Stare baby, nie traćta nadziei 🩷
Bierzcie polskiego, białego chłopa, rasistę, faszystę, antysemitę, denialistę klimatycznego, z odpowiednim stosunkiem do Ukrów i całego chujostwa tu przybywającego.
Jeszcze jak ma zacięcie kibicowskie to już komplet.
Polecam!
Dobrej niedzieli 😘
@DariuszMatecki@KateinaHavlkov4 Darek, amebo, tego poparcie nie było również w chwili kiedy ty i twoja formacja wypinaliście swoje sprzedajne dupska przed banderowcami. A teraz ciągnij kichę pajacu.
@MedvedevRussiaE Chuja se możesz sam possać, będzie ci łatwo nie mając kręgosłupa. Sami się rozliczymy z banderowcami, bez waszej pomocy czerwona holoto. A i tego Millera sobie możecie zabrać towarzysze.
@katarynaaa Jak sobie racjonalizujesz, że szkop tłucze Polaka bo chce krzyż postawić - to jest ok, ale pogonić araba w Polsce nie wolno, kiedy chce se wyjebać dywan gdzie mu się podoba i wołać do Allaha?
Mydlono nam oczy ws. ekshumacji w Hucie Pieniackiej!
Okazuje się, że mieliśmy jednie 10 dni na poszukiwania w Hucie Pieniackiej. Odkryto dół śmierci z setką ofiar. Mamy go zakopać i poprosić o dostęp za rok!
Pamiętacie, jak przekonywano nas, że "Ukraina zgodziła się na ekshumacje", więc mamy przestać pytać? Jak kreowano polityków po stronie ukraińskiej na twórców przełomu? Oto jak ten "przełom" wygląda w praktyce.
Instytut Pamięci Narodowej dostał na prace poszukiwawcze w Hucie Pieniackiej dokładnie dziesięć dni — od 9 do 18 czerwca. Ani dnia dłużej. W tym czasie polscy archeolodzy odnaleźli fundamenty zniszczonego kościoła, a przy nich zbiorową mogiłę o powierzchni ponad 72 metrów kwadratowych. Według wstępnych szacunków może w niej spoczywać około stu ofiar — a być może znacznie więcej.
Przypomnijmy, czym była Huta Pieniacka. 28 lutego 1944 roku ukraińscy ochotnicy z 4. Galicyjskiego Pułku SS wraz z UPA wymordowali około 850 polskich mieszkańców tej wsi. Kobiety, dzieci, starców — palonych żywcem w stodołach i kościele. Wieś zrównano z ziemią.
I co teraz? Polscy badacze muszą zabezpieczyć odkryte szczątki, z powrotem przykryć dół śmierci ziemią — i wystąpić do strony ukraińskiej o osobne zezwolenie na ekshumację. Bo zgoda na poszukiwania a zgoda na ekshumację to według prawa ukraińskiego dwie różne sprawy.
Oczekiwanie na decyzję może potrwać miesiące. Sama ekshumacja co najmniej dwa miesiące. Realny termin? Wiosna przyszłego roku. W najlepszym razie. Bo przecież nikt nie może zagwarantować obstrukcji po stronie ukraińskiej.
To jest cała prawda o ukraińskiej "zgodzie". Polska po blisko siedmiu latach starań dostała dziesięć dni na odkopanie skraju masowego grobu — i nakaz zakopania go z powrotem. Ofiary, które leżą tam 82 lata, mają poczekać kolejny rok na godny pochówek.
Tak wygląda partnerstwo, w którym Polska daje miliardy i wsparcie, a w zamian dostaje dziesięciodniowe okno i biurokratyczną zwłokę nad grobem własnych pomordowanych.
@TweeetyJezusa@NawrockiKn Ale wy kurwa glupi jesteście. Siedzi w Kijowie w pałacu ale dla takich imbecyli jak ty lata wszedzie w butach taktycznych przez 4 lata, bo wojna. Ile można łykać ten teatrzyk, ja pierdolle.
@Gasiuk_Pihowicz Wyjechała, napierdala twitt za twitttem. Może to i dobrze, że nie ma cię w polskim parlamencie bo się kompletnie do tego nie nadajesz.
Ziemiaństwo polskie na Wołyniu wykształciło się w XIX wieku z górnych, zamożniejszych warstw dawnego stanu szlacheckiego; jego atrybutem była własność większych majątków ziemskich. Jak pisze Tadeusz Epsztein, w 1921 r. gospodarstwa powyżej 1000 ha zajmowały 72,1% powierzchni dużej własności, a w 1939 r. - 66,8%; parcelacja i reformy rolne stopniowo uszczuplały stan posiadania, ale ziemiaństwo pozostawało nosicielem polskiej kultury, mecenatu i organizacji gospodarczej na wsi. Wg spisu powszechnego z 1931 r. (dane J. Turowskiego i W. Siemaszki) województwo wołyńskie liczyło 2 085 574 osób: Ukraińcy 1 418 324 (68,0%), Polacy 346 640 (16,6%), Żydzi 205 545 (9,9%).
Polskie rezydencje były ośrodkami kultury - gromadziły biblioteki, archiwa rodowe, kolekcje sztuki. Roman Aftanazy w „Dziejach rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej" (11 tomów, Ossolineum 1991–1997) opisał ok. 1500 polskich pałaców i dworów (tom V poświęcony jest województwu wołyńskiemu); jego praca pozostaje często jedynym źródłem do ich historii.
Po latach 1939–1941 ziemiaństwo zostało już wcześniej przetrzebione: deportacje i mordy NKWD usunęły z Wołynia „wiele jednostek przywódczych, o przygotowaniu wojskowym i organizacyjnym". Gdy w 1943 r. rozpoczęła się akcja UPA, polska społeczność była „grupą etniczną pozbawioną w większości działaczy społecznych, inteligencji, wojskowych".
Ideologia OUN dążyła do „całkowitego usunięcia wszystkich okupantów z ziem ukraińskich". Ziemianin polski był podwójnym symbolem: jako Polak i jako „pan". Element antyziemiański (klasowy) splatał się z nacjonalistycznym. Obietnica podziału ziemi i mienia była narzędziem mobilizowania chłopstwa ukraińskiego do mordów: „W jaki sposób – oprócz przymusu -UPA skłaniała chłopów do mordowania polskich sąsiadów? Obiecując rozdzielenie między nich dobytku i ziemi zabitych", mówi Grzegorz Motyka w wywiadzie dla portalu https://t.co/59Qt27IkP1 .
Konkretne przykłady zniszczonych siedzib i zamordowanych ziemian/oficjalistów to między innymi:
Smordwa (pow. Dubno) - majątek Ledóchowskich h. Szaława. Pałac klasycystyczny, przebudowany przez Janusza Ledóchowskiego wg projektu Henryka Marconiego, a w XX w. przez Stefana Szyllera w stylu neorenesansowym. W lipcu 1943 r. UPA napadła na mieszkańców wsi, którzy schronili się w majątku; po całonocnej walce atak odparto, ale zginęło 15 obrońców. Po 1945 r. pałac zburzono. Relacja naocznego świadka Marii Sebzdy (z d. Marciniec): „Banderowcy napadli na nas, to był chyba wieczór, godzina jedenasta, i zaczęli palić ten cały majątek hrabiny Ledóchowskiej. Podpalili stajnie i obory, wypuścili konie, krowy, to wszystko gnało. W osadzie paliły się domy polskie." W pełniejszej wersji relacji: „Kto doszedł do tego dworku, to się uratował, a kto nie zdążył, to został zamordowany. Banderowcy palili domy, mordowali siekierami, widłami – dzieci, starców. No i trwało to caluteńką noc, aż do świtu." W tę noc zginęło 12 Polaków, między innymi jej kuzyn-rówieśnik. (Relacja występuje w kilku wersjach prasowych z drobnymi rozbieżnościami co do wieku świadka i pory napadu.)
Poryck Stary (pow. Włodzimierz Wołyński) - majątek hrabiego Stanisława Czackiego. 8 lipca 1943 r. „W majątku Poryck Stary […] w nocy został uprowadzony w bieliźnie przez upowców zarządca majątku Adam Rudek i ślad po nim zaginął" (kalendarium oparte na ustaleniach E. Siemaszko i T. Berezy). 11 lipca w samym Porycku zamordowano ok. 200 Polaków, w tym ok. 100 w kościele podczas mszy; baza IPN wymienia wieś i majątek Stanisława Czackiego jako miejsce zbrodni.
Majątek Rykowicze (pow. Włodzimierz Wołyński). „W majątku Rykowicze […] zamordowali 7-osobową rodzinę polską zarządcy majątku."
Folwark Butejki (pow. Kostopol). W nocy z 7 na 8 lutego 1943 r. zamordowano rodzinę zarządcy: Eugeniusza Sokołowskiego (52 l.), jego żonę Zofię (51 l.), córkę Marię Bratkowską (24 l.) i 3-letniego syna Andrzeja, a także księgowego folwarku Edwarda Kałusa i jego narzeczoną.
Majątki w pow. kowelskim. Według kalendariów opartych na Siemaszkach: „W majątku Nyry pow. Kowel upowcy wymordowali Polaków i spalili majątek. W majątku Peresieka […] wymordowali Polaków i spalili majątek. W majątku Rokitnica […]. W majątku Woronna […]".
Majątek Koniuchy (pow. Horochów). „W majątku Koniuchy […] upowcy i miejscowi Ukraińcy wymordowali przed kościołem około 50 Polaków. Drewniany kościół z 1667 roku spalili w styczniu 1944 roku."
Międzyrzecz Korecki (pow. Równe) - pałac Steckich. Ród Steckich władał dobrami od 1773 r.; pałac słynął z malowideł, obrazów, biblioteki, a Steccy prowadzili szpital dla ubogich i fundowali stypendia („Co roku Steccy sponsorowali naukę trzydziestu utalentowanych młodych szlachciców na Uniwersytecie Warszawskim oraz Wileńskim"). Latem 1943 r. polscy mieszkańcy szukali schronienia w kościele św. Antoniego; wieś została zaatakowana przez UPA. Sam pałac Steccy utracili już we wrześniu 1939 r. wskutek okupacji sowieckiej, a ostatni właściciel Józef Stecki zginął jako ofiara zbrodni sowieckiej, pochowany w Bykowni.
Wiśniowiec (pow. Krzemieniec) - pałac Wiśniowieckich i Mniszchów. Największa rezydencja magnacka na Wołyniu, którą Honoré de Balzac nazwał „ukraińskim Wersalem". Atak nastąpił ok. 21 lutego 1944 r.; wg ustaleń W. i E. Siemaszków (cyt. za IPN, J. Karbarz-Wilińska) w zbrodniach lutowych „w Wiśniowcu Nowym zginęło łącznie około 300 Polaków, w Wiśniowcu Starym oko��o 160"; zginęli między innymi zakonnicy. Podpalono kościół Karmelitów Bosych i pałac. List brata Cypriana od św. Michała do przełożonego zakonu (7 czerwca 1943): „Uchodźcy wszyscy uciekają do Wiśniowca, gdzie w klasztorze żyją w opłakanych warunkach, cierpią straszną nędzę. […] Co rano przychodzą wieści: tam zabito, tam zrabowano, tam znów spalono dom wraz z ludźmi." W liście z listopada 1943 r.: „Na nasz kościół były już dwa razy napady nocne w sile 500 bandytów […]. Klasztor od dnia 20 lipca został obrócony na miejscowy szpital. Nam z łaski zostawiono tylko dwie cele."
Akcja w Małopolsce Wschodniej (od 1944 r.) zaczęła się od „fali pojedynczych zabójstw, często osób o znaczącej pozycji w społeczności polskiej – przedstawicieli inteligencji, byłych wojskowych i policjantów, księży, leśników". Udokumentowane mordy na oficjalistach:
Żelechów Wielki (pow. Kamionka Strumiłowa): „zamordowano leśniczego, jego żonę, córkę i matkę żony" (raport PolKO, 2 marca 1944, B. Ossol. 16722/2, s. 7–8).
Boberka (pow. Turka): „Zamordowany zarządca Folwarku Państwowego Jarosz" (pismo PolKO Drohobycz, 2 października 1943, B. Ossol. 16722/1, s. 287–291).
Bobulińce (pow. Buczacz): „01.02.1944 r. został zam[ordowany] Musiałek Tomasz, zarządca folwarku" (L. Jankiewicz, „Uzupełnienie…", t. 7).
Szypowce (pow. Zaleszczyki): „został ciężko raniony Markowski Stanisław, zarządca folwarku, zmarł w szpitalu w Czortkowie".
Szumlany (pow. Podhajce, wrzesień 1939): „Zamordowano rodziny właścicieli folwarków Gilewskiego i Gołembskiego, po 3 osoby". W liście rządcy z dworu w Szumlanach Jana Serafina do Polskiego Komitetu Pomocy w Brzeżanach (17 grudnia 1941): „We wrześniu 1939 r. Ukraińcy zamordowali w Sławentynie miejscową nauczycielkę p. Zdebową […]. Powodem mordu był fakt, że Zdebowa była Polką".
Dwa raporty PPP z 1943 r. („Rzezie wołyńskie" i „Wypadki na Wołyniu w powiecie włodzimierskim") opisują agitację poprzedzającą napady — przekonywano o konieczności „wyrwania z korzeniami", „do siódmego pokolenia" wszystkich Lachów, którzy „dość już paśli się na ukraińskiej ziemi".
Rozkaz OUN z 2 lutego 1944 r. nakazywał: „Zniszczyć drzewa przy zabudowaniach tak, aby nie pozostały nawet ślady, że tam kiedykolwiek ktoś żył […] zniszczyć wszystkie polskie chaty, w których poprzednio mieszkali Polacy […]. Zwraca się uwagę raz jeszcze na to, że jeżeli cokolwiek polskiego pozostanie, to Polacy będą mieli pretensje do naszych ziem."
Na Wołyniu z ok. 2500 polskich miejscowości ok. 1500 przestało istnieć. Według Wikipedii („Rzeź wołyńska"): „z 252 wołyńskich kościołów i kaplic zniszczone zostały 103 obiekty"; serwis IPN https://t.co/ZD5V2JQ6jk podaje, że „spalonych, zdewastowanych i zniszczonych" zostało „ponad 50 katolickich kościołów (31 proc.) i 25 kaplic (15 proc.)", a „ok. 70 proc. parafii (ze 166 istniejących) przestało istnieć". UPA przeprowadziła podział między chłopów ukraińskich ziem po zniszczonych osadach i folwarkach. Ziemianie, którzy przeżyli, uciekali do miast pod opieką niemiecką, byli wywożeni na roboty do Rzeszy, a po wojnie ekspatriowani na zachód, tracąc majątki ostatecznie wskutek nacjonalizacji sowieckiej.
Co do skali ofiar: za Ewą Siemaszko (Biuletyn IPN nr 7–8/2023) - „Dla całego obszaru zbrodni ludobójstwa ukraińskiego jest to ok. 133 tys. Polaków, w tym ok. 60 tys. na Wołyniu i ok. 70 tys. na pozostałych terenach. Zostali oni zamordowani w ok. 4300 miejscowościach". Na Wołyniu Siemaszkowie udokumentowali 36 543–36 750 ofiar znanych z nazwiska, przy szacunku rzeczywistym 50–60 tys.
@AnitaSchelde@DominikaLasota1 Szanuję Panią jak mało kogo tutaj na X. Może to nie mieć żadnego znaczenia dla Pani bo się nie znamy i ja to szanuję. Naprawdę szkoda wchodzić w dyskurs z takimi szkodnikami jak Lasota, które szukając atencji, zrobią z siebie idiotów w każdej sprawie. Nie warto dawać im zasięgu.