2/
Nie udało mi się wiarygodnie zweryfikować ani czasu konkretnego materiału w tym wydaniu serwisu, ani dokładnego sformułowania, które w nim padło.
Jeżeli TVP rzeczywiście powiedziała, że Anna Konieczyńska "nie jest już w Koalicji Obywatelskiej", podczas gdy była jedynie zawieszona w prawach członka, to takie sformułowanie było nieprawidłowe i powinno zostać sprostowane.
Proszę bardzo. Można odpowiadać uczciwie również wtedy, kiedy jakiś fragment Pańskiego zarzutu może okazać się zasadny 🫠
Nie trzeba do tego ani partyjnej legitymacji, ani stanowiska rzecznika rządu.
Wystarczy nie ustalać odpowiedzi przed sprawdzeniem faktów.
I może właśnie tu tkwi między nami różnica, Panie Bogucki.
Pan najpierw buduje tezę, a potem dobiera do niej fakty.
Ja najpierw sprawdzam fakty, a dopiero później wyciągam wnioski.
Na dziś mój krótki briefing jako "rzecznika rządu" brzmi więc:
CBA działało przed publikacją medialną.
KARR jest spółką samorządu województwa, a nie rządu.
Resort prowadzi własną kontrolę.
Prokuratura wykonuje czynności.
Działaczka KO została zawieszona, skierowana przed sąd koleżeński i odwołana z zarządu KARR.
A Pańscy "działacze" w liczbie mnogiej jakoś rozpłynęli się po sprawdzeniu, kim są osoby opisane w materiale 🤷♂️
Całkiem sporo odpowiedzi jak na pytania, na które premier rzekomo musi odpowiedzieć.
Może następnym razem zrobi Pan to przed publikacją wpisu?
Panie Bogucki,
widzę, że nie czyta Pan moich sprostowań pod Pańskimi wpisami i nadal nie odrabia Pan lekcji, więc na potrzeby tego wpisu i kolejnych manipulacji postanowiłem na chwilę przemówić w imieniu rządu 🤷♂️
Spokojnie. Nie mam nic wspólnego ani z rządem, ani z żadną partią polityczną. Wystarczyły mi publicznie dostępne informacje.
Zacznijmy jednak od Pańskiego wstępu, bo już tutaj robi się ciekawie.
Zestawia Pan dwie wypowiedzi Donalda Tuska z 2024 i 2026 r. i przedstawia je tak, jakby dotyczyły dokładnie tego samego.
Niestety dla Pana - nie dotyczyły.
16 września 2024 r., bezpośrednio po powodzi, Tusk mówił o błyskawicznej, uproszczonej pomocy dla ludzi znajdujących się w rzeczywistej potrzebie: 8 tys. zł pomocy społecznej, 2 tys. zł zasiłku powodziowego oraz środkach na remont i odbudowę. Właśnie w tym kontekście padły słowa, że nie zakłada nadużyć i urzędnicy mają podchodzić do wniosków z empatią.
Teraz mówi o całej operacji pomocowej obejmującej lata 2024-2025, około 8 mld zł, firmy, samorządy i dziesiątki tysięcy indywidualnych decyzji.
Czy język obu wypowiedzi jest niefortunny i daje pole do takiego zestawienia? Owszem. Sam zwróciłbym na to uwagę.
Ale zrobienie z tego prostego: "wtedy twierdził, że nadużyć nie będzie, a dziś przyznał, że od początku wiedział, że będą" wymaga pominięcia kontekstu obu wypowiedzi.
No dobrze. Przejdźmy do Pańskich trzech pytań.
Ad 1 "Skoro przewidywał Pan różnego rodzaju nieprawidłowości, dlaczego nadzorowane przez Pana służby nie zapobiegły nadużyciom i dlaczego nie reagowały, a o samej aferze dowiadujemy się z mediów?"
Panie Bogucki... CBA kontroluje Karkonoską Agencję Rozwoju Regionalnego od kwietnia 2026 r.
Od kwietnia.
Materiał Wirtualnej Polski ukazał się w sierpniu.
Czyli odpowiedź na pytanie "dlaczego służby nie reagowały, a dowiadujemy się z mediów?" brzmi dość niezręcznie dla autora pytania: reagowały, zanim media opisały sprawę.
Co więcej, Ministerstwo Rozwoju prowadzi własną, niezależną kontrolę dokumentacji KARR, a prokuratura podjęła czynności po ujawnieniu konkretnych ustaleń.
I jeszcze drobiazg, który najwyraźniej nie zmieścił się w Pańskim wpisie.
KARR nie jest instytucją podległą Donaldowi Tuskowi ani Kancelarii Premiera.
99,984% jej akcji należy do Samorządu Województwa Dolnośląskiego.
Można więc pytać, czy mechanizmy kontrolne były wystarczające, dlaczego nieprawidłowości nie zostały wychwycone wcześniej i czy ktoś ponosi za to odpowiedzialność. Sam jestem tego ciekaw.
Ale pytanie zbudowane na sugestii, że służby państwa nic nie robiły aż do publikacji medialnej, jest po prostu niezgodne z dostępnymi informacjami - to manipulacja.
Ad2. "Dlaczego nie mówi Pan, że to Pana działacze są zamieszani w tę gigantyczną aferę?"
Działacze? Liczba mnoga?
W dostępnych materiałach znajduję jedną działaczkę KO - Annę Konieczyńską, ówczesną wiceprezes KARR.
Pozostałe podmioty opisane przez WP to firma jej męża, firma sąsiada oraz lokalna telewizja. Jeżeli posiada Pan informacje, że to również działacze Tuska, proszę je przedstawić. Chętnie się zapoznam 🤷♂️
A może chodziło po prostu o to, że "działacze" brzmią lepiej niż "działaczka"? 🤔
Co natomiast zrobiła KO?
Konieczyńska została zawieszona w prawach członka i skierowana przed sąd koleżeński. Dziś została również odwołana przez radę nadzorczą z funkcji wiceprezes KARR.
Śledztwa i kontrole mają ustalić, czy doszło do nadużyć i kto za nie odpowiada.
I tak, Panie Bogucki - jeżeli ktokolwiek ukradł choćby złotówkę przeznaczoną dla ludzi dotkniętych powodzią, powinien za to odpowiedzieć. Niezależnie od tego, czy ma legitymację KO, PiS, Konfederacji czy kartę biblioteczną.
Na tym właśnie polega państwo prawa.
Ad 3 "Dlaczego w nielegalnie przejętej przez was TVP (...) poświęcono tej aferze niespełna minutę i skłamano, że główna osoba zamieszana w aferę nie jest już w KO?"
Tu niespodzianka.
Nie będę Pana na siłę prostował.
1/
Panie Bogucki, dziś miałem zbyt napięty dzień, żeby śledzić polityczne przepychanki na bieżąco. Wieczorem zajrzałem więc na Pański profil i zrobiłem rzecz najprostszą z możliwych- przewinąłem wpisy z ostatnich dni. Bez selekcji. Bez wybierania wygodnych przykładów. Po prostu po kolei.
I naprawdę trudno mi po tym czytać bez zażenowania, że to rząd miał za główne zadanie uczynić walkę z prezydentem.
Bo co widzimy na Pańskim profilu?
Żurek - kabotyństwo, tragifarsa, najsłabszy minister, "niedołężnie kąsa nogawkę Prezydenta".
Tusk - fatalna polityka, 100 kłamstw, kolejne zarzuty o paliwa, gospodarkę i niespełnione obietnice.
Marszałek Sejmu - blokuje dobre dla Polakow ustawy.
Rząd - "woli milczeć”, nie chce rozmawiać o bezpieczeństwie, blokuje, unika rozmowy i zawodzi.
I tu widać jeszcze jeden problem z Pańską narracją.
Kiedy rząd nie podejmuje rozmowy w oczekiwany przez Pana sposób, zarzuca mu Pan, że "woli milczeć". Kiedy odpowiada, krytykuje albo wchodzi w spór z Pałacem, okazuje się, że "walczy z Prezydentem".
Czyli niezależnie od tego, co zrobi rząd, w Pańskiej opowieści zawsze będzie winny.
To nie jest już opis rzeczywistości. To konstrukcja, w której wynik został ustalony z góry.
Do tego regularnie podaje Pan dalej dokładnie ten sam przekaz pana Nawrockiego.
A potem wychodzi Pan i mówi Polakom, że problemem jest rząd, który walczy z Prezydentem, i że chciałby Pan polityki, w której ludzie "spierają się o coś, a nie przeciwko komuś".
Panie Bogucki ... przecież to jest odwracanie rzeczywistości 🤦♂️
Nie da się dzień po dniu okładać rządu, premiera i ministrów, a potem z poważną miną ogłaszać ... że to druga strona prowadzi wojnę.
Pański profil pokazuje coś dokładnie odwrotnego- to Pan stale podtrzymuje konflikt, stale go podgrzewa i stale buduje przekaz, że wszystko, co robi rząd, jest albo nieudolne, albo złe, albo wymierzone w Pałac.
A później wystawia Pan rządowi rachunek za atmosferę, którą sam Pan współtworzy 🫣
Jeżeli naprawdę chce Pan, żeby politycy spierali się o coś, a nie przeciwko komuś, to proszę najpierw przeczytać własny profil z ostatnich kilku dni.
Najlepiej od początku do końca.
@OficjalnyJK Kradnięcie Kaczyński koparkami , a każdą sprawę zamiataliscie pod dywan...by móc kraść bez końca...tu sprawa zostaje wyjaśniona na pniu....zakłamany starcze
Morawiecki po tych słynnych słowach o zapierdalaniu za miskę ryżu i obiecaniu „głupiemu” ludowi tego czego oczekuje powinien być skończony w polityce! Bez urazy, ale ktoś kto popiera tego drania, to nie szanuje już nawet samego siebie!
Panie @MorawieckiM, cwaniaczku, kłamco i polityczny oszuście, za pańskich (bez)rządów system pozabudżetowego finansowania państwa został rozbudowany do gigantycznych rozmiarów. Zrobił Pan z funduszy przy BGK i PFR jeden z podstawowych instrumentów finansowania zadań publicznych. Różnica pomiędzy dwoma miarami polskiego długu urosła do 363 miliardów złotych.
Na koniec 2022 roku różnica między długiem liczonym według polskiej metodologii, a długiem sektora instytucji rządowych i samorządowych według metodologii unijnej wynosiła już ponad 302 miliardy złotych.
NIK wskazywała, że tylko w latach 2020–2022 BGK i PFR zaciągnęły zobowiązania o wartości 240,3 miliarda złotych na realizację zadań publicznych. Rok później było jeszcze gorzej.
Na koniec 2023 roku, czyli roku, w którym Panu zabrano klucze do tego bajzlu, różnica przekraczała już 363 miliardy złotych, a zobowiązania z obligacji BGK, PFR oraz kredytów BGK zaciągniętych na realizację zadań państwa wynosiły 348 miliardów złotych. Zadłużenie samych funduszy umiejscowionych w BGK sięgnęło 277 miliardów. NIK napisała wprost, że finansowanie tych funduszy odbywało się z pominięciem kontroli parlamentarnej.
Panie Bogucki, jest jeszcze jedna rzecz, której naprawdę nie rozumiem.
Poświęciłem już sporo czasu, żeby w poprzednich odpowiedziach przedstawić Panu ten problem krok po kroku: wskazałem przepisy Konstytucji, wyjaśniłem mechanizm kontrasygnaty, różnicę między sędzią a asesorem, problem rzekomej "prerogatywy pochodnej" i konsekwencje wręczenia aktów przed spełnieniem warunku ich ważności.
Nie oczekuję, że musi się Pan ze mną zgodzić. Oczekiwałbym natomiast, szczególnie od człowieka, który sam przedstawia się jako adwokat, odniesienia się do argumentów.
Tymczasem Pan ich nawet nie próbuje podważyć. Publikuje Pan kolejny wpis oparty na dokładnie tym samym założeniu, a przy okazji sam potwierdza fakt, który tę narrację podważa.
I właśnie tutaj mam problem z tak często deklarowanym przez Pana i pana Nawrockiego słuchaniem obywateli.
Słuchanie nie polega na publikowaniu komunikatów i ignorowaniu wszystkiego, co pojawia się pod nimi. Dialog wymaga również przeczytania odpowiedzi, zmierzenia się z argumentem i – jeśli trzeba – zweryfikowania własnego stanowiska.
Gdyby poświęcił Pan temu choć część czasu, który ja poświęciłem na rzetelne opisanie Panu tego zagadnienia, wiedziałby Pan już przynajmniej, na czym polega spór.
I być może nie pogrążałby Pan własnej argumentacji kolejnym wpisem.
Od adwokata naprawdę można oczekiwać czegoś więcej niż konsekwentnego powtarzania tezy po tym, gdy przedstawiono mu argumenty, które tej tezie przeczą.
Panie Czarnek, Finlandia rzeczywiście nie przekaże Ukrainie pocisków Patriot. Tylko co właściwie ma z tego wynikać dla Polski?
Finowie nie ogłosili przecież, że wspieranie Ukrainy jest sprzeczne z ich interesem narodowym. Nadal przekazują jej uzbrojenie, amunicję i finansują kolejne pakiety pomocy wojskowej.
W przypadku Patriotów podjęli konkretną decyzję dotyczącą własnych zdolności obrony powietrznej. I trudno się temu szczególnie dziwić, skoro Finlandia ma ponad 1300 kilometrów bezpośredniej granicy z Rosją.
Polska podejmuje takie decyzje na podstawie własnego położenia, własnych zapasów, potrzeb Sił Zbrojnych i oceny tego, co z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa możemy przekazać Ukrainie.
Jeżeli chce Pan dowodzić, że przekazanie polskich pocisków Patriot naruszyło interes bezpieczeństwa Polski, proszę to wykazać: ile pocisków przekazaliśmy, jaki stan zapasów pozostał, jakie były minimalne potrzeby operacyjne i w jaki konkretnie sposób ta decyzja obniżyła nasze zdolności obronne.
Wczoraj w "faktach po faktach" Krzysztof Bosak również został o to pytany. Długo lawirował, a ostatecznie sprowadził swój argument do stwierdzenia, że przekazanie tych rakiet nie zmieni strategicznego wyniku wojny.
A to właśnie te dane są tutaj najważniejsze.
Bez nich można mówić o oddaniu rakiet, osłabieniu Polski i interesie narodowym w nieskończoność, ale nadal pozostaje to polityczną tezą, a nie wykazanym faktem.
A pytanie, czy Finowie są w takim razie prorosyjscy, jest już tylko efektowną figurą retoryczną. Nikt przecież nie twierdzi, że państwo staje się prorosyjskie dlatego, że nie przekazuje Ukrainie każdego rodzaju uzbrojenia, którym dysponuje.
Finlandia podjęła decyzję właściwą dla Finlandii. Polska ma podejmować decyzje właściwe dla Polski.
Jeżeli chce Pan wykazać, że polska decyzja była błędna, proszę pokazać dane dotyczące Polski. Fiński nagłówek tego za Pana nie zrobi.
TAK ZMIENIĄ NAM KONSTYTUCJĘ
Czy czwartkowy spektakl pod pałacem to tylko żenujący kult jednostki, czy może element planu przejęcia władzy? Jeśli w Sejmie zapanuje paraliż, prezydent wjedzie na białym koniu. Zobacz, jak przy pomocy Trybunału i usłużnych mediów można sprytnie zmienić ustrój.
Panie Bogucki, im dokładniej czyta się Pański wpis, tym więcej pojawia się problemów. Nie z opiniami politycznymi, lecz z faktami, chronologią i pojęciami prawnymi.
Mam teraz wiecej czasu, więc na przykładzie twgo wpisu, pokażę obywatelom jak wygląda manipulacja.
Zacznijmy od zdania:
"Nigdy tak drogo na stacjach nie płaciliśmy za paliwo".
Naprawdę?
Według e-petrol 29 lipca 2026 r. średnia ogólnopolska cena Pb95 wynosiła 7,44 zł za litr. Tymczasem w czerwcu 2022 r., kiedy Donald Tusk wypowiadał słynne - 5,19 zł, średnia cena benzyny 95 dochodziła do ok. 7,9 zl
A więc już Pańskie otwierające "nigdy" jest po prostu manipulacją albo wręcz klamstwem.
Teraz samo 5,19 zł.
Tak - Tusk powiedział te słowa... w czerwcu 2022 r., będąc liderem opozycji, na pytanie, ile kosztowałoby paliwo następnego dnia po objęciu przez niego funkcji premiera, odpowiedział: "5,19 zł". Powtórzył tę deklarację także później. To był bardzo kategoryczny i politycznie ryzykowny komunikat. Nie zamierzam go wybielać.
Tyle że od tego czasu minęły cztery lata.
Co więcej, za rządów Tuska ceny rzeczywiście zeszły w okolice tego poziomu. W grudniu 2025 r. na części stacji benzyna była oferowana nawet po 5,18 zł. Nie była to wówczas średnia krajowa - i za sugerowanie czegoś więcej Tusk został słusznie skrytykowany przez społecznośc. Ale twierdzenie dziś, jakoby 5,19 zł było wartością, do której ceny nigdy nawet się nie zbliżyły, również nie jest prawdą.
Jeżeli więc chce Pan zestawiać dzisiejsze ceny z wypowiedzią z 2022 r., wypadałoby poinformować czytelników zarówno o dacie tej wypowiedzi, jak i o tym, co z cenami działo się przez kolejne cztery lata.
Inaczej możemy równie dobrze sięgnąć po wypowiedź premiera sprzed kilkunastu lat, gdy paliwo kosztowało kilka złotych, i udawać, że jest to miarodajny punkt odniesienia dla rynku w roku 2026.
Dalej pisze Pan o rządowym podatku tak, jakby był to po prostu kolejny podatek nakładany na paliwo i kierowców.
Nie był - to także manipulacja.
Ustawa dotyczyła PODATKU OD NADZWYCZAJNYCH ZYSKÓW przedsiębiorstw zajmujących się wytwarzaniem paliw lub obrotem paliwami z zagranicą. Podstawą nie był litr zatankowany przez Kowalskiego, lecz nadwyżka przychodów ponad poziom wynikający z marży referencyjnej.
Co więcej, marża referencyjna została określona jako średnia marża danego przedsiębiorstwa z 2025 r. POWIĘKSZONA O 20 proc. Dopiero ponad tę wartość powstawała posstawa opodatkowania.
Może Pan oczywiscie twierdzić, że przedsiębiorstwa próbowałyby później część ciężaru podatku przerzucić na klientów.
Ale proszę nie przedstawiać jej jako ustalonego faktu, pisząc, że podatek "zostałby zapłacony z kieszeni kierowców".
Zresztą podczas prac sejmowych również pytano rząd o możliwość przerzucenia części kosztów na konsumentów. Sam fakt, że pytanie takie było przedmiotem debaty, najlepiej pokazuje, że mamy do czynienia z ryzykiem ekonomicznym wymagającym oceny, a nie z matematyczną oczywistością.
Najciekawsza jest jednak dla mnie część prawna.
Pisze Pan:
"Była procedowana teoretycznie w trybie zwyczajnym, a w istocie w trybie pilnym. Tego również nie wolno robić w przypadku ustaw podatkowych".
Otóż Konstytucja posługuje się pojęciem "projektu pilnego" w art. 123. Jest to konkretny tryb konstytucyjny, ze ściśle określonymi skutkami proceduralnymi.
Projekt ustawy podatkowej rzeczywiście nie może otrzymać takiego trybu.
Tylko że temu projektowi trybu pilnego w rozumieniu art. 123 Konstytucji NIE NADANO. Więc znowu pan manipuluje.
Projekt wpłynął do Sejmu 16 czerwca, następnego dnia odbyło się pierwsze czytanie, 19 czerwca Sejm uchwalił ustawę, następnie zajmował się nią Senat, który 25 czerwca wniósł poprawki, po czym ustawa wróciła do Sejmu. Procedowanie było bardzo szybkie i można je za to krytykować.
Ale bardzo szybkie procedowanie nie staje się przez to konstytucyjnym "trybem pilnym".
Szczególnie prawnik powinien rozróżniać język potoczny od pojęcia prawnego.
Pozostaje kwestia działania prawa wstecz.
1/
Postawienie sobie gigantycznej sceny na Krakowskim Przedmieściu z okazji zaledwie roczku na urzędzie to egotrip, jakiego polska polityka dawno nie widziała. Nawrocki funduje sobie państwową imprezę urodzinową, na której Stanowski i Ziemkiewicz (czołowy szur polskiego quazi-dziennikarstwa) robią za "pluralistyczne" tło.
Wszystko po to, by hucznie świętować największy "sukces" tej prezydentury: systematyczne blokowanie rozwoju państwa. Nawrocki sypie wetami, a zachwycony elektorat bije brawo. W końcu po co nam posuwanie spraw naprzód, skoro kancelaria prezydenta karmi ich ulubionymi fobiami, w których jedynym zagrożeniem dla Polski jest Ukraina, Tusk, Niemcy i UE.
Panie Kanthak,
rozumiem, że wynik następnych wyborów prezydenckich został już ustalony?
PKW przygotowała protokół, głosy zostały policzone, a Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego ma już gotowe rozstrzygnięcie o ważności wyboru - oczywiście z odpowiednią datą?
Bo w państwie demokratycznym o tym, kto będzie sprawował urząd za cztery lata, decydują wyborcy, a nie polityk ogłaszający wynik dziewięć lat naprzód. Chyba że właśnie niechcący ujawnił Pan, jak Pańskie środowisko rozumie wybory i jak na nie wpływa...
Mam nadzieję, że koszty tej rocznicowej celebracji pan Nawrocki pokryje z własnej kieszeni - podobnie jak koszty cotygodniowych, uroczystych zmian flagi.
Rocznica objęcia urzędu przez polityka nie jest świętem państwowym ani wydarzeniem wymagającym budowania trybun, scenografii i organizowania wiecu przed Pałacem Prezydenckim. Jeżeli ma to służyć promocji pana Karola i jego środowiska, nie widzę powodu, aby rachunek ponosili obywatele.
Patriotyzm bardzo łatwo demonstruje się za publiczne pieniądze...