Zadzwoniłem do pana Jacka Magiery i spytałem, czy nie spotkałby się z chłopakami spod Warszawy, którzy są pozytywnie „zakręceni” na punkcie piłki. Trener zgodził się bez wahania i przyjechał (choć wcale nie musiał) do małego klubu. Zrobił profesjonalną prezentację i odpowiadał na wszystkie pytania. Był marzec 2018, a jego słów słuchała cudowna ekipa U-17 Józefovii Józefów, w której grał mój syn Karol. Pamiętam, trener powiedział wtedy: - „Każdy z was ma dwie drogi. Albo dzisiaj ostro pracujecie, aby bawić się przez resztę życia. Albo bawicie się teraz, a wtedy przez resztę życia będziecie musieli ciężko pracować”. Odszedł PIĘKNY CZŁOWIEK. Zdecydowanie za wcześnie. Niech spoczywa w Pokoju.
Nie wiem co mnie najbardziej śmieszy w tym nagraniu. Zombie Nation dobrane idealnie do sytuacji, spiker mówiący, jakby prowadził audycję w radiu czy dzieciaki, które zebrały się, żeby oglądać bijących się ze sobą dorosłych chłopów.
Na stadionach w całej Polsce pojawiły się transparenty uderzające w Prezydenta Karola Nawrockiego (PKN). Jest nazywany "judaszem", "zdrajcą" i jeszcze gorzej. Media III RP triumfują, podobnie politycy rządowi.
O co chodzi?
Akcja jest spowodowana wetem Prezydenta pod ustawą nowelizującą Kodeks Karny.
W ustawie chciano "wprowadzenia zakazu korzystania z nielegalnie zdobytych dowodów, ograniczenia nadmiernego stosowania tymczasowego aresztu, zwiększenia decyzyjności sądów, a zmniejszenia prokuratorów, zwiększenia prawa do obrony na wszystkich etapach postępowania prawa karnego, ułatwienia uzyskania pomocy prawnej z urzędu".
Wraz z wetem te przepisy nie wejdą w życie. To niedobrze, bo powinny, gdyż od lat wiadomo, że pomówienia i areszty wydobywcze to potężna patologia. Sam opisywałem to na przykładzie sprawy "Starucha" i innych.
Tyle że tu jest bardzo poważny problem. Okazuje się, że Tusk, Żurek i reszta Koalicji 13 grudnia wpuścili jednocześnie do tej samej ustawy(!) bardzo niepokojące przepisy, których przyjęcie de facto chroniłoby pedofilów.
Jak mówił po wecie minister Zbigniew Bogucki: "jeden z przepisów zakwestionowanej przez Prezydenta ustawy wskazywał, że nie można by było stosować tymczasowego aresztowania wobec podejrzanych o czyn z art. 157a Kodeksu karnego, a więc uszczerbek prenatalny, czyli uszkodzenie ciała dziecka poczętego, ponieważ to przestępstwo podlega karze pozbawienia wolności do lat dwóch".
– A więc na mocy zakwestionowanej ustawy nie można byłoby tutaj stosować tymczasowego aresztowania – argumentował Bogucki.
Ustawa zakładała także, że organy ścigania, prokuratura, sądy nie będą mogły stosować w ogóle tymczasowego aresztowania w przypadku przestępstwa z art. 200a § 2 Kodeksu karnego, który brzmi:
"Kto za pośrednictwem systemu teleinformatycznego lub sieci telekomunikacyjnej małoletniemu poniżej lat 15 składa propozycję obcowania płciowego, poddania się lub wykonania innej czynności seksualnej lub udziału w produkowaniu lub utrwalaniu treści pornograficznych, i zmierza do jej realizacji, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".
– Innymi słowy tego rodzaju grooming stosowany wobec dzieci przez pedofilów miałby być w jakiejś mierze chroniony; to znaczy państwo nie mogłoby stosować tymczasowego aresztowania nawet gdyby realizowała się ta generalna przesłanka, czyli dowody wskazywałyby na duże prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego czy przez oskarżonego tego haniebnego czynu - mówił Bogucki.
Co ważne, jednocześnie nie można byłoby stosować tymczasowego aresztowania w przypadku czynu opisanego w art. 208 Kodeksu karnego, czyli rozpijania małoletniego. Nie byłoby możliwe także stosowanie tymczasowego aresztowania w przypadku tzw. hackingu, czyli bezprawnego uzyskiwania dostępu do informacji.
Co to znaczy? Ano tyle, że prawdopodobnie całość jest sprawną operacją Koalicji 13 grudnia obliczoną na postawienie Prezydenta w trudnej sytuacji i skłócenia go z kibicami. Gdyby podpisał - okazałoby się, że "chroni pedofilów i krzywdzicieli dzieci". Nie podpisał - jest za aresztami wydobywczymi.
Warto o tym wiedzieć, bo emocje biorą górę.
Pozostaje czekać, czy sam Prezydent Nawrocki nie wyjdzie z projektem ustawy realnie zmieniającej to, o co kibice (i nie tylko) mają słuszne pretensje.
Tyle, że to pretensje źle kierowane - inni szatani są tu czynni, a sprawna operacja ma na celu skłócenie ludzi z Nawrockim. Nie dawajcie się manipulować.
Bardzo śmieszy mnie sytuacja gdy "twiterowi kumacze" czy ogólnie kibice zwłaszcza Wisły i polonii Warszawa udostępniają posty gdzie znajduje się raport z akcji policji gdzie rzekomo grupa kibiców użyła maczet.
Sam fakt powołania się na takie źródła jest komiczny
DLACZEGO ŻOŁNIERZE WYKLĘCI WALCZYLI?
„Podeszłam pod chlew i mówię: «Panie Lutku, proszę wyjść, bo wojsko wie, że pan u nas jest». Po chwili usłyszałam szelest słomy. Schodził na dół. Odsunęłam się więc na bok od drzwi. Nagle padł strzał. Podbiegłam do chlewa, otworzyłam drzwi. Na ziemi leżał «Krakus» – jeszcze drgał. Był ubrany w wojskowe spodnie i białą koszulę. Obok odrzuconej na bok ręki leżał pistolet. Strzelił sobie w usta. Nie chciał oddać się w ich ręce, bo wiedział, co go czeka. Opowiadał nam kiedyś, że już po ujawnieniu [w 1947 roku] był aresztowany i tak bity, że w stawie go cucili. Potem uciekł z tego aresztu. Teraz wolał odebrać sobie życie niż pozwolić drugi raz się złapać. Miał może trzydzieści lat.”
„Krakusem” był starszy sierżant Lucjan Niemyjski (na zdjęciu). Był żołnierzem Armii Krajowej, który ujawnił się na mocy tzw. amnestii w 1947 roku. Zaufał „władzy ludowej”, chciał „normalnie żyć”. Został jednak aresztowany przez UB. W śledztwie poddano go okrutnym torturom, m. in. rażąc prądem po szyi i tłukąc do nieprzytomności. Zdołał uciec z aresztu. Obiecał sobie, że więcej się nie podda. Walczył w 6. Wileńskiej Brygadzie WiN kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”.
22 sierpnia 1952 roku „Krakus” został osaczony w kryjówce we wsi Łapy-Wity. Zdradził go wozak - sąsiad ludzi, u których się ukrywał. Nie z uwielbienia do komunistów. Ubecy torturowali go trzy dni, by wydał partyzanta. Osaczony sierżant popełnił samobójstwo. W ramach represji „władza ludowa” aresztowała szereg ludzi z Łap (co najmniej jedenaście osób), którzy odsiedzieli długie wyroki w ciężkich warunkach - w przepełnionych, wilgotnych celach, pełnych wszy i szczurów, z brutalnymi śledztwami.
Bici, straszeni, lżeni, zmuszani do wielogodzinnych przesłuchań, zamykani w mokrych, ciemnych karcerach z wodą do łydek, wśród szczurów, na wiele dni. Wśród aresztowanych była m. in. kobieta w piątym miesiącu ciąży. Nie wiadomo do dziś, gdzie pochowano „Krakusa”. Mówią, że przy więziennej toalecie w Wysokiem Mazowieckiem, wśród odchodów.
Ale tak, „bandyci przeklęci”, co to terroryzowali ludność cywilną i wszczynali wojnę domową. Ludziom, którzy dzisiaj bredzą coś w duchu tej stalinowskiej retoryki, bym nawet nie napluł w twarz.
CZY IRAN „PRZYJĄŁ POLSKICH UCHODŹCÓW”?
Odpowiedź jest prosta: Iran nikogo nie przyjął. Iran został zmuszony do przyjęcia.
Zacznę od tego, że dość zabawne jest to, że kilka lat temu mit o „przyjmowaniu polskich uchodźców przez Iran” był bardzo popularny w kręgach polskiej lewicy, która wykorzystywała go w trakcie różnych kryzysów z uchodźcami w tle. Wszak „muzułmański Iran” miał rzekomo z dobrego serca przyjąć polskich uchodźców i „nie pytać o ich wyznanie”. Teraz role się odwróciły i mit ten bardzo chętnie, dla odmiany, wykorzystuje prawica.
A jak było naprawdę?
Iran był okupowany przez Sowietów i Brytyjczyków, którzy dokonali zbrojnej agresji na to państwo 25 sierpnia 1941 roku. Od 17 września 1941 roku do 1 stycznia 1946 roku faktyczną władzę w Iranie sprawowali Brytyjczycy, a potem także Amerykanie. Okupanci kontrolowali całość linii komunikacyjnych w Iranie i pozostawały one w ich wyłącznej dyspozycji.
Przez Iran szło 25 % zaopatrzenia do ZSRR w ramach programu Lend-Lease, w tym 170 000 pojazdów i 4800 samolotów. Dla okupantów newralgiczna była ogromna rafineria w Abadanie (jedna z największych i najnowocześniejszych na świecie), dostarczająca większość ropy naftowej dla Wielkiej Brytanii, i Kolej Transirańska. Sami Irańczycy we własnym kraju byli traktowani jak obywatele drugiej kategorii, jak ludność okupowanej przez Niemców Europy, i nie mieli nic do powiedzenia w tej materii.
Gdy w 1942 roku do Iranu przybyła 120-tysięczna rzesza polskich uchodźców (77 tys. żołnierzy oraz 43 tys. cywilów), losy Polaków spoczęły w gestii Brytyjczyków i samych Polaków. Ci w pierwszej kolejności ewakuowali z Iranu polskich żołnierzy, których przetransportowano na terytoria Iraku, również znajdującego się pod brytyjską okupacją. Opieką nad cywilnymi uchodźcami przejęło polskie Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej, kierowane przez Jana Stańczyka, które zajmowało się tą sprawą we współpracy z Brytyjczykami i Amerykanami. Wspomagał ich w tym Polski Czerwony Krzyż i oczywiście Kościół Katolicki. Pomoc była konieczna - polscy uchodźcy byli straszliwie wyniszczeni dwoma latami pobytu w ZSRR. Dosłownie umierali z głodu, wycieńczenia i chorób.
Władze Iranu mogły jedynie potakiwać i nie miały nic do powiedzenia. Niezbyt chętnie przyjęły zresztą uchodźców, bowiem kraj trapił wówczas straszny głód. W latach 1941-1945 z głodu i chorób w okupowanym przez Aliantów Iranie zmarło ok. 3-4 miliony (!!!) Irańczyków. Dokładnych danych nikt nie zna. Sowiecka okupacja północnych terenów Iranu spowodowała duże niedobory żywności, transport był utrudniony przez okupantów, w dodatku kraj trapiła hiperinflacja, sięgająca 450 %. W 1942 roku w dodatku wybuchły tzw. zamieszki chlebowe - protesty i demonstracje spowodowane niedoborami żywności, brutalnie stłumione przez angielską i amerykańską armię.
Jedynie Szach Reza Pahlawi, władca Iranu, z własnej inicjatywy, udostępnił część swoich prywatnych posiadłości w Teheranie pod polski sierociniec i szpital, oraz zapewnił pewne dostawy mąki, owoców, cukru i herbaty - ale tylko tyle mógł zrobić. Był to piękny, prywatny gest irańskiego władcy - ale tylko gest.
Brytyjczycy i Amerykanie udzielili Polakom kredytu - ci pierwsi w wysokości 5 mln funtów, ci drudzy - w wysokości 12,5 mln dolarów. Ponadto, Polacy mogli w pewnym stopniu wykorzystywać dostawy z Lend-Lease, pewnej pomocy udzieliły też wojskowe władze brytyjskie. Obozy dla polskich uchodźców zbudowali Brytyjczycy, kierowani przez brygadiera G. Cramptona.
Warto tu również dodać, że władze brytyjskie i amerykańskie bardzo niechętnie zaangażowały się w akcję humanitarną, uważając, że umniejsza ona wysiłek wojenny i przedłuża wojnę. Uważały one, że pomoc finansowa powinna iść nie na ratowanie cywilów, a na tworzenie armii. Za udzielenie tych kredytów później musiał zapłacić polski rząd.
Mimo udzielonej pomocy, w trapionym niedoborami Iranie, wskutek wyniszczenia niewolniczą pracą w ZSRR i chorób, zmarło ok. 3500 Polaków, w tym 611 wojskowych. Polskie cmentarze w Iranie są własnością polską i opiekę nad nimi sprawuje polskie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Czyli to nie ''Iran przyjął'', tylko Brytyjczycy przyjęli na terenie okupowanego Iranu. A pomocy udzieliły głównie polskie placówki, a nie brytyjskie, o irańskich nie wspominając. I nie była to pomoc darmowa, tylko kredytowana, za którą płacili głównie Polacy.
Więc to by było na tyle, jeśli chodzi o ten mit. A jeśli Wam się podobało to zachęcam do wsparcia przez BuyCoffee, czy Patronite pod adresem „wojnawkolorze”.
Jest dla mnie niesamowite to, że w Polsce ze zdradą w czasie II Wojny Światowej utożsamiany jest niemal wyłącznie brytyjski premier Winston Churchill.
Tymczasem człowiek ze zdjęcia we wszystkich rozważaniach o zdradzie pozostaje gdzieś na uboczu, przemyka chyłkiem na swoim wózku, traktowany wyraźnie ulgowo. W rzeczywistości prezydent USA, Franklin Delano Roosevelt, mający do dziś swoje ulice w Polsce (!), w czasie II WŚ wielokrotnie szkodził Polsce na rozmaite sposoby.
Już w maju 1942 r. oświadczył zastępcy sekretarza stanu, Adolphowi Berle’owi, że jest gotów odstąpić Sowietom wschodnie tereny Polski. Potwierdził to w Teheranie w listopadzie 1943 r., prosząc jednak Stalina o dyskrecję, bo szykował się do walki o kolejną kadencję.
Osobiście włączył się w sprawę zatajania mordu polskich oficerów w Katyniu, choć doskonale znał prawdę. Gdy jego współpracownik George H. Earle sporządził raport i zagroził ujawnieniem prawdy, Roosevelt zesłał go na placówkę na Samoa na Pacyfiku i odciął od informacji.
Utrudniał rekrutację Polaków polskiego pochodzenia do Polskich Sił Zbrojnych i ograniczał dla Polski wsparcie Lend-Lease (którego ta otrzymała mniej, niż Peru, Chile, czy Arabia Saudyjska).
Mimo przyjmowania dwóch polskich premierów - Władysława Sikorskiego i Stanisława Mikołajczyka - nigdy nie wyraził zgody na zawarcie dwustronnej umowy dot. stosunków w trakcie i po wojnie.
Jego ludzie w Hollywood osobiście nadzorowali produkcję skrajnie sowietofilskich i antypolskich filmów, oczerniając Polskę i Polaków na równi z nazistowską propagandą.
Odmawiał wspierania Armii Krajowej. Po wielu naciskach ze strony Churchilla zgodził się uznać AK za formację sprzymierzoną dopiero 30 sierpnia 1944 r., po miesiącu (!) Powstania, pozwalając Niemcom bezkarnie mordować jej żołnierzy. A i to ograniczał tylko do tych walczących w Warszawie, by Stalin mógł dalej prześladować AK. Wsparcie ze zrzutami dla Warszawy wysłał dopiero 18 września 1944 r., po 48 dniach Powstania, też po naciskach Churchilla.
Oszukał Polonię USA i jej lidera, Karola Rozmarka, którego przyjął po trzech miesiącach oczekiwania po tym, gdy ten zaczął rozmawiać z jego rywalem do prezydentury, Thomasem Deweyem. Przyjął Rozmarka 11 października 1943 r. na tle wielkiej mapy Polski z przedwojennymi granicami i kłamał, mówiąc, że będzie walczył o przedwojenny kształt Polski.
Popierał działania NKWD wymierzone w Armię Krajową i Narodowe Siły Zbrojne na tyłach Armii Czerwonej „w celu zapewnienia bezpieczeństwa”, dając przyzwolenie na mordy, uwięzienia i deportacje polskich żołnierzy.
Zwalczał koncepcję desantu na Bałkanach, bo nie życzył sobie tego Stalin, chociaż Churchill wskazywał, że Węgry i Rumunia chcą przejść na stronę Aliantów. Pod jego naciskiem polski wywiad zakończył operację „Trójnóg” - potajemne rozmowy z władzami państw Osi o zmianę stron. Oddał tym samym bez walki Europę Środkową.
Ignorował kompletnie doniesienia o Holokauście na Żydach. Raport Jana Karskiego - którego przyjął po miesiącu oczekiwania 28 lipca 1943 r. - po przeczytaniu utajnił. Kompletnie też zignorował pomoc dla Żydów podczas konferencji na Bermudach w kwietniu 1943 r., gdy SS paliło warszawskie getto. Uznawał, że Holocaust pomaga Aliantom, bo rozprasza niemiecki wysiłek wojenny.
W Jałcie jego stosunek do Polski streszczał się do lekceważącego zdania: „Polska była źródłem kłopotów od przeszło pięciuset lat". W zamian za ustępstwa w Europie Środkowej, wybłagał Stalina o udział w wojnie w Azji. Oczywiście oferując mu zyski terytorialne i tony zaopatrzenia dla sowieckiej floty. Co było swoją drogą koszmarnym błędem, który zemścił się na Amerykanach już niebawem. Pomógł on bowiem zainstalować komunistyczne reżimy w Chinach, Korei i Wietnamie, które już niebawem zaczęły zabijać Amerykanów. Problem, jaki wówczas wytworzył, USA musiały zwalczać przez następnych 40 lat. Kosztem żyć tysięcy Amerykanów.
Zdradzając Polskę w Teheranie i Jałcie naruszył postanowienia Karty Atlantyckiej - jedynego aktu wiążącego wszystkich Aliantów - której sam był autorem.
Nie jest przypadkiem, że w okresie PRL doczekał się swoich ulic w Polsce.
Sądzę, że te zarzuty do Churchilla przy tym o m. in. paradę zwycięstwa w Londynie i „zabranie” polskiego złota są przy tym śmieszne. Tym bardziej, że Churchill nie miał z tymi kwestiami nic wspólnego, bo nie był wówczas nawet premierem.
Ktoś powie - polityka. Jasne, jeśli „polityka”, to proponuję przestać robić z II WŚ „walkę dobra ze złem” rodem z filmów Marvela i mówić wprost, że była to wojna interesów, a jakieś bajki o demokracji, prawach człowieka, wolności - nikogo nie obchodziły. I że obie strony miały u siebie masowych ludobójców.