To nie imigrantów musisz się bać... a radykalizmu.
Demagodzy straszą nas imigrantami, a prawdziwe zagrożenie rośnie na naszym podwórku. Rząd odwraca wzrok, gdy skrajne bojówki terroryzują ludzi, a politycy tańczą, jak im Rosja zagra. Zobaczcie, jak państwo kapituluje.
#Polityka #Dezinformacja #Społeczeństwo #Radykalizm #Polska
Wojna na Pacyfiku oczami Japończyków
Gdy kupiłem tę pozycję w ciemno na promce w Paryżu za €6 dwie minuty przed zamknięciem sklepu, a jest to ładny grubasek, spodziewałem się typowej przekrojówki o wojnie na Pacyfiku. Tymczasem dałem się kompletnie zrobić w maliny, bo dostałem zbiór japońskich opowieści wojennych. Nie ukrywam, że początkowo byłem nieco zły, bo zupełnie nie o to mi chodziło.
Zacząłem jednak już jakiś czas temu i musiałem zmienić zdanie. Bo książka jest świetnie przemyślana. Jest tam absolutnie wszystko, co potrzebne jest do poznania japońskiego obrazu wojny.
Książka dzieli się na sześć dużych części, z których każda poświęcona jest innej grupie społecznej lub etapowi wojny. Mamy zatem nie tylko opowieści typowo żołnierskie i gapiów-cywilów, ale też dziennikarzy, robotników, pracowników administracji, matek, artystów, pisarzy, no i w końcu jeńców wojennych.
To co mnie uderzyło, to rozbrajająca szczerość rozmówców. Czasami wręcz do bólu. Jest tam sierżant opowiadający o tym jak obcinał głowy chińskim jeńcom wojennym oraz oficer, który bał się strzelać do żołnierzy wroga. Pierwszy z nich przeżył chińską niewolę praktycznie suchą stopą i jeszcze żył na całkiem wysokim standardzie, a drugi był katowany w rozmaitych więźniach i wrócił do Japonii dopiero w 1956 roku. Wojna nie jest sprawiedliwa, ale gdzieś w głębi poruszył mnie ten dysonans.
Książka jest o tyle rewelacyjna, że pokazuje cały przekrój emocji. Od wiary w zwycięstwo i ślepego patriotyzmu, przez obojętność, konformizm, próbę przeżycia, aż po pewnego rodzaju pogardę wobec systemu i ludzi, którzy dali się zabić dla polityki.
Trudno mi przytoczyć każdą relację z osobna, ale na ok. 75-80 historii żadna nie była przynudnawa albo nie sprawiała wrażenia napisanej pod określony światopogląd. Zrobiłem mnóstwo notatek, które zamierzam wykorzystać w swoich pracach.
Obiektywnie chyba najmocniej zakuła mnie opowieść o bombardowaniach strategicznych Tokio i desperackiej próbie przeżycia dzieci w mieście żywcem trawionym przez ogień. Spojler alert: nie wszystkim się udało, a o życiu lub śmierci zdecydowała chwila zawahania.
Lektura jest mocna i daje do myślenia. Jest lekarstwem na tępy militaryzm, ale też przedstawia wojnę w różnych barwach, od opowieści o nudnych zadaniach administracyjnych na azjatyckim wypizdowie i budowaniu przyjacielskich relacji z lokalsami aż po pojedynczych rodzynków, którzy przeżyli Saipan lub walki w jaskiniach na Okinawie tylko dzięki temu, że amerykański żołnierz nie nacisnął spustu. Nie znajdziecie tam czarno-białego obrazu. Oj, nie, nie.
Dla mnie naprawdę rewelka. Choć zdaje sobie sprawę z tego, że to niekoniecznie praca dla początkujących.
Moja ocena: 9/10.
Jeszcze te odrealnione teksty o tym, że bombardowania strategiczne były "bez sensu", "nie spełniły swojej funkcji" i "nie miały wpływu na decyzję o kapitulacji Japonii".
Ja naprawdę rozumiem ideę popularyzacji historii i wzbudzania sensacji u widzów, ale stanowczo odradzam słuchania tego materiału.
Nawet jako osoba, która od lat walczy z usprawiedliwianiem zbrodni wojennych na cywilach, nie jestem w stanie tego słuchać...
Amatorszczyzna? Rewizjonizm? Co mam napisać dosadnie, aby zachować profesjonalizm, ale jednocześnie nazwać rzeczy po imieniu?
Dodatkowo, przytoczone przez P. Zychowicza książki w żaden sposób nie przedstawiają tego zagadnienia tak, jak chciałby je widzieć.
Bombardowania strategiczne były jednym z kluczowych elementów kampanii, która doprowadziła do pokonania Japonii. Całkowicie przetrąciły kręgosłup japońskiej gospodarce i, obok blokady morskiej, zepchnęły Japonię do samego narożnika, z którego już nie dało się wyjść.
Kolejnym etapem wojny byłaby kolosalna klęska głodu na przełomie 1945/1946, do której nie doszło, ponieważ już w czerwcu 1945 r. Japończycy wiedzieli, że nie mogą skutecznie odeprzeć inwazji na macierzyste wyspy, tak samo przeciągać wojny w nieskończoność.
Jest wiele japońskich publikacji na temat zakończenia wojny oraz opinii dotyczących kluczowego czynnika w podjęciu decyzji o bezwarunkowej kapitulacji. Jednak żadna z nich nie podważa znaczenia strategicznych bombardowań, od których zresztą zaczął się proces poszukiwania najbardziej korzystnej opcji wyjścia z wojny poprzez uniknięcie losu nazistowskich Niemiec.
W dawnej historiografii znacząco przeceniało się rolę ataków atomowych na słynną decyzję cesarską z 14 sierpnia 1945 (tzw. sedan), głównie za sprawą amerykańskich wyrzutów sumienia, ale dzięki nowszym badaniom historycznym zbliżamy się coraz bardziej do konsensusu, że Japonia została pokonana głównie właśnie na polach:
- politycznym (totalne osamotnienie na arenie międzynarodowej po spektakularnej klęsce strategii mediacyjnej z udziałem Moskwy)
- gospodarczym (totalne zniszczenie zaplecza przemysłowego wskutek bombardowań strategicznych)
- morskim (totalne zniszczenie marynarki do końca 1944)
- lądowym (totalne wytrącenie ostatnich kart z rąk na kontynencie poprzez atak ZSRR)
Wiele jeszcze pozostaje do wyjaśnienia. Sam chciałbym w najbliższym czasie napisać książkę z 100% japońskiej perspektywy politycznej i dyplomatycznej na temat procesu zakończenia wojny. Wiem o kilku innych równoległych badaniach prowadzonych przez znajomych Amerykanów i Japończyków i mocno trzymam kciuki za ich wyniki.
Nie zmienia to faktu, że takie materiały jak ten, wrzucony przez P. Zychowicza, jedynie ośmieszają popularyzację historii i nadają jej ocień taniego sensacjonizmu oraz opowiadania przeszłości pod tezę.
Nie chcę wmawiać autorowi określonej motywacji, bo to nie jest moja rola, ale jestem po raz kolejny głęboko zawiedziony tym, że autor nie poświęcił nawet dnia, aby zapoznać się z przekrojem poglądów i badań na temat bombardowań strategicznych.
Jaka w tym zdjęciu jest bangerska komunikacja. Najbardziej na czasie.
Polska przez 30 lat rosła na prostym modelu, jesteśmy tańsi niż Niemcy, ale umiemy podobne rzeczy. Programista z Krakowa za pół ceny programisty z Monachium to była przewaga. Problem w tym, że ta przewaga z definicji się wyczerpuje. Jak już dogoniłeś w płacach Portugalię, to nie jesteś ani tani (jak Indie), ani premium (jak Szwajcaria). Wisimy w środku. To co widać w tym wątku, czyli programiści z 50k na 30k, to może być pierwszy realny sygnał, że Polska dobiła do sufitu modelu tanio i nieźle. Klasyczna pułapką średniego dochodu, ale można prościej. Skończyły się łatwe punkty.
Jak architekt zarabia mniej, a mieszkanie nie tanieje, to gdzie jest kasa? U dewelopera i własciciela gruntu. Jak programista zarabia mniej, a soft nie tanieje, kasa idzie do korporacji, często zagranicznej. To jest kluczowa rzecz, której nie zahacza ta rozmowa. Kompresja płac specjalistów w Polsce NIE przełożyła się na tańsze usługi dla Polaków. Czyli nie mamy nawet tej neoklasycznej nagrody pocieszenia w postaci taniości. Renta się nie rozpłynęła, tylko zmienia adres.
Klasa średnia z aspiracjami to grupa, która trzyma system w kupie. Wierzymy, że wykształcenie i praca się opłacają, więc gramy według reguł. Jak programista, architekt i mały przedsiębiorca jednocześnie odkrywają, że reguły przestały działać, a jedyni wygrani to budżetówka i zawody z kartelem, to rodzi się bardzo konkretny resentyment. Za dwa lata wybory, jak @grzybowski__
Tego nie uciągnie wchodzac w politykę, to możemy skończyc w skrajnosciach.
Na koniec dnia wysokie płace nie biorą się z tego, że ludzie są zdolni. Biorą się z tego, że pracują w firmach, które mają władzę rynkową. CZYLI marki, patenty, platformy, kapitał. Programista w Dolinie Krzemowej nie zarabia 5x więcej bo jest 5x lepszy, tylko bo siedzi obok maszynki drukującej rentę monopolistyczną. Polska takich maszynek prawie nie ma, więc polski specjalista sprzedaje gołe roboczogodziny na globalnym rynku. A gołe roboczogodziny zawsze w końcu ktoś zaoferuje taniej.
I to jest prawdziwy wniosek z tego wątku. Problemem nie jest to, że lekarze zarabiają dużo. Problemem jest to, że przez 30 lat zbudowaliśmy gospodarkę, w której jedyną trwałą strategią zarobkową okazał się kartel, a nie tworzenie wartości
POLITYKA PRZEMYSŁOWA GŁUPCZE.
@MazurKrzysztof@MikolajPisarski@AlkoInwestor
Cały X żyje aferą zbiórkową, więc nie będę powtarzał oczywistości. Rozbierzmy ten łzawy bełkot na czynniki pierwsze. Zastanawialiście się, dlaczego to tak genialnie zadziałało i uśpiło czujność tysięcy osób?
To, co macie na załączonych screenach, to nie był post - to był precyzyjnie napisany skrypt do drenażu waszych portfeli. Krótka lekcja psychologii manipulacji:
1️⃣ Kradzież Piorunów (Stealing Thunder)
„Wiemy, że prośba o wsparcie może wydać się bezczelna”. Złota zasada cynicznego PR-u: powiedz na głos swój największy minus, zanim wytknie ci to tłum. Zrzucasz zbroję, udajesz transparentność i wytrącasz broń krytykom. Naiwny czytelnik myśli: „Ojej, jacy oni są szczerzy!”.
2️⃣ Fałszywa Dychotomia
Dramatyzm oparty na sztucznym wyborze: „albo panicznie rezygnujemy z leków, albo jutro lądujemy na bruku”. Celowo wymazano z równania opcje pośrednie (sprzedaż domu, tańszy wynajem, praca dorywcza). Zostajecie pod ścianą: wasz Blik albo ich pewna śmierć. Tani, ale zabójczo skuteczny szantaż.
3️⃣ Szantaż Dobrocią (Reguła Wzajemności)
Zwróciliście uwagę na fragment, w którym przypominają, że „oni też niejednokrotnie pomagali ludziom i zwierzętom”? To odpalenie u was podświadomego poczucia długu. Dobro ma wracać, prawda? Szkoda, że tutaj wraca jako wygodna podkładka do ratowania ich prywatnego budżetu i dotychczasowego stylu życia.
4️⃣ Społeczny Dowód Słuszności
Wrzucenie w tekst konkretnych imion donatorów („Kinga, Johanka”) oraz zebranej kwoty (36 000 zł) to sygnał dla stada. Przekaz podprogowy: „Inni już nam zaufali, zbiórka jest legitna”. Skoro inni dali się ostrzyc, wy też możecie śmiało stawać w kolejce.
5️⃣ Iluzja Wzajemności (Future Faking)
„Gdy wyjdziemy na prostą, oddamy dokładnie tę kwotę innym”. Klasyczna obietnica bez pokrycia. Służy wyłącznie jako środek znieczulający dla waszych wyrzutów sumienia - żebyście nie czuli, że fundujecie komuś wygodne życie, tylko „inwestujecie w obieg dobra”.
6️⃣ Syndrom Uroczej Ofiary i Autodeprecjacja
„Idę przykryć się ze wstydu kocem” i teksty, że „geje nie znają się na autach”. Mistrzowskie pozycjonowanie się w roli nieporadnego misia. I wiecie, co jest najgorsze? To zadziałało bezbłędnie. Sekcja komentarzy pod jego postem aż tonie w wiadomościach od ludzi, którzy z litości głaszczą jego ego, uspokajają, że „nie ma się czego wstydzić” i przelewają stówki na otarcie łez.
X to raj dla manipulatorów, a empatia to waluta, którą najłatwiej się kradnie. Zostawiam ku przestrodze.
Ale, że @BrunoTopola nie wychwycił tego morderstwa, w którym oskarżony jest imigrant, to jestem w szoku.
Zawsze rzetelnie relacjonuje zbrodnie imigrantów.