Lewicowa tolerancja w praktyce
Czarzasty wyzywa prawicę i Skolima przy owacji młodzieży, która z poprzednich Campusów znana jest z piosenki „Jeb.. PiS”
"🚨 Ten filmik powinien zobaczyć każdy, kto jeszcze wierzy w hasła „mieszkanie to prawo człowieka”, „ludzie ponad zyskiem” i „darmowa służba zdrowia”.
Młoda kobieta kupuje socjalistyczne obietnice… a potem ląduje w 2050 roku, gdzie te obietnice stały się rzeczywistością.
Efekt?
Chce wrócić natychmiast.
„Beware of the gap between promises and reality.”
— Independent Women’s Voice
https://t.co/rfpdTAMja5
#Socjalizm #DSA #ObietniceVsReality
Rząd Donalda Tuska przedstawia reformę podatkową jako dobrą wiadomość dla milionów Polaków. Drugi próg PIT ma wzrosnąć ze 120 do 130 tys. zł, a dla dochodów między 130 a 150 tys. zł obowiązywać ma stawka 24 proc. Złagodzenie gwałtownego skoku z 12 do 32 proc. trudno uznać za pomysł nieracjonalny — wręcz przeciwnie, może uczynić system nieco bardziej proporcjonalnym.
W podatkach warto jednak zawsze zadać jedno, pozornie banalne pytanie: kto za to zapłaci? Państwo nie ma własnych pieniędzy. Dysponuje wyłącznie środkami podatników. Gdy jednym obniża obciążenia, a innym je podnosi, nie dokonuje żadnego finansowego cudu — jedynie przesuwa ciężar z jednej grupy na drugą. I właśnie ten element propozycji jest najbardziej wątpliwy. Z jednej strony ulga dla części podatników. Z drugiej — wyższy CIT dla największych firm, podwyższona danina solidarnościowa oraz radykalne obniżenie limitu przychodów uprawniającego do ryczałtu.
W okresie, kiedy byłem premierem nie podwyższałem podatków. Zamiast kombinować, komu jeszcze podnieść daninę, obniżyłem CIT z 27 do 19 proc. To był poważny impuls dla przedsiębiorczości i konkurencyjności polskiej gospodarki. Czyniłem to w przekonaniu, że firma nie jest bezdennym workiem pieniędzy. Zwiększenie jej obciążeń zmusza przedsiębiorcę do decyzji: może podnieść ceny, ograniczyć inwestycje, zrezygnować z części planów rozwojowych, ostrożniej zatrudniać lub wolniej podnosić wynagrodzenia, zaakceptować niższy zysk albo — w skrajnym przypadku — zamknąć działalność. Nie oznacza to automatycznie, że każda podwyżka podatku przekłada się na wzrost cen czy spadek zatrudnienia. Gospodarka jest bardziej zło��ona. Oznacza jednak, że koszt dodatkowego podatku nie musi pozostać wyłącznie po stronie właściciela. W zależności od sytuacji może zostać częściowo przerzucony na konsumentów, pracowników, inwestorów lub samą firmę. Dlatego hasło „obniżamy podatki Polakom” brzmi osobliwie. Przedsiębiorca też jest Polakiem. Jego pracownik również. Tak samo klient, który może zapłacić więcej, jeśli rosnące koszty firm zostaną przeniesione na ceny.
Można ogłosić, że miliony obywateli dostaną ulgę. Znacznie trudniej przyznać jednocześnie, że część jej kosztów poniosą inni podatnicy, a ekonomiczne skutki mogą odczuć znacznie szersze grupy — w cenach, inwestycjach, wynagrodzeniach czy tempie tworzenia miejsc pracy. Warto więc zachować sceptycyzm wobec politycznej arytmetyki, w której rząd zabiera jednym, oddaje część pieniędzy drugim i ogłasza, że właśnie obniżył podatki. Obniżka dla jednych nie staje się automatycznie obniżką dla całej gospodarki. Przedsiębiorca, któremu państwo wystawia wyższy rachunek, rzadko dysponuje magicznym sejfem. Najczęściej musi znaleźć na niego środki w swojej działalności: w cenach, kosztach, inwestycjach lub własnym zysku. I wtedy rachunek za „obniżkę podatków” może okazać się znacznie większy, niż wynikałoby to z samego formularza PIT.
🚨¡BOMBAZO! El ingeniero que creó Claude Code desde cero acaba de soltar un video de 28 minutos que es puro oro:
cómo escribir prompts que realmente entregan resultados brutales.
He visto cursos de 300 dólares que no llegan ni a la suela de lo que él explica en los primeros 10 minutos.
Archivos CLAUDE.md, atajos de memoria, sesiones paralelas y patrones de prompting que casi nadie usa…
Todo en un solo video. Completamente gratis. Sin relleno.
Da igual si eres desarrollador, estás empezando o ya llevas meses con Claude: esto te cambia el juego desde hoy.
Guárdalo. Míralo. Compártelo.
"To 11 września dla Bitcoina"
"Wszystko się zmieniło"
"Zaufanie do self-custody zostało zniszczone"
"Koszmar, który ściska żołądek"
To tylko kilka z komentarzy jakie pojawiły się na kryptotwitterze, większość z nich od weteranów branży.
O co chodzi?
Wyobraź sobie, że ktoś okrada Cię z oszczędności, nie zbliżając się do twojego domu, nie znając twojego nazwiska i nie mając pojęcia, że w ogóle istniejesz. Dokładnie to przydarzyło się 30 lipca około pięciuset hodlerom Bitcoina.
W czterdzieści jeden minut z blisko 1200 portfeli zniknęło ponad tysiąc BTC, około 70 milionów dolarów. Nikt nie kliknął w fałszywy link. Nikt nie zgubił urządzenia. Nikt nikomu nie podał swoich haseł. Okradzione zostały portfele sprzętowe Coldcard, czyli te, które w środowisku uchodziły za najbezpieczniejszy sposób trzymania Bitcoina.
Zacznę od wyjaśnienia, jak to w ogóle możliwe, bo bez tego reszta nie ma sensu.
Portfel kryptowalutowy to w praktyce jedno bardzo długie hasło. Zwykle zapisuje się je jako dwanaście albo dwadzieścia cztery losowe słowa. Kto zna "słowa", ma dostęp do środków. Kropka. Nie ma banku, który zablokuje przelew, nie ma infolinii, nie ma reklamacji.
Całe bezpieczeństwo opiera się więc na jednym założeniu: te słowa muszą być wylosowane naprawdę losowo. Tak losowo, żeby nikt na świecie nie mógł ich zgadnąć, choćby próbował do śmierci cieplnej Wszechświata. Dlatego porządne portfele sprzętowe mają w środku osobny układ scalony, którego jedynym zadaniem jest produkowanie prawdziwej przypadkowości ze zjawisk fizycznych.
Coldcard taki układ ma. Tylko przez pięć lat go nie używał tam, gdzie trzeba.
W marcu 2021 roku producent przebudował oprogramowanie i przez zwykłą pomyłkę w kodzie urządzenia przestały pytać ten specjalny układ o losowe liczby. Zamiast tego zaczęły „losować" na podstawie swojego numeru seryjnego i odczytu wewnętrznego zegara. Numer seryjny jest stały i nie zmienia się nigdy. Zegar da się zmierzyć, kupując sobie takie samo urządzenie i sprawdzając, jak się zachowuje.
Zamiast puli kombinacji tak wielkiej, że nie ma dla niej nazwy, zostało około biliona możliwości. Bilion brzmi jak dużo. Dla człowieka owszem. Dla komputera z dobrą kartą graficzną to praca na kilka godzin.
Ktoś tę pracę wykonał. Wygenerował wszystkie możliwe hasła, sprawdził, którym z nich odpowiadają portfele z pieniędzmi, i w niecałą godzinę je opróżnił. Urządzeń ofiar nigdy nie dotknął, bo nie musiał. Miał ich hasła, wyliczone na własnym komputerze.
I teraz najbardziej niewygodna część całej historii.
Kod Coldcarda był publicznie dostępny przez cały ten czas. Każdy mógł go czytać. Producent kilka tygodni wcześniej zlecił dodatkowo przegląd kodu jednemu z najlepszych dostępnych modeli sztucznej inteligencji i ten nie znalazł niczego. Firma sama przypuszcza, że atakujący sięgnął po to samo narzędzie i znalazł. To samo AI, ta sama godzina pracy, dwa różne wyniki.
Jeśli masz Coldcarda, sprawdź to dzisiaj. Zagrożone są hasła wygenerowane na urządzeniu po marcu 2021 roku: model Mk3 z oprogramowaniem od 4.0.1 do 4.1.9 oraz Mk4, Mk5 i Q sprzed poprawek wydanych 31 lipca. Aktualizacja nie naprawia starego hasła, trzeba wygenerować nowe i przenieść środki. I coś, o czym mało kto mówi: jeśli przepisałeś te same dwadzieścia cztery słowa na Trezora, Ledgera czy jakikolwiek inny portfel, nadal jesteś zagrożony. Słabe jest samo hasło, a nie sprzęt, który je przechowuje.
Jaki z tego wniosek dla wszystkich pozostałych?
Taki, że najsłabsze ogniwo leży dokładnie tam, gdzie użytkownik nie ma jak zajrzeć. Tego jednego etapu nie da się sprawdzić samemu. Trzeba komuś zaufać, a jedyne, co możesz zrobić, to sprawdzić, komu ufasz.
Przed zakupem portfela zadaj sobie trzy pytania. Gdzie powstaje klucz. Skąd bierze się losowość i czy producent podaje konkretny standard, a nie ogólnik o wysokim poziomie bezpieczeństwa.
Portfel Tangem, z którym współpracujemy, ma rozwiązanie. Klucz powstaje wewnątrz układu Samsung z certyfikatem EAL6+, czyli na poziomie stosowanym w paszportach biometrycznych, przy użyciu sprzętowego generatora losowego zgodnego z niemieckim standardem BSI AIS 31.
Klucz nigdy nie opuszcza karty. Nie ma dwudziestu czterech słów, których można nie zapisać, zgubić albo sfotografować, bo kopią zapasową jest druga i trzecia karta otwierająca ten sam portfel. Oprogramowanie badały laboratoria Kudelski Security i Riscure, producentem jest szwajcarska spółka z Zug, karty mają dwudziestopięcioletnią gwarancję.
Powiem też czego Tangem nie robi, bo po takiej aferze nie wypada pisać czystej reklamy udającej analizę.
Oprogramowania kart nie da się zaktualizować. To zamyka drogę atakom przez podmianę oprogramowania, czyli dokładnie takim, o jakich piszę wyżej, ale oznacza też, że jeśli ktoś znajdzie inną lukę, nie da się jej załatać poprawką. Zespół badawczy Ledgera opisał dwa ataki na kod dostępu do kart Tangem, przy czym oba wymagają fizycznego trzymania twojej karty w ręku i sprzętu laboratoryjnego.
Wniosek praktyczny: ustaw długie hasło dostępu, minimum osiem znaków z cyframi i symbolami, a karty trzymaj w różnych miejscach. I pamiętaj, że utrata wszystkich kart to utrata środków.
Różnica wobec sprawy Coldcarda jest jednak zasadnicza. Tam zawiódł moment powstania klucza, czyli jedyny etap, którego użytkownik nie widzi i nie skontroluje. Tu ryzyko sprowadza się do tego, czy ktoś fizycznie ukradnie ci kartę i czy hasło było wystarczająco długie. To pierwsze da się zamknąć w szufladzie, to drugie zależy od Ciebie.
Na start nie musisz zresztą niczego kupować. Portfel mobilny Tangem jest darmowy, klucze siedzą w bezpiecznej części pamięci telefonu, aplikację audytowało Cure53. Przy kwotach rzędu kilku tysięcy złotych to sensowny punkt wyjścia, a portfel da się później przenieść na kartę, bez zakładania nowego.
Portfele sprzętowe, 10% rabatu łączonego z aktualnymi promocjami: https://t.co/lo8m1A4rBp
Darmowa aplikacja mobilna: https://t.co/SRIh2TD28u
Przy okazji: Tangem prowadzi teraz specjalną kampanię.
Mechanika jest prosta. Instalujesz aplikację przez link partnerski, po raz pierwszy włączasz Yield Mode na stablecoinie i utrzymujesz go przez trzydzieści kolejnych dni. Po tym okresie Tangem dokłada jednorazowy bonus równy dwukrotności zysku, który wypracowałeś. Zysk plus bonus daje 3x, wypłata w ciągu czternastu dni.
Jeżeli dotrwałeś do końca tego posta- winszuję. W kwestiach bezpieczeństwa jedną z kluczowych cech charakteru jest cierpliwość, a oszuści zawsze w pierwszej kolejności polują na tych, którym się spieszy.
💔Oficjalnie: Michael Saylor chce sprzedawać BTC!
Dzisiaj Strategy przedstawiła Digital Credit Capital Framework, czyli nowy zestaw zasad zarządzania kapitałem, którego częścią jest program monetyzacji BTC. Na jego podstawie zarząd może sprzedać kryptowalutę za maksymalnie 1,25 mld dolarów, żeby uzupełnić rezerwę gotówkową spółki.
Program nie zmusza Strategy do pozbycia się ani jednej monety. Daje natomiast zarządowi prawo, by sprzedawać BTC w trzech sytuacjach:
- gdy trzeba zasilić rezerwę dolarową,
- gdy trzeba pokryć dywidendy od akcji uprzywilejowanych albo odsetki od długu, oraz
- gdy spółka chce sfinansować skup własnych papierów.
Każda sprzedaż wykraczająca poza te trzy cele wymaga osobnej zgody zarządu. Program nie ma daty wygaśnięcia i można go w dowolnym momencie zawiesić lub zakończyć.
Równolegle zarząd autoryzował dwa skupy po miliardzie dolarów każdy. Pierwszy obejmuje papiery uprzywilejowane spółki, w tym serie STRC, STRF, STRD i STRK, z priorytetem dla STRC. Drugi dotyczy akcji zwykłych klasy A. Strategy podniosła też oprocentowanie dywidendy od STRC do 12 procent rocznie dla okresów rozliczeniowych od 1 lipca, próbując zatrzymać przecenę tych walorów poniżej ceny nominalnej.
Rezerwa dolarowa spółki wynosiła około 2,55 mld dolarów według danych na 28 czerwca. Razem z autoryzowaną sprzedażą Bitcoina daje to blisko 3,8 mld dolarów na obsługę zobowiązań, co według firmy odpowiada niemal 26 miesiącom wypłat dywidend od akcji uprzywilejowanych i odsetek.
Klucz leży w jednym wskaźniku. Przez lata akcje MSTR wyceniano z premią wobec wartości portfela Bitcoina, co pozwalało Strategy emitować nowe papiery drożej, niż były warte kupowane za nie monety, i tak powiększać skarbiec. W ostatnich dniach enterprise mNAV, czyli stosunek wartości całej struktury kapitałowej do posiadanego Bitcoina, spadł poniżej jedności po raz pierwszy w historii spółki. Rynek wycenia firmę taniej niż jej własny Bitcoin.
W takim układzie emisja akcji przestaje się opłacać, bo rozwadnia dotychczasowych akcjonariuszy. Stąd potrzeba innych dźwigni. Jaskółki zwiastowały pivot już wcześniej: na początku czerwca Strategy sprzedała 32 monety na wypłatę dywidend, czyli dokonała pierwszej sprzedaży od 2022 roku, a prezes Phong Le jeszcze pod koniec ubiegłego roku zapowiadał, że firma rozważy upłynnianie BTC, jeśli mNAV zejdzie poniżej jedności.
Skala problemu jest poważna. Spółka trzyma 847 363 Bitcoiny kupione średnio po 75 646 dolarów, za które zapłaciła łącznie 64,1 mld dolarów. Przy kursie w okolicach 60 tysięcy ten portfel wart jest dziś około 51 mld dolarów, więc niezrealizowana strata sięga kilkunastu miliardów USD.
Inwestorzy nie odebrali jednak ogłoszenia Strategy jako kapitulacji. Akcje MSTR podbiły o około 4 procent, do mniej więcej 85 dolarów. Sam Saylor podkreślił, że Bitcoin pozostaje podstawowym aktywem rezerwowym spółki, a nowe ramy mają wzmocnić jakość kredytową i ograniczyć koszt dywidend. Dyrektor finansowy Andrew Kang ujął to krótko, mówiąc, że Bitcoin jest kapitałem, a program daje firmie elastyczność, gdy sprzedaż monet okaże się korzystniejsza niż emisja akcji.
Dla zwolenników strategii „nigdy nie sprzedawaj” to gorzki moment. Z punktu widzenia zarządzania bilansem dużej, mocno zadłużonej korporacji jest to jednak dojrzewanie modelu, który dotąd działał wyłącznie w jedną stronę.
#Bitcoin #BTC #Strategy
‼️Oficjalnie: to koniec Binance w Polsce i w Unii Europejskiej! ❌
Największa giełda świata wycofała swój wniosek o licencję MICA w Grecji i rozpoczyna od nowa żmudny proces ubiegania się o dokument pozwalający jej na legalne działanie w innym kraju UE.
Giełda rozsyła właśnie maile do użytkowników, w którym informuje, że od 1 lipca 2026 r. usługi Binance w Polsce mają zostać mocno ograniczone.
Nie chodzi o nagłe zamrożenie środków. Binance pisze, że aktywa mają pozostać dostępne, a wypłaty krypto, EUR i PLN mają być możliwe także po 1 lipca.
Ale normalne korzystanie z platformy w Polsce dobiega końca.
Najważniejsze zmiany:
• od 1 lipca nie będzie można składać nowych zleceń spot,
• boty tradingowe zostaną wyłączone,
• Convert przestanie działać dla nowych zleceń,
• Margin zostanie ograniczony, a pozycje mają być rozliczane,
• nowe subskrypcje Earn znikają,
• staking ETH i SOL nie będzie już przyjmował nowych wpłat,
• Binance Pay przestanie obsługiwać nowe przelewy i płatności,
• Launchpool i Launchpad nie będą dostępne,
• API do nowych zleceń spot i margin zostanie odcięte,
• Binance Pool przestanie działać dla polskich kont,
• P2P zniknie jeszcze wcześniej: 30 czerwca 2026 r. o 09:00 UTC.
Otwarte zlecenia spot złożone przed 1 lipca mają działać jeszcze przez 48 godzin, potem zostaną anulowane.
W praktyce Binance przechodzi w Polsce z trybu „normalnej giełdy” w tryb „zamknij pozycje i wypłać środki”.
To bardzo mocny sygnał, że po MiCA zaczyna się prawdziwa selekcja regulacyjna. Duże marki, które przez lata były domyślnym wyborem dla milionów użytkowników, niekoniecznie będą mogły dalej działać w Unii Europejskiej tak jak wcześniej.
Dla użytkowników najważniejsze są teraz trzy rzeczy:
Nie panikować.
Nie klikać w podejrzane linki i uważać na phishing.
Sprawdzić swoje środki, otwarte zlecenia, Earn, staking, boty, API i P2P przed 1 lipca.
Binance samo wskazuje dwie opcje: wypłata na własny portfel Web 3.0 albo transfer na inną giełdę.
Jeżeli szukacie alternatyw które będą (lub twierdzą że będą działać) w Polsce i UE po 1 lipca podajemy kilka alternatyw w komentarzu. 👇
Bogdan Rymanowski wyjaśnił Włodzimierza Czarzastego:
„Ukraina bez Polski nie wejdzie do Unii Europejskiej. Może powinniśmy wreszcie postawić warunki. Przecież w 2022 roku nasze czołgi, nasze uzbrojenie doprowadziły do tego, że Rosjanie nie zajęli Kijowa i dzisiaj, jeżeli Ukraińcy gloryfikują morderców, mamy udawać, że deszcz pada?”
Prezydent Nawrocki wetując nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, uznał, że władza administracyjna nie może otrzymywać kolejnych narzędzi do kontrolowania treści publikowanych przez obywateli, zwłaszcza gdy granica między walką z dezinformacją, a ograniczaniem swobody wypowiedzi staje się coraz bardziej płynna. Jego uzasadnienie – „Państwo musi gwarantować wolność. Nie ograniczać jej.” trafia w istotę sporu. W demokracji obywatel powinien korzystać z wolności słowa, a wszelkie ograniczenia muszą być wyjątkowe, precyzyjne i poddane kontroli sądowej.
Decyzja prezydenta nie oznacza zgody na hejt, oszustwa czy działalność przestępczą w sieci. Przynosi natomiast sprzeciw wobec tworzenia mechanizmów, które pod pretekstem ochrony użytkowników mogłyby ograniczać pluralizm poglądów i swobodę debaty publicznej. Ustawa, mimo deklarowanego celu walki z nielegalnymi treściami (groźby, pedofilia, hejt), w praktyce otwierała drzwi do administracyjnej cenzury. Mechanizmy szybkiego blokowania treści przez urzędników (nawet z poprawkami Senatu o udziale sądu) rodziły poważne ryzyko nadużyć. W rękach rządu, który niejednokrotnie pokazywał skłonność do etykietowania niewygodnych poglądów jako „dezinformację” czy „mowę nienawiści”, takie narzędzia mogły stać się bronią przeciwko opozycji, mediom niezależnym czy zwykłym obywatelom wyrażającym kontrowersyjne opinie. Porównanie do Orwella nie jest przesadą w kontekście trendów europejskich: coraz więcej regulacji pod pretekstem „bezpieczeństwa” buduje mechanizmy nadzoru nad informacją. Polska, z jej historią walki o wolność słowa, powinna być ostrożna, a nie pionierem cenzorskich rozwiązań.
Zwolennicy ustawy powiedzą, że utrudnia to walkę z dezinformacją. Krytycy odpowiedzą, że jeszcze groźniejsza od dezinformacji jest sytuacja, w której o dopuszczalnych poglądach zaczynają decydować urzędnicy lub politycy. W państwie demokratycznym więcej wolności oznacza więcej sporów. Ale alternatywą jest świat, w którym o granicach debaty decyduje władza. I właśnie przed takim rozwiązaniem prezydent postanowił postawić znak stop.
Jednym słowem – to dobre weto. Chroni przestrzeń publiczną przed nadmierną ingerencją, wymusza lepszą, bardziej wyważoną legislację i przypomina, że wolność słowa to nie luksus, lecz fundament demokracji. Internet bez cenzury urzędniczej będzie bezpieczniejszy – bo wolny.
"Sam SAFE był też tworzony jako pomoc Ukrainie🇺🇦. Ukraina będzie częścią polskiego programu SAFE" ~ Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocnik rządu ds. SAFE.
🚨 YOU DON'T NEED TO BE A GENIUS TO PRINT MONEY ON $BTC!
$BTC BELOW MA200 → BUY & ACCUMULATE
$BTC BREAKS ABOVE MA200 → SELL ON 1000 DAYS
THIS BEATS 99% CRYPTO TRADERS OVER 4 YEARS
EVERYTHING IS GOING ACCORDING TO MY PLAN, DONT WORRY
TURN ON NOTIFS, FOLLOW & BOOKMARK!
‼️Do Sejmu wpłynął projekt ustawy CAŁKOWICIE likwidującej branżę krypto w Polsce!
Autorem projektu jest PiS. Jarosław Kaczyński wdraża w życie to, co powiedział niedawno- że jest za calkowitym zakazem prowadzenia biznesu krypto w Polsce.
Co jest w ustawie?
Cel: całkowity zakaz prowadzenia jakiejkolwiek działalności w zakresie kryptoaktywów w Polsce (giełdy, kantory, portfele, staking, lending, emisje, oferty publiczne itp.).
Główne zmiany:
- wprowadzenie definicji kryptoaktywa i działalności w zakresie kryptoaktywów
- prowadzenie takiej działalności staje się automatycznie nieuczciwą praktyką rynkową
Kary (tylko dla tych, którzy prowadzą działalność):
- 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności, przy wielkiej wartości zgromadzonego mienia: 1 rok do 10 lat pozbawienia wolności
Mechanizmy egzekucji:
- UOKiK może żądać od ABW natychmiastowej blokady rachunków krypto i rachunków bankowych (w ciągu 24 godzin)
- dostawcy internetu muszą usuwać strony www służące do takiej działalności
Przepisy przejściowe dla istniejących firm:
- 2 miesiące na całkowite zamknięcie działalności
- obowiązek zwrotu klientom wszystkich środków + należnych korzyści majątkowych (bez żadnych opłat i prowizji)
Wejście w życie: po upływie 14 dni od ogłoszenia
Klienci indywidualni: zero kar – są traktowani wyłącznie jako osoby pokrzywdzone.
🔴 Litecoin (LTC) padł wczoraj ofiarą skoordynowanego ataku 51%.
Napastnicy przejęli kontrolę nad łańcuchem i wywołali reorganizację 13 bloków (od bloku 3 095 930 do 3 095 943). W tym czasie przeprowadzali ataki double spend na wiele protokołów wymiany cross-chain.
Atakujący dysponowali przez kilka godzin większą mocą obliczeniową niż cała reszta sieci Litecoin. To pozwoliło im pisać własną wersję historii transakcji i cofać już zatwierdzone przelewy.
Okazało się, że 84% pacjentów z rakiem przyjmujących iwermektynę i mebendazol przez 6 miesięcy zadeklarowało, że ich rak całkowicie zniknął lub przestał rozprzestrzeniać.
Nic dziwnego, że CIA pogrzebała badania z lat 50. XX wieku, które wykazały, że antypasożytnicy zaburzają rozwój raka"
ZŁA WIADOMOŚĆ DLA BIG PHARMA:
84,4% pacjentów z rakiem poddanych leczeniu iwermektyną + mebendazolem NIE MA ŻADNYCH OBJAWÓW RAKA po 6 miesiącach...
Po 6 miesiącach większość pacjentów zgłosiła: brak wykrywalnych śladów choroby, zmniejszenie guzów lub całkowitą stabilizację raka
te leki przeciwpasożytnicze działają poprzez 12 mechanizmów przeciwnowotworowych na ponad 12 różnych typów raka.
Ogromny sygnał kliniczny… a jednak prawie całkowicie zignorowany przez media i instytucje (siedzące w kieszeni BigPharma)...