bardziej agresywna. Tutaj jeszcze raz nawiążę do progresu fizycznego, bo bez wątpienia to bardzo mi pomaga na korcie. Dążę do tego, aby podążać w tym kierunku. Mam coraz więcej narzędzi do wywierania presji na rywalkach i chcę z tego korzystać. Dzięki temu też częściej pojawiam się przy siatce, co również cieszy cały mój zespół, bo temu elementowi także poświęcamy sporo czasu.
- Tenis to nie są same zwycięstwa. Wspominałaś niejednokrotnie, że miałaś w przeszłości problemy z oddzielaniem tego co na korcie, z tym co poza nim. Udało Ci się wypracować już schemat, który sprawia, że przegrane nie dotykają Cię tak mocno?
- Sporo zależy od tego, jaki to jest mecz. Nigdy nie chcę przegrać i smutek czy złość towarzyszą mi zawsze, ale poziom tych emocji jest różny. Czasami można ze mną porozmawiać w miarę spokojnie od razu po meczu, czasami trzeba mnie zostawić samą na jakiś czas. Wydaje mi się, że jest to normalne. Trzeba te emocje zaakceptować, bo są nieodłącznym elementem każdego sportu. Są pewne granice, których nigdy nie przekraczam. Mam tutaj na myśli mój zespół, który przeżywa to wszystko razem ze mną, więc znamy się już na tyle, że potrafimy zarządzać tymi emocjami w najróżniejszych sytuacjach. Jak wszystkie emocje opadną, siadamy i na chłodno wszystko analizujemy. Dlatego tak ważne jest mieć wokół siebie dobre osoby, a ja takie osoby mam. Wiem, że mogę być z nimi szczera i powiedzieć im wszystko. To bardzo w tym całym procesie pomaga.
- A co w tym ciągłym życiu na walizkach sprawia Ci największą radość?
- Pewnie zaliczam się do mniejszości, ale nie jestem typem, który lubi długo zwiedzać. Jedynym miejscem, w którym potrafię odpoczywać będąc w mieście jest Rzym. Na ogół jestem bardziej hotelowa i wolę sobie poleżeć w łóżeczku (śmiech). Tak zupełnie szczerze – największą radość – a zarazem też satysfakcję – sprawia mi rozwój. Lubię dostrzegać progres u siebie, wtedy automatycznie czuję się ze sobą lepiej. O progresie nie muszą świadczyć wyniki. To może być jeden element, który prędzej czy później przyniesie efekt.
- Na chwilę odejdziemy od tenisa, bo nie tak dawno ukazała się reklama Oral-B, w której wzięłaś udział. Ciekawe doświadczenie?
- Oczywiście, że tak. Jakby mi ktoś kiedyś powiedział, że wezmę udział w reklamie Oral-B, to raczej bym nie uwierzyła (śmiech). Dowiedziałam się o tym na jakimś turnieju, ale już nie pamiętam dokładnie na jakim. Moja reakcja? Spore zdziwienie. Nawet myślałam, że to żart. Kiedy utwierdziłam się w przekonaniu – że to nie jest żart - bardzo się ucieszyłam. Nowe doświadczenie, zobaczyłam od kulis jak to wszystko wygląda. Cieszę się, że Iga mnie zaprosiła i miałam możliwość wystąpienia w takim formacie.
- Zdobywając tytuł w Montreux pokonałaś aż cztery leworęczne tenisistki. Z racji na to, że sama grasz lewą ręką, łatwiej Ci się odczytuje intencje leworęcznych rywalek? Oksana Selekhmeteva chyba ma już z Tobą koszmary…
- Ona jest przemiłą osobą. Jak grałyśmy po raz ostatni to podeszła do mnie i krzyknęła „I can’t!” na cały kort. Oczywiście wszystko z poczuciem humoru. Nie wydaje mi się, abym miała jakiś patent na leworęczne rywalki. Pamiętam, że był nawet taki moment, w którym nienawidziałam grać z leworęcznymi. Ciężko mi wytłumaczyć, czemu ostatnio te wyniki układają się dla mnie tak korzystnie. Sporą rolę pewnie odegrał fakt, że grałyśmy na kortach ziemnych i mój topspin z forhendu pomagał mi odkrywać kort. Dzięki temu też częściej atakowałam ich bekhend niż one mój.
- Czasu na zrobienie okresu przygotowawczego nie ma zbyt wiele, więc jak będą wyglądały Twoje najbliższe dni i gdzie Cię zobaczymy na początku 2026 roku?
- Tak, u mnie się to wszystko pokrzyżowało, bo kontuzja odniesiona na turnieju w Rende trochę zaburzyła mi końcówkę sezonu. Nie mogłam wtedy grać przez jakiś czas, skupiłam się głównie na rehabilitacji i treningu ogólnorozwojowym. Występy w Ameryce Południowej miały mi pomóc w odzyskaniu rytmu meczowego. Ciężko mówić o zrobieniu jakiegoś rozbudowanego preseasonu, ale uda się zrobić kilka mini bloków. Przed eliminacjami Australian Open polecę na eliminacje WTA 250 do Auckland. Na miejscu będzie ze mną trener Jaroslav Machovsky.
Fot. Olga Pietrzak
#zkortu
O Wołyniu...
Dużo emocji i jawnej wrogości w ostatnich dniach na linii 🇵🇱🇺🇦. Przyglądam się temu z dużym smutkiem, bo relacje pomiędzy tym oboma narodami powinny być
w najważniejszej trójce wzajemnych stosunków, jeśli nawet nie najważniejsze... Po pewnym czasie kilka zdań komentarza z mojej strony.
Kilka środowisk w międzyczasie zdążyło już otworzyć szampany, "bo wyszło na ich", w dupie mając co to właściwie oznacza dla Polski i Polaków (a nie oznacza nic dobrego). Intencje są istotne. Całkowicie inna jest waga interpretacji tych wydarzeń ze strony osób umiarkowanych, czy nawet środowiska przychylnie patrzącego na wysiłek Ukrainy, aniżeli braunistów i tym podobnych. A ta sprawa charakteryzuje się tym, że nie znajdzie się ani jednej osoby, która broniłaby decyzji VZ.
Dlatego, na wstępie zaznaczę, że każdy kto obserwował nas/mnie doskonale wie, że bardzo szanuję wysiłek niepodległościowy Ukrainy, opór stawiany agresorowi i wolę wolności. Zaznaczam to na początku, bo (być może) przeczyta to kilka osób z Ukrainy. Wiele cierpienia zniósł ten naród w walce o szczytny cel, jakim jest niepodległość, i choćby z tego powodu zasługuje na najwyższy szacunek.
Tak - z jednej strony Polska, i Polacy mają w tym ukraińskim wysiłku swój interes geopolityczny (co bardzo chętnie 🇺🇦 komentariat lubi podkreślać), natomiast na poziomie ludzkim jest to walka o wolność przed tyranią, kt��rą każdy człowiek wolny doceni. Wracając do interesu geopolitycznego Ukraińcy walczą jednak przede wszystkim za siebie i swoje rodziny, co nie zmienia faktu, że nasze interesy się pokrywają.
Ta walka nie wzięła jednak znikąd. Czasem prowadzę kampanię przeciwko trywializowaniu czynnika "wartości" w geopolityce. Faktem bowiem jest, że to wartości są tym czynnikiem, które popchnęły Kijów do walki z Moskwą o niepodległość. Ukraińcy mieli dość nie tylko "pozostawania w rosyjskiej strefie wpływów", lecz tego czym ta strefa się objawiała - wertykalnymi rządami w stylu mafii, korupcją, nepotyzmem, bylejakością, czy w końcu biedą. Życie i władza podporządkowana błędnej strukturze wartości koniec końców objawia się słabością ekonomiczno-społeczną.
Zachód ma swoje za uszami, ale naprawdę powinniśmy docenić to w jak bardzo zaawansowanym mentalnie i społecznie systemie przychodzi nam żyć. Pracowały na to całe pokolenia osób. Sprawiedliwość, prawda, prawa jednostki, egalitaryzm itd. to wszystko są filary zachodniego dobrobytu.
I na tym polega sedno sprawy. Jedną z zasad tak skonstruowanego systemu jest poszukiwanie prawdy historycznej i jej akceptacja, niezależnie od tego jak bardzo jest bolesna. Sprawa UPA jest największym cierniem w relacjach 🇺🇦🇵🇱. Pamięć, która wciąż jest żywa.
Część komentariatu 🇺🇦 mówi - problem polega na tym, że my przepraszamy cały czas, a Polacy chcą więcej.
Sęk w tym, że gdyby tak rzeczywiście było, jeśli ta sprawa miałaby cały czas "pozytywny trend", to nikt by nie robił z tego dramatu. I momentami wydawało się, że rzeczywiście tak będzie. Afera z Zelenskim wybuchła tak mocno właśnie z tego powodu - dlatego, że gdy wydawało się, że sprawy idą w dobrym kierunku, VZ pokazał że ma tę sprawę i wrażliwość Polaków w czterech literach. Całkowicie zdyskredytował i zniweczył wysiłek poczyniony przez obie strony na niższym szczeblu tylko aby? No właśnie co? Zdobyć punkty polityczne? Pokazać Polsce, że się nie liczy i może z nią robić co chce, bo gdy trwa wojna i tak Polacy muszą nas wspierać?
Inni mówią - wy Polacy wyciągacie jakieś stare trupy z szafy, a u nas trwa wojna!
W tym miejscu wracamy do clou - wartości. W momencie jak Polacy widzą, że Ukraińcy nie mają zamiaru uszanować prawdy historycznej i rzezi na 100 000(!) Polaków, że chcą czcić zbrodniarzy, którzy tą masakrę nadzorowali - to zadają sobie pytanie: czy Ukraińcy naprawdę wyznają te wartości, do których rzekomo chcą dołączyć? Relatywizacja, bądź wprost kłamstwa historyczne i wyparcie to atrybuty utożsamiane ze stroną, która właśnie napiera na Ukrainę ze wschodu. Katyń, deportacje, stałe wypieranie agresji na PL i bycia stronnikiem rozpoczynajacym 2WŚ itd. Polacy są na to ultra wyczuleni, a teraz dostają to samo od strony, która chce przynależeć do Zachodu? W polskim społeczeństwie to przestaje się kleić.
Czy Ukraińcy nie mają takich samych doświadczeń z rosyjskim przeinaczaniem historii? Oczywiście, że mają - chociażby rosyjską narrację hołodomorze.
W końcu mamy relatywizm i symetryzm w postaci argumentów: obie strony się mordowały! To nie prawda, że zginęło 100tys Polaków! Nie przyjmujemy tego do wiadomości.
I tu wkraczamy w szarą strefę, bo szacunki o 100tys+ są polskie, a więc z ukraińskiego punktu widzenia, nierzetelne. Większość z nas faktycznie nie ma pojęcia o tym, ile realnie mogło być tych ofiar. My ufamy polskim historykom (Motyka, Siemaszko), bo wierzymy w ich warsztat i (znowu), wartości respektowania metody naukowej. Ale ok, nawet przyjmując ten argument, że badania są złe, bo polskie - czy to jeszcze bardziej nie pogrąża stanowiska ukraińskiego? Co się robi jak kwestia jest niejasna? Prosi o pomoc niezależnych obserwatorów. Jaki problem w tym, żeby dopuścić do wszystkich dostępnych danych oraz miejsc kaźni badaczy z różnych niezależnych światowych uniwerstytetów by Ci pomogli w ocenie sytuacji? Problem polega na tym, że Kijów przez lata utrudnia dostęp do tych miejsc. Sam ten fakt, pokazuje złą wolę admnistracji Volodymyra Zelenskiego (i poprzednich administracji) względem rzezi wołyńskiej, i szerzej względem Polski.
Poniekąd z resztą tą bezstronną ocenę mamy już teraz. Wszystkie globalne dzienniki rozsmarowują decyzję Zelenskiego i budują narrację, że gloryfikuje on nazistów. Komu to pomaga i w jakim miejscu nas to zostawia?
Ale wracając do pozostalych argumentów. Czy Polacy mordowali Ukraińców - tak. Ale 1) były to ataki odwetowe i o znacznie mniejszej skali (a to ma znaczenie). Mówimy o różnicy rzędu 100tys vs 10tys (w odwecie). 2) Polacy nie wystawiają przywódców tychże ataków odwetowych na sztandary. Polska pamięć państwowa nie opiera się na kulcie przywódców akcji odwetowych przeciw ukraińskim cywilom. To nie są postacie wyniesione do rangi narodowych symboli porównywalnych z Banderą czy Szuchewyczem na Ukrainie. 3) Polscy historycy opisują te wydarzenia i nie unikają tego tematu w swoich badaniach.
Dlatego Wołyń jest dla nas ważny, ale nie z powodu, bo tak jak piszą niektórzy - "żyjemy przeszłością". Gdybyśmy widzieli szczerość i chęci wyjaśnienia sprawy nie byłoby żadnego tematu.
Wołyń jest ważny jako oddanie cześci, hołdu i pamięci ofiarom, ale także jako weryfikacja tego jakim narodem chce być Ukraina. Jest to dla nas ważne, bo to jeden z naszych najważniejszych sąsiadów, największa mniejszość w Polsce i kraj, który definiuje swoją przyszłość właśnie teraz. Oczywiście, Kijów ma dowolność wyboru swojej drogi, Warszawa nie ma mocy by nic mu narzucić, ale jeśli swoją przyszłość chce budować właśnie tak - na gloryfikacji zbrodniarzy, na łamaniu dobrosąsiedzkich reakcji, na podpalaniu napięć społecznych (szczególnie w Polsce) to będzie to przyszłość niestety smutna.
Rozumiem dumę, poczucie własnej wartości, awersję do paternalizmu (za który zapewne zostanę posądzony), ale nie zawsze rady te dawane są z "poczucia wyższości" czy chęci podporządkowania. Spokojna, harmonijna i prosperująca Ukraina jest w interesie Polski, tak samo jak spokojna, harmonijna i prosperująca Polska jest w interesie Ukrainy.
Natomiast sama polityka Kijowa wobec UPA jest tym głupsza, że o ile faktycznie do 2022r był problem z tym kogo brać na ukraińskie sztandary, tak teraz heroiczna walka Ukraińców "wytworzyła" po stokroć bardziej cnotliwych i szlachetnych bohaterów, którzy oddali swe życie w służbie najwyższym wartościom. Chociażby taki Witalij Skakun. Po co brnąć w takim razie w upiory przeszłości, jeśli ma się herosów pod ręką?
Ponownie, jest to polityka tym głupsza, że w momencie osiągnięcia zawieszenia broni, czy jakiegokolwiek pokoju Ukraina znowu będzie potrzebowała jak najwięcej pomocy międzynarodowej. Czy to FDI, czy to przynależność do zachodnich struktur (UE), czy linie kredytowe, a także szeroko otwarte "linie komunikacyjne" - przede wszystkim z Polską. To strona realpolitk tego sporu i żadna groźba ze strony 🇵🇱, a jedynie stwierdzenie faktów.
Dlatego to nie Polska najbardziej na tej sprawie ucierpi. To Kijów w dalszym ciągu zależy od pomocy międzynarodowej i to się szybko nie zmieni. Natomiast VZ robi wszystko by jednego z największych sojuszników obrócić we wroga, tudzież w lepszym scenariuszu państwo obojętne. A najbardziej ucierpią na tym normalnie Ukraińcy w Polsce, którzy dzisiaj do polskich zakładów musieli iść i świecić oczami za swojego prezydenta...
Ale na koniec odbiję piłeczkę w stronę najbardziej zagorzałych komentarzy po polskiej stronie. Przeczytałem gdzieś:
Trzeba było w 2022 postawić sprawę jasno! Nasze podręczniki historii, albo zero pomocy! [tłum klaszcze]
Serio? narzucanie drugiemu narodowi własnego spojrzenia na historię (chociażby prawdziwego) w momencie, gdy ten ma pistolet przystawiony do głowy? no zmieniliby te podręczniki i co? tak łatwo by o sprawie zapomnieli i z zapałem się tego uczyli, czy po cichu pięlęgnowaliby w sobie resentyment i uważali, że wydarzyło się dokładnie odwrotnie, skoro zostaliśmy siłą zmuszeni do adaptacji polskiego spojrzenia
To są metody stalinowskie. Doraźnie skuteczne, długofalowo głupie i szkodliwe. Możemy lobbować, albo nawet stawiać ultimatium (np. blok akcesji do UE jeśli nie zostaniemy potraktowani poważnie), ale realna zmiana, która jest NAJISTOTNIEJSZA (bo przekłada się na dobrosąsiedzkie stosunki i nasze relacje) musi wyjść od władz i narodu ukraińskiego naturalnie i organicznie. Z samego faktu konstatacji, że jeśli budujemy nowe państwo, to musimy budować je w zgodnie z normami dojrzałego państwa i społeczeństwa.
Brak tego zrozumienia będzie kosztował w ogólnym rozrachunku krocie, nie 🇵🇱, a 🇺🇦. Jeśli dalej 🇺🇦będzie temat Wołynia dalej olewać i go eskalować, to sprawa UPA będzie zataczała jeszcze szersze kręgi światowe tworząc jeszcze gorszą kampanię, a tym samym presja będzie sama samoistnie narastać. My właściwie możemy tylko spokojnie stawiać nasze ultimatum i reagować na każdą formę przekłamania.
Niezwykle celny i mądry komentarz prof. Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego do decyzji Zełenskiego ws. “Bohaterów UPA”:
“Jest bardzo poważny i bardzo dobry powód, dla którego Polacy nie stawiają w Suwałkach, Augistowie, Puńsku, czy gdziekolwiek indziej pomników gen. Lucjana Żeligowskiego i żadna jednostka Wojska Polskiego nie nosi jego imienia i powodem tym nie jest zła w Polsce opinia o tym generale ani odmawianie mu autentycznych zasług bojowych dla niepodległości Polski. Jest nim rozsądek polityczny i łatwość przewidzenia, jaki miałoby skutek dla relacji polsko-litewskich, gdybyśmy te pomniki postawili i nadali takiego patrona jakiejś jednostce Wojska Polskiego. To, że tego nie czynimy nie wynika także ze strachu przed Litwą. Wynika z mądrości - chcemy z Litwinami żyć w przyjaźni i rozumiemy jaki oręż włożylibyśmy Moskalom do ręki, gdybyśmy czynili inaczej. Wymóg, by Ukraińcy wykazali się podobnym rozsądkiem nie jest wygórowany”.
@jpinkwart Mocno Pani docisnęła interlokutora w tej kwestii. Posiadanie odzieży zespołu śpiewającego utwory pronazistowskie jest idealnym momentem do uśmieszków półgębkiem. Dlaczego Pani nie zapytała o jego gusta muzyczne i poglądy?
@czardam Chyba sami się w to wpakowali? Mogliby poprzeć, ze swoimi zastrzeżeniami i konstruktywną krytyką. Tym ruchem wytrąciliby ten oręż z ręki rządzącym, ale po co jak można iść jak zawsze ślepo na kontrę..