Hoho! Tajna premiera Lata Ognia i Krwi od @Przeswity na @pyrkon
Skradała się jak przystało na Bundschuh, jak na dziedziców Joßa Fritza spod flagi chodaków przystało.
Na razie jeszcze Sarmaci górą, ale kontynuacja będzie, i różnie może być, kiedy Rzesza (Imperium?) kontratakuje
PrzewodzikKsiążkowy (wypisy)
Współpraca
Jako swego rodzaju "ambasador serii Przełomy" także chciałbym przypomnieć w rocznicę zdobycia Bastylii o nowym tłumaczeniu klasycznej już powieści France'a, szczególnie, że ja je widziałem i zapowiada się naprawdę dobrze. Tymczasem jak zwykle u mnie cytat na temat rewolucji francuskiej, ale z innej książki, choć wydawca ten sam:
"Jedno z pytań historii wartych milion dolarów brzmi: „Co doprowadziło do rewolucji francuskiej?”. Podobnie jak pytanie: „Dlaczego upadło Cesarstwo Rzymskie?”. Przyczyny są niezwykle skomplikowane. Nawet najgenialniejszy badacz nie da satysfakcjonującego wyjaśnienia. Francja za rewolucję mogła winić skostniałą strukturę polityczną, narastające napięcia klasowe, traumę po przegranej wojnie angielsko-francuskiej, powtarzające się kryzysy budżetowe i nieudolne rządy.
Dla nas kluczowym pytaniem nie jest, dlaczego doszło do rewolucji – chaos i niepokoje nie są czymś unikatowym w historii – lecz dlaczego była tak brutalna i zakończyła się tak spektakularną porażką. Rewolucja holenderska i jej angielskie następstwo były względnie pokojowymi i ewolucyjnymi zmianami. Nie doprowadziły do tyranii i ustanowiły bardziej efektywne systemy polityczne. Dla porównania rewolucja francuska przywodzi na myśl przerażające obrazy: tłumy na ulicach, ścinanie głów na gilotynie, dyktatura Napoleona. Nawet według jej własnych kryteriów rewolucja francuska bez wątpienia okazała się klęską.
Na początku wydawało się, że będzie to typowa rebelia ludu przeciwko królowi. Jej przyczyny należy upatrywać przede wszystkim w finansach. Francuska monarchia była nadzwyczaj rozrzutna – nocniki w komnatach Wersalu zrobiono ze srebra, ale największe wydatki dotyczyły wojska. Podczas panowania Króla Słońce – Ludwika XIV – od 1643 do 1715 r., 50% królewskich wydatków pochłaniała armia.
W czasach wojny było to nawet ponad 80%3. W istocie te srebrne nocniki musiały zostać przetopione, by pokryć koszty europejskich wojen Ludwika XIV. Potem nastąpiło więcej globalnych konfliktów zbrojnych, wliczając w to francuską interwencję podczas rewolucji amerykańskich kolonistów w 1776 r. Było to ogromnym ciosem dla imperium brytyjskiego, ale doprowadziło też do bankructwa Francji.
W sensie finansowym rewolucja amerykańska bezpośrednio przyczyniła się do bardziej krwawej rewolucji we Francji. Ludwik XVI, potrzebując pieniędzy, zwołał w maju 1789 r. Stany Generalne, od dłuższego czasu uśpione ciało ustawodawcze Królestwa Francji – bliższe radzie doradczej niż prawdziwemu parlamentowi, jak parlament brytyjski. Poprzednie posiedzenie Stanów Generalnych odbyło się 175 lat wcześniej! Licząc na pomoc zgromadzenia w zatwierdzeniu nowych podatków, Ludwik zaoferował niewielkie reformy fiskalne i ograniczenie królewskich wydatków.
Na posiedzeniu w Wersalu Stany Generalne były podzielone na trzy zespoły repezentujące poszczególne klasy – kler (stan pierwszy), szlachtę (stan drugi) i pozostałych (stan trzeci, który stanowił 98% populacji). Wkrótce stan trzeci (reprezentowany w większości przez bogatych prawników) odrzucił symboliczne reformy przedstawione przez króla. Wspólnie z liberalnymi szlachcicami, takimi jak bohater amerykańskiej rewolucji markiz de Lafayette, i reformistycznym klerem, którego przedstawicielem był Abbé Sieyès, domagali się fundamentalnej zmiany politycznej.
Przeciętni obywatele chcieli połączenia wszystkich trzech stanów w zjednoczone Zgromadzenie Narodowe. W czerwcu w jednej z komnat Wersalu zaprojektowanej dla królewskiej rozrywki, złożyli słynną Przysięgę Kortu Tenisowego: nie wyjdą, dopóki ich żądania nie zostaną spełnione. Ich wizją był nowy polityczny porządek dla Francji: monarchia, ale z ograniczeniami konstytucyjnymi. Kilka dni później Ludwik niechętnie, ale zaakceptował legalność nowego Zgromadzenia Narodowego i jego prawo do napisania nowej konstytucji. Monarchia absolutna rozpadła się, a potem przestała istnieć.
Po Wersalu wydarzenia na ulicy pchnęły rewolucję do przodu. 14 lipca 1789 r. paryski tłum, podjudzany przez dziennikarzy podżegaczy i siejących zamęt demagogów, wdarł się do więzienia w Bastylii, uważanego za symbol tyranii, mimo że było tam wówczas osadzonych jedynie siedmiu więźniów. Chociaż nie miało to większego znaczenia, upadek Bastylii stał się symbolem nowej, brutalnej fazy rewolucji: rozwścieczeni paryżanie zabili kilku strażników.
Członkowie zgromadzenia nadal spotykali się w Wersalu, w bogato zdobionej sali zaprojektowanej przez Pierre-Adriena Pârisa, gdzie luźne grupy zwolenników i przeciwników monarchii podzieliły się na prawicę i lewicę. Nad wszystkimi frakcjami unosiła się nowa rzeczywistość: zasady polityczne mogły się zmieniać z dnia na dzień poprzez uliczne powstania, poza kuluarami władzy.
Po upadku Bastylii upadł także ancien régime. Na francuskiej prowincji zapanowała panika, znana jako Wielka Trwoga. Zaczęło się roić od teorii spiskowych, a ubodzy mieszczanie uważali, że zgorzkniali szlachcice, pozbawieni dawnych przywilejów i podatków, planowali zagłodzić chłopów. (Robert Darnton twierdzi, że za „atmosferę rewolucji” we Francji była odpowiedzialna proliferacja w poprzednich dekadach plotek, pomówień, przyśpiewek i traktatów). Chłopi splądrowali setki zamków, spalili stare dokumenty podatkowe, pokazujące ich feudalne zobowiązania, i równali z ziemią całe domostwa, w nadziei na zniszczenie feudalizmu w jego fizycznej formie.
W sierpniu, podczas całonocnego i chaotycznego posiedzenia, Zgromadzenie Narodowe przegłosowało zniesienie wszelkich prawnych struktur feudalizmu. Chłopi nie czekali na oficjalne wprowadzenie przepisów. Wzięli sprawy w swoje ręce i kontynuowali rabunek. Przestraszona szlachta zastanawiała się nad ucieczką z kraju. Wkrótce rozpoczął się jej masowy exodus.
We wczesnych, pełnych nadziei dniach rewolucji francuskiej wielu obserwatorów oczekiwało, że osiągnie ona to samo, co Rewolucja Chwalebna w Anglii: stworzy monarchię konstytucyjną z parlamentarną kontrolą, stabilnymi finansami, rządami prawa oraz określonymi wolnościami jednostki i religijną tolerancją. Taki cel przyświecał wielu liberalnym francuskim rewolucjonistom.
Na początku odnieśli kilka sukcesów: dali Francji konstytucję, ograniczyli władzę króla, uchwalili dokument zwany Deklaracją Praw Człowieka i Obywatela (której współautorami byli markiz de Lafayette i Thomas Jefferson, wtedy amerykański wysłannik do Francji) i zorganizowali ogólnonarodowe wybory. Mimo to zaczęli tracić grunt pod nogami”.
Fareed Zakaria „Czas rewolucji. Postęp i opór od 1600 roku do współczesności”, Warszawa 2025
😡 „– Nienawidziłam Konfederacji i PiS-u. To oni odczłowieczają ludzi, którzy znaleźli się na granicy. Bez tej całej hejterskiej propagandy prawicy łatwiej byłoby pomagać osobom, które znalazły się w tak ciężkim położeniu. To oni napędzają niechęć do migrantów i sprawiają, że pokazywani są w złym świetle – mówi, nie kryjąc oburzenia.
🏢 Kasia mieszka w lokalu, który należy do jej ciotki. Dzięki temu nie płaci wiele za czynsz. Wie jednak, że to i tak «życie na kredyt», bo krewna od dawna zapowiada, iż będzie chciała sprzedać mieszkanie. Decyzja zapada w czerwcu 2025 roku. Rozpoczynają się poszukiwania.
🔑 Kasia, z racji, że na co dzień mieszka pod adresem ciotki, udostępnia lokal. Pokazuje go przyszłym właścicielom, oprowadza i opowiada o technicznych szczegółach instalacji w mieszkaniu. «Zwiedzających» jest kilkudziesięciu, różni ludzie. Niektórzy bardziej, inni mniej poważnie zainteresowani kupnem. Spotkania są męczące. Dużo pytań, a często z góry wiadomo, że do transakcji nie dojdzie.
🇺🇦 Pewnego dnia w domu Kasi zjawia się Ukrainka. Kobieta ma na oko 30 lat – dobrze ubrana, z torebką okraszoną ogromnym logo – od progu jest zdecydowana na zakup. Chce płacić gotówką. Kasia odruchowo próbuje ją zniechęcić. Relacjonuje, jak wyglądała awaria instalacji, która doprowadziła do zalania mieszkania, o sąsiadach, którzy lubią hałasować po dwudziestej drugiej.
❌ Na próżno, kobieta jest przekonana do kupna. Prosi o nawiązanie kontaktu z właścicielką w celu finalizacji transakcji. Kasia obiecała jej przekazanie kontaktu, ale nigdy tego nie zrobiła. Nie powiedziała ciotce o kobiecie, która była zdecydowana na zakup mieszkania. Dlaczego tak się zachowała?
🏛️ – Nie chciałam, żeby Ukrainka mieszkała w takim mieszkaniu – przyznaje. – Takim, czyli jakim? – dopytuję. – Mieszkaniu z historią, w centrum Warszawy. Wolałam, żeby zostało w rękach Polaków. Myśl, że Ukraińcy wykupują takie lokale, strasznie mnie irytuje – przyznaje.
💸 Drążę. – Ta Ukrainka była w moim wieku. Miała ze 30 lat. Wkurza mnie, że stać ją na kupno mieszkania za gotówkę. Ja od ośmiu lat ciężko pracuję, a wcześniej wiele lat się uczyłam, żeby otrzymywać godne pieniądze. Mimo wszystko nigdy nie będzie mnie stać na tak duże mieszkanie. Ukraińcy są w Polsce gośćmi (...). Pomaganie uchodźcom było miłe, gdy chodziło o osoby niemające nic, całkowicie zdane na moją łaskę. Wiem, że to źle brzmi, ale czułam się dzięki temu bohaterką. Byłam potrzebna i czułam, że robię coś dobrego. Uchodźcy, którzy przyjechali tu z workiem pieniędzy, są dla nas głównie zagrożeniem – przyznaje.
🔀 (…) Z założenia osoby o lewicowych lub liberalnych poglądach są bardziej otwarte na migrantów niż zwolennicy prawicy. To prawda – badania opinii publicznej, m. in. CBOS, pokazują, że osoby uważające się za progresywne, częściej deklarują gotowość przyjęcia uchodźców i wsparcia dla potrzebujących.
🔍 Sprawa staje się jednak nieco bardziej złożona, gdy zajrzymy głębiej. (…) Wyjątkowo ciekawe są pod tym względem dane z raportu CBOS.
📊 Wynika z nich, że poparcie dla osiedlania się w Polsce obcokrajowców o kwalifikacjach zawodowych, na które jest w Polsce zapotrzebowanie, będzie wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej i Lewicy wyższe tylko o 2 p.p. niż wśród głosujących na Konfederację. Podobnie zbliżony wynik otrzymamy, gdy zapytamy, czy pozwolenie miałoby dotyczyć młodych, którzy mogą tu pracować i zakładać rodziny. Tu wyborców Koalicji Obywatelskiej i Konfederacji różnią zaledwie 3 p.p.”.
✍️ Co przeżywają liberałowie w Polsce? Dlaczego upodabniają się do prawicy? Pisze o tym Karolina Olejak, dziennikarka Polsat News i koordynatorka weekendowego magazynu Tygodnik Interii, w książce „Nienawidzę ich! To Polacy mówią na terapiach. Reportaż z podzielonego kraju”.
🆓 W nowym numerze „Pressji” – „Liberalizm marnotrawny” – przyglądamy się liberalizmowi ze wszystkich stron. Teka ukaże się drukiem tylko dzięki Twojemu wsparciu!
Za ❶❶❶ zł możesz otrzymać pakiet „Liberalizm po polsku”, a w nim nowe „Pressje” wraz z egzemplarzem głośnej książki „Nienawidzę ich!” @KarolinaOlejak@Przeswity.
🆓 Dowiedz się więcej ➡️ https://t.co/eMO5nHglES
#pressje #klubjagiellonski #liberalizmmarnotrawny
Fragmenty książki „Nienawidzę ich” Karoliny Olejak, Wydawnictwo Prześwity, 2026.
W temacie "ściętych głów" (tutaj akurat na okładce) będzie jeszcze ta książka... jeżeli wierzyć @Agatokles i @Przewodzik - bardzo dobra powieść historyczna. ;)
Dziś 14 lipca, czyli święto Bastylii.
To chyba dobra data do ogłoszenia, że już jesienią "Bogowie łakną krwi" w nowym przekładzie.
Anatol France dołączy do naszej serii:
https://t.co/CyrWjBqk3B
Dziś 14 lipca, czyli święto Bastylii.
To chyba dobra data do ogłoszenia, że już jesienią "Bogowie łakną krwi" w nowym przekładzie.
Anatol France dołączy do naszej serii:
https://t.co/CyrWjBqk3B
Gorąco polecam najnowszy film @MazurKrzysztof 🔥🔥🔥
Nie dość, że wykłada istotę Chińskiego Szoku 2.0 bardziej przejrzyście, niż ja sam bym umiał, to również należy do bractwa hamiltonistów: uratuje nas polityka przemysłowa!
Dzięki Krzysztof, świetna robota, dziękujemy! 💪
Są wakacje, były upały, podobna wracają. W sprzedaży książek zastój, donosiły o tym dziś @Przeswity; z drugiej strony, trwa najlepszy czas na połykanie lektur. Albo popisanie o nich wreszcie, przerzucenie kilku myśli na papier/ekran. Nareszcie więc kreślę parę słów na temat „Wojny o Arktykę” Kennetha R. Rosena (nowości z maja 2026).
Tym bardziej że dopiero co w Ankarze (7 lipca) usłyszeliśmy dalszy ciąg sensacyjnej narracji, od której właściwie zaczął się ten rok w polityce światowej. Na szczycie NATO stwierdził Trump tym razem, że Grenlandia „powinna być kontrolowana przez Stany Zjednoczone, a nie Danię”, wszakże jest rzekomo otoczona przez rosyjskie i chińskie okręty. Dodał, że wyspa jest bardzo ważna dla USA. Ale „nie jest ważna dla Danii”. W dodatku przedstawił osobliwą wersję historii: podczas II wojny światowej Amerykanie mieli Grenlandię „przejąć”, a następnie „głupio ją oddać”.
Czytanie „Wojny o Arktykę” kalibruje spojrzenie na występy prezydenta Trumpa, jak rywalizację mocarstw o – umownie – biegun północny. To znacznie poważniejsza rzecz niż reportaż w sensie gatunkowym – ot, tylko ciekawe impresje z końca świata. To umiejętnie poprowadzona wiwisekcja świata całego i atmosfery w globalnych stosunkach międzynarodowych z perspektywy czubka globusa. Atmosfery, którą najlepiej oddaje wypowiedź człowieka napotkanego przez Rosena: „Nie chcę być tym, który straszy, że idzie wojna” – zwierzał się ten człowiek – ale no, cholera, idzie”. Bądź też usłyszana przy kolacji refleksja badacza z Uniwersytetu Arktycznego: „Nie jesteśmy w stanie pokoju”.
Oczywiście obszar arktyczny, jakkolwiek to nie zabrzmi, nie jest wdzięcznym terenem pod działania wojenne: „Ciężko wyobrazić sobie wojnę na Północy” – wprost pisze Rosen. Nawet w obliczu tego, że około 2030 ocean ma stać się wolny od lodu, więc uwolnić lukratywne szlaki żeglugowe… Co innego w przypadku wojny horyzontalnej. Chodzi o sytuację, w której, dajmy na to, incydent morski na Svalbardzie nie przeradza się koniecznie w wielką wojnę właśnie w archipelagu, lecz wywołuje odwet lub działania zbrojne gdzieś indziej: na Bałtyku, północnym Atlantyku czy w innym strategicznym regionie. Arktyka może więc stać się bocznym frontem większego konfliktu, który rozpoczął się czy to wokół Ukrainy, czy na dalekim Pacyfiku.
Można by mówić – takiego określenia sam Rosen nie używa, to już moja własna licencja – o gorączce arktycznej. Irracjonalnej gorączce arktycznej, która w istocie rzeczy trwa nie od wczoraj ani nie od przedwczoraj. Przykładem tego jest historia przepychanek na Wyspie Hansa. Spór o Wyspę Hansa — inuicki Tartupaluk — przeszedł do historii jako „wojna whisky”. Gdy w 1973 roku Kanada i Królestwo Danii wytyczały granicę morską między Nunavutem a Grenlandią, nie potrafiły rozstrzygnąć, do kogo należy naga arktyczna skała leżąca dokładnie pośrodku cieśniny. W 1984 roku duński minister wylądował na niej helikopterem, zatknął flagę i zostawił butelkę duńskiego akwawitu z kartką „Witamy na duńskiej wyspie”. Kanadyjczycy odpowiedzieli zdjęciem flagi, własnym proporcem i butelką Canadian Club. Ten osobliwy rytuał, flaga za flagę, flaszka za flaszkę, powtarzano przez kolejne dekady, bo żadna ze stron nie chciała ustąpić nawet w sporze o pozornie bezużyteczny skrawek Arktyki. Dopiero w 2022 roku Kanada, Dania i Grenlandia przecięły wyspę uzgodnioną granicą lądową, kończąc konflikt ostatnią, już pokojową wymianą butelek. Porozumienie podpisano 14 czerwca 2022 roku.
Rosen odsłania coś, co sporo wnosi do spekulacji wokół tego, o co chodzi Trumpowi w kwestii Grenlandii. Baza w Thule, przemianowana trzy lata temu na Bazę Kosmiczną Pituffik (tyleż perspektywicznie, ile poprawnościowo przemianowana), nie jest już „domem dla tysięcy ludzi”, tylko siedzibą niewielkiej załogi. Cieniem możliwości, jakie Stany miały w czasie zimnej wojny. Realnie biorąc, amerykańskie terytorium arktyczne znajduje się na Alasce, niejako zostało cofnięte. Trump w tym sensie, chcąc Grenlandii, nie chce więcej i dużo więcej, ale powrotu i zagrania pierwszych skrzypiec w High North.
Bo Arktyka – jako mozaika geograficzna i geopolityczna – to Arktyka plus High North. Co Rosen uzmysławia odbiorcom. Dla Norwegów Daleka Północ to ich terytoria arktyczne, dla NATO zaś – lokacja systemu wczesnego ostrzegania przed pociskami manewrującymi. Znaczenie Norwegii (Norþweg – droga prowadząca na Północ) jako geostrategicznego zwornika między Północą a Daleką Północą była choćby wizyta Generała Forda, amerykańskiego lotniskowca giganta z napędem atomowym, we fiordzie Oslo wiosną 2023. Byłem akurat wtedy w norweskiej stolicy i widziałem naocznie ten pokaz siły.
A na Chiny nie trzeba czekać, już są na Dalekiej Północy i na Grenlandii. Rosen pokazuje, jak w ciągu ostatnich 10 lat Chiny próbowały zdobyć trwałą przewagę w Arktyce, wykorzystując Grenlandię jako przyczółek gospodarczy i strategiczny. Oferowały finansowanie kopalń, lotnisk i innej kluczowej infrastruktury, która oficjalnie służyłaby rozwojowi wyspy, lecz mogłaby mieć także zastosowanie wojskowe, wywiadowcze i komunikacyjne. Perspektywa chińskiego zaangażowania budziła obawy przed zadłużeniem, napływem sprowadzanych pracowników oraz przejęciem obiektów istotnych dla bezpieczeństwa NATO. Dlatego Dania, pod naciskiem Stanów Zjednoczonych, blokowała chińskie inwestycje i sama współfinansowała grenlandzkie lotniska. Grenlandczycy pozostają jednak otwarci na zagraniczny kapitał, o ile pomaga on uniezależniać gospodarkę od Danii i nie oznacza podporządkowania wyspy innemu mocarstwu: są gotowi robić interesy, lecz nie chcą się sprzedać – takie jest clou ich postawy.
W ramach puenty, w zakończeniu Rosen postuluje, by USA finansowały badania geologiczne Grenlandii i rozpoznawanie złóż. Ich eksploatacja mogłaby dać wyspie większą samodzielność finansową, a zarazem ograniczyć jej zwrot ku Chinom lub Rosji. Jednocześnie ostrzega, że obsesja na punkcie wydobycia surowców przesłania Waszyngtonowi szerszy obraz Arktyki: kwestie bezpieczeństwa, klimatu, infrastruktury i interesów miejscowej ludności.
Wyważone i do przemyślenia!
Jak Tajwan 🇹🇼zaliczył przeskok w globalnych łańcuchach wartości?
„Pozycja Tajwanu w centrum globalnego łańcucha dostaw AI nie jest dziełem jednej firmy. Jest to raczej skumulowany efekt dziesięcioleci rządowych inwestycji w skoncentrowane klastry technologiczne, pionowej dywersyfikacji łańcucha dostaw oraz partnerstw między firmami a uniwersytetami. Wraz ze wzrostem popytu na technologie obliczeniowe, te atuty pomogą Tajwanowi utrzymać pozycję filaru globalnej infrastruktury AI”.
Polecam. Dobry przykład dla 🇵🇱, która wciąż szuka swojej drogi ucieczki z gospodarczej peryferyjności.
https://t.co/6QjPNLP3qh
@MazurKrzysztof@MorawieckiM@T_Smolarek@Przeswity@BartosiakJacek@EconomicReader@mmpiatkowski
Sprawdziliśmy sprzedaż za ostatnie 2 tygodnie... Rozumiemy wakacje itd. no i my też byliśmy na urlopach, no ale bez przesady. :]
Już nawet nie musicie kupować wersji papierowych, chociaż ebooka weźcie, jest w promocji -40%:
https://t.co/MD9FqQbCiY
Pogoda jest taka, że słońce nie będzie Wam świecić w ekran czytnika. :P
@John71818128980@LubimyczytacPL Oczywiście, tylko nie bardzo rozumiemy, po co nam to tłumaczysz? Krótkie bio autora zostało wrzucone w kontekście tego, że w obu recenzjach autor jest opisywany, jakby był przypadkowym gościem z ulicy.
Popełniliśmy poważny błąd wydając "Podstawowe prawa ludzkiej głupoty" bez szerszego wstępu objaśniającego kim był autor i czym jest tak książka.
Komentarze na @LubimyczytacPL to potwierdzają, a nawet precyzują, że ten błąd nazywa się: zbyt duża wiara w ludzi. ;)
Carlo M. Cipolla (1922–2000) był wybitnym włoskim historykiem gospodarki, profesorem o międzynarodowej renomie, który większość swojej kariery akademickiej spędził na dwóch prestiżowych uczelniach: Uniwersytecie w Pawii we Włoszech oraz UC Berkeley w Kalifornii.
Książka: https://t.co/Uy5P6KxKb4