@SiewcyPrawdy Jaka ekologia, brakowało nowych butelek do pakowania produktu i stąd zwroty. Brakowało wszystkiego, socjalistyczna gospodarka powszechnego niedoboru. 🤦♂️
🇵🇱🇺🇦 NASZ KOMENTARZ
Najbardziej niezrozumiałe w decyzji Zełenskiego nie jest nawet to, że uderza ona w polską pamięć historyczną. Najbardziej niezrozumiałe jest to, że jest ona politycznie przeciwskuteczna.
Kijów musiał wiedzieć, że odwołanie do „Bohaterów UPA” nie jest dla Polski żadnym detalem, tylko jednym z najboleśniejszych tematów XX wieku. To nie jest spór o interpretację, lecz pamięć o ludobójstwie dokonanym na polskiej ludności cywilnej.
Dlaczego więc Ukraina to robi?
Moim zdaniem stoją za tym trzy rzeczy. Po pierwsze, ukraińska polityka pamięci została w dużej mierze zbudowana wokół antyrosyjskiego oporu. W tej opowieści UPA występuje przede wszystkim jako formacja walcząca z Moskwą, a jej zbrodnie na Polakach są wypychane na margines albo relatywizowane.
Po drugie, działa presja wewnętrzna - środowisk narodowych, części wojskowych i opinii publicznej, dla których takie symbole są elementem tożsamości wojennej. Zełenski najwyraźniej uznał, że w czasie wojny bardziej opłaca się wzmacniać ten przekaz wewnątrz Ukrainy niż liczyć się z reakcją Polski.
Po trzecie, mogło zadziałać błędne założenie, że Warszawa i tak się ugnie. Że Polska, ze względu na wojnę, bezpieczeństwo, logistykę i wsparcie dla Ukrainy, przełknie każdą symboliczną decyzję Kijowa.
Po czwarte, dochodzi do tego jeszcze błędna recepcja polskiego stanowiska po stronie części ukraińskiej opinii publicznej i elit. Tam sprzeciw wobec kultu UPA bywa odczytywany nie jako obrona pamięci ofiar, lecz jako polska wyższość, paternalizm albo próba narzucania Ukrainie własnej narracji historycznej.
To bardzo niebezpieczne nieporozumienie. Bo jeśli polskie upominanie się o Wołyń zostaje potraktowane jako „resztki imperialnego myślenia” albo „stare resentymenty”, to znika z pola widzenia sedno sprawy: zamordowani cywile, spalone wsie, kobiety, dzieci i starcy.
Psychologicznie może więc działać tu także potrzeba udowodnienia Polsce, że Ukraina sama wybiera swoich bohaterów i nie będzie się oglądać na polską wrażliwość. Tyle że w tym przypadku nie jest to gest suwerenności, tylko polityka pamięci prowadzona kosztem prawdy o ofiarach.
Dodatkowo Ukraina ma napięte relacje z Węgrami i Słowacją, wrogą Białoruś za plecami i prowadzi wojnę z Rosją. Dokładanie do tego sporu z Polską - jednym z najważniejszych sąsiadów, zapleczem pomocy i krajem, który przez lata poniósł ogromny koszt solidarności - jest strategicznie niezrozumiałe.
Co więcej, efekt jest odwrotny od zamierzonego. Zamiast wzmacniać Ukrainę, decyzja sprawiła, że światowe media znów piszą o UPA, Wołyniu i mordach na Polakach. Czyli dokładnie o tym, co Kijów najchętniej przykrywałby narracją o antyrosyjskim oporze.
Można rozumieć, że Ukraina potrzebuje własnych symboli walki z Rosją. Ale nie można oczekiwać, że Polska uzna za bohaterów ludzi związanych z formacją odpowiedzialną za ludobójstwo Polaków.
To nie jest kwestia „wrażliwości historycznej”. To granica pamięci, której żadne państwo poważnie traktujące własnych obywateli nie powinno przekraczać.
Największy błąd Kijowa polega na tym, że pomylił polskie wsparcie z polską amnezją. Polska może pomagać Ukrainie przeciw Rosji, ale nie ma obowiązku milczeć wtedy, gdy ukraińska polityka pamięci depcze pamięć polskich ofiar.
Solidarność nie oznacza zgody na historyczne upokorzenie.
@klarasoltan W takiej Tajlandii nikt nikomu nie zabrania wziąć ślub z cudzoziemcem. Ale jak małżonek chce zamieszkać w kraju Tajow to dostanie wizę na 1 rok. I co roku musi odnawiać i udowodnić że jest nadal w związku. Uczcie się od Tajów zanim Europa zostanie zniszczona do reszty przez dzicz
@czlowiek__bobr Sama platforma nie zrobi rządu a ich koalicyjny plankton już dawno pod wodą. Afera szpitalna faktycznie nic nie zmieni, pogrzebali się wcześniej brakiem rozliczenia pizdzielców