2 miesiące bez przesłuchania.
Bez prokuratorskich zarzutów.
Bez zajęcia majątku, bez zabezpieczenia telefonów i komputerów.
Uśmiechnijcie się, brygada, hej!
@poselTTrela A z Wami? Również twardo, do spodu, bez litości ? Czy Was dotyczy doktryna Neumana i Kacprzyk oraz asy od okradania powodzian mogą spać spokojnie ? Halo, Panie Tomaszu, jak to jest ?
W Polsce doczekaliśmy się najnowocześniejszej odmiany powodzi. Woda nie musi już zalać firmy. Wystarczy, że zaleje odpowiedni wniosek.
Według ustaleń Wirtualnej Polski 4,5 mln zł z pomocy przeznaczonej dla powodzian trafiło do trzech podmiotów z jednej okolicy. Jeden z nich jest związany z mężem wiceprezeski KARR i działaczki KO Anny Konieczyńskiej. Dziennikarze podają też, że cztery niezależne źródła nie potwierdziły, aby wskazane miejsca ucierpiały w powodzi.
Obywatel, któremu powódź zabrała dorobek życia, musi udowadniać każdą stratę. Zdjęcia, dokumenty, protokoły, zaświadczenia. A tu — przynajmniej według medialnych ustaleń — pieniądze potrafiły znaleźć drogę bez szczególnej pomocy GPS.
Są dwie możliwości. Albo wszystko było zgodne z prawem. Wtedy pozostaje tylko pogratulować urzędnikom wyjątkowo szerokiego rozumienia słowa „szkoda”.
Albo nie było. A wtedy trzeba będzie przyjąć do wiadomości, że w Polsce powstał nowy system przeciwpowodziowy: wały chronią ludzi przed wodą, a znajomości chronią pieniądze przed powodzianami. Dziś wygląda na to, że przydałoby się również państwo od sprawdzania, gdzie właściwie była ta woda.
@norbertcala 5 sierpnia br. wyjąłem swoją z pudełka, odpaliłem i pierwsze co to zaczęła się aktualizować. Chyba nie możliwe żeby różnica kilku dni i było u Pana update’u sofware’u.
🤢 Polacy z własnych kieszeni ratowali powodzian, a w tym czasie miliony z pomocy trafiały do ludzi z otoczenia działaczki KO.
Naprawdę niedobrze się robi, kiedy czyta się kolejne takie informacje.
Podczas powodzi tysiące Polaków rzuciły wszystko i ruszyły pomagać. Ludzie kupowali wodę, chemię, żywność, środki higieniczne, łopaty, rękawice. Jeździli własnymi samochodami i za własne pieniądze. Pomagali obcym ludziom wynosić z domów błoto i resztki tego, co zostało z ich całego życia.
A teraz czytamy, jak wyglądała druga strona tej historii.
4,5 miliona złotych pomocy powodziowej trafiło do trzech firm z jednej niewielkiej okolicy. Jedna należy do męża wiceprezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego i działaczki Koalicji Obywatelskiej Anny Konieczyńskiej. Druga do jej sąsiadów. Trzecia do właściciela lokalnej telewizji od lat współpracującej z samorządami. Firma męża działaczki KO dostała 200 tysięcy złotych. W dokumentacji szkód znalazły się między innymi popękane płytki, wymyte fugi czy pęknięcia tynku na balkonie... na 1. piętrze.
Spółka należąca do ich sąsiadów dostała aż 3,2 miliona złotych na szkody dotyczące sali zabaw. Problem w tym, że według ustaleń Wirtualnej Polski budynek znajdował się około 340 metrów od najbliższej wody widocznej na danych satelitarnych. Co więcej, dziennikarze nie znaleźli śladów, żeby ta sala zabaw kiedykolwiek wcześniej została otwarta dla dzieci.
Kolejna firma dostała ponad 1,1 miliona złotych. Pod wskazanym adresem straż pożarna nie odnotowała zgłoszenia powodziowego, a dostępne zdjęcia satelitarne również nie pokazują tam wody powodziowej.
Sprawą zajmuje się już CBA.
Jednak z jeszcze innego powodu czyta mi się o tym szczególnie ciężko.
Kiedy przyszła powódź, udostępniłam swoje biuro jako jeden z punktów zbiórki organizowanej przez Ochotniczą Obronę Cywilną w Łodzi i wspieraną przez panią Agnieszkę ze Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci "Dom Słońca". I pamiętam, jak wyglądało to naprawdę. Miejsce szybko zapełniło się po sufit, dosłownie. Każda pojedyncza rzecz, która została przyniesiona przez ludzi, została wydana. Każda butelka, każde opakowanie chemii, każdy środek do sprzątania, każdy sprzęt. Wszystko było potrzebne. Nie zostało absolutnie nic. Pomoc była świetnie zorganizowana oddolnie. Z mniejszych punktów rzeczy trafiały do busów, później były przeładowywane do większych transportów i jechały w konkretne miejsca, do konkretnych ludzi, których potrzeby były wcześniej ustalone.
Nie było przypadkowego wożenia rzeczy gdziekolwiek. Wszystko miało swoje miejsce. I wtedy naprawdę każda złotówka miała znaczenie. Każda rzecz miała znaczenie. Bo po drugiej stronie byli ludzie, którzy nie mieli już nic.
I teraz zestawcie sobie te dwa obrazy.
Z jednej strony Polak, który ze swoich pieniędzy kupuje kilka butelek płynu do sprzątania, bo wie, że komuś właśnie zalało cały dom. Rodzina, która przynosi zgrzewkę wody. Ktoś, kto ładuje busa i jedzie setki kilometrów pomagać ludziom, których nigdy wcześniej nie widział. Nieznany mi wcześniej sąsiad z ulicy Legionów, który widząc co się dzieje codziennie przychodził pomóc przepakowywać towar. Wspaniali ludzie ze stowarzyszenia Łódzkie Sercem Polski, którzy poświęcali swój własny czas na wsparcie funkcjonowania punktu.
A z drugiej strony czytamy o setkach tysięcy i milionach złotych pomocy, które trafiają do ludzi z otoczenia działaczki Koalicji Obywatelskiej, przy tak poważnych wątpliwościach dotyczących rzeczywistych szkód.
To jest plucie w twarz wszystkim, którzy wtedy pomagali!
Przede wszystkim jednak jest to plucie w twarz tym, którzy naprawdę stracili wszystko. Bo jak można patrzeć na ludzi, którym woda zabrała dom, firmę, samochód i dorobek kilku pokoleń, a jednocześnie myśleć o pieniądzach na własne popękane płytki czy balkon? No ludzie kochani! Jak można wyciągać miliony z funduszu stworzonego po takiej tragedii, jeśli obok są ludzie, którzy rzeczywiście zostali bez niczego?
Jeżeli ustalenia dziennikarzy się potwierdzą, każda nienależnie wypłacona złotówka powinna zostać odzyskana, a osoby odpowiedzialne powinny ponieść konsekwencje.
Na ludzkiej tragedii nie robi się interesów.
To jest po prostu obrzydliwe.
I kiedy po raz kolejny słyszę Koalicję Obywatelską opowiadającą o "rozliczeniach", to mam tylko jedno pytanie: może najpierw rozliczycie siebie i ludzi we własnym otoczeniu?
4.5 miliona pomocy dla powodzian trafiło do firm, które NIE ZOSTAŁY ZALANE PRZEZ POWÓDŹ, a przydzielała je członkini KO, wiceprezeska agencji, która dysponowała środkami z pomocy (firma męża, firma sąsiada i lokalna telewizja)
I uwaga… przydzieliła też 200 tysięcy na SWÓJ dom, który nigdy nie był zalany, na podstawie… zdjęcia pękniętej płytki.
Brawo droga Koalicjo Obywatelska XD
„4,5 mln zł pomocy powodziowej z agencji kontrolowanej przez samorząd województwa trafiło do trzech firm z jednej wsi. Jedna należy do męża wiceprezeski instytucji rozdzielającej wsparcie, druga do ich sąsiada, trzecia do właściciela lokalnej telewizji współpracującej z samorządem. Tyle że z danych straży pożarnej i systemów satelitarnych nie wynika, by te nieruchomości znalazły się pod wodą”.