Ruch Narodowy. Badacz krętych dróg genealogii. Eksplorator. Archiwista. Historia. Archeologia. Mąż, ojciec, teść, dziadek. Sam sobie szefem. Płatnik ZUS.
Oj tam, zamordowaliście w powstaniu warszawskim jakieś 100-150 tys. Polaków, a teraz przypominanie o tym nazywacie "politycznym happeningiem". Każdy przyzwoity Polak gardzi takim zakłamaniem naszych zachodnich sąsiadów.
Wspaniały manewr. Doskonale to rozegrał. Jeszcze kilkadziesiąt takich ruchów i będzie po sprawie. Niech jeszcze tak z parę miesięcy Konfa zajmuje się gospodarką i migrantami, Korona unią i Ukraińcami a PiS PiSem i zobaczymy jak będzie wyglądało podium partyjne na prawicy 😉
Jak się krzyczy na Ukrainkę, to narodowość jest bardzo ważna, ale jak Ukraińcy mordują Polaka, to ich narodowość nie ma nic do rzeczy! Jeśli ktoś myśli inaczej są to myśli nienawiści!
Moją rodzinę również wyrżnęli Ukraińcy – w Starym Samborze. Mam odmienne zdanie od Pana na temat pomnika w Domostawie, (choć uważam, że nie jest to najwybitniejsze dzieło Pityńskiego).
Można dyskutować o jego estetyce. To rzecz gustu. Ale nazywanie go „gównopomnikiem” jest po prostu obrzydliwe i świadczy o braku elementarnego szacunku wobec ofiar, które ten pomnik upamiętnia.
Hańba Panu.
Każdy, kto zasiada w tym rządzie i milczy wobec polityki ustępstw wobec Ukrainy kosztem pamięci o Wołyniu, bierze za nią polityczną odpowiedzialność.
Historia nie osądzi tylko podejmujących decyzje - ale i tych, którzy nie mieli odwagi się im sprzeciwić.
Były ambasador Polski na Ukrainie przyznaje, że Polacy są w tym kraju regularnie dyskryminowani, o czym Warszawa dobrze wiedziała, lecz w imię obsesji antyrosyjskiej i miłości do Ukrainy udawała, że nie dostrzega.
I czego nie rozumiecie?
https://t.co/aA6Nwuio2j
Unikalny fragment z filmu dokumentalnego „OUN-UPA: wojna na dwa fronty” (ukr. ОУН-УПА: війна на два фронти) z 2006 roku. Wydźwięk filmu był gloryfikujący OUN-UPA, wypowiadali się w nim weterani formacji. W poniższym fragmencie Marija Boryszkewycz jako naoczny świadek potwierdza, że UPA mordowała wszystkich polskich cywili, a także Ukraińców, którzy próbowali ich ukrywać.
Warto zauważyć, że 20 lat temu zbrodniczy charakter działań UPA był znany wśród Ukraińców zainteresowanych tematem. Zrzucanie obecnej gloryfikacji UPA na karb nieznajomości sprawy jest niestety typowo polskim myśleniem życzeniowym i próbą radzenia sobie z dysonansem poznawczym.
Brak asertywności polskiej klasy politycznej doprowadził do sytuacji, w której Ukraińcy w sprawach dotyczących Polski wolą rozmawiać z Amerykanami niż z Warszawą. Wiedzą, że w procesie decyzyjnym polskich polityków można pominąć.
Czarzastemu jako kierownikowi sali sejmowej już zupełnie odbiło. Ukraina w UE stanowi ogromne zagrożenie dla interesów Polski. Na szczęście Zachód zablokuje te rojenia.
Nie warto „podbierać” Niemcom żołnierzy amerykańskich, bo „europejska solidarność”.
Nie warto wypominać ukraińskim władzom, że plują nam w twarz i gloryfikują sprawców zbrodni na Polakach, bo Rosja się będzie cieszyć.
Ale za to warto co chwilę walić w amerykańskiego prezydenta.
Ok.
Ci, którzy gorliwiej i głośniej krytykują:
- prezydenta Nawrockiego za gest elementarnej obrony godności narodowej
- niż prezydenta Zełeńskiego za honorowanie antypolskich, zbrodniczych formacji zbrojnych
powinni mieć możliwość głosować w ukraińskich wyborach i nie mieć możliwości głosowania w polskich.
Jasno określają bowiem gdzie leży ich lojalność państwowo-narodowa i kogo wspierają w sytuacji ewidentnego konfliktu interesów.
To ukraińscy politycy wywołali spór, ze strony @prezydentpl jest retorsja. To Zełenski karmi Kreml. Tusk próbuje robić wariatów z polskiego społeczeństwa i odwrócić problem.
Jeżeli jakikolwiek kanclerz Niemiec próbowałby dziś honorować Volkssturm, postawić pomnik Alfredowi Rosenbergowi czy Himmlerowi, to reakcja w całej Europie byłaby natychmiastowa i miażdżąca. I nie byłoby mowy o żadnym „sporze historycznym”, tylko o elementarnej granicy pamięci o zbrodni i jej ideologach. Dlatego niegodziwe są takie wypowiedzi, gdzie próbuje się sprowadzać to do zwykłej bieżącej walki politycznej. Tu nie chodzi o spór interpretacyjny, tylko o fundamenty moralne pamięci historycznej - kogo z tej przeszłości wybieramy na wzorce.
Państwa, które chcą być traktowane poważnie, muszą umieć oddzielać politykę od legitymizowania symboli ideologii odpowiedzialnych za masowe zbrodnie.