"Wróciłem" na antenę Rafała Mossakowskiego, więc wypada już mi otwarcie zachęcać do oglądania jego kanału co też niniejszym czynię. W linkowanej audycji były wspominki z Danii i recenzja filmu "Citizen Vigilante"
https://t.co/mRnJQd9wZU
Zasługi Nicka Fuentesa dla polskiej prawicy:
- Triggerowanie (i tym samym demaskowanie) low IQ patriotów.
- Inspirowanie redkacji @JanuszKorwin12 i wielu innych zacnych kont prawicowych.
- Zabicie polskie homo"konserwatyzmu".
Wrzucam to, zanim stchórzę i wrócę do wygodnego milczenia.
Przeraża mnie to, w co zamieniła się „prawica*”. Dekadę temu odezwałem się, żeby stawić opór skrajnej lewicy — teraz też nie mogę milczeć. Fanatyczna prawica jest bowiem realnym zagrożeniem dla naszej wolności.
Przez ponad rok milczałem, żeby przypodobać się prawicowym partiom i politykom.
A dlaczego?
Bo udało mi się wywalczyć jakąś pozycję w mediach. Nie miałem żadnych chodów. Moja mama jest urzędniczką, mój tata był policjantem. Jestem pierwszym pokoleniem w rodzinie, które poszło na studia.
Te zasięgi, które mam, wywalczyłem sam i z pomocą życzliwych ludzi.
64 tys. na Xie, 70 tys. na YouTube, 26 tys. na TikToku. To nie jest OGROM, ale dla mnie to WIELE. Był taki okres, że miałem 2 miliony wyświetleń dziennie na Twitterze i 10 milionów miesięcznie na YouTube. Ludzie zagadywali mnie na ulicy.
Żeby to utrzymać, wstawałem o 6:00 i kładłem się spać po północy. Byłem w ciągłym stresie. Ciągle żarłem i tyłem, żeby ten stres zagłuszyć.
(Obecnie udało mi się trochę uspokoić i schudnąć o ponad rozmiar.)
Było to opłacalne. Zapraszano mnie na konferencje, interesowali się mną ministrowie, najważniejsi politycy w kraju zaczęli mi schlebiać.
Komplementy ze strony władzy to jednak miecz obosieczny. Jesteś promowany, ale zaczynasz się samocenzurować. Jak tylko zaczniesz się wychylać, media przestają cię zapraszać.
I ja, wypracowawszy sobie pewną pozycję, zacząłem się samocenzurować mniej więcej dwa lata temu.
Zacząłem opowiadać rzeczy o aborcji, w które sam nie wierzyłem. Żeby przypodobać się prawicy, mówiłem o „mordowaniu dzieci nienarodzonych” nawet wtedy, gdy płód miał 5 cm i nie miał jeszcze ani mózgu, ani świadomości.
Zacząłem przekręcać swoje opinie o gejach. Żeby wpasować się w prawicową narrację, mówiłem, że związki partnerskie tak, ale małżeństwa jednopłciowe i adopcje — nie. Nie ma na to silnych naukowych argumentów. Sprzeciw wobec związków homoseksualnych to w dużej mierze pozycja religijna i emocjonalna — prawicowy, irracjonalny marker tożsamości. O tym jednak kiedy indziej.
Milczałem, żeby chronić partyjnych złodziei. Milczałem, żeby nie zaszkodzić kolegom z różnych partii. Trzymałem w sobie takie sekrety, że wielu ludzi byłoby w szoku, wiedząc, co dzieje się na polskiej „prawicy”.
Musicie bowiem zrozumieć: zakłamanie, które zdominowało skrajną lewicę, panuje również wśród prawicowców.
Konserwatywni publicyści, którzy kurwią się na prawo i lewo, potem publicznie krytykują „seks pozamałżeński”. Obłudnicy utrzymujący ukraińskie kochanki psioczą na masową migrację. „Patrioci” okradają propolskie organizacje i szantażują dziennikarzy, żeby ci milczeli. Kryptocioty walczą z prawami gejów, bo im się akurat taka walka opłaca. Jak powiesz coś ponad miarę — konserwatyści zniszczą ciebie i twoją rodzinę.
Prawdziwe obrzydzenie ogarnia człowieka, który widział politykę od kuchni. Najgorsze świństwa są maskowane fałszywą religijnością.
Prawica po prostu wyciera sobie gqębę Bogiem.
Do tego dochodzi szaleństwo. Za jego ilustrację niech zaś posłuży ten case:
kilka miesięcy temu jeden z działaczy prawicowej partii opowiadał mi z pełną powagą, że swoich chorych dzieci nie zabiera do lekarza — tylko do kościoła, bo „kościelne mury przepędzają choroby”.
Skrajna „prawica” to w wielu przypadkach banda niebezpiecznych szaleńców. W swojej szkodliwości niczym nie różni się od aktywistów genderowych, którzy również przeczą rzeczywistości.
Wracając do sedna: jeżeli moje media społecznościowe mają dalej istnieć, to nie chcę brać udziału w tej zbiorowej zmowie milczenia. Wiem, że w najbliższych miesiącach stracę część odbiorców. Wiem, że niektórych obrażę. Rozumiem, że część osób uzna mnie za zdrajcę.
Chcę jednak iść za swoim sumieniem i integralnością duszy. Nawet jeśli ta nie istnieje jako jakaś magiczna substancja wewnątrz ciała.
Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?
Normalnie nie oglądam meczów, ale 14 lipca nie mam innego wyboru jak kibicować burbońskiej Hiszpanii przeciwko masońskiej tfu republice francuskiej. 🏳️🇪🇸
Normalnie nie oglądam meczów, ale 14 lipca nie mam innego wyboru jak kibicować burbońskiej Hiszpanii przeciwko masońskiej tfu republice francuskiej. 🏳️🇪🇸