Panie @NawrockiKn, o jakich wartościach Pan mówi? Sam poznał Pan żonę na gdańskiej klatce schodowej, gdy miała 17 lat i była już mamą 2-letniego dziecka.
Co więcej, w momencie ślubu w 2010 roku ONA WCIĄŻ NIE BYŁA PEŁNOLETNIA (miała 17 lat)!
Wtedy patchworkowa rodzina i łamanie standardów Panu nie przeszkadzały?
Może o „wartościach” porozmawia Pan z Martą Kaczyńską, której nieformalne związki zniszczyły małżeństwa aż trzy razy?
Albo z Jackiem Kurskim, który po 25 latach i trójce dzieci bezwstydnie „unieważnił” ślub kościelny, i posłanką Chorosińską, dumną autorką zdrad i dziecka z kochankiem?
Dla siebie i pisowskich elit macie seryjne rozwody, zdrady, nastoletnie małżeństwa i kościelne unieważnienia, a dla zakochanych Polaków – średniowieczny zakaz?
POLSKA — NAJTAŃSZY BURDEL DLA OBCYCH WYWIADÓW W EUROPIE
Ostatnio wyjątkowo mocno uaktywniły się ruskie trolle oraz część „Polaków” myślących inaczej. Pieją, sapią i dokonują kolejnego epokowego odkrycia: W Polsce działa agentura ukraińska!
No kurwa, naprawdę?
Jeszcze ogłoście, że woda jest mokra, politycy kłamią, a wywiady zbierają informacje.
Oczywiście, że Ukraina próbuje wpływać na sytuację w Polsce. Głupi byliby, gdyby tego nie robili. Każde państwo wykorzystuje kontakty, media, polityków, ekspertów, biznesmenów i pożytecznych idiotów. Szczególnie gdy trafia na kraj, w którym drzwi stoją otwarte, ochroniarz śpi, monitoring nie działa, a klucze do sejfu wiszą obok wyjścia przeciwpożarowego.
Tylko czy część „Polaków” myślących inaczej naprawdę sądzi, że w Polsce działa wyłącznie agentura ukraińska?
Mam dla was przykrą wiadomość.
W porównaniu z rosyjską machiną wpływu, która od lat rozgrywa polski internet, media i politykę, ukraińskie możliwości to mały Chińczyk z sajgonkami pod pachą, który zgubił adres, pomylił drzwi i jeszcze sam przewrócił się na schodach. Rosjanie robią to znacznie lepiej.
Jednego dnia jakaś brednia wychodzi z rosyjskiego kanału propagandowego. Drugiego powtarza ją polski profil „patriotyczny”. Trzeciego podchwytuje ją narodowy polityk. Czwartego siedzi w telewizji ekspert i z poważną miną analizuje temat wymyślony kilka dni wcześniej przez ludzi Kremla. A piątego pół Polski żre się między sobą.
Moskwa nie musi nawet płacić wszystkim uczestnikom tej operacji. Większość robi za darmo, z poczucia patriotycznego obowiązku i intelektualnego niedowładu.
Ukraińcy przy tym sami często strzelają sobie w kolano. Niektórzy ukraińscy i polscy politycy mogliby spokojnie założyć wspólną partię.
Proponuję nazwę: PARTIA NIENAWIŚCI.
Program prosty: jedni mają obrażać Polaków, drudzy Ukraińców, a brawa i premia uznaniowa dochodzą z Moskwy.
Ale nie o Ukrainie chciałem pisać. Chciałem zapytać, dlaczego Polska wygląda jak najtańszy burdel dla obcych wywiadów w Europie. Ano dlatego, że nasze służby od trzydziestu lat są traktowane nie jak narzędzie bezpieczeństwa państwa, ale jak partyjny łup. Co cztery lata zmienia się władza, kierownictwo, kadry, priorytety i połowa procedur. Szybciej niż alfons w burdelu, którego poprzedni właściciel właśnie wyjechał do Bangladeszu. Przychodzą nowi i ogłaszają, że wszystko, co robili poprzednicy, było zdradą. Wyrzucają doświadczonych ludzi, sadzają swoich, zmieniają tabliczki na drzwiach, nazwy departamentów i kolory segregatorów. Potem robią konferencję prasową i oznajmiają, że służby zostały „uzdrowione”.
A obce wywiady nawet nie robią przerwy w działaniu dalej wiedzą o Polsce więcej niż polskie państwo. Bo wywiadu i kontrwywiadu nie buduje się na konferencjach prasowych.
Kontakty buduje się latami, źródła buduje się latami, doświadczenie zdobywa się latami. Znajomość przeciwnika i pamięć instytucjonalną buduje się latami.
U nas wystarczy wygrać wybory, żeby połowę tego dorobku wyrzucić do śmieci, bo jakiś funkcjonariusz kiedyś podał rękę ministrowi z niewłaściwej partii. A potem wielkie zdziwienie. Jak to możliwe, że w Polsce działają obce służby? Jakie służby?
Wszystkie, kurwa, które mają tu interes!
Rosyjskie, białoruskie, ukraińskie, amerykańskie, niemieckie, chińskie i jeszcze kilka takich, których nazw przeciętny internetowy patriota nie potrafiłby poprawnie przepisać, nawet gdyby dostał je wydrukowane wielkimi literami. A teraz kurwa przykłady żeby nie było że z sam z brudnego palca te swoje wypociny
Tomasz L., warszawski urzędnik związany wcześniej ze środowiskiem prawicy, został oskarżony o współpracę z rosyjskim wywiadem oraz przekazywanie informacji zdobywanych między innymi dzięki dostępowi do dokumentów urzędowych.
Rosyjskim. Nie ukraińskim, barany.
Były sędzia Tomasz Szmydt uciekł na Białoruś i usłyszał w Polsce zarzut szpiegostwa. Białoruś. Znowu nie Ukraina. Słabi Ci Ukraińcy 📷
Ale część „Polaków” myślących inaczej nadal będzie wrzeszczeć wyłącznie o agenturze ukraińskiej, bo kiedy pojawia się temat Rosji, nagle kończy im się odwaga, rozum, internet i bateria w telefonie.
A teraz Ziobro i Romanowski.
O nie twierdzę, że byli albo są rosyjskimi agentami. Nie mam na to dowodów i nie zamierzam udawać internetowego prokuratora. Ale mam kilka mało znaczących pytań. Jeżeli byli wysocy urzędnicy polskiego państwa miesiącami korzystają z ochrony Viktora Orbána, to czy polskie służby sprawdziły, kto miał do nich dostęp? Kto z nimi rozmawiał? Kto im pomagał? Kto organizował ich pobyt? Kto proponował kontakty? Kto zadawał pytania? I kto cierpliwie słuchał odpowiedzi?
Bo Orbán to przecież serdeczny przyjaciel Zachodu i zdecydowany przeciwnik Putina. Tak to sarkazm, bo znam takich ze zaraz zrobią z tego przekaz dnia.
A ludzie Putina po spotkaniach z nimi zapewne wychodzili zapłakany, upokorzeni i przekonani do liberalnej demokracji.
Węgry Orbána przez lata utrzymywały z Rosją wyjątkowo bliskie relacje polityczne i gospodarcze. Sam Orbán wielokrotnie spotykał się z Putinem i konsekwentnie prowadził politykę wygodną dla Kremla. No ale spokojnie, na pewno rosyjskie służby nie interesowały się byłym ministrem sprawiedliwości Polski i jego byłym zastępcą. Na pewno FSB i rosyjski wywiad powiedziały:
„Nie, Iwan, zostaw ich. To goście pana Orbána. Nie wypada”.
Na pewno nikt nie próbował dowiedzieć się czegoś o polskiej prokuraturze, śledztwach, politykach, służbach, mechanizmach podejmowania decyzji, konfliktach personalnych i słabych punktach państwa.
Na pewno nikt nie wysłał miłego człowieka, który chciał tylko pomóc. Na pewno nie było kolacji, kawy, przysługi, rozmowy ani życzliwego pytania. Przecież Ziobro i Romanowski natychmiast rozpoznaliby funkcjonariusza FSB. Miałby zapewne futrzaną czapkę, order Lenina, kałasznikowa na plecach jebało by od niego ruską wódą a pod pachą miałby szampan Igriskoje i przedstawiłby się:
„Dzień dobry, jestem rosyjskim szpiegiem. Czy możemy porozmawiać o polskim państwie?”.
Wywiad nie działa jak w kreskówce dla idiotów z Tik Toka.
Człowiek nie musi dostać koperty, tajnego pseudonimu i instrukcji zapisanej atramentem sympatycznym. Czasami wystarczy go chronić. Pomóc mu. Dać mu poczucie bezpieczeństwa. Pokazać, że jest mile widziany. Przedstawić odpowiednich ludzi. Pozwolić mu mówić. A później zadawać pozornie niewinne pytania. Taki baran może nawet nie zrozumieć, że właśnie przekazał więcej, niż powinien. A jak by nie chciał gadać to jest jeszcze cała paleta szantażu i przymusu Ja osobiście zaczął bym od tego że jutro może już być pod cela w Warszawie jak nie chce gadać. No ale ja się nie znam …
Od sprawdzenia tego są polskie służby. Nie internetowe oszołomy, dla których każde pytanie o Rosję jest zdradą, ale każda rosyjska narracja jest dowodem „niezależnego myślenia”
Teraz troszkę o polskim prawie
Za najpoważniejsze formy szpiegostwa polskie prawo przewiduje nawet dożywocie. Pięknie i Twardo oraz patriotycznie.
Minister wychodzi przed kamery, nadyma policzki i mówi, że zdrajcy będą ścigani bez litości. Tylko mam jedno pytanie:
Ilu skazanych za szpiegostwo dostało w Polsce więcej niż 20 lat więzienia? Ilu dostało 25 lat? Ilu dostało dożywocie? No właśnie, nie kojarzę żadnego. Więc po co to dożywocie w kodeksie? Dla naiwnych idiotów? Żeby wyborca przeczytał nagłówek i poczuł, że państwo jest silne?
W kodeksie można zapisać nawet ćwiartowanie końmi, palenie na stosie i wystawienie głowy zdrajcy przed Sejmem. Tylko co z tego, jeżeli państwo najpierw musi szpiega wykryć, później zebrać dowody, postawić go przed sądem i doprowadzić do naprawdę surowego wyroku? Prawo, którego nikt realnie nie stosuje w najwyższym wymiarze, działa głównie na naiwnych.
Szpieg nie boi się paragrafu wydrukowanego w Dzienniku Ustaw. Boi się sprawnego kontrwywiadu. Boi się nieuchronnego zatrzymania. Boi się szybkiego procesu. Boi się konfiskaty majątku. Boi się wyroku, po którym naprawdę zgnije w więzieniu, zamiast po kilku latach wyjść, napisać wspomnienia i zostać ekspertem w telewizji. U nas państwo jest strasznie twarde na papierze, tym do dupy zapachowym ze stokrotkami
Ten papier przyjmie wszystko nawet sraczkę bo jest dwuwarstwowy. Ba! Nawet dożywocie, którego nikt nie dostaje.
Nawet skuteczne służby, których kadry co kilka lat są rozpieprzane przez kolejnych politycznych geniuszy. Nawet zapewnienia, że Polska kontroluje sytuację.
No kurwa jednak nie kontroluje.
Polska nie jest żadną kontrwywiadowczą twierdzą. Polska to najtańszy burdel dla obcych wywiadów w Europie. Każdy ma tu swój pokój. Każdy zna tylne wejście, każdy ma klucz. Niektórzy mają nawet kartę stałego klienta i fakturę na zaprzyjaźnioną fundację. A o spazmu śmiechu mnie doprowadza fakt, że wielu „Polaków” myślących inaczej nie trzeba werbować, opłacać ani szantażować. Wystarczy im powiedzieć, że są „patridiotami” o przepraszam patriotami i potomkami Husarii… 📷Resztę rosyjskiej roboty wykonają za darmo.
Chcecie wiedzieć jak się rozwal służby link do książki:
https://t.co/RyngxPi9Nt
Este Golden Retriever se ganó la confianza de esta gatita rescatada y aterrorizada en tan solo un mes.
Hay virtudes que hacen del Golden Retriever una raza única, y su legendaria paciencia es una de ellas. En este video se ve cómo su instinto protector se activa al máximo ante la fragilidad de una gatita temerosa y desconfiada. Con suma delicadeza y una nobleza infinita, se gana su confianza y su corazón. No hay brusquedad, no hay prisa; solo hay una calma absoluta y un amor puro que trasciende especies.
Vídeo Pet lovers
PrzewodzikFilmowy (NajlepszeSoty)
Dzi�� 17 rocznica śmierci Zbigniewa Zapasiewicza, o którym na moim profilu było sporo - choćby w zeszłym roku pisałem o jednej z jego najlepszych ról (zob. załącznik), ale tej sceny nigdy nie wrzucałem, a chce mieć u siebie, bo czemu nie. Także dlatego, że pokazuje spore możliwości aktora, który potrafił zagrać również w komedii i to tak przekonująco, że jest to na pewno jeden z najbardziej pamiętnych monologów nie tylko z tego filmu, ale w ogóle za całej naszej kinematografii. Czyste złoto i absolutna legenda - nie ma w słowniku ludzi kulturalnych... ;-)
"C.K. Dezerterzy", reż. Janusz Majewski (1986)
@wjakobik Taki pomysł zrujnuje transport rumowiska (piasku) wzdłuż wybrzeża i przyspieszy erozję brzegu.
Widać to świetnie za falochronem we Władysławowie, na początku Półwyspu Hel.
KACZYŃSKI MÓWIŁ O „GENIE ZDRADY”. IRONIĄ LOSU JEST TO, ŻE DZIŚ NAJWIĘCEJ JEGO NOSICIELI WYROSŁO PO PRAWEJ STRONIE
Kaczyński mówił kiedyś o „genie zdrady”. Nawet nie wiedział, jak bardzo miał rację. Nie zgadzali mu się tylko adresaci przekazu, bo ironią losu największy wysyp ludzi powtarzających kremlowskie brednie, usprawiedliwiających Rosję i mizdrzących się do rosyjskiego żołnierza pojawił się ostatnio właśnie po prawej stronie.
Czy mam z tym problem? A skądże. Wiedziałem, że tak będzie, bo najciemniej jest zawsze pod latarnią. Rosjanie też o tym wiedzą. Dlatego nie szukają wyłącznie komunisty z legitymacją, futrzaną czapką i portretem Putina nad łóżkiem. Biorą każdego, kogo da się wykorzystać.
Jednego kupią za pieniądze. Drugiego za stanowisko. Trzeciego złapią na urażone ego. Kolejnemu wmówią, że walczy o Boga, naród, tradycję i wartości. Następny będzie zwyczajnym pożytecznym idiotą, który z własnej głupoty zrobi dla Moskwy więcej niż zawodowy agent. A gdy nic innego nie działa, zawsze zostaje szantaż, kompromat i strach. Wywiad nie przebiera w środkach przynajmniej obcy, liczy się cel, a cel uświęca środki.
Rosyjskie służby nie pytają, czy jesteś lewicowy, prawicowy, narodowy, ludowy czy kosmiczny. Pytają tylko, czy jesteś użyteczny.
I kiedy wywiad oceni, że „podłoże konfliktu” jest gotowe przychodzi WOJNA.
Najgorszą wojną nie jest wojna hybrydowa. Nie jest nią nawet klasyczna wojna z obcym agresorem, kiedy wiadomo, kto stoi po drugiej stronie, ma obcy mundur, obcą flagę i karabin skierowany w twój kraj.
Najgorsza jest wojna domowa.
Bo wtedy nie zabija się tylko przeciwnika z karabinem. Zabija się jego żonę, dzieci, rodziców i bliskich, żeby jego ból był większy. Żeby zaspokoić pragnienie zemsty. Żeby pokazać, że nienawiść nie ma już żadnych granic.
W wojnie domowej nie wystarcza pokonać wroga. Trzeba go upokorzyć, zniszczyć jego rodzinę, spalić dom i wymazać pamięć. Człowiek przestaje wtedy widzieć drugiego człowieka. Widzi zdrajcę, robaka, podczłowieka i cel.
I właśnie wtedy budzą się prawdziwe demony.
Nie będę rzucał wyssanymi z palca statystykami, ale nie mam złudzeń: ogromna część ludzi nosi w sobie ten krwiożerczy mechanizm. Dzisiaj jest uśpiony, bo trzymają go prawo, wychowanie, strach przed karą, rodzina, praca i codzienność. Ale wystarczy odpowiednio długo sączyć jad.
Najpierw człowiek się śmieje z przeciwnika. Potem nim gardzi. Następnie zaczyna uważać go za zdrajcę. Później przyzwala, żeby ktoś go pobił. W końcu dochodzi do wniosku, że jego śmierć byłaby dobra dla ojczyzny.
A kiedy krew już popłynie, wszystkie wcześniejsze hamulce znikają.
Zemsta nie rodzi się w miesiąc. Ona dojrzewa latami. Karmi się krzywdą, upokorzeniem, propagandą i codziennym przekazem, że sąsiad nie jest już sąsiadem, tylko wrogiem. Że członek rodziny, który głosuje inaczej, nie błądzi, tylko zdradza. Że druga połowa narodu nie zasługuje na rozmowę, lecz na karę.
I ten jad Rosja sączy w Polskę od lat. Dzieli nas na dwa, trzy i pięć plemion. Każdemu daje innego wroga. Jednym Ukrainę. Drugim Niemcy. Trzecim Unię Europejską. Czwartym uchodźców. Piątym sąsiada, który głosował inaczej. Narracje są różne, ale cel pozostaje ten sam: Polak ma bardziej nienawidzić drugiego Polaka niż Moskwy.
Bo narodu skłóconego nie trzeba pokonywać czołgami. Wystarczy dać mu zapałki i patrzeć, jak podpala własny dom.
Żołnierze wyklęci byli na straconej pozycji. Wiedzieli, że nie odzyskają państwa, że Zachód nie przyjdzie, a sowiecka machina ich zmieli. Mimo to walczyli, bo nie godzili się na rosyjski but, narzuconą władzę i państwo zbudowane na bagnetach okupanta.
Był w nich gen niezawisłości. Był też gniew, rozpacz i zemsta po wojnie, zdradzie, torturach i mordach. Bo wojna domowa nie kończy się wtedy, gdy milkną działa. Ona siedzi w ludziach, rodzinach i grobach przez następne pokolenia.
I teraz wyobraźcie sobie, że kiedyś rosyjska agentura wpływu, pożyteczni idioci oraz polityczne miernoty doprowadzają w Polsce do paraliżu państwa, przejęcia władzy przez ludzi Moskwy albo rosyjskiej okupacji.
Myślicie, że wszyscy grzecznie opuszczą głowy? Nie.
Znowu powstanie podziemie. Znowu pojawią się ludzie ścigani po lasach, piwnicach i ruinach. Ponownie jedni nazwą ich bandytami, a drudzy bohaterami. Ponownie sąsiad będzie donosił na sąsiada. Znowu ktoś będzie wykonywał wyroki, ktoś inny palił domy, a jeszcze ktoś mordował rodziny „dla przykładu”.
Znowu będzie wojna domowa. i znów będą groby. Ponownie przez dziesięciolecia będziemy pytać, kto był bohaterem, kto zdrajcą, kto oprawcą, a kto tylko wykonywał rozkazy.
Dlatego każdy polityk, publicysta, ksiądz, celebryta albo internetowy patriota, który dzień po dniu sączy nienawiść do drugiej części narodu, nie uprawia już polityki. On gromadzi benzynę pod przyszły pożar.
Może robi to świadomie. Może za pieniądze. Może z głupoty. Może z ambicji. Dla skutków nie ma to większego znaczenia.
Rosyjskiej agentury wpływu nie zwalcza się patriotycznym tweetem, konferencją prasową i komisją obsadzoną partyjnymi kolegami. Zwalcza się ją kontrwywiadem, prokuraturą, prawem i państwem, które ma jaja sprawdzać również tych stojących najbliżej latarni.
Bo kiedy demony już wstaną, nie będzie czasu pytać, kto je obudził. Będziemy zajęci grzebaniem własnych trupów.
@PiotrWolosik Buahaha... Mam klimatyzację. Przez 20 dni w roku (pewnie więcej) mnie chłodzi.
Przez około 200 dni w roku mnie ogrzewa.
Z czym problem?
😂😂😂