Premier D. Tusk o TK: Umawiamy się na grę w szachy, a z drugiej strony przychodzi facet z bejsbolem i mówi: Ty grasz w szachy, ale ja jestem na ustawce. (...) Wokół są media i mówią: Ty graj w szachy, on będzie bejsbolem walił, ale ty musisz grać w szachy. Grzeczny to już byłem!
🚨🔎 KATARZYNA KOLENDA‑ZALESKA MIAŁA PRZED SOBĄ CZŁOWIEKA, KTÓRY W TELEWIZJI ZAPOWIEDZIAŁ PRZEŁAMANIE KONSTYTUCYJNEGO SABOTAŻU PREZYDENTA. I ZAMIAST WYDOBYĆ Z NIEGO KONKRETNY MECHANIZM PRAWNY, POZWOLIŁA MU SCHOWAĆ NAJWAŻNIEJSZĄ INFORMACJĘ POD HASŁEM „KROKI ALTERNATYWNE”.
To nie był drobny wywiad o personalnym konflikcie Macieja Berka z Karolem Nawrockim. To była rozmowa o tym, czy prezydent może własną bezczynnością unieważnić wybór sędziego Trybunału Konstytucyjnego dokonany przez Sejm. Czy jeden człowiek, któremu Konstytucja nie przyznała prawa zatwierdzania sędziów TK, może stworzyć sobie takie uprawnienie przez zwykłą odmowę wyznaczenia terminu ślubowania.
Maciej Berek powiedział w „Faktach po Faktach” coś niezwykle istotnego:
„Złożę ślubowanie, bo mam taki obowiązek i doprowadzę do tego, że to ślubowanie będzie złożone i będzie dostarczone prezydentowi w taki sposób, w jaki prezydent zdecyduje o tym, że zechce w tym procesie uczestniczyć”.
To nie była luźna deklaracja. Berek zapowiedział, że akt ślubowania nastąpi również wtedy, gdy prezydent nadal będzie uchylał się od współdziałania. Dodał, że ma przygotowane „kroki alternatywne”, ale na razie chce dać Kancelarii Prezydenta „krótkie tygodnie”.
I właśnie wtedy dziennikarka powinna była zatrzymać rozmowę.
Jakie kroki? Na podstawie którego przepisu? W jakim miejscu zostanie złożone ślubowanie? Ustnie czy pisemnie? Czy w obecności marszałka Sejmu, notariusza, kamer i świadków? Czy tekst zostanie następnie doręczony prezydentowi? Czy Berek uznaje, że ustawowe określenie „wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej” oznacza konieczność fizycznej obecności prezydenta, czy wystarczy, że oświadczenie zostanie skierowane do niego i do niego dotrze? Jaki skutek prawny Berek wiąże z doręczeniem? Kto dopuści go później do orzekania? Co zrobi, gdy Bogdan Święczkowski nie wpuści nowych sędziów do wykonywania funkcji?
To był prawdziwy temat tej rozmowy. Nie ogólna „recepta na uzdrowienie Trybunału”, którą efektownie wypisano na pasku. Nie telewizyjne pytanie, czy Berek będzie czekał kilka dni, czy kilka tygodni. Nie kolejna opowieść, że „istnieje konflikt”.
Nie istnieje żaden równorzędny spór kompetencyjny.
Art. 194 ust. 1 Konstytucji jest jasny: sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybiera indywidualnie Sejm. Prezydent ich nie wybiera, nie powołuje, nie zatwierdza i nie posiada konstytucyjnego prawa weta wobec uchwały Sejmu.
Kancelaria Prezydenta zażądała dokumentów dotyczących doświadczenia zawodowego Berka. Problem polega na tym, że nie potrafi wskazać przepisu, który przyznawałby prezydentowi uprawnienie do prowadzenia własnego postępowania weryfikacyjnego po zakończeniu procedury w Sejmie. Art. 7 Konstytucji nie mówi, że organ państwa może wszystko, czego prawo mu wyraźnie nie zabrania. Mówi dokładnie odwrotnie: organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.
Prezydent nie może sam dopisać sobie kompetencji, bo uważa, że jako „strażnik Konstytucji” powinien ją posiadać. Strażnik Konstytucji również podlega Konstytucji.
Berek wyjaśnił to prawidłowo: wszystkie organy władzy mogą tylko tyle, ile przyznają im przepisy. Powiedział także, że Sejm rozstrzygnął wątpliwości dotyczące jego kwalifikacji i dokonał wyboru. Można ten wybór krytykować politycznie. Można zasadnie pytać, czy przejście człowieka z najbliższego otoczenia Premiera Donalda Tuska bezpośrednio do Trybunału służy jego odpolitycznieniu. Można analizować przedstawione dokumenty oraz długość wykonywania zawodu radcy prawnego. Ale po podjęciu uchwały przez Sejm prezydent nie staje się dodatkową komisją sejmową, sądem ani organem odwoławczym.
Opublikowane zaświadczenie Okręgowej Izby Radców Prawnych wskazuje, że Berek wykonywał zawód od 1 stycznia 2006 do 31 lipca 2009 roku oraz ponownie od 1 sierpnia 2012 roku. To łącznie ponad wymagane dziesięć lat. Pałac może wyrażać niezadowolenie. Nie może jednak tworzyć nieznanej prawu procedury zatwierdzania wyboru sędziego.
Najważniejsze jest coś jeszcze. Ustawa o statusie sędziów TK stanowi, że osoba wybrana składa ślubowanie „wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”. Nie napisano tam, że prezydent wybiera sędziego, zatwierdza go albo może odmówić przyjęcia ślubowania. Ustawa nakłada obowiązek na osobę wybraną. Prezydent ma umożliwić jego wykonanie.
Już w wyroku K 34/15 Trybunał Konstytucyjny wskazał, że odebranie ślubowania nie jest swobodną kompetencją prezydenta, lecz jego obowiązkiem, który powinien wykonać niezwłocznie. Prezydent nie może przez bezczynność przejąć kompetencji Sejmu i doprowadzić do sytuacji, w której legalnie wybrany sędzia pozostaje przez miesiące albo lata w ustrojowym „niebycie”.
Jeżeli zobowiązany do współdziałania organ celowo się uchyla, nie może następnie czerpać korzyści prawnej z własnego zaniechania. Państwo prawa nie może zostać zakładnikiem człowieka, który chowa się przed ślubowaniem, a później twierdzi, że ślubowania nie złożono.
Czy zatem ślubowanie może zostać złożone bez fizycznej obecności prezydenta i następnie skutecznie mu doręczone? To jest rzeczywisty problem prawny. Konstytucja w ogóle nie ustanawia udziału prezydenta w wyborze sędziego TK. Wymóg ślubowania „wobec Prezydenta” pochodzi z ustawy. Jednocześnie ustawa nie opisuje miejsca ceremonii, nie nakazuje przeprowadzenia jej w Pałacu Prezydenckim i nie przyznaje prezydentowi prawa do odmowy.
Słowo „wobec” tradycyjnie wiązano z bezpośrednim udziałem głowy państwa, ale nie można interpretować go w taki sposób, aby prezydent otrzymywał władzę unicestwiania kompetencji Sejmu. Jeżeli prezydent sam uniemożliwia tradycyjną formę, powstaje silny argument, że wybrany sędzia może złożyć oświadczenie publicznie, jednoznacznie skierować je do prezydenta i zapewnić jego skuteczne doręczenie. List polecony, doręczenie przez notariusza lub złożenie pisma w Kancelarii Prezydenta nie są „magicznym zamiennikiem” całego aktu, ale mogą niezbicie wykazać, że sędzia ślubowanie złożył, skierował do właściwego adresata i w żadnym momencie nie uchylał się od ustawowego obowiązku.
Berek właściwie powiedział, że ślubowanie zostanie dostarczone prezydentowi „w taki sposób, w jaki prezydent zdecyduje, że zechce w tym procesie uczestniczyć”. Innymi słowy: prezydent może uczestniczyć normalnie, osobiście i zgodnie z konstytucyjnym obowiązkiem albo może ograniczyć własny udział do odebrania doręczonego oświadczenia. Nie może jednak własną ucieczką od obowiązku stworzyć sobie prawa weta.
I właśnie tej sprawy Katarzyna Kolenda‑Zaleska nie docisnęła.
Pozwoliła, aby Berek powiedział „mam kroki alternatywne”, po czym szczegóły pozostały za kurtyną. A przecież siedział przed nią prawnik, wieloletni legislator, były prezes Rządowego Centrum Legislacji i człowiek, który najwyraźniej ma już przygotowany konkretny wariant działania. Wystarczyło pytać do skutku.
Czy złoży pan ślubowanie publicznie? Czy doręczy je pan Karolowi Nawrockiemu? Czy uważa pan, że stanie się pan wówczas sędzią zdolnym do orzekania? Czy wejdzie pan do Trybunału mimo sprzeciwu Bogdana Święczkowskiego? Czy czterech wcześniej wybranych sędziów zrobi to razem z panem? Kto poniesie odpowiedzialność za niedopuszczenie ich do urzędu? Gdzie kończy się wykładnia prawa, a zaczyna wariant siłowy?
To nie są pytania agresywne. To elementarz dziennikarstwa.
Kolenda‑Zaleska dostała informację o możliwym przełomie w najpoważniejszym polskim kryzysie konstytucyjnym i wypuściła rozmówcę ze studia bez ujawnienia planu. Widz otrzymał zapowiedź, pasek i atmosferę tajemnicy. Nie otrzymał wiedzy pozwalającej ocenić legalność przygotowywanego działania.
Tak telewizja informacyjna zmienia się w telewizję zapowiedzi.
Maciej Berek powiedział rzecz zasadniczo trafną: nie może pozostać w ustrojowym niebycie tylko dlatego, że prezydent postanowił nie wykonywać swojej funkcji. Karol Nawrocki nie otrzymał od narodu prawa do poprawiania uchwał Sejmu ani segregowania sędziów na tych, od których ślubowanie odbierze, i tych, których osobiste kwalifikacje uzna za niewystarczające.
Ale Berek powiedział też znacznie więcej. Zapowiedział, że ślubowanie zostanie złożone i doręczone, niezależnie od dalszej obstrukcji Pałacu.
To był nagłówek. To był temat. To należało rozebrać na części.
Zamiast tego kolejny raz widz zobaczył rozmowę, która zatrzymała się dokładnie tam, gdzie powinno zacząć się prawdziwe dziennikarstwo.
📌 KOPIUJ. UDOSTĘPNIAJ. PRZESYŁAJ DALEJ. KONSTYTUCJA NIE JEST ZBIOREM ŻYCZEŃ PREZYDENTA, A TELEWIZYJNY WYWIAD NIE MOŻE KOŃCZYĆ SIĘ TAM, GDZIE ZACZYNAJĄ SIĘ NAJWAŻNIEJSZE PYTANIA.
#TrybunałKonstytucyjny #Konstytucja #MaciejBerek #Dziennikarstwo #WolniLudzie