📣 DEADLINE FOR AD SUMBISSION EXTENDED!
As America marks its 250th Anniversary in 2026, let’s Celebrate Our Polish-American Community! 🇵🇱🇺🇸
Feature your business in the “We Are the Community” section of the KF 2026 Newsletter.
Questions? Contact us at [email protected]
W Oborach pod Warszawą powstanie prywatne muzeum sztuki, które ma zbudować Fundacja Rodziny Staraków. Projekt ma wielki rozmach i stoją za tym solidne środki.
Obok XVII-wiecznego dworu (projekt samego Tylmana z Gameren, jednego z najlepszych ówczesnych architektów), własność tejże Fundacji, powstanie budynek projektu słynnego Włocha Renzo Piano (stworzył m. in. Centrum Pompidou w Paryż).
Wydarzenie bardzo warte odnotowania i trzeba trzymać kciuki za Staraków (Grupa Polpharma).
Tym bardziej, że po 1989 r. w Polsce powstało bardzo niewiele prywatnych muzeów sztuki. Bodaj najważniejsze - Villa Le Fleur w Konstancinie - od 2010 r. prowadzi Marek Roefler, właściciel firmy budowalnej Dantex. Z jego kolekcją sztuki École de Paris nie mogą się równać polskie muzea państwowe.
Przy rynku we Wrocławiu od 2023 r. działa Krupa Art Foundation, pokazująca powojenne malarstwo z Polski i Europy Środkowej z kolekcji rodziny Krupów (Grupa Kruk).
I to by było na tyle prywatnych muzeów sztuki.
Grażyna Kulczyk swoje Muzeum Susch zbudowała w Szwajcarii.
Warszawa nie doczekała się żadnego prywatnego muzeum sztuki.
Warto przypomnieć, że przed 1939 r. w stolicy działały trzy muzea-biblioteki ordynacji Krasińskich, Przeździeckich i Zamoyskich. We Lwowie działało prywatne Ossolineum z Muzeum Książąt Czartoryskich. Przykładów było znacznie więcej.
Można mieć nadzieję, że muzeum Staraków w Oborach da dobry przykład dla innych zamożnych Polaków. 36 lat akumulacji kapitału to sporo. Muzea-instytucje z prywatnej donacji, jakich dużo w Europie Zachodniej, przeżywają swoich fundatorów i zachowują o nich pamięć.
https://t.co/pV3C68Ls34
Congratulations to Dr. Ewa Radwanska, M.D., Ph.D., longtime @KosciuszkoFound supporter & our longest-serving Trustee, on receiving the Medal of the Senate of the Republic of Poland!
Dr. Radwanska inspired generations as a tireless champion of Polish science, education & culture.
🇵🇱🇺🇸 Let’s celebrate our Polish-American community!
As America marks its 250th anniversary, @KosciuszkoFound celebrate the enduring friendship between Poland and the US, and the people, businesses & organizations that strengthen this bond.
📣 Get featured in the KF Newsletter!
Tak, mam problem z polskimi (są wyjątki) dziennikarzami. Jeżdżą do Kijowa i opowiadają same głupoty. Zdaje im się, że stosunki polsko-ukraińskie sprowadzają się do warszawsko-kijowskiej bańki działaczy społecznych. Nikt tak nie szkodzi, jak właśnie oni
https://t.co/fKRtoLPtrw
🇺🇦🇷🇺🇵🇱
❗️Czyżby szykowała się jakaś prowokacja?
Główne rosyjskie agencje informacyjne twierdzą, że skrajnie prawicowe ukraińskie grupy zaczynają organizować polowanie na obywateli Polski przebywających na Ukrainie.
Według rosyjskich mediów (https://t.co/IUuIKcGTUd. Agencji TASS) obecnie tworzone są "grupy patrolowe", które od mieszkańców, za pośrednictwem specjalnych czatów, otrzymują informacje o lokalizacjach i współrzędnych geograficznych Polaków przemieszczających się po ukraińskich miastach.
❗️Zaznaczmy, że Rosjanie aktywnie włączają się w podsycanie nienawiści pomiędzy Polakami a Ukraińcami.
August is #MakeAWillMonth.
Consider @KosciuszkoFound as you build your legacy.
A planned gift can help support students, scholars, scientists, artists, and cultural leaders for generations to come. Learn more 👉https://t.co/m2waGAxayc
Contact: [email protected]
🇵🇱#Heritage
Ponad 100 tys. Polaków zamordowano tylko dlatego, że byli Polakami. 11 sierpnia przypada rocznica rozpoczęcia Operacji Polskiej NKWD, jednej z najkrwawszych antypolskich zbrodni Związku Sowieckiego.
Czytaj więcej: https://t.co/dXlZv2abWV
Actually, Jerzy Giedroyć must be having déjà vu!
Giedroyć wrote to Bohdan Osadchuk in 1979:
"Cooperation with the Ukrainians is sometimes thorny (...) What I care about is the normalization of relations, not making them worse. But after so many years of effort and disappointments, one would at least hope for some response from the other [Ukraine's] side. Some kind of reaction."
On another occasion, Giedroyć remarked in his letter to Osadchuk:
"It's difficult to get anywhere with the Poles, but it's even more difficult with the Ukrainians."
Then, just a few years before his death, Giedroyć wrote to Osadchuk:
"I have become discouraged from my efforts on behalf of Polish-Ukrainian relations. On the Polish side, progress is difficult, but on the Ukrainian side I simply do not see a partner at all."
Jerzy Giedroyć, the very figure whom some of our Ukrainian colleagues invoke today, was quite explicit about where he believed the main problem lay.
If you refer to Giedroyć, draw conclusions from his writings
@TomaszGrzywacz3 Wspominałem Ci o nim. Niebywale ze facet poważnej katedry na renomowanym uniwersytecie zajmuje się propagandą, a nawet powielaniem fake news. Ciekawe czy jego dorobek naukowy też tak wygląda?
As someone who has visited Ukraine over dozen of times since the outbreak of the war, raised money, delivered cars to the Ukrainian army, traveled across the front line, and produced hundreds of interviews and stories about Ukraine on my podcast, I can say this clearly: this guy, @rshereme, sitting comfortably in the United States while his fellow Ukrainians are fighting, is damaging Polish-Ukrainian relations and, in doing so, weakening his own country. Shame on you, man
On this day in 2014, a Russian Buk shot down a passenger aircraft MH17 flying at 10 km from Amsterdam to Kuala Lumpur over Donetsk region in eastern Ukraine.
All 283 passengers and 15 crew were killed.
Prezydent Zełenski straci poparcie społeczne, które odbudował na sporze z Polską.
Zgodnie z jego decyzją w nowym rządzie nie znajdzie się Mychajło Fedorow (ur. 1991), skuteczny minister obrony, wcześniej tworzący cuda jako minister cyfryzacji, w rządzie nieprzerwanie od 2019.
Zełenski uznał, że popularność Fedorowa (zaufanie ponad 50% Ukraińców, nieufność mniejsza niż wobec prezydenta) stanowi zagrożenie i się go pozbył.
W mediach i społeczeństwie podniosła się fala oburzenia.
Zełenski popełnił kolejny błąd. A przy okazji mocno wzmocnił szanse Fedorowa w przyszłych wyborach.
PS. Raz jeszcze - Zełenski dymisjonuje świetnie ocenianego ministra obrony w sytuacji egzystencjalnej wojny, bo stanowi dla niego konkurencję polityczną. Jakby ktoś miał wątpliwości, czy Zełenski miał skrupuły, aby wywołać spór z Polską.
To fragment tekstu KAFIRA AFGANA z FB
Nie mój, tylko jego, ale jego, ale celny do bólu. Bez znieczulenia. Ale jest prawdziwy.
"Więc nie, Ukraina nie zatrzymała Rosji dlatego, że była silniejsza na papierze. Zatrzymała ją dlatego, że miała wolę walki, zachodnie wsparcie, adaptację, drony, rozpoznanie, dowódców uczących się szybciej niż rosyjski beton i naród, który nie chciał iść pod moskiewski but.
Rosja nie jest groźna dlatego, że jest mądra. Rosja jest groźna dlatego, że jest wielka, brutalna, tania w ludzkim życiu, głęboka magazynowo, ustawiona budżetowo na wojnę i uzbrojona w atom. To jest nieokrzesany sąsiad z łomem, kałachem, magazynem trupów, przemysłem przestawionym na zabijanie i bombą jądrową w piwnicy.
Ukraina jest państwem wyniszczonym wojną, zależnym od Zachodu, broniącym własnego terytorium i walczącym o przetrwanie. Ma armię doświadczoną, twardą i groźną, ale nie ma potencjału, żeby zagrozić Polsce w takim sensie, w jakim zagraża Rosja.
Ukraina może być trudna, niewdzięczna, politycznie irytująca, historycznie ciężka i czasem dyplomatycznie nieokrzesana. Można się z nią kłócić. Trzeba jej stawiać warunki. Trzeba pilnować polskiego interesu. Trzeba mówić o Wołyniu, ekshumacjach, pamięci, gospodarce, rolnictwie, transporcie, konkurencji i przyszłych kontraktach. Przyjaźń narodów bez prawdy kończy się zwykle mordą w błocie. Ale to nadal nie jest wróg strategiczny Polski.
Wróg strategiczny siedzi w Moskwie.
Rosja ma interes w tym, żeby Polska była słaba, skłócona, samotna, odklejona od Unii, podejrzliwa wobec Ukrainy, obrażona na Niemcy, nieufna wobec NATO i zajęta własnym szczekaniem do lustra. Rosja nie musi od razu wjeżdżać czołgami pod Białystok. Rosja robi to, co umie najlepiej. Podpala głowy. Karmi kompleksy. Rozgrywa pamięć historyczną. Wpuszcza smród w internet. Szuka pożytecznych idiotów, którzy za darmo robią robotę, za którą kiedyś trzeba było płacić agenturze.
Ukraina może nam robić problemy. Rosja chce nam złamać kręgosłup.
I tu jest różnica, której wielu nie ogarnia, bo im się mapa pomyliła z emocjonalną sraczką po komentarzach na Facebooku. Z Ukrainą trzeba rozmawiać twardo. Bez klękania. Bez amnezji. Bez głaskania po głowie. Ale to rozmowa z sąsiadem, który bywa nieokrzesany, czasem bezczelny, czasem głupi politycznie, lecz dziś zatrzymuje rosyjskie mięso armatnie daleko od naszych granic.
Z Rosją nie rozmawia się jak z sąsiadem. Z Rosją rozmawia się przez siłę, kontrwywiad, wojsko, przemysł, amunicję, sojusze, odporność państwa i zimną świadomość, że dla Kremla Polska nie jest partnerem. Polska jest przeszkodą. Korkiem w gardle imperium. Krajem, który ma siedzieć cicho albo zostać złamany.
Na froncie Rosja dalej próbuje przesuwać linię walk, nawet jeśli płaci za to potworną cenę. Małe postępy, infiltracje, mielone oddziały, kolejne szturmy, kolejne trupy, kolejne metry błota. To nie jest państwo, które odpuściło. To jest państwo, które nauczyło się przegrywać po kawałku i dalej iść po trupach.
Ukraina z kolei uderza w rosyjską infrastrukturę energetyczną i wojskową, bo nie ma luksusu eleganckiej wojny w białych rękawiczkach. Kijów próbuje przenieść koszt wojny głębiej w rosyjskie zaplecze, bo inaczej Rosja będzie spokojnie mielić ludzi, miasta i czas.
Więc odpowiedź jest prosta. Kto Polsce bardziej zagraża? Rosja. Dlaczego?
Bo ma potencjał, intencję, historię, doktrynę, aparat państwa, służby, atom i imperialny interes, żeby Polskę osłabić albo podporządkować.
Kim jest Ukraina?
Nie świętą krową. Nie aniołem. Nie bratem z obrazka. Tylko trudnym sąsiadem w wojnie, z którym trzeba robić interesy twardo, bez klękania i bez amnezji.
Ale sąsiad, nawet nieokrzesany, to nie to samo co wróg. A w Polsce jakimś dziwnym trafem zaczyna się przewijać przekaz, że ludzie powinni bać się Ukrainy. No kurwa, ubawiłem się serdecznie. Potomkowie husarii trzęsą portkami przed Ukrainą, jakby ktoś celowo odwracał im uwagę.
I pewnie nie wiecie kto.
No bo skąd.
Rosja właśnie na to gra. Żeby Polak zamiast patrzeć na Kreml, warczał na Ukraińca. Żeby zamiast rozróżniać interes od emocji, dostał do łba łopatą ruską propagandę i jeszcze myślał, że to zdrowy rozsądek.
Rosja to wróg. Ukraina to trudny sąsiad. Kto tego nie rozróżnia, ten nie analizuje. Ten tylko klepie propagandą, nawet jeśli robi przy tym minę wielkiego stratega z komentarzy pod postem."
Przed czym ostrzegają Amerykanie?
Ostrzegają przed kolejną prowokacją Rosjan, ale teraz pójdzie grubo.
Szczerze mówiąc, pisałem o tym w Polityce już we wrześniu 2025 r. A teraz to samo przekazują (wg doniesień) amerykańskie służby wywiadowcze. Oczywiście to tzw. przeciek kontrolowany, bo całe społeczeństwo ma się dowiedzieć o tych ostrzeżeniach, co oczywiście ma konkretny cel.
Wlot rosyjskich nieuzbrojonych dronów we wrześniu 2025 r. miał być rozpoznaniem. Sprawdzeniem reakcji i sprawdzeniem działania ich wojny informacyjnej.
Jak wiadomo, obrona powietrzna Polski i natowskich sojuszników zadziałała prawidłowo. Oczywiście rosyjska agentura w Polsce już po czasie zaczęła krytykować użycie drogich rakiet do zestrzeliwania tanich dronów (by the way - to akurat Holendrzy je odpalili, a nie Polacy, ale to szczegół), choć dyskusja ta mocno przygasła, kiedy się okazało że niezwyciężone wojska amerykańskie w ciągu dwóch miesięcy wystrzeliły w rejonie Zatoki Perskiej zapas z kilkuletniej produkcji rakiet Patriot wartych miliardy dolarów do tanich irańskich dronów, które i tak narobiły całkiem sporo szkód w państwach sojuszniczych (Kuwejt, Katar, Emiraty).
Wojna informacyjna ruszyła natychmiast. Ale towarzysze z GRU mocno przeholowali. Pierwsze i dość liczne wpisy na kontach społecznościowych o ukraińskiej prowokacji wobec Polski pojawiły się ZANIM drony w ogóle wleciały do Polski. No to była wpadka na całego, ale GRU się nie przejęła, bo nie zostało to dostatecznie nagłośnione. Algorytmy nie kochają prawdy, algorytmy kochają emocje, skrajności, wrzaski.
Potem okazało się, że przeważały komentarze, świadczące o tym że to był ukraińska prowokacja. Ale to były lewe komentarze, walone przez boty, a w najlepszym razie przez płatne farmy troli. Kiedy bowiem zrobiono badania opinii publicznej, to przekonanych do tej wersji było jakieś trzy razy mniej od ilości komentarzy.
Oczywiście nie mogła to być prowokacja ukierunkowana na wciągnięcie do wojny, bo była poniżej progu wciągnięcia do wojny. Nikt rozsądny nie rozważał żadnych militarnych akcji odwetowych przeciwko Rosji i to było oczywiste. Po co więc organizować grubymi nićmi szytą prowokacje mającą na celu wciągnąć do wojny, która nie ma szans wciągnąć do wojny? Bo jest po prostu poniżej progu militarnego odwetu?
Grunt jednak został przygotowany. Poziom emocji został nakręcony przez inne działania, w czym niestety pomógł też ukraiński prezydent. Ale jak powiedziałem - w politykę nie wchodzą. Jedźmy dalej z militarnym possible COA (Course of Action) development wg metodyki analizy sieciowej ONA (Operational Net Assessment).
Teraz to się odbędzie tak.
Któregoś dnia w czasie zmasowanego ataku na Ukrainę, część dronów poleci dalej. Może część z nich poleci wzdłuż białorusko-ukraińskiej granicy, może nawet naruszą przestrzeń powietrzną Białorusi. Chodzi o to, by nie zostały one zestrzelone przez ukraińską obronę.
Te, które wlecą do Polski polecą na jakiś ważny obiekt, elektrownie albo stacje kolejową, może jakieś ważne zakłady, na przykład Mielec albo Świdnik, albo zakłady amunicyjne w Nowej Dębie czy w Skarżysku Kamiennej, lub w Pionkach. Chodzi o to, by straty były dotkliwe, by wykonały wielkie poruszenie, by wydania specjalne w telewizjach i na portalach internetowych trwały nie jedną dobę, ale nawet tydzień. By o niczym innym nie mówiono.
Wśród dronów które przylecą, dwa-trzy nie trafią w cele. Spadną gdzieś na pole, ale tak by ludzie je natychmiast znaleźli. By je sfotografowali i wrzucili do internetu. I by te zdjęcia miały miliony wyświetleń. By musiały je pokazać różne telewizje, wydrukować gazety. A to będą kopie znanych ukraińskich dronów, najlepiej słynnego, bardzo rozpoznawalnego, dwukadłubowego drona „Liutij”. Będą miały nieudolnie zamalowane, prześwitujące ukraińskie znaki rozpoznawcze. I może część napisów po ukraińsku.
Będą miały ładunek wybuchowy, ale nie wybuchną. Muszą zostać relatywnie całe, żeby można je było sfotografować, a zdjęcia rozpowszechnić. A mnóstwo ludzi pokaże filmiki z ich przelotu, charakterystycznej sylwetki nie da się z niczym pomylić.
I natychmiast ruszy nawała rosyjskich trolli, rosyjskich botów i rosyjskiej agentury w Polsce: „to był atak ukraiński!” „Na co czekacie?” „Co zamierzacie z tym zrobić?” A pewien nieoswojony instruktor będzie swoim zwyczajem zadawał odpowiednie pytania, sugerujące „właściwą” odpowiedź. I będzie miał miliony wyświetleń…
Wszystko to po to, by społeczeństwo ruszyło na rząd: zatrzymać pomoc dla Ukrainy, tak naszą, jak i tranzyt!
A jak to nie wystarczy, to będą kolejne akcje. Ale te opiszę innym razem.
Uwaga: ilustracja wygenerowana przez AI, celowo.
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę poproszę, a będzie więcej. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. https://t.co/3NOiJ9zNa8