Dwie fabryki powiązane z technologiami dronowymi i lotniczymi i dwa pożary w ciągu zaledwie dwudziestu czterech godzin. Zamaskowany sprawca uchwycony przez kamery w środku nocy.
Służby badają wątek skoordynowanej akcji dywersyjnej sterowanej prawdopodobnie z zagranicy.
Nocny rajd w Skarżysku. Wszystko zaczęło się w nocy z niedzieli na poniedziałek (30/31 sierpnia), kilkanaście minut po północy. Na teren strzeżonych zakładów WB Electronics przy ulicy Obuwniczej w Skarżysku-Kamiennej wdarł się intruz. Tu powstają zaawansowane kompozyty i układy sterowania do wojskowych bezzałogowców, które trafiają zarówno do Wojska Polskiego, jak i na front w Ukrainie.
Jak podaję niektóre media, kamery monitoringu zarejestrowały moment gdy zamaskowany mężczyzna w kominiarce sprawnie forsuje zabezpieczenia i wkracza do działu montażu. Sprawca działał z doskonałą znajomością planu budynku. Ruch intruza natychmiast aktywował czujkę antywłamaniową.
Zanim ochrona zdołała fizycznie dotrzeć na miejsce, napastnik podłożył ogień w sekcji materiałów kompozytowych i błyskawicznie zniknął w ciemnościach.
Tragedii na wielką skalę udało się uniknąć tylko dzięki przytomności personelu. Pracownicy ruszyli do walki z ogniem jeszcze przed przyjazdem pięciu zastępów straży pożarnej. Pożar opanowano w dwie godziny, a produkcja – jak zapewnia zarząd Grupy WB – zostanie wznowiona po zakończeniu policyjnych oględzin, w których śledczy wykorzystują https://t.co/QES8jO7brf. specjalistyczne drony z kamerami termowizyjnymi.
Niedzielne piekło w Lublinie. Zaledwie kilkanaście godzin wcześniej – w niedzielne popołudnie – ogień strawił inną kluczową dla lotnictwa placówkę.
W Lublinie przy ulicy Kasprowicza doszczętnie spłonęła ogromna hala produkcyjno-magazynowa należąca nieoficjalnie do firmy JFG Composites. To przedsiębiorstwo specjalizujące się w zaawansowanych strukturach węglowych, będące certyfikowanym poddostawcą dla koncernu Leonardo (właściciela PZL-Świdnik produkującego https://t.co/QES8jO7brf. śmigłowce AW-149).
Nieoficjalnie też podaje się, że zakłady te dostarczały kluczowe komponenty do dronów wspierających ukraińską obronę. W Lublinie pożar miał gigantyczną skalę. Ponad 60 strażaków walczyło z żywiołem, który błyskawicznie zajął obiekt o powierzchni aż 2100 metrów kwadratowych. Konstrukcja nie wytrzymała – dach budynku runął do środka, a ściany nośne uległy całkowitemu zdeformowaniu. Na szczęście w niedzielę w zakładzie nikogo nie było i nikt nie odniósł obrażeń.
Powiązanie obu tych zdarzeń wydaje się oczywiste. Dwa strategiczne punkty łańcucha dostaw polskich technologii bezzałogowych zostały zaatakowane dzień po dniu.
Komentatorzy wskazują na realizację rosyjskiej doktryny tzw. „tanich rąk”. Od miesięcy zachodnie wywiady ostrzegają, że GRU rekrutuje przez Telegram losowych ludzi, radykałów lub cudzoziemców (Białorusinów i Ukraińców), płacąc im w kryptowalutach za dokonywanie podpaleń infrastruktury krytycznej w Europie.
Pozwala to Moskwie na zachowanie tzw. wiarygodnego zaprzeczenia. Śledztwo w Skarżysku-Kamiennej oraz Lublinie toczy się obecnie pod najwyższym nadzorem prokuratury krajowej. Służby sprawdzają każdy ślad, a ustalenie tożsamości podpalacza jest obecnie priorytetem.
Tak właśnie działała UPA - kiedyś mordercy kobiet i dzieci, a dziś bohaterowie współczesnej Ukrainy:
♦️ "Na terenie gospodarstwa Strażyca odnaleziono szczątki 48 osób, w tym 24 dzieci, 17 kobiet i 3 mężczyzn. Większość dzieci nie ukończyła 12 lat, a najmłodsze miały zaledwie kilka miesięcy".
♦️ "Ostrówek. Polaków zgromadzono pod pretekstem zebrania, a następnie rozpoczęto egzekucje. W ciągu kilku godzin w obu wsiach zamordowano około 1050 osób, w tym setki kobiet i dzieci".
Dziś, w 83. rocznicę zbrodni, na cmentarzu w Ostrówkach na Wołyniu spoczęły szczątki 55 Polaków – ofiar rzezi dokonanej 30 sierpnia 1943 r. przez oddziały UPA Iwana Kłymczaka „Łysego” oraz miejscową ludność ukraińską w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej.
Wśród ekshumowanych ofiar aż 26 to dzieci (najmłodsze miały zaledwie kilka miesięcy).
Była to jedna z największych masakr Zbrodni Wołyńskiej. W obu wsiach w ciągu kilku godzin zamordowano około 1050 Polaków – mężczyzn siekierami, maczugami i strzałami w tył głowy, kobiety i dzieci na „Trupim Polu” oraz w podpalonej szkole. Wsie spalono, a ciała wrzucono do dołów, studni i rowów.
Pamiętamy. Nie zapominamy. Cześć Ich Pamięci.
To sie dzieje
w KAZDYM
osrodku dla uchodzcow od lat!
Lanzarote
Gwinejka podajaca sie za nieletnia wywiozla z osrodka 13 dziewczynek, zeby prostytuowac je we Francji.
Na Teneryfie co nowa lodz, to pod osrodkami kolejka alfonsow szukajacych
"swiezego towaru" plci obojga
🤷
Marseille : au moins un mort et quatre blessés (dont l'un avec pronostic vital engagé, 2 autres en urgence absolue) dans une fusillade, le tireur en fuite
https://t.co/mhTG6BB4XK
Saint-Sébastien-de-Morsent (27) : un homme de 23 ans, récidiviste tout juste sorti de prison, mis en examen pour avoir battu à mort une femme de 71 ans à son domicile avant d'y mettre le feu ; des lésions génitales font soupçonner des violences sexuelles https://t.co/tDtNWmOdy5
🔴 Crépol : Le Figaro rapporte que certains des jeunes de La Monnaie mis en examen étaient dans une conversation Snapchat d'environ 60 internautes, où les propos anti-France et haineux pullulaient : « N*ker la France wallah », « Pays de ju*f », « Faut que les voler », « Ba*ser la France »
Les investigations numériques ont aussi révélé que dans leurs échanges quelques heures après le drame, les jeunes de La Monnaie faisaient une distinction entre eux et les « Français ».
L'un écrit par exemple : « Je crois que Yano voulait charcler un Français [mais] sans faire exprès il a charclé [un membre de la bande] ».
Les témoignages de participants du bal faisant état de propos visant les Blancs et les Français d'origine sont bien connus depuis les premiers jours par les enquêteurs.
Dans les prochaines semaines, les juges trancheront concernant les chefs d'accusation et retiendront, ou non, la circonstance aggravante de racisme anti-Blanc.
https://t.co/yDbJ7wv9Pc
Na polsko-ukraińskiej granicy 🇵🇱🇺🇦 utworzyły się duże kolejki: Ukraińcy masowo wracają z wakacji przed 1 września — informuje Państwowa Służba Graniczna Ukrainy.
W ciągu doby granicę przekroczyło około 100 tysięcy osób. Największe natężenie ruchu obserwuje się na przejściach granicznych Rawa Ruska, Krakowiec, Szeginie i Uściług.
Podróżni powinni brać pod uwagę możliwe opóźnienia i wcześniej zaplanować podróż.
🇵🇱 Przestępstwa na Ukrainie, sprawiedliwość w Polsce.
56-letnia Switłana P. prowadziła rodzinny dom dziecka w obwodzie dniepropietrowskim. W 2022 r. przyjechała do Poznania z podopiecznymi, w sumie dziesięciorgiem dzieci od 4 do 16 lat.
Korzystająca z tego, że są w cywilizowanej Polsce dzieci zgłosiły pomagającym im Polakom, że opiekunka je biła, głodziła i upokarzała.
Prokuratura zarzuca jej też wykorzystywanie seksualne oraz odpłatne przekazywanie dzieci pedofilom. Za pomocą stopera odmierzała czas, za który dany pedofil zapłacił.
Polska prokuratura zwróciła się do Ukrainy o pomoc prawną, ale nie ma informacji, by ukraiński wymiar sprawiedliwości sam prowadził równoległy proces albo ujął pedofilów, o których mówiły dzieci. Z kolei konsul ukraiński we Wrocławiu żądał powrotu dzieci do kraju, do tej samej gminy, gdzie były torturowane i gwałcone.
Oskarżona przyznała się do bicia, ale zaprzecza zarzutom seksualnym. Prokurator żąda 15 lat więzienia. Wyrok 7 września.
La France, ce beau pays qui, grâce aux valeurs de la République, permet aux Tchétchènes, aux Égyptiens, aux Afghans et aux Bangladais de se faire la guerre sur un même territoire.
❗ „My takije samy ludi jak wy…”
🟥 Napadu na Ostrówki i Wolę Ostrowiecką dokonano w ramach szeroko zakrojonej akcji eksterminacyjnej ludności polskiej. W ciągu zaledwie kilku godzin Ukraińcy wymordowali w obu wsiach ok. 1050 osób❗
🟥 W Woli Ostrowieckiej zgromadzono niemal wszystkich mieszkańców w szkole i na placu szkolnym. Następnie Ukraińcy wyprowadzali mężczyzn, grupami po 10 osób, do pobliskich zabudowań Strażyca. Tam za stodołą mordowali uderzeniami w tył głowy. Używali siekier, młotów do uboju bydła oraz wielkich drewnianych maczug. Tak zginęły co najmniej 243 osoby❗
🟥🔥 Gdy do Ostrówek nadjechali Niemcy i rozpoczęła się strzelanina, banderowcy uwięzili pozostałych (głównie kobiety i dzieci w liczbie ok. 200 osób), oblali drewniany budynek benzyną i podpalili. Następnie wrzucili granaty. Tych, którzy ratowali się ucieczką przez okna płonącego budynku, zabijano z broni palnej. Z ok. 200 osób uszło zaledwie kilka, byli przeważnie ranni. Ukraińcy podpalili też znajdującą się po drugiej stronie drogi stodołę u Jesionków, gdzie spłonęło ok. 30 osób – głównie kobiety.
💬 Oddajmy głos Helenie Popek z domu Szwed – ocalałemu świadkowi rzezi:
▪ „Nagle od wioski dał się słyszeć przeraźliwy krzyk. Był to chyba głos Łukasza Palca. Wszyscy odwrócili głowy w tym kierunku. Ukrainiec zawiesił karabin na plecy i powiedział do szwagra: «Pojeżdżaj w siło». Gdy wjechali do wsi, dostrzegli w niej pełno bulbowców [banderowców]. Wpadali po 2–4 do mieszkania, uzbrojeni w broń palną, siekiery, drągi i widły, wypędzając wszystkich do szkoły na zebranie. Szwagier wyprzągł konia i skrył się w oborze na wyszkach. Siostra była w domu, gdy weszli Ukraińcy. Kazali jej iść na zebranie. Chcąc się ratować, zaczęła udawać, że będzie rodzić (była w ostatnim miesiącu ciąży). Bulbowcy popatrzyli i jeden z nich powiedział: «Tak ty sedi w chati». Po chwili przyszli następni. Siostra tłumaczyła się, że nie może iść na zebranie, bo ich kolega zakazał jej wychodzić z domu. Razem z siostrą Agnieszką w mieszkaniu była także Julianna Jesionczak, siostra męża. Gdy Ukraińcy wyszli, postanowiły uciekać. Schowały się w rosnącym w pobliżu zielu. Po chwili na podwórze wpadło kilku Ukraińców. Rozbili kłódkę od mieszkania i zaczęli rabować cenniejsze rzeczy. W ten niemal cudowny sposób rodzina mojej siostry ocalała.
▪ Mniej szczęścia miała rodzina mojej drugiej siostry, Zofii Lewczuk. Ona z dwojgiem małych dzieci została zabita pod Sokołem. Szwagier zginął u Strażyca za stodołą. Teściową Ukraińcy spalili w szkole, a teścia zamordowali w Połapach, gdy poszedł w niedzielę do znajomych. Po odjeździe szwagra Stanisława wróciliśmy do domu. Gdy krzątaliśmy się po podwórzu, dostrzegliśmy bulbowca siedzącego na pięknym, siwym koniu. Ubrany był w mundur, za pasem trzymał granaty. Był uzbrojony. Zatrzymał się przy płocie i obserwował nas. W tym czasie na podwórzu był tato, brat Julek, mama i siostra Marynia. Bulbowiec powiedział do nich: «Hej, chadziaj, idi na zebranie do szkoły i to chutnij, bo nasz kamandir maje wam coś skazaty i pojdiom dalsze». Nagle we wsi Jankowce zaczęło się palić. Ukrainiec spiął konia, popatrzył i pojechał do naszej sąsiadki, „Hrabinki”. Tam wszyscy jeszcze spali. Krzyczał głośno: «Chadziaj, wstawaj!» „Hrabinka” pierwsza wyskoczyła z mieszkania i na widok bandyty zaczęła się ze strachu trząść. On patrzy na nią i mówi: «Czoho tak trasajesia? My takije samy ludi jak wy. Niechaj chadziaj ide na zebranie, eto wsij czas! I to do chutnij w szkołu». Przycisnął konia butami i popędził do dalszych sąsiadów, Hanczurów i Soroków.
▪ I znowu cicho, i spokojnie. Wszyscy wzięli się do pracy. W domu rozmawialiśmy o tym, że wczoraj było tyle strachu, że będą palić, mordować, a to nieprawda. Przyjechał, obszedł się bardzo grzecznie, powiadomił, gdzie będzie zebranie. Przecież, gdyby chciał nas zabić, to miał broń przy sobie i mógł to zrobić. Trzeba komuś pójść na to zebranie. Julek po namyśle postanowił iść. Po drodze spotkał „Hrabinkę”, która spytała: «Julek – ty idziesz na zebranie? A może tam będą młodych zabierać do wojska? Bo oni coś tak mówią, że będą most wysadzać na Bugu. Ja bym ci radziła nie iść. Mój mąż poszedł, to niech i wasz ojciec idzie.»
▪ Julek zawrócił i w domu mówi do mamy, co usłyszał. Po naradzie tato postanowił iść do szkoły na zebranie. Odchodząc, powiedział: «Lepiej jak ja pójdę. Mam 65 lat, to mnie nie zabiorą». W progu się przeżegnał i poszedł, trzymając w dłoni jałowcową laskę. Mama zauważyła, że zapomniał wziąć różaniec, z którym się nigdy nie rozstawał. Wybiegła z domu, krzycząc: «Ojciec! Weź różaniec ze sobą!» Tato obejrzał się i odrzekł: «Mam na sobie krzyżyk».
▪ Po odejściu taty wszyscy wróciliśmy do swoich zajęć. Tylko Julek wszedł na strych i obserwował wieś. Gdy zszedł, powiedział, że widział, jak u Strażyca za stodołą mężczyźni kopali dół. Niespodziewanie do domu przybiegł Stach, który w sąsiedztwie pasł krowy. Przerażony powiedział, że ktoś do niego strzelał. Do domu przybiegł także Wacek, który po krótkiej naradzie z Julkiem kazał nam pakować się i uciekać. Zdołaliśmy zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy, wypuściliśmy ze stajni konia i cielaka, i poszliśmy w kierunku cmentarza. Po drodze spotkaliśmy rodziny Waleczków i Trusiuków. Razem z nimi ukryliśmy się pod miedzą. Cały czas obserwowaliśmy wieś. Dostrzegliśmy Ukraińców pędzących w kierunku Sokoła kobiety i dzieci. Gdy zaczęła płonąć wieś, do Ostrówek przyjechało kilka samochodów z Niemcami. Otworzyli ogień do bulbowców, którzy w popłochu zaczęli uciekać w kierunku Woli Ostrowieckiej.
▪ Z kryjówki wyszliśmy po kilku godzinach, gdy we wsi zapanowała cisza. Spotkaliśmy Józefa Szweda, od którego dowiedzieliśmy się, że Ukraińcy zamordowali mu żonę i czworo dzieci. Ocalała tylko jedna córka. Gdy zaczął zapadać zmierzch, w grupie około 20 osób ruszyliśmy w kierunku Jagodzina. Uszliśmy nieduży kawałek drogi, gdy posłyszeliśmy strzały z karabinu maszynowego. Przerażeni ukryliśmy się w pobliskiej olszynie. Po naradzie postanowiliśmy wracać do Ostrówek. Pierwszy poszedł Wacek, sprawdzając, czy we wsi nie ma Ukraińców. Idąc przez podwórze Jana Szweda, przechodziliśmy obok sterty słomy, w której ukrył się ksiądz Stanisław Dobrzański. Bulbowcy dostrzegli kawałek wystającej sutanny i wyciągnęli go, a następnie na podwórzu Trusiuka zamordowali.
▪ Ostrówki wyglądały przerażająco. Pootwierane okna, drzwi. Powyrzucane na podwórza rzeczy i sprzęty. Słychać było wyjące psy. Wieś zasnuta była gryzącym dymem z dopalających się budynków. Idąc całą noc, nad ranem dotarliśmy okrężną drogą do Rymacz. Spotkaliśmy tam znajomych, ocalałych z pogromu Polaków. Zgromadzeni w szkole opłakiwali swoich najbliższych. Następnego dnia, we wtorek 31 sierpnia, razem z mamą, siostrą Marynią i najmłodszym bratem Stachem ruszyliśmy wzdłuż toru w kierunku mostu na Bugu. Z mojej rodziny zostali zamordowani przez Ukraińców: ojciec, siostra z mężem i dwojgiem dzieci oraz wiele osób z dalszej rodziny”.
______________________________________________________
📣 Zachęcamy do śledzenia cyklu, w którym przypomnimy makabryczne szczegóły zbrodni, jakiej w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej dopuścili się Ukraińcy. Przybliżymy też historię polskich starań o przy-wrócenie pamięci o bestialsko pomordowanych. Już 30 sierpnia, w 83. rocznicę zbrodni, na cmentarzu w Ostrówkach spoczną Polacy, których szczątki odnaleźliśmy podczas tegorocznych prac badawczych.
🟥 Dowiedz się więcej➡ https://t.co/SwIxNvjDYl
🔴🇫🇷 ALERTE INFO - Un Soudanais de 27 ans, déjà condamné pour agression sexuelle et interdit définitivement du territoire français, a été remis en liberté à Paris.
Il était poursuivi pour l’agression sexuelle présumée d’une femme de 83 ans, qui l’aurait reconnu à deux reprises.
Déjà condamné à 40 mois de prison pour une précédente agression sexuelle sur personne vulnérable, il avait été libéré en janvier 2026.
Le tribunal n’a toutefois pas pu juger l’affaire sur le fond : des irrégularités dans la procédure d’interpellation et de garde à vue ont conduit à sa remise en liberté.
Le parquet peut faire appel et reprendre la procédure. Mais il n'en a pas fait mention.
(JDD / Le Parisien)
🇵🇱 Dzisiaj 104. urodziny świętuje Maria Mostowska, pielęgniarka w Powstaniu Warszawskim, która cudem uniknęła śmierci.
– Szpital był zawalony rannymi. Leżeli na korytarzach, podłodze, łóżkach. Dzieci nie było dużo, (...) zostały głównie te z sierocińców.
Nadal słyszę te straszne ryki: „Raus, raus, raus!” – jakby krzyczały jakieś bestie. Na chirurgii zabili kilku lekarzy, a z naszego pawilonu wywlekli wszystkie pielęgniarki.
Każda z nas zabierała dzieci, ale ile można ich złapać?
Ja wzięłam na ręce sparaliżowaną dziesięciolatkę, koleżanki łapały niemowlęta, niektóre po dwoje. Było nas pięć, Niemcy ustawili nas pod murem, a naprzeciwko karabin maszynowy.
Proszę sobie wyobrazić scenerię: domy wokoło się palą, ogień huczy, gorąco od płomieni. Człowiek w takiej sytuacji już nic nie czuje.
Czekałyśmy pod tą ścianą na śmierć...
Najwyraźniej jakiś niemiecki dowódca rozmyślił się i żołnierze kazali nam biec przed siebie.
„W życiu już w to piekło nie wejdę” – pomyślałam, gdy tylko weszłyśmy do budynku szpitala przy Płockiej, gdzie nas skierowano. Wtedy zjawił się pediatra profesor Jan Bogdanowicz i spytał: „Tam zostali ranni. Kto idzie?”. Powiem szczerze – bardziej się bałam tego, co pomyśli o mnie profesor, gdy nie pójdę, niż tego, że mnie zastrzelą.
Pobiegłyśmy we cztery, wzięłyśmy na nosze chłopaka, który miał urwaną nogę, na pierś położyłyśmy mu niemowlę, bo Niemcy powyrzucali dzieci na trawnik. Potem pobiegła następna czwórka, w sumie przeniosłyśmy może z ośmiu rannych. Musiałyśmy przestać, bo Niemcy zabronili nam wchodzić. Na parterze urządzili swój szpital, na piętrze trzymali Polaków: chorych, lekarzy i pielęgniarki.
Wiedzieliśmy, co dzieje się dookoła, ale trzeba było się ogarnąć, pokonać rozpacz i walczyć o życie ludzi, którzy byli pod naszą opieką. Nie było wody, jedzenia, lekarstw. Dokonywaliśmy tam rzeczy niemożliwych, ale i tak wszystkie niemowlęta, które uratowaliśmy, umarły z głodu... – wspominała.
Naszej Bohaterce życzymy dużo zdrowia i pogody ducha! ❤️
Foto: AP