Szczury Richtera, czyli dlaczego Polacy nie toną
W 1957 roku Curt Richter z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa wrzucał szczury do słojów z wodą, z których nie dało się wyjść. Dzikie szczury, zwierzęta o wyjątkowej żywotności, poddawały się po kilkunastu minutach i tonęły. Richter zrobił wtedy rzecz prostą: część szczurów wyjmował z wody na chwilę, tuż przed utonięciem, trzymał w ręku kilka sekund i wkładał z powrotem do tego samego słoja. Te szczury pływały przez około sześćdziesiąt godzin. Różnica między jednymi i drugimi leżała poza mięśniami i płucami. Ocalone raz zwierzę wiedziało już, że matnia ma wyjście.
Richter nazwał to zjawisko nadzieją i od tamtej pory wiele razy próbowano je wyjaśniać inaczej, ale sedno zostaje: organizm, który raz doświadczył wyjścia z sytuacji bez wyjścia, zachowuje się w następnej matni zupełnie inaczej niż organizm, który takiego doświadczenia nie ma. Pierwszy walczy do końca, bo pamięta, że koniec może być początkiem. Drugi poddaje się, zanim naprawdę zabraknie mu sił.
Z Polakami jest dokładnie tak. Ten naród był wyjmowany ze słoja kilka razy na przestrzeni życia jednego pokolenia. Moi rodzice pamiętali okupację i to, że po niej przyszedł kolejny słój. Ja pamiętam stan wojenny. Miałem wtedydziewietnascie lat, roznosiłem telegramy na Woli i wyglądało na to, że to już na zawsze: czołgi, godzina milicyjna, dzienniki czytane przez ludzi w mundurach. Osiem lat później ten sam system rozsypał się w pół roku. Ktoś, kto to widział, ma w sobie zapis, którego nie da się wymazać żadną propagandą: pamięta, że ręka, która wyjmuje ze słoja, istnieje.
Komuna była słojem pełnym po brzegi, ze szczelnym wiekiem, z całym aparatem po drugiej stronie szkła. Miała za sobą imperium, armię, służby, monopol na papier i na eter, czterdzieści pięć lat na wychowanie sobie posłusznego społeczeństwa. I nie dała rady. Polacy wyszli z tego słoja z Kościołem, z rodziną, z pamięcią, z językiem, z wszystkim, co system miał rozpuścić. Na dodatek wyszli z niego bez strzału, co w historii tej części Europy zdarza się rzadko.
Przy tej skali to, co się dzieje dziś, naprawdę jest mały pikuś. Zagrożenie jest realne: niezaprzysiężeni ludzie wprowadzani do gmachu Trybunału bocznym wejściem, ustawa o cenzurze przygotowana na moment, gdy prezydent przestanie być przeszkodą, prokuratura jako narzędzie, media jako chór. Ale to wszystko robi władza bez imperium za plecami, bez czterdziestu pięciu lat przed sobą, bez monopolu na informację i bez większości w sondażach. Naprzeciw siebie ma społeczeństwo, które było już w głębszej wodzie i wie, jak się z niej wychodzi.
To jest ta różnica, której obecny obóz nie rozumie, bo w dużej części składa się z ludzi, którzy w PRL siedzieli po stronie ręki trzymającej wieko. Oni pamiętają, jak się zamyka słój. Nie mają pojęcia, jak wygląda sześćdziesiąt godzin pływania.
Dziś, pierwszego listopada, Polacy stoją nad grobami ludzi, którzy przeżyli rzeczy znacznie gorsze od obecnego rządu. Dziadek z Sybiru, babka z wysiedlenia, ojciec z internowania. Te groby są dowodem na to, że ręka istnieje. I dlatego ten naród nie utonie w piętnaście minut, choćby ktoś bardzo na to liczył.
Evropská komise vyzvala Nawrockého, aby schválil nové soudce. Ehm, nechci tedy paní Ursule radit, ale nejsem si jistá, že tohle na Poláky platí. My Češi jsme holubičí povahy, my bychom se třeba i lekli, ale s Polákama je to jinačí. Oni totiž mají cosi, čemu se říká národní hrdost a skoro si myslím, že německé rozkazy nelibě nesou i Tuskovi stoupenci.
W polskim sporze o Trybunał Konstytucyjny padło w ostatnich dniach sformułowanie, które powinno zatrzymać każdego, kto choć trochę szanuje ideę państwa prawnego: „stan wyższej konieczności konstytucyjnej”. Brzmi poważnie, niemal jak instytucja konstytucyjna. Problem w tym, że nią nie jest.
Nie wynika z Konstytucji, nie wynika z żadnej ustawy, nie jest też ugruntowanym zwyczajem konstytucyjnym. To konstrukcja doktrynalna, która może mieć wartość na akademickim seminarium, ale nie może być podstawą działania organów władzy publicznej. Art. 7 Konstytucji jest pod tym względem jednoznaczny: organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Nie na podstawie „konieczności”, nawet jeśli ktoś uzna ją za wyższą i konstytucyjną.
Tymczasem 30 października 2026 r. doszło do sytuacji, w której sędzia TK Anna Korwin – Piotrowska wydała zarządzenia o przerwie w czynnościach służbowych Prezesa i Wiceprezesa TK, powołując się właśnie na taką konieczność. Budynek został zabezpieczony przez policję, dotychczasowe kierownictwo nie zostało wpuszczone. Formalnie powołano się https://t.co/chgE1EV6lr. na przepisy prawa o ustroju sądów powszechnych, które jednak nie dają kompetencji do takiego działania wobec organów Trybunału.
Reakcje najwyższych organów sądowych były klarowne. Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński w oficjalnym oświadczeniu wyraził „najwyższe oburzenie i stanowczy sprzeciw”. Wskazał, że nadanie czynności formy zarządzenia nie legalizuje przekroczenia lub uzurpacji kompetencji, a zdarzenia mają charakter bezprecedensowy i budzą zasadnicze zastrzeżenia co do zgodności z fundamentalnymi zasadami ustroju. Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego Jacek Chlebny stwierdził wprost, że granice zostały przekroczone, a działania budzą zasadnicze zastrzeżenia co do ich zgodności z zasadami państwa prawa. Obaj podkreślili to samo: niezależność Trybunału nie może być podporządkowana doraźnym decyzjom ani demonstracji siły.
Rzecznik Praw Obywatelskich określiła „stan wyższej konieczności konstytucyjnej” jako pogląd pozaprawny. Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej ocenił, że w świetle prawa prezesem pozostaje Święczkowski, a działania Korwin-Piotrowskiej nie mają podstawy prawnej.
Helsińska Fundacja Praw Człowieka stwierdziła, że nie dostrzega wyraźnych podstaw prawnych, by sędzia o najdłuższym stażu mogła wydać taką decyzję, a powoływanie się na tę konstrukcję oznacza przyznanie braku niebudzącej wątpliwości podstawy.
Z prawnego punktu widzenia konsekwencja jest prosta. Skoro zarządzenia o „przerwie” nie mają skutecznej podstawy w obowiązującym prawie, to nie mogą wywołać skutku w postaci utraty funkcji. Bogdan Święczkowski formalnie nadal jest Prezesem Trybunału Konstytucyjnego. To, kto aktualnie kontroluje budynek i serwery, to kwestia faktu, a nie prawa. Państwo prawne nie funkcjonuje jednak na zasadzie „kto ma policję, ten ma rację”.
Historia polskich kryzysów konstytucyjnych uczy, że łatwo jest przekroczyć granicę, trudniej jest ją potem przywrócić. Dziś „stan wyższej konieczności” ma służyć „uratowaniu Trybunału”. Jutro ktoś inny może uznać, że wyższa konieczność wymaga zawieszenia kogoś innego. A prawo, które przestaje obowiązywać wtedy, gdy „trzeba coś zrobić”, przestaje być prawem. Staje się narzędziem. I to jest sedno problemu, niezależnie od tego, po której stronie barykady się stoi.
Poland - the moment a government agent was caught by patriots. He was attempting to stage a provocation among the protesters.
Tusk’s government will stop at nothing.
🚨BREAKING: Polish President Karl Nawrocki successfully STORMS Poland's Constitutional Court as the usurpers physically attempt to stop him
HISTORY IS BEING MADE! 🇵🇱🔥
I STAND WITH POLES 🇵🇱
@donaldtusk To jest przekaz dla tych, którzy nie mają dostępu aby wiedzieć co się dzieje… oni może to łykną. Ci, którzy wiedzą co się dzieje, słuchają tego z odrazą.