Tak bez żadnego trybu powiem Wam: nienawidzę hulajnóg elektrycznych.
Doprecyzuję: nienawidzę tego, co zrobiliśmy z hulajnogami elektrycznymi jako państwo. Dlaczego? Już tłumaczę, ale pamiętajcie - to tylko moje zdanie. Nie musicie się z tym zgadzać. Niemniej:
Po pierwsze: dajemy przyzwolenie na to, by nawet kilkuletnie dzieci jeździły na czymś, co ma kółka o średnicy grejpfruta, rozpędza się do kilkudziesięciu kilometrów na godzinę i nie zapewnia przy tym praktycznie żadnej ochrony.
Po drugie: wpuściliśmy na chodniki pojazdy, których kierowcy zmieniają się w pociski krążące między przechodniami. Dorosły człowiek jadący na hulajnodze z prędkością 25 km/h ma około 2,4 kJ energii kinetycznej. To mniej więcej tyle energii, ile potrzeba, żeby podnieść 100 kilogramów na wysokość około 2,5 metra. Tymczasem wielu użytkowników tych hulajnóg jeździ szybciej. Wyobraźcie sobie teraz zderzenie tak rozpędzonego człowieka z dzieckiem.
Po trzecie: odpowiednie regulacje - jak to zwykle u nas - projektowane są z opóźnieniem, a tymczasem mamy już przykłady, gdzie policja ugania się za dziećmi na hulajnogach elektrycznych. Mało tego, w mojej dzielnicy (Grochów) doszło już do szeregu incydentów polegających na tym, ze grupy wyrostków na hulajnogach elektrycznych po prostu… terroryzowały ludzi, np. opluwając ich i odjeżdżając lub jeżdżąc z ogromną prędkością np. między dziećmi w parkach. Tolerując takie zachowania hodujemy sobie przyszłych przestępców drogowych.
Powtórzę: to są oczywiście moje opinie. Możecie się z nimi nie zgadzać, nie roszczę sobie prawa do nieomylności. Natomiast uważam, że hulajnogi elektryczne - wszystkie - powinny mieć blokady prędkości, zakaz jazdy po chodniku, obowiązkową rejestrację, a uchybienie tym obowiązkom oznaczałoby konfiskatę sprzętu.
Sama technologia nie jest zła. Złe może być to, co z nią robimy.
4 września w miejscowości Polska Cerekiew dochodzi do zderzenia dwóch samochodów. Przejeżdżający nieopodal samochód zatrzymuje się, wybiega z niego mężczyzna jaki intuicyjnie sięga w bagażniku po pustą skrzynkę amunicyjną, w jakiej trzyma materiały opatrunkowe. Próbuje otworzyć drzwi, kiedy drzwi się blokują uderza skrzynką w szybę, nakazując zasłonić twarz poszkodowanym. W środku nieprzytomne małżeństwo, widoczne otwarte złamania bez krwotoku masywnego krwotoku. Do czasu przyjazdu służb, wypina pasy pasy, pilnuje doraźności drożności dróg oddechowych, monitoruje czynności życiowe.
Nakazuje obecnym sprawdzenie jaka sytuacja w drugim aucie. Tam zakleszczona przytomna kobieta. Dojeżdżają służby ratunkowe, przejmują akcje ratunkową. Zwróćcie uwagę jeszcze raz jak mężczyzna z skrzynką utyka biegnąc. To Andrzej, nasz medyk bojowy jaki dwa lata temu w okopach Ukrainy prawie stracił nogę po oberwaniu odłamkiem pocisku artyleryjskiego. Udało się ją uratować przed amputacją, a Andrzej walczy o jej sprawność. Pewnie czytają to ludzie, jacy dorzucali się do zrzutki na jego rehabilitację. Pomimo bólu nie użył kul jakimi się wspiera tylko ruszył na pomoc. Bez wahania. Przez ten czas wielokrotnie był nazywany najemnikiem, życzono mu śmierci i pytano, czemu nie został w Ukrainie. A Andrzej po prostu i wtedy i teraz zachował się jak przyzwoity człowiek. Pomagał tam, gdzie ludzie tego potrzebowali. Rozpiera nas duma, że tacy ludzie są częścią naszego stada.
Nagranie udostępnione przez świadka zdarzenia.
————
🚗 Pilny remont floty https://t.co/LmpPn2sct5
🔨aukcje https://t.co/ljq4Narw38
💉 wesprzyj pracę w okopach: https://t.co/9sqP5MlYcR
🏠zbuduj z nami centrum szkolenia: https://t.co/30evHPmi0l
☕️https://t.co/klhwJ2DBef
🏦PL 22 1020 4900 0000 8302 3555 3747
Kto w 1939 r. był nauczycielem, lekarzem, prawnikiem, księdzem, politykiem, samorządowcem, byłym powstańcem śląskim lub wielkopolskim, właścicielem ziemskim, lub należał do jakiejś organizacji patriotycznej, miał wielkie szanse trafić na niemieckie listy osób przeznaczonych do aresztowania i likwidacji.
Słynna "Sonderfahndungsbuch Polen", specjalna księga gończa dla Polski, powstała najprawdopodobniej pod koniec 1939 r. jako rozwinięcie list gończych, którymi posługiwały się wkraczające w nasze granice w ślad za Wehrmachtem Einsatzgruppen.
Nad listami przeznaczonych do neutralizacji Polaków pracowały niemieckie konsulaty w Katowicach, Łodzi, Poznaniu i Toruniu, ambasada w Warszawie, siatki agenturalne gestapo i SD, członkowie mniejszości niemieckiej, a nawet akredytowani u nas dziennikarze.
Taka lista dla śląskiego piętnastotysięcznego Mikołowa liczyła 300 nazwisk.
Słownie: trzysta.
@MenedzerZdrowia@GGielerak Przecież to bzdura. Likwidacja waloryzacji wypchnie na kontrakty i będzie trzeba płacić jeszcze więcej lekarzom i pielęgniarkom. Inne zawody stracą zachętę do pracy (salowe, technicy, fizjo).
Cyk. Odhaczone.
Nie, Niemcy nie pamiętają o polskich ofiarach rozpętanej przez siebie wojny. Badania niemieckiej opinii publicznej, bardzo szczegółowe, pokazują, że Polacy jako narodowość właściwie zniknęli z pamięci historycznej Niemców. Patrząc na niemieckie podręczniki w niemieckich szkołach - będzie jeszcze gorzej.
On 1 September 1939, the German Army invaded Poland to begin WW2, the bloodiest and most costly war in terms of human life. The country that suffered the most, in proportion to its population, was Poland.
During WW2, Germany murdered approximately six million Poles.
They destroyed 90% of Warsaw’s buildings.
They looted 516,000 cultural artefacts.
They kidnapped 200,000 children from Polish families.
They deported three million Poles to Germany as slave labour.
They razed industrial and infrastructural sites, among other atrocities.
They have never compensated the Polish people for their losses.
01.09.1939 r. - biegła po terenie Poczty Polskiej w Gdańsku, oblana przez Niemców benzyną i podpalona.
Naczelnika Poczty Niemcy spalili żywcem...
Erwina Barzychowska.
Gdańsk, cmentarz na Zaspie, kwatera II, grób 36.
Nie zapalaj Jej zniczy. Nie składaj kwiatów.
Ona zrozumie.
Połóż przy Jej grobie misia.
🇵🇱 1 września 1939 roku o świcie Niemcy rozpoczęły atak na Polskę.
O godz. 4:40 niemieckie bombowce uderzyły na Wieluń, rozpoczynając bombardowanie miasta, w którym nie stacjonowały polskie oddziały. Na śpiących mieszkańców spadły bomby. Zniszczono https://t.co/f6kPqf2RHE. szpital Wszystkich Świętych, a wśród pierwszych ofiar wojny znaleźli się cywile.
Kilka minut później, o godz. 4:45, pancernik „Schleswig-Holstein” rozpoczął ostrzał polskiej Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte. Niemieckie wojska zaatakowały Polskę również wzdłuż całej granicy.
Tego dnia rozpoczęła się wojna, która w kolejnych latach ogarnęła niemal cały świat i pochłonęła dziesiątki milionów istnień ludzkich.
Z okazji 87. rocznicy publikujemy oryginalny komunikat Polskiego Radia z 1 września 1939 roku. To właśnie tak informowano Polaków o rozpoczęciu wojny.
1 września 1939 roku. Nigdy nie zapomnimy. 🇵🇱
Kochani, tylko dzisiaj mieliśmy w kraju:
🇵🇱sabotaż w fabryce WB w Skarżysku;
🇵🇱zerwanie sieci energetycznej koło Zakładów Chemicznych Siarkopol w Tarnobrzegu przez niezidentyfikowany śmigłowiec;
🇵🇱fałszywy alarm w jednej z jednostek wojskowych województwa warmińsko-mazurskiego.
Cóż, no, 31 sierpnia od dawna kojarzył się z prowokacjami, nie?
Co tydzień na grupce dzielnicy trafiają się takie rzeczy.
Naprawdę, czy nasze państwo nie może zacząć walczyć z patologiami ZANIM dojdzie do tragedii będącej na czołówkach mediów?
Zwrócił się do nas mężczyzna, którego żona poroniła, z pytaniem o wsparcie dla takich jak on. Choć przeżywa to inaczej, przeżywa to także. Tymczasem jedyna pomoc, która w takiej sytuacji jest kierowana, to pomoc do matek.
Ojcowie też czekali na dziecko; ojcowie mają poczucie utraty; ojcowie też przeżywają ��ałobę. Za pomocą dra Kamila Janowicza (Father_ing) przekazujemy link do organizacji pomagających - także ojcom.
Apelujemy także do wszystkich czytających te słowa: bądźcie wrażliwi, jeśli ktoś z waszej rodziny lub przyjaciół straci ciążę. Otoczcie opiekę oboje rodziców - także ojca.
Link do strony Father_ing: https://t.co/OjpZUpbVeT
Odnośnie tego co się wydarzyło w Krakowie to odczuwam pewien dysonans.
Państwo polskie potrafi rozbić mafię która operuje w “przemyśle” narkotyków - ale nie potrafi sobie poradzić z fanami jazdy “szybko i bezpiecznie”
Na początku XXI wieku bieda w Polsce piszczała. Policja klepała biede - źle wyposażona i często zwyczajnie nieprzygotowana. Grupy zorganizowane wymuszały haracze, porywały ludzi i terroryzowały całe miasta.
Magdalenka pokazała mizerniść państwa w najgorszy możliwy sposób. Ale wtedy z tej słabości wyciągnięto jakieś wnioski. Zmieniono struktury, procedury i wyposażenie. Państwo uznało, że przestępca nie może mieć poczucia, że jest od niego silniejszy.
Dzisaiaj CBŚP regularnie rozbija klasyczne grupy przestępcze. Ci bardziej ogarnięci przenieśli się do spółek, faktur bądź układach lokalnych na styku biznesu i polityki, a nie z kijem pod knajpą. Ich ruszyć jest dużo trudniej, bo na papierze wszystko często wygląda legalnie, a dodatkowo dochodzi kwestia kto kogo zna.
I tak - na drogach jest dziś statystycznie dużo bezpieczniej niż 25 lat temu. To nie jest wpis o tym, że kiedyś było lepiej.
To jest wpis o tym, że państwo potrafi zwalczać zjawiska, które uzna za poważny problem - a tym jest “stara” gangsterka.
Natomiast wystarczy wyjść na chodnik i nagle tego państwa nie ma.
Tu obowiązuje czysty darwinizm społeczny. Masz cięższy, szybszy i droższy samochód, więc wszyscy inni mają uważać. Jak się komuś coś stanie to winnym jest ofiara
Pieszy ma uskoczyć. Rodzic ma pilnować dziecka. Senior najlepiej niech siedzi w domu aby nie przeszkadzał a kręceniu korby PKB.
Banan w mocnym aucie, gówniarz na hulajnodze albo Suronje zaczyna być dla państwa poważnym problemem dopiero wtedy, gdy kogoś ciężko zrani albo zabije.
I nie - nie porównuję hulajnogi do mafii. Porównuję reakcję państwa.
Gangster był „obcy”, więc można było wypowiedzieć mu wojnę. Pirat drogowy jest „swój”. Kierowca - przedsiębiorca, dzieciak z dobrego domu.
Nie wygląda jak bandyta, więc jego przemoc nagle staje się „brawurą”, „głupotą” albo „wypadkiem”.
Nie potrzeba do tego żadnego telefonu od wpływowego ojca. Wystarczy społeczne przyzwolenie i instytucje, które poważnie reagują dopiero po tragedii. Gdzie nie ma systemowego sposobu zwalczania bandytyzmu drogowego.
Państwo nie jest tutaj bezsilne jeśli chodzi o posiadane możliwości. Ma przepisy, policję, kamery i pieniądze - jednak w jakimś stopniu dalej mamy wybitnych kierowców z sadowymi zakazami prowadzenia pojazdów.
Walka z bandytyzmem drogowym jest niewygodna dla Państwa bo w państwie czy w elitach też są bandziory drogowi, a nie może być tak że ktoś będący na górze będzie podpadać pod sprawiedliwość
Influencerka nagrała o mojej książce nagrała 3 rolki i zebrała na Instagramie i TikToku kilkaset tysięcy wyświetleń. Powtarza w nich trzy chwyty. Wszystkie służą temu samemu - wywołaniu negatywnych emocji. I udało jej się wywołać falę oburzenia. Tymczasem widać, że autorka dużo się z tej książki dowiedziała i w większości spraw się ze mną zgadza.
Chwyt 1: przypisanie mi tezy, którą w książce odrzucam.
Część zdań w mojej książce to cytaty - przytaczam je po to, żeby je odrzucić. Krytyczka przedstawia je jako moje poglądy. Powiedzenie, że "kobiety żyją dłużej, bo nie mają żon", obalam dosłownie w kolejnych dwóch zdaniach (s. 149). Kwoty płci na uczelniach rozważam, ale nie popieram (s. 73-76). Korwina przywołuję i wyśmiewam, a nie "się na niego powołuję" (s. 62).
Chwyt 2: pominięcie wniosku, z którym trzeba by się zgodzić.
Pada zarzut, że chcę obarczać kobiety odpowiedzialnością za zdrowie mężczyzn. Piszę dokładnie odwrotnie: doceniam ich wkład w zdrowie rodziny, ale zaznaczam, że nie należy obarczać ich tą tradycyjną odpowiedzialnością i że mężczyźni powinni być pod tym względem samodzielni (s. 149). To zdanie w rolce nie pada.
Chwyt 3: wykorzystanie moich danych tak, jakbym je ukrywał.
Sam napisałem, że ryzyko zawodowe odpowiada za małą liczbę zgonów (s. 108 i 110). Sam piszę o wpływie alkoholu - działaniom przeciwalkoholowym poświęcam 15 stron (129-143). Krytyczka przedstawia moje dane i wnioski tak, jakby to ona była ich autorką - a ja bym o tych faktach milczał.
Wniosek jest właściwie pochlebny: nawet krytycy znajdują w tej książce dane, na które potem sami się powołują. Szkoda, że przedstawiają je jako coś, co rzekomo przemilczam - choć znają je właśnie ode mnie.
Jeśli chcecie wyrobić sobie zdanie, przeczytajcie książkę.
#Mężczyźni #nierównościpłci #zdrowiemężczyzn #książka @WydawnictwoPort
PrzewodzikHistoryczny
PrzewodzikWarszawski
Przeglądam sobie archiwum fotograficzne Stefana Rassalskiego w NAC, które jest głównie zapisem czasu tuż po wojnie i w pewnym momencie trafiam na to zdjęcie - i od razu mam potworną gulę w gardle.
No niby ja to wszystko wiem, ale trudno to wszystko pojąc jednak - na fotografii z 1946 roku są prochy ludzi pomordowanych przez Niemców w więzieniu przy ul. Gęsiej, tzw. Gęsiówce w Warszawie...
The Hitler–Stalin Pact: The Deal That Cleared the Way for War
Eighty-seven years ago today, Nazi Germany and the Soviet Union signed an agreement that cleared the way for the Second World War. Yet the Hitler–Stalin Pact still occupies surprisingly little space in Europe’s collective memory. It remains a stark symbol of the destructive power of totalitarian rule and offers an important lesson for the present: despite their ideological differences, totalitarian regimes tend to co-operate against free societies and sovereign states.
On August 23rd 1939 Joachim von Ribbentrop, Hitler’s foreign minister, and Vyacheslav Molotov, his Soviet counterpart, signed a non-aggression pact in Moscow, under Stalin’s watchful eye. Its bland public language concealed a secret protocol dividing much of central and eastern Europe into German and Soviet spheres of influence. For Poland, it amounted to a fourth partition.
The pact cleared the way for Hitler’s invasion of Poland from the west on September 1st. On September 17th the Soviet Union invaded from the east. This was no mere neutrality agreement, as Russian propaganda still likes to claim, but the political framework for the destruction and occupation of a sovereign state.
German–Soviet co-operation continued until Hitler turned on Stalin on June 22nd 1941. Soviet grain, oil and metals helped Germany withstand the British blockade and sustain its early military campaigns; deliveries continued until shortly before the invasion of the Soviet Union. In return, Germany supplied machinery, industrial technology and military equipment.
The relationship extended beyond diplomacy and trade. German and Soviet security officials met to discuss prisoner exchanges, population transfers and the suppression of Polish resistance. On September 22nd 1939 German and Soviet commanders appeared together at a military ceremony in Brest-Litovsk. The footage accompanying this post offers a stark image of the partnership: the Wehrmacht and the Red Army standing side by side after the defeat of Poland.
The published pact was barely 300 words long. For ten years, the two powers promised to refrain from “any act of violence, any aggressive action, and any attack on each other”. The real substance lay in its secret protocol. Poland was divided between them; Finland, the Baltic states and Bessarabia were assigned to their respective spheres of influence.
The arrangement was revised after Poland’s defeat in the German–Soviet Boundary and Friendship Treaty of September 28th 1939. Germany gained additional territory in central Poland, while Lithuania was transferred to the Soviet sphere. The Soviet occupation and eventual annexation of the Baltic states followed, as did the attack on Finland and the seizure of Bessarabia.
A policy of sweeping repression was quickly imposed in the occupied territories. Deportations, arbitrary arrests and mass executions were among its instruments. The Nazi German occupiers committed grave crimes against the Polish population, particularly Jews and members of the country’s social elites. In the spring of 1940 the Soviet NKVD murdered thousands of Polish officers and members of those elites; Katyn became the best-known site of this crime. These atrocities laid bare the brutality of both occupying powers.
The partnership also required some abrupt adjustments to historical truth. “Who controls the past controls the future,” George Orwell later wrote. A Bavarian schoolteacher reportedly captured the absurdity of the new German line: “Now one has to be rather careful at school. Suddenly you read something aloud from Hitler’s book Mein Kampf, and then you end up in Dachau for disparaging the present government.”
After Germany invaded the Soviet Union, Moscow performed its own reversal. References to the preceding co-operation disappeared from Soviet books, newspapers and encyclopaedias. The Soviet authorities denied the existence of the secret protocol until 1989.
The pact still occupies a curiously modest place in western Europe’s historical memory, particularly in Germany. German remembrance rightly centres on responsibility for National Socialism and the Holocaust. But this has sometimes fostered the suspicion that greater attention to Soviet crimes and German–Soviet co-operation might dilute that responsibility. It does not. The experience of central and eastern Europe cannot be understood without both.
In 2009 the European Parliament designated August 23rd as the European Day of Remembrance for Victims of Stalinism and Nazism. This was an important step. But the pact and its consequences still need to become more firmly embedded in Europe’s collective memory.
Roger Moorhouse, a British historian, found an apt name for the arrangement: "The Devils’ Alliance" is the title of his important book.
W latach 1938-1939, tuż przed niemieckim atakiem i okupacją Polski, nasze muzea i galerie przeżyły najazd niemieckich "turystów", skrzętnie fotografujących zbiory i robiących szczegółowe notatki.
Jednocześnie nakład opracowania Edwarda Chwalewika, opisującego prywatne kolekcje sztuki oraz biblioteki w wiejskich dworach i miejskich apartamentach, został wyczerpany, a tekst po cichu przetłumaczono na niemiecki.
Powyższe prawdopodobnie nie ma związku z faktem, że od czasów niemieckiego ataku i okupacji nie możemy się doliczyć ponad pół miliona dzieł sztuki i 70% cennych księgozbiorów.
"Opłata serwisowa trafia na podatki i do właścicieli"
xD!!
Z tego co widzę, to mamy 2x więcej restauracji niż ON, więc też dam radę od restauratora: opłata serwisowa to jeszcze większy scam niż się spodziewałem, a tym bardziej nie czujcie się NIJAK zobowiązani do tipowania.
Róbcie to jeśli macie ochotę i nawiązaliście fajną relację z obsługą, nie róbcie jeśli nie macie lub nie czujecie się z tym komfortowo i nie dajcie sobie wmówić, że POWINNO być inaczej.
Cennik dań zawierający wynagrodzenie załogi jest opublikowany w menu, tyle.