Sprawa Henry'ego Nowaka jest tak obciążona symboliką, że głowa mała.
Właśnie czytam, że ostatnie słowa, które Henry Nowak skierował do swojego mordercy, brzmiały: "Nie jestem rasistą".
No i w tym tkwi problem. Podejrzewam, że gdyby chłopak był rasistą, mógłby teraz żyć.
Teraz Polsat podał, że jakiś „rekordzista” lekarz wyciągał 2 miliony zł miesięcznie, bo według papierów pracował 72 godziny na dobę.
Siedemdziesiąt. Dwie. Godziny. Na dobę.
I to jest właśnie esencja tego kraju:
system tak absurdalny, że nawet fizyka newtonowska nie daje rady.
Czas się tu rozciąga, etaty mnożą, dyżury klonują, a kasa płynie jak w bajce o magicznym garnku.
A potem ktoś jeszcze ma czelność mówić ludziom, że „pieniędzy nie ma”, że „trzeba zaciskać pasa”, że „budżet jest napięty”.
Nie, budżet nie jest napięty.
Budżet jest drenowany przez kreatywną księgowość, która potrafi zrobić z jednej doby trzy.
I to jest właśnie ten moment, kiedy człowiek patrzy na te liczby i myśli:
„Tak, rozumiem już absolutnie wszystko, co się dzieje w tym kraju.”