Zamykająć już powoli tydzień pod znakiem Wichra i Miecznika przypomniałem sobie Wichrowo / Witcherowe zamieszanie z nazwą i dałem wyzwanie Chatowi GPT.
Rezultat mnie pozytywnie zaskoczył - sam być takiego patcha czy kubek przygarnął. 😃
@AryoSomeGumul@PatrykCr1 Te drony ewakuacyjne powinny mieć znacznie niższy profil... Zostawić prześwit, ale zwiększyć rozstaw osi i osadzić sarkofag równo z poziomem pojazdu. Mógłby szybciej się poruszać dzięki wyższej stabilności i byłby trudniejszy do wykrycia i ostrzelania
The Czech Republic president Petr Pavel is one of the official photographers of the #HungarianGP today 📸
The 64 year old is a passionate sports photographer, with a particularly focus on motorsport.
The new Commander-in-Chief of the Armed Forces of Ukraine, seen here in 2014 crashing his column through a barricade put up by Russian separatists in Mariupol.
Ukraiński drób FP-2 atakujący "kosiakiem" nagromadzenie ciężarówek na punkcie kontrolnym w drodze na Krym.
Ujęcie niczym z 1944 roku na Pacyfiku dokumentujące ataki kamikaze.
Przypominam mój wpis z z początku marca tego roku...
"[...] Moje analizy nie ustawiają zegara na konkretnej dacie. Zamiast tego patrzę, kiedy rozkład stanów najbardziej przechyla się w stronę kryzysu i konfliktu. Dla 2026 widzę jednoznacznie, że mgła wojny stanie się gęstsza, Bałtyk - bardziej nerwowy, Białoruś - bardziej spolegliwa i wpięta w rosyjską machinę agresji, a okno na poważny kryzys z Rosją - szerzej otwarte w drugiej połowie roku tego roku".
One of the sources of these recurring analytical errors on the Russian-Ukrainian war is not realism itself, but a flawed conceptualization of the Realist school in international relations.
Too often, realism is reduced to the pursuit of material interests, while values are dismissed as abstract, secondary, or even irrelevant. That is a profound misunderstanding. No durable coalition has ever been built on interests alone, because states’ interests inevitably diverge. Lasting alliances require something more: a shared conviction that the cause itself is just.
One of Poland’s greatest twentieth-century realist thinkers, Juliusz Mieroszewski, understood this perfectly. As he wrote: “Justice is far more difficult than realism. Force may sustain injustice and subjugation for a time. But endurance - survival itself - is possible only in the defence of what is just.” The same insight lies behind Talleyrand’s famous observation: “You can do anything you like with bayonets, except sit on them.” Military power can conquer territory, overthrow governments, and impose obedience for a time. But it cannot provide lasting political legitimacy. Enduring order requires consent, and consent ultimately rests on the belief that a cause is just.
That insight remains highly relevant today. The strategic objective of the free world should not simply be to pursue what appears realistic in the short term, but to pursue what is right. Because, in the end, the true realists are those who endure - and history consistently shows that endurance belongs to those defending a just cause.
Mieroszewski expressed this with another memorable observation: “Turn the pages of history, and you will find that it was the realists who made the dreams of the romantics come true. Had there been no romantics, the realists would have had nothing to accomplish.”
That is not a rejection of realism. It is a reminder that realism divorced from justice is strategically sterile, while justice without strategy rarely prevails. The art of statecraft lies in combining both.
“The average life expectancy of a Russian recruit right now, arriving on the battlefield in Ukraine, is estimated to be between 20 and 30 minutes,” -CIA Director Ratcliffe
Podobno największym zwycięstwem szatana jest przekonanie grzesznika że Boga nie ma. W przypadku Rosji największym jej zwycięstwem jest zatruwanie umysłów Polaków i Ukraińców żeby zaczęli siebie nienawidzić ponownie.
Historię mamy taką a nie inną - parszywą. Będzie ona dzielić i jątrzyć. W to niestety, jak nóż w masło, wchodzi rosyjska propaganda która stara się podkręcać nastroje.
Nie wierzcie w to co czytacie w necie chyba że robi to ktoś kto jest autentycznie znany z twarzy, nazwiska, a konto jest naprawdę jego.
To nie jest tak że tysiące Polaków cieszy się z tego że utopił się w Wiśle ukraiński nastolatek. Te komentarze to większości pisze spocony ze strachu że go wyślą za niewyrobienie normy na SWO Wania z Sewieropiździewki. Nie jest to też tak że tysiące Ukraińców nagle piszę że "polacy to jak ruscy". Ruscy piszą a potem cieszą się że Polacy i Ukraińcy znów biorą się za łby.
Oczywiście - historia nas dzieli i owa historia jest i będzie podnoszona przez pryzmat tego czego każdy jest uczony w szkole w swoim kraju. Ale to dobrze -z dyskusji powstaje dialog, jeżeli jest on mądrze prowadzony (a nie jak teraz...) to prowadzi z czasem do pojednania. Każdy ma prawo do poglądów na temat historii a zrozumienie tego (oraz tego że nie jest on winien tego co robił jego pradziadek) wymaga czasu.
Nie raz i nie dwa nie ukrywałem historii mojej rodziny - tragicznej. Mój śp Dziadek nienawidził wręcz Ukraińców za to że jako jedyny (z wybitym okiem) przeżył z całej wsi. Do końca życia potrafił się budzić z krzykiem w nocy.
Czy ta nienawiść przeszła na mnie? Nie. Pamiętam o krzywdzie Dziadka i ową pamięć przekażę swoim dzieciom ale nie wpłynęło to w żaden sposób na moje zaangażowanie po stronie Ukrainy podczas odpierania napaści Rosji. Zrobiłem kilka zbiórek, uzbieraliśmy razem 10 milionów hrywien, @fiszelazny i @DarmolinskiT dostarczyli to na front żeby nie rozkradziono pomocy po drodze. Jedna maleńka, malutka cegiełka która brała udział w budowie muru SZU który powstrzymuje Rosjan. Wkład mikroskopijny ale "nasz" - polski. Czy patrząc na - delikatniej rzecz ujmując często niemiłe - komentarze nie "wani z Olgino" a faktycznie Ukraińców z ostatniego tygodnia zrobiłbym to raz jeszcze?
Tak. Ponieważ uważam że to jest słuszne działanie i należy pomagać ofiarom napaści. Zważywszy że owa pomoc jest w interesie narodowym Polski.
Gdzie jest różnica między realizacją owego interesu narodowego a byciem "frajerem"? Cóż, właśnie jako kraj ową powoli poznajemy choć miałem nadzieję że będzie to dopiero po wojnie w pełnej krasie.
Kraje mają swoje narodowe interesy, politycy mają swoje interesy - czasem brudne - a historia często jest ich sługą w imię doraźnych korzyści.
Tutaj widać jak ogromnym plusem Unii Europejskiej jest to że na poziom polityczno - gospodarczy przeniosła spory które kiedyś kończyły się konfliktami. UE jest oczywiście tworem dalekim od ideału zaś u jej zarania leżała konieczność kontroli powojennych Niemiec. Niemniej widząc jaką niesamowitą przemianę przeszedł nasz kraj od lat 90tych, przez wejście do UE w 2004 aż do teraz mam ogromną nadzieję że polski cud gospodarczy potrwa jeszcze z dekadę i zdołamy go przekuć nie na punkt w historii a pewną trwałą dla XXI wieku. Mamy potencjał do rozbudowy naprawdę silnego soft-power które może stać się czwartym obok NATO, UE, i relacji z USA filarem bezpieczeństwa Polski.
A sąsiedzi? Są i stoją u progu decyzji które nam zapewniły dobrobyt. Przy czym nie jest nimi ani wejście do UE ani inwestycje bezpośrednie ani dotacje. Owymi decyzjami jest przyjęcie - nawet na początku nieco kulawego - pewnego porządku prawnego i cywilizacyjnego który zwalcza korupcję, oligarchię, nepotyzm, mafie, pozwala na awans społeczny i bogacenie się. Pieniądze z UE i wspólny rynek są tylko dodatkiem do tego co się dzieje przed lub w trakcie - określenia kraju jako zachodnią demokrację lub wschodni syf.
My Polacy wybraliśmy mądrze.
I moja refleksja na koniec jest taka że uwielbiam i nieironicznie kocham być Polakiem i mieszkać w Polsce. Uważam że to jedno z najlepszych miejsc w Europie do życia. Dostatnie, bezpieczne, piękne.
Życzę Ukraińcom żeby kiedyś mogli dokładnie to samo napisać o swoim kraju.
Chyba najlepsze ujęcie dzisiejszego, moskiewskiego latającego spodka.
Jednoznacznie pokazujące że zbiornik wysadził w powietrze...rosyjski Pancyr a dokładnie jego rakieta 57E6.
Nie mogę się z tego przestać śmiać. 🤣
MGŁA WOJNY - Odwieczny wróg - Polska, której nie da się cicho złamać - Analiza
Polska jest jednym z najważniejszych historycznych przeciwników Rosji - często przedstawiana jako kraj nieustannego politycznego chaosu.
Jednak z perspektywy Moskwy ten chaos nie jest słabością – lecz barierą. To państwo, które właśnie dzięki tarciom i sporom pozostaje trudne do spenetrowania i podporządkowania.
Prolog
Polska, jako kluczowy członek NATO i Unii Europejskiej, od dekady jest przedmiotem intensywnych analiz i komentarzy w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej.
Szczególnie wyeksponowanym wątkiem jest kwestia odporności politycznej Warszawy wobec presji zewnętrznej, destabilizacyjnych działań Rosji, kryzysów regionalnych oraz własnych sporów wewnętrznych.
Analizując rosyjskojęzyczne źródła, publikacje eksperckie i media, możemy wyodrębnić kilka warstw tej oceny – od propagandowej deprecjacji, przez realistyczne uznanie dla stabilności, po ostrożne prognozy osłabienia odporności w warunkach kryzysowych.
Percepcja chaosu jako punkt startowy
Na pierwszy rzut oka Polska może wyglądać jak państwo permanentnego politycznego zwarcia: ostre konflikty partyjne, spory instytucjonalne, napięta debata publiczna.
Wrażenie ciągłego kryzysu często interpretowane jest jako dowód erozji państwowości i słabnięcia sprawczości instytucji.
Jednak w rosyjskich opracowaniach strategicznych, szczególnie tych tworzonych w środowisku bezpieczeństwa, pojawia się zaskakujący obraz.
Moskwa nie widzi w Polsce łatwego celu. Widzi państwo trudne do spenetrowania, trudne do przejęcia i trudne do wykorzystania jako narzędzia destabilizacji regionalnej – właśnie dlatego, że jest głośne, sporne i wewnętrznie dynamiczne.
„Chaos" polityczny jako mechanizm odporności
W rosyjskich analizach trudno znaleźć tezę o polskiej chwiejności. Zamiast tego wskazywana jest strukturalna antyfragilność – im większy nacisk zewnętrzny i im wyższa temperatura polityczna, tym silniejsza mobilizacja instytucji i opinii publicznej.
Ten „chaos" – postrzegany w zachodniej debacie często jako słabość – z perspektywy rosyjskiej oceny operacyjnej w ramach wojny informacyjnej utrudnia wejście, maskowanie wpływów i budowę zaplecza agenturalnego.
W systemach autorytarnych cicha przestrzeń decyzyjna jest wartością. Miarą sprawczości. W Polsce cisza jest podejrzana i nienaturalna. To paradoks, który Moskwa musi brać pod uwagę – choć trudno jej go zrozumieć.
Konstytucyjna architektura rozproszenia władzy -model ustrojowy jako bariera operacyjna
Polski system polityczny, oparty na konstytucji z 1997 roku, został zaprojektowany jako republika półprezydencka z racjonalizowanym parlamentaryzmem. To oznacza dwudzielną egzekutywę - prezydenta wybieranego w wyborach powszechnych oraz rząd odpowiadający przed parlamentem.
Z perspektywy rosyjskich analityków ten model stanowi fundamentalną przeszkodę w przejęciu kontroli nad państwem. Nie ma w Polsce jednego ośrodka władzy, który można by skolonizować, skompromitować lub przekupić, by uzyskać pełną kontrolę nad aparatem państwowym.
System "checks and balances" – mechanizm obronny
Konstytucja gwarantuje szeroki system wzajemnych kontroli i równoważenia władzy:
Prezydent posiada prawo weta wobec ustaw, co wymaga 3/5 głosów w Sejmie (276 z 460) do jego przełamania – próg praktycznie niemożliwy do osiągnięcia bez szerokiego konsensusu politycznego.
Rząd prowadzi bieżącą politykę i odpowiada przed parlamentem, ale nie może działać bez prezydenta w kluczowych sprawach bezpieczeństwa i polityki zagranicznej.
Sądownictwo zachowuje niezależność i może kwestionować decyzje władzy wykonawczej i ustawodawczej (oczywiście z rosyjskiej perspektywy).
Rosyjskie źródła analityczne wskazują, że ta architektura uniemożliwia szybkie przeforsowanie drastycznych zmian i wymusza transparentność działań poprzez publiczną debatę.
Kohabitacja – nieoczekiwany pancerz odporności
Podzielona egzekutywa jako system antywłamaniowy
Kluczowym elementem polskiej odporności jest możliwość tzw. kohabitacji – sytuacji, w której prezydent i rząd pochodzą z rywalizujących obozów politycznych.
To zjawisko, które w wielu systemach byłoby źródłem paraliżu, w ocenie Rosjan - w Polsce staje się mechanizmem obronnym przed zewnętrznym przejęciem władzy.
Dlaczego Moskwa nie może tego wykorzystać?
Rosyjskie analizy operacyjne wskazują na fundamentalny problem. Nawet jeśli Kreml mógłby wpłynąć na jedną część egzekutywy, druga część zachowuje pełną autonomię i możliwość kontrdziałania.
Jakie scenariusze w ocenie Rosjan są niemożliwe do realizacji?
Przejęcie całej władzy przez jedno środowisko – każda ze stron ma konstytucyjne narzędzia do blokowania działań drugiej
Cicha kolonizacja systemu – podziały wymuszają transparentność i publiczną kontrolę każdej decyzji
Monopolizacja narracji – każdy obóz polityczny ma swoich reprezentantów w mediach, instytucjach i strukturach władzy
Paradoks polaryzacji
Kohabitacja cementuje polaryzację i utrudnia sprawne rządzenie, co często jest przedstawiane jako słabość systemu. Jednak z perspektywy bezpieczeństwa narodowego zdaniem Rosjan to właśnie ta cecha stanowi barierę nie do przebycia dla obcych wpływów.
Im większa polaryzacja, tym trudniej destabilizować – bo żadna strona nie ma pełnej kontroli, a każda kontroluje drugą.
Niektórzy Rosjanie uważają że można ja pogłębić by osłabić decyzyjność ale jak pokazuje praktyka nie ejst to łatwe zadanie. Przywoływany w Rosyjskich analizach jest - "Test 10 września 2025" – kohabitacja w praktyce
Kryzys jako moment weryfikacji systemu
Praktyczna weryfikacja tego mechanizmu miała miejsce 10 września 2025 roku, gdy rosyjskie drony naruszyły polską przestrzeń powietrzną. Do Polski weszło do 21 dronów, głównie przez Białoruś, co wywołało natychmiastową reakcję zarówno polskich, jak i sojuszniczych sił NATO.
Kluczowa rosyjska obserwacja
Zarządzanie kryzysem stanowiło nieoczekiwaną okazję do efektywnej współpracy między pałacem prezydenckim a rządem. Mimo głębokich podziałów politycznych, obie gałęzie egzekutywy wykazały szybką koordynację i zdecydowane działania w wspólnym interesie bezpieczeństwa narodowego.
Polska nie tylko niezwłocznie zestrzeliła część dronów, ale także powołała się na Artykuł 4 Traktatu NATO, uruchamiając konsultacje sojusznicze.
Dodam, że to był pierwszy przypadek bezpośredniego użycia siły przez NATO wobec rosyjskich zasobów na terytorium państwa członkowskiego od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie.
Wnioski operacyjne dla Kremla (z rosyjskich analiz)
Rosyjscy analitycy musieli zanotować fundamentalną lekcję - nawet w warunkach głębokiej polaryzacji wewnętrznej, polski system polityczny potrafi się skonsolidować w obliczu bezpośredniego zagrożenia.
Jednak po ustąpieniu bezpośredniego niebezpieczeństwa, długotrwałe podziały polityczne szybko wznowiły się. Konflikty wewnętrzne ponownie pojawiły się (spory dotyczące nominacji ambasadorów, polityki wobec Ukrainy, reform sądownictwa), co podkreśla trwałość tarć krajowych nawet w obliczu wyzwań bezpieczeństwa egzystencjalnego.
Paradoks tymczasowej jedności
Epizod 10 września ujawnia centralną cechę polskiej polityki bezpieczeństwa - ostre kryzysy mogą katalizować tymczasową jedność egzekutywy, jednak trwała współpraca między obozami politycznymi pozostaje rzadka w braku bezpośredniego zagrożenia fizycznego.
Dla Kremla oznacza to, że strategia oparta na stopniowej erozji i przedłużonej presji ma większe szanse powodzenia niż próba wykorzystania dramatycznego kryzysu – bo dramatyczny kryzys jednoczy Polaków, a nie dzieli.
Wielopartyjność i reprezentacja – system bezpieczeństwa politycznego
Każda opcja ma swojego reprezentanta
Polski system proporcjonalny z progiem 5% gwarantuje, że w Sejmie zasiada kilka ugrupowań reprezentujących szerokie spektrum polityczne. To zdaniem Rosjan oznacza, że każda znacząca opcja polityczna ma swojego reprezentanta w strukturach władzy.
Konsekwencja operacyjna dla Kremla jest to, że żaden obcy aktor nie może „wykupić" całego systemu politycznego ani zdominować debaty publicznej poprzez kontrolę jednej partii czy środowiska. Zawsze istnieje opozycja, kontrola i kontrnarracja.
System wieloośrodkowy jako multiplikator kontroli
Rosyjskie analizy wskazują, że wielopartyjność w połączeniu z kohabitacją tworzy system, w którym:
Każda decyzja jest kwestionowana – jeśli nie przez opozycję parlamentarną, to przez prezydenta, media lub opinię publiczną
Każda kompromitacja jest natychmiast wykorzystywana – podziały polityczne sprawiają, że wszelkie podejrzenia o obce wpływy stają się bronią w walce wewnętrznej
Każda próba monopolizacji jest blokowana – konstytucyjne mechanizmy i polityczna konkurencja uniemożliwiają koncentrację władzy
Decentralizacja jako zapora operacyjna
Z perspektywy Rosyjskiej wieloośrodkowość władzy, kontrola sądowa, niezależność mediów i żywa opinia publiczna tworzą system, w którym nie ma jednego punktu przechwycenia – punktu ciężkości destabilizacji informacyjnej.
Rosyjskie opracowania wskazują, że jeśli którakolwiek instytucja państwowa w Polsce zaczyna działać pod presją zewnętrzną lub budzi podejrzenia - o obcą inspirację i natychmiast pojawiają się kontrreakcje – zarówno instytucjonalne, jak i społeczne.
Zdaniem Rosjan Polska jest trudnym polem do prowadzenia cichej wojny. Jest zbyt głośna i zbyt czujna.
Polaryzacja, która nie demobilizuje
Częstym błędem analitycznym jest utożsamianie polaryzacji z podatnością. Tymczasem zdaniem rosyjskich analityków polaryzacja w Polsce nie generuje pasywności, lecz wysoką wrażliwość społeczną.
Moskwa kalkuluje - emocjonalność polskiej polityki sprawia, że przekaz obcy – nawet jeśli trafia do odbiorców – natychmiast napotyka kontrnarrację.
Społeczeństwo, które samo kwestionuje władzę, automatycznie kwestionuje również wpływ aktorów zewnętrznych.
Kryzys jako normalny element systemu
Jedne z rosyjskich analiz przedstawia, że Polska nie działa w logice „kryzys = zagrożenie dla stabilności". Polska działa w logice: „kryzys = standard operacyjny państwa demokratycznego, bodziec mobilizacyjny".
To jest przeciwieństwo rosyjskiego modelu zarządzania stabilnością, opartego na ciszy i centralizacji. W polskim modelu tarcie jest paliwem działania, a procesy – nawet jeśli chaotyczne – są trudne do zatrzymania lub przejęcia.
Podsumowanie
W rosyjskich analizach Polska nie jawi się jako państwo kruche czy pogrążone w sporach. Wręcz przeciwnie – postrzegana jest jako system, którego siły i słabości są splecione, a próba wykorzystania jednych natychmiast aktywuje drugie.
Konstytucyjna architektura rozproszenia władzy, mechanizm kohabitacji i wielopartyjność tworzą system, w którym żaden pojedynczy ośrodek wpływu – wewnętrzny czy zewnętrzny – nie może przejąć całej władzy bez szerokiego poparcia społecznego i parlamentarnego konsensusu.
Analizy te w większości podkreślają wysoki poziom odporności politycznej Polski wobec presji zewnętrznej oraz umiejętność szybkiego reagowania na prowokacje. W logice rosyjskiej projekcji operacyjnej Polska jest trudna do złamania, ponieważ nie jest jednorodna, spokojna ani przewidywalna.
W ocenie Kremla jest to jednocześnie zagrożenie i wzbudzający respekt czynnik w regionie.
Jednocześnie obecne są komentarze podważające trwałość tej odporności w scenariuszu długotrwałego kryzysu gospodarczego czy zaostrzenia sporów politycznych.
Rosja często wskazuje, że w Polsce nie ma pięknej symetrii politycznej – jak w Rosji. Jest ciężka, twarda, ukształtowana praktyką konstrukcja odporności. Nie elegancka. Funkcjonalna.
Dlatego w rosyjskich analizach Polska nie pojawia się jako kraj, który można „wywrócić od środka". Raczej jako taki, który trzeba "trzymać pod nieustanną presją, licząc na zmęczenie" – bo szybkie otwarcie istniejących szczelin politycznych wydaje się z perspektywy murów Kremla mało prawdopodobne.
Epilog
Z nieukrywaną ciekawością analizowałem ten wątek rosyjskich analiz. Widząc jak wróg nas widzi - możemy poznać i siebie.
W rosyjskiej przestrzeni informacyjnej zdecydowana większość komentarzy i publikacji o Polsce ma charakter negatywny (propagandowy), jednak występują również głosy podkreślające pozytywne cechy czy osiągnięcia Polski w porównaniach społeczno-gospodarczych (choć są to rzadkości).
Natomiast w rosyjskich dokumentach analitycznych i naukowych Polska jawi się jako państwo, które "nie pęka" – bo jest zbyt rozproszone, zbyt zakotwiczone i zbyt odporne na monopolizację.
Jak wyżej wspominałem rosyjskie podejście do działań przeciw Polsce opiera się na strategii „powolnej erozji", ukierunkowanej na wzmacnianie wewnętrznych napięć i spadek mobilizacji strategicznej - temu służy doktryna "Wojny Zrównoważonej".
Rosji przeszkadza Nasz silny mandat bezpieczeństwa - zakorzenienie w NATO, bilateralny sojusz z USA, wieloośrodkowość władzy – to ich zdaniem architektura zaprojektowana nie do wygody, lecz do przetrwania w niesprzyjającym środowisku drapieżnych państw.
W mojej ocenie Polska – bazując na rosyjskiej perspektywie, ale także będąc jej obywatelem – to państwo, które potrafi funkcjonować w warunkach ciągłego napięcia. Nie jest idealne, nie jest spokojne – ale jest naturalnie odporne.
W mgłach wojny to przewaga. Jedni szukają harmonii.
My nauczyliśmy się działać w sporze, a nie poza nim.
Oceniam to z perspektywy Moskwy - jesteśmy dla nich najgorszym możliwym przeciwnikiem – takim, którego nie da się po cichu przejąć, ani łatwo zastraszyć.
P.S.
Analiza oparta na rosyjskojęzycznych źródłach (2024–2025).
Pozdrawiam i dziękuję.
Сегодня русский дронщик в Никополе убил женщину в инвалидном кресле. Ее зовут Александра Александровна Кислая. Ей было 87 лет. Вместе с ней убит ее сын.
Александра Александровна пережила вторую мировую войну. Ее не убили немецкие фашисты, ее убили русские фашисты.
Россия - гной.
Dwa w jednym. Z jednej strony niski przelot ukraińskiego Mi-24, z drugiej zaś można zerkać na fortyfikacje i zapory linii obrony, chyba taka Tarcza Donbasu.
MG��A WOJNY - NA HORYZONCIE GAMBIT NUKLEARNY
Spojrzenie na rosyjską projekcję przyszłości, w której broń nuklearna przestaje być ostatecznością
(Uwaga ! Analiza szczegółowa - długa)
Na Petersburskim Forum Ekonomicznym Małofiejew i Dugin zaprezentowali raport o przyszłości Rosji do 2050 roku. W jego pierwotnej wersji użycie broni jądrowej znalazło się w scenariuszu „dobrym". Następnie Małofiejew publicznie oskarżył współautorów, że bez jego wiedzy przenieśli ten element do scenariusza „inercyjnego".
To nie jest anegdota. To jest diagnoza.
W rosyjskim myśleniu strategicznym nie toczy się dziś debata o tym, czy użyć broni jądrowej. Toczy się debata o tym, do której kategorii scenariuszowej ją przypisać.
I właśnie dlatego spór między współautorami raportu jest ważniejszy niż sam raport. Bo gambit to nie akt desperacji ani szaleństwa - to chłodna, wyrachowana kalkulacja. Czyli - poświęcam materiał, przejmuję inicjatywę, zmuszam przeciwnika do błędu. Rosja nie rozważa broni nuklearnej jako ostateczności. Rozważa ją jako ruch otwierający.
Raport, który nie jest publicystyką
Trzeciego czerwca, podczas PMEF-2026, w panelu zatytułowanym „Główne zagrożenia dla Rosji w drugiej ćwiartce XXI wieku", Konstantin Małofiejew - ortodoksyjny oligarcha i twórca imperium medialnego Cargrad - zaprezentował raport prognostyczny współautorstwa Aleksandra Dugina. Ten ostatni dodał na końcu kluczową informację. Materiał był prezentowany w Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej.
To zmienia wszystko.
Akademia Sztabu Generalnego to nie jest zwykła uczelnia wojskowa. To ośrodek, w którym od niemal dwudziestu lat rodzą się koncepcje, które Rosja potem realizuje w praktyce operacyjnej, na żywych organizmach suwerennych państw.
Kiedy więc raport trafia pod ten dach, przestaje być opinią i staje się elementem zamkniętego obiegu instytucjonalnego. Materiał przeszedł wcześniej przez seminarium na platformie RANChiGS - Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Służby Publicznej przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej, głównej kuźni kadr aparatu państwowego - i dopiero stamtąd trafił przed audytorium instytucji kształcącej najwyższą kadrę dowódczą armii. To nie jest publicystyka. To jest produkt systemu.
Pozór analizy, istota mobilizacji
Raport przyjął formę klasycznego produktu analitycznego, tj. piętnaście zagrożeń, podzielonych na pięć obszarów - geopolitykę, ideologię, demografię, ekonomię i technologie.
Dla każdego z tych zagrożeń autorzy śledzili ewolucję od roku 2000, przez 2014, po perspektywę 2036 i 2050. Każdemu wariantowi przypisano jeden z trzech scenariuszy: „dobry", „zły" i „inercyjny".
Metodologia jest banalna. Znaczenie ma treść.
Scenariusz „dobry" na rok 2036 zakłada użycie broni jądrowej, przyłączenie Kijowa, Odessy, Charkowa i dalszych terytoriów ukraińskich, rozpad Unii Europejskiej, kryzys amerykocentryzmu oraz zwycięstwo w wojnie ideologicznej.
Na rok 2050 ten sam scenariusz przewiduje rosyjskie przywództwo w globalnym bezpieczeństwie, pełną wielobiegunowość, własny makroregion eurazjatycki i realizację doktryny trójjedynego narodu rosyjskiego, czyli doktrynalnego zjednoczenia Rosjan, Ukraińców i Białorusinów w jeden organizm narodowy.
Scenariusz „zły" to przegrana w wojnie z Ukrainą i Zachodem, wejście Ukrainy do NATO, utrata przestrzeni postsowieckiej, odżycie zamrożonych ognisk i - na horyzoncie 2050 roku - „kolonizacja Rosji" przez mocarstwa zachodnie, podział stref wpływów i całkowita utrata suwerenności.
Scenariusz „inercyjny" to hegemonia Waszyngtonu lub Pekinu, zamrożony konflikt ukraiński i regionalnie ograniczona Rosja, która zachowuje pozory podmiotowości, ale traci zdolność kształtowania porządku globalnego.
Warto zatrzymać się przy tym, czego w tym raporcie nie ma.
Nie ma scenariusza umiarkowanego. Nie ma wariantu, w którym Rosja nie anektuje połowy Ukrainy, nie używa broni jądrowej, a mimo to osiąga jakiś akceptowalny dla siebie porządek.
Ta zero-jedynkowość jest celowa i ona właśnie ujawnia prawdziwą funkcję dokumentu. To nie jest analiza - to jest rama mobilizacyjna.
Albo totalne zwycięstwo z rozbiciem porządku europejskiego, albo upadek i kolonizacja. Szara strefa została usunięta, bo jej istnienie podważałoby sens dalszej eskalacji i dawałoby elitom argumenty za kompromisem.
Spór o bombę - symptom ważniejszy niż incydent
Po prezentacji Małofiejew publicznie oskarżył współautorów o manipulację przy treści. Twierdził, że użycie broni jądrowej miało figurować w scenariuszu „dobrym", a ktoś bez jego zgody przeniósł ten element do „inercyjnego". Był wściekły - i właśnie ten moment jest najważniejszy w całej historii.
Obserwuję, że Małofiejew od miesięcy buduje swój wizerunek człowieka, który otwarcie i bez ogródek domaga się uderzenia taktycznego.
W kwietniu wprost wzywał do użycia ładunku o mocy 20-25 knt na zachodnią Ukrainę, z 72-godzinnym ostrzeżeniem dla ludności cywilnej.
Jak widać na PMEF-2026 chciał mieć to wpisane czarno na białym jako optymalny wybór strategiczny - narzędzie sukcesu, a nie skutek uboczny.
Reszta panelu, w tym najprawdopodobniej sam Dugin, uznała to za taktycznie nierozsądne i przesunęła użycie broni jądrowej do scenariusza „inercyjnego". Intencja była czytelna: bomba atomowa to coś, co „może się zdarzyć, jeśli nic się nie zmieni" - a nie świadoma, racjonalna decyzja.
Różnica jest subtelna, ale fundamentalna. W scenariuszu „dobrym" użycie broni jądrowej byłoby instrumentem sukcesu - gambitem otwierającym, ruchem po inicjatywę. W „inercyjnym" staje się efektem dryfu, nieuchronną konsekwencją bezwładności systemu.
Małofiejew chciał narracji o „racjonalności" uderzenia, bo to wpisuje się w jego publiczne pozycjonowanie. Reszta wolała wersję łatwiejszą do obrony politycznej.
Ale oceniam, że obie wersje zakładają jedno: broń jądrowa zostanie użyta. Spór na Kremlu dotyczył wyłącznie kategorii, w której to opisać - nie tego, czy jest to dopuszczalne.
Ta wymiana zdań między współautorami mówi więcej niż sam raport.
Pokazuje, że wewnątrz rosyjskiego obozu konserwatywnego normalizacja opcji jądrowej jest faktem dokonanym. Debata nie toczy się o dopuszczalność. Toczy się o to, jak ją sprzedać.
I właśnie to powinno niepokoić zarówno w Waszyngtonie, jak i w europejskich stolicach.
Legalizacja autokracji i logika zachodniej słabości
Osobną kwestią jest lista rekomendacji, którą Małofiejew przedstawił jako ranking środków reagowania.
Na pierwszym miejscu znalazła się ideologia i dewesternizacja. Na drugim nacjonalizacja elit, rozumiana jako systemowe odcięcie rosyjskich elit od Zachodu. Na trzecim autokracja.
Dugin, zabierając głos na końcu, stwierdził wprost, że autokracja w Rosji już istnieje, lecz „jej legalizacja idzie powoli".
To zdanie jest samo w sobie diagnozą. System nie ukrywa już tego, czym jest - jedynym problemem w oczach jego ideologów jest zbyt wolne tempo formalizowania tego stanu.
Wśród „działań przeciwników" (czyli nas) Małofiejew wymienił demonizację i demilitaryzację Rosji, domniemany układ Zachodu z Chinami przeciwko Rosji, wojnę informacyjno-psychologiczną i - co szczególnie warte uwagi - pacyfizm Zachodu.
W rosyjskiej optyce zachodnia niechęć do eskalacji nie jest szansą na pokój, lecz narzędziem osłabiania woli oporu.
To jest dokładnie ta logika, w której każde zachodnie wahanie jest interpretowane jako słabość, a każda gotowość do kompromisu jako zaproszenie do kolejnego kroku naprzód. Ktokolwiek sądzi, że powściągliwość Zachodu może zostać potraktowana przez Kreml jako gest dobrej woli, ten nie czyta tych samych dokumentów.
Akademia Sztabu Generalnego jako instytucja ciągłości
Zrozumienie, dlaczego Akademia Sztabu Generalnego jest kluczem do interpretacji tego raportu, wymaga krótkiego cofnięcia się w czasie.
Po wojnie z Gruzją w 2008 roku, która bezlitośnie obnażyła systemowe słabości rosyjskich sił zbrojnych, w środowisku Centrum Badań Wojskowo-Strategicznych Sztabu Generalnego podjęto prace nad nową koncepcją prowadzenia działań wojennych.
W zachodniej literaturze nazwano ją „wojną hybrydową" lub „wojną nowego pokolenia". W rosyjskiej terminologii funkcjonowała jako „wojna nieliniowa" lub „wojna nowego typu".
Ja od lat określam ją mianem Wojny Zrównoważonej - bo jej istotą jest przemyślana proporcja, a nie chaos. Zrównoważenie środków, faz i płaszczyzn oddziaływania jest jej rdzeniem, nie hybryda i nie nieregularność (opisałem ją na łamach @EFI_IWF ).
Fundamentalne teksty powstawały od 2010 roku, publikowane w „Военной мысли" przede wszystkim przez Siergieja Czekinowa i Siergieja Bogdanowa.
Gierasimow w 2013 roku nadał tym pracom publiczne oblicze swoim słynnym artykułem, ale intelektualny rdzeń koncepcji powstał wcześniej i gdzie indziej - w murach tej samej Akademii Sztabu Generalnego, do której Dugin teraz zanosi raport o scenariuszach jądrowych.
Za praktyczną stronę koncepcji, za jej operacyjne wdrożenie, odpowiadali ludzie z GRU. Generał Igor Siergun - ówczesny szef Głównego Zarządu Sztabu Generalnego (dawniej GRU) - bezpośrednio planował i nadzorował operację aneksji Krymu w 2014 roku. Aleksiej Diumin - twórca Sił Specjalnych Operacji (SSO) w ich obecnym kształcie - w lutym 2014 roku, jako zastępca szefa GZ SG SZ FR i dowódca SSO, osobiście kierował „zielonymi ludzikami" na półwyspie.
Operacja przebiegła podręcznikowo. Zabezpieczenie Rady Najwyższej, opanowanie węzłów łączności, neutralizacja baz ukraińskich sił zbrojnych - wszystko bez jednego strzału. Była laboratoryjnie czystą demonstracją Wojny Zrównoważonej w praktyce.
SSO, których formowanie zapoczątkowano w 2009 roku na bazie elitarnego 322. centrum GRU w Sienieży, a oficjalnie ogłoszono w 2013 roku, stały się fizycznym narzędziem koncepcji, która dojrzewała w gabinetach Akademii Sztabu Generalnego.
Diumin - architekt w cieniu
Siergun nie dożył pełnej realizacji swoich planów. Zmarł w styczniu 2016 roku w okolicznościach, które do dziś nie zostały wyjaśnione w sposób satysfakcjonujący.
Diumin po Krymie wyraźnie poszedł w górę - jednak szybko zderzył się z realiami kremlowskich intryg. W grudniu 2015 roku mianowano go zastępcą ministra obrony Szojgu, lecz zamiast kuratorstwa nad operacjami bojowymi i siłami specjalnymi, co wydawałoby się naturalne dla człowieka z jego dorobkiem, Szojgu przydzielił mu nadzór nad departamentem budowlanym, medycyną wojskową i zarządzaniem majątkiem wojskowym.
Dla Bohatera Rosji, który kilkanaście miesięcy wcześniej przeprowadził jedną z najbardziej skutecznych operacji specjalnych w historii armii rosyjskiej, było to upokorzenie.
Po zaledwie pięciu tygodniach, w lutym 2016 roku, Diumin został przeniesiony na stanowisko pełniącego obowiązki gubernatora obwodu tulskiego.
Co bardzo ciekawe oficjalnie kandydaturę zgłosił Szojgu - co wielu obserwatorów odczytało jako wyrafinowany sposób pozbycia się zbyt ambitnego podwładnego.
Ale zesłanie okazało się pozorne - wmieszał się w to sam Prezydent FR.
Obwód tulski leży niecałe dwieście kilometrów od Moskwy, w zasięgu ręki dla Putina, który potrzebował swojego człowieka blisko, nie daleko. Przez osiem lat gubernatorstwa Diumin otrzymywał wsparcie, o jakim żaden inny gubernator nie mógł marzyć (bycie gubernatorem w FR to ryzkowne zajęcie).
Ministerstwo obrony budowało mu infrastrukturę, rząd Moskwy rekonstruował nabrzeża rzek, państwowe korporacje i prywatny kapitał inwestowały na skalę nieadekwatną do statusu regionu.
W 2024 roku Putin przywrócił go do centrum, mianując swoim pomocnikiem do spraw kompleksu obronno-przemysłowego i sekretarzem Rady Państwowej, a we wrześniu tego samego roku włączył do Rady Bezpieczeństwa.
Kolejny to generał Kim - nieoficjalny współautor koncepcji Wojny Zrównoważonej, weteran Afganistanu, Tadżykistanu i drugiej wojny czeczeńskiej, a później szef Centrum Pojednania Stron w Syrii - dowodzi dziś na froncie ukraińskim jako zastępca Gierasimowa.
Istota Wojny Zrównoważonej
Koncepcja, o której mówię, opierała się na kilku założeniach, które po dziś dzień definiują rosyjskie podejście do konfliktu.
Granica między wojną a pokojem jest w niej celowo rozmywana - działania zaczerpnięte z arsenału wojskowo-politycznego rozpoczynają się na długo przed pierwszym wystrzałem, w sferze informacyjnej, psychologicznej, ekonomicznej i dyplomatycznej.
Proporcja środków niewojskowych do wojskowych miała wynosić cztery do jednego - nie dlatego, że siła militarna jest nieistotna, lecz dlatego, że celem było takie osłabienie przeciwnika jeszcze przed fazą kinetyczną, by sam konflikt zbrojny stał się krótki, ograniczony i rozstrzygający.
Sformułowano osiem faz eskalacji: od tworzenia korzystnego tła politycznego, przez operacje specjalne, dezinformację i werbowanie urzędników oraz oficerów wroga, rozbudzanie niezadowolenia społecznego, aż po bezpośrednie uderzenie wojskowe z użyciem broni precyzyjnej, desantów i sił specjalnych.
Całość była pomyślana jako system, a nie zestaw osobnych narzędzi. Stąd właśnie „zrównoważona" — bo żaden z elementów nie działa w oderwaniu od pozostałych, a siła tej koncepcji tkwi w dyscyplinie równoważenia presji na wielu płaszczyznach jednocześnie.
Sieć powiązań - kto naprawdę stoi za raportem
Pozostaje pytanie, na ile poważnie należy traktować materiał sygnowany przez Małofiejewa i Dugina, skoro obaj formalnie nie zajmują żadnych stanowisk państwowych.
W mojej ocenie odpowiedź tkwi nie w ich nazwiskach, lecz w sieci powiązań, która za nimi stoi.
Małofiejew od lat nie funkcjonuje w próżni. Cargrad nie jest po prostu telewizją propagandową - to węzeł łączący środowiska ultrakonserwatywne z konkretnymi frakcjami siłowymi.
Małofiejew wielokrotnie był łączony ze środowiskami Federalnej Służby Ochrony (FSO), z której wywodzi się właśnie Diumin.
Diumin rozpoczynał karierę w Głównym Zarządzie Ochrony - poprzedniku FSO - w 1995 roku, a w 2012 roku pełnił funkcję zastępcy szefa Służby Bezpieczeństwa Prezydenta.
To jest ten sam krąg ludzi, którzy fizycznie chronią Putina, a jednocześnie realizują jego najbardziej delikatne operacje. Na przykład to Diumin osobiście ewakuował Janukowycza z Ukrainy do Rosji w nocy z 22 na 23 lutego 2014 roku.
Kiedy Cargrad od lat promuje Diumina jako potencjalnego następcę Putina, nie robi tego z dziennikarskiej fantazji, lecz dlatego, że Małofiejew i Diumin poruszają się w tych samych kręgach siłowo-oligarchicznych.
Dugin natomiast, choć formalnie funkcjonuje jako filozof, od lat utrzymuje rozległe kontakty w Akademii Sztabu Generalnego i sam przyznał, że omawiany materiał był tam prezentowany.
Kiedy więc patrzę na ten raport, nie widzę dwóch publicystów marzących na głos. Widzę produkt, za którym stoi zaplecze w FSO, w GZ, w Akademii Sztabu Generalnego i w RANChiGS - i sam on - Putin.
To nie jest opinia - to jest projekcja strategiczna środowisk, które mają realne instrumenty do jej realizacji, bo część z nich te instrumenty osobiście budowała.
Ciągłość instytucjonalna - od teorii do frontu
To, co widzimy na slajdach Małofiejewa i Dugina, nie jest przypadkowym ćwiczeniem intelektualnym. To jest kontynuacja tradycji koncepcyjnej tej samej instytucji, która osiemnaście lat temu wypracowała narzędzia Wojny Zrównoważonej, z pomocą których Rosja rozbiła Gruzję, zaanektowała Krym i destabilizowała Donbas.
Ludzie, którzy ją tworzyli, są dziś zastępcami Gierasimowa, pomocnikami Putina i sekretarzami Rady Państwowej. Różnica polega na tym, że w 2008 roku koncepcja dotyczyła sposobu prowadzenia wojny. Teraz dotyczy jej celu strategicznego i horyzontu czasowego.
Środek i cel spotykają się w tym samym budynku, w tej samej Akademii, przed tym samym audytorium.
To mnie bardzo zainteresowało!
Ktokolwiek jest przekonany, że Małofiejew i Dugin mówią wyłącznie we własnym imieniu, powinien pamiętać, że koncepcja Wojny Zrównoważonej też zaczęła się od artykułów w branżowym piśmie które dwie dekady temu czytałem będąc oficerem SWW- a potem obserwowałem jak skończyła operacją na żywym organizmie suwerennego państwa.
To jest straszne ale i niesamowite...
Co to oznacza dla wschodniej flanki NATO
Dla tych, którzy obserwują tę sytuację z perspektywy wschodniej flanki, ten materiał ma co najmniej cztery wymiary praktyczne, których nie można zbagatelizować.
Pierwszy wymiar dotyczy geografii ambicji. Mamy do czynienia z dokumentem, w którym scenariusz uznawany za „dobry" wprost zakłada rozpad Unii Europejskiej i aneksję kolejnych terytoriów ukraińskich. To jednak nie kończy się na Ukrainie.
W poprzednich wersjach tego rodzaju projekcji, krążących w rosyjskiej przestrzeni eksperckiej, pojawiały się wprost koncepcje tworzenia buforowego, podporządkowanego państwa na terytorium Ukrainy i Polski lub nowego tworu wschodniosłowiańskiego.
Nawet jeśli na slajdach z PMEF-2026 Polska nie została wymieniona z nazwy, logika scenariusza „dobrego" jest jednoznaczna.
Rosyjski makroregion eurazjatycki, rozpad UE i kryzys amerykocentryzmu wymagają neutralizacji wschodniej flanki NATO - a wschodnia flanka to przede wszystkim Polska, państwa bałtyckie i Rumunia.
Drugi wymiar dotyczy wewnętrznej dynamiki Kremla. Scenariusz „zły" jest skonstruowany tak, by trwale zamknąć przestrzeń dla dyskursu kompromisowego wewnątrz rosyjskich elit.
Każde ustępstwo jest w nim równoznaczne z drogą do kolonizacji. To jest narracja skierowana bezpośrednio do rosyjskich elit biznesowych i politycznych, mająca konsolidować poparcie dla kontynuacji i eskalacji.
Ale ma też drugie dno - jeśli te rosyjskie elity rzeczywiście wchodzą w tę logikę, żadne zawieszenie broni ani żaden „deal" nie będzie dla nich celem samym w sobie.
Zamrożenie konfliktu to w tej narracji scenariusz „inercyjny", czyli nieakceptowalny, prowadzący do hegemonii amerykańsko-chińskiej i marginalizacji Rosji.
To fundamentalnie podważa zachodnie nadzieje na stabilizację przez kompromis - Kreml traktuje kompromis wyłącznie jako etap, nie jako cel.
Trzeci wymiar, i w mojej ocenie najważniejszy, dotyczy logiki odstraszania. Normalizacja opcji nuklearnej w rosyjskim dyskursie strategicznym ma bezpośrednie przełożenie na kalkulacje na wschodniej flance.
Jeśli rosyjski mainstream konserwatywny - firmowany przez środowiska z zapleczem w FSO i GRU - traktuje użycie broni jądrowej jako element scenariusza „dobrego" lub co najmniej „inercyjnego", europejska odpowiedź musi uwzględniać ten wymiar.
Budowanie zdolności konwencjonalnych jest konieczne, ale niewystarczające. Trzeba budować wiarygodność odstraszania nuklearnego na poziomie, który sprawi, że rosyjskie kalkulacje przestaną traktować opcję atomową jako racjonalny gambit.
A nie sądzę byśmy to mogli zrobić siłami europejskimi
Czwarty wymiar to wartość dokumentacyjna. Dla Polski ten materiał jest dowodem, którego nie sposób przecenić. To dokument samoprzyznaniowy, w którym rosyjskie środowiska bliskie centrum władzy wprost opisują świat, w którym warunkiem sukcesu jest rozmontowanie porządku europejskiego, użycie broni masowego rażenia i tworzenie nowych faktów dokonanych na terytorium suwerennych państw.
Taki materiał powinien być cytowany w każdej debacie o dostawach broni dla Ukrainy, o sankcjach, o budżetach obronnych i o architekturze odstraszania.
Powinien trafiać na stoły w Waszyngtonie, Berlinie i Paryżu nie jako kolejna rosyjska propaganda, lecz jako dowód intencji środowisk, które mają instytucjonalne zaplecze do realizacji - bo część z nich tę infrastrukturę osobiście tworzyła.
Pozdrawiam i dziękuję.
PS:
Analiza powstała na podstawie materiałów z sesji PMEF-2026 „Основные угрозы России во второй четверти XXI века" (3 czerwca 2026), relacji https://t.co/x0xQooS9y1, Agentstwa, Moika78, ukraińskiego serwisu Telegraf oraz rosyjskojęzycznych źródeł dotyczących koncepcji Wojny Zrównoważonej i biografii kluczowych postaci.
W związku z oświadczeniem Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej wzywającym cudzoziemców, w tym dyplomatów, do niezwłocznego opuszczenia Kijowa w związku z planami przeprowadzenia ataków na cele militarne i centra decyzyjne, Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP oświadcza, że niezmiennie traktuje wszelkie ataki na Ukrainę, w tym na obiekty i ludność cywilną, jako akty nieuzasadnionej agresji niosące za sobą ogromne ofiary ludzkie i infrastrukturalne.
Przeczytaj więcej ⤵️
https://t.co/EVhJ3lKG6A