@Cubituss77@jakubtepper@SquashPL Myślę, że dałbyś radę. Ale ja i tak lubię coś zjeść, rozprostować kości, no i wieczorem na lotniskach w Tokio wszystko zamknięte - łącznie z lounge :/
@Cubituss77@jakubtepper@SquashPL 3h. Bo kontrola raczej dłużej niż godziny mi nigdy nie zajęła, więc jakoś super nie panikuje. Przy locie do Japonii mógłbym nawet mniej, bo siatka połączeń jest tak gęsta 🙈
@Cubituss77@jakubtepper@SquashPL Nigdy nie miałem takich doświadczeń. Owszem, security jest irytujące (głównie z perspektywy fotografa, gdzie muszę wyjąć absolutnie każdy aparat i każdy obiektyw podczas kontroli), ale nigdy nie miałem problemów. Lubię lotnisko. Obsługa miła. Korzystam regularnie i zero problemów
@soplicowo1948@jakubtepper Będzie o pięknych łakociach z duszą, obiecuję. Takich serwowanych w zadymionych pomieszczeniach, gdzie świat smakuje jak nigdzie indziej :D
@niigataonigiri@marek_2k22@OliWojowniczka@jakubtepper Swoją drogą - rozumiem dlaczego Ty/Wy stoicie w kolejce po onigiri, ale jako zwykłemu zjadaczowi chleba, w życiu bym nie :D. Nawet "u mnie" na stacji kupuję tylko jak nie ma kolejki. A to ich tunamayo z brązowym ryżem jest naprawdę spoko :)
@niigataonigiri@marek_2k22@OliWojowniczka@jakubtepper Nooo, bez maszyny to pamiętam jak z dekadę temu, jak Tsuta miała jescze gwiazdkę, to robiło się to "ręcznie" u pana. Kupowało się laminowaną karteczkę za 1000 jenów z godziną powrotu :DDD
@niigataonigiri@marek_2k22@OliWojowniczka@jakubtepper Tak, tak. Już gwiazdki nie mają ;)
I teraz się da - wzorem konkurencji (która gwiazdkę też straciła :D) mają maszynę. Od rana bierzesz bilecik z liczbą osób / godziną, no i wracasz. Ale najczęściej robimy to ze znajomymi, więc jedna osoba jest oddelegowana od rana po bilecik :D
@niigataonigiri@marek_2k22@OliWojowniczka@jakubtepper Oh, superowo! :)
No ja nie ukrywam, że też najczęściej w okolicy Otsuki jestem, jak wpadam na mięsko z ryżem i sosem chrzanowym albo kluseczki do Nakiryu. A to jest inna kwestia tego, że już raczej nie mam wtedy ochoty na nic więcej przez cały dzień :DDDDD #trudneżycie
@niigataonigiri@marek_2k22@OliWojowniczka@jakubtepper Ale można też do nich zadzwonić, zamówić i odebrać bez kolejki :D Po jedno czy dwa nigdy mi się nie chce tam ruszyć. A grupą nigdy nie możemy się zdecydować kto czego chce, więc nigdy nie zadzwoniliśmy :D
@niigataonigiri@marek_2k22@OliWojowniczka@jakubtepper Fair enough!
PS.
Wciąż czekam na dzień, w którym namówię kogoś, by zadzwonił do onigiri bongo i zrobił zamówienie, które tylko odbiorę. Bo wyrosłem ze stania w kolejce po jedzenie dłużej niż 10 minut ;)
@jakubtepper@lewuslol Dorzucę jeszcze, że w miejscach mniej turystycznych lokalsi bardzo szybko weryfikują dane miejsca. Stąd też pojawiają się i znikają, jeśli jednak okazuje się, że nie spełniają standardów społeczności.
@jakubtepper@Hubert61429683 Hahahaha, mean!
Ale ja w zeszłym tygodniu miałem podobne doświadczenie w Harajuku. Miałem wrażenie, że każdy w Omotesando mówił po polsku xD
@jakubtepper Kto czekał na fansuby, zaglądał w dziwne miejsca by móc poznać serial, ten wie jak było. Te simulcasty z anime, dramami, coś niesamowitego :).
IWGP to niekończący się klasyk, którego nigdy dość! Kurosagi - też znakomita drama. To niesamowite, że w 2025 można je po prostu obejrzeć w abonamencie. Bez Clubboxów, bez d-addicts, bez torrentów. Bierzcie i oglądajcie!
Netflix ma dziwną manierę wrzucania znienacka mocnych, czasami niszowych, czasami niemal retro, japońskich tytułów do swojego katalogu.
Znalazłem ostatnio kilka perełek, więc w temacie „Japonia na Netflixie", na wolny wieczór lub kilka, krótka lista nieoczywistych poleceń.
IWGP - Ikebukuro West Gate Park
Kultowy serial z 2000 roku, w którym śledzimy losy młodego łobuza z tytułowej dzielnicy. Sama historia ok, ale poza tym to unikalny wgląd w podziemno-huligańskie Tokio przełomu wieków, kultowa rola Tomoya Nagase, ciekawy, gangstersko-młodzieżowy język. Kopalnia wiedzy o trochę innej stronie Tokio z tych lat. Fajna obsada.
Kurosagi - Black Swindler
Kolejny serial, tym razem 2006 rok. Pierwsza lub jedna z pierwszych głównych ról ówczesnego pięknego chłopca japońskiej telewizji, Tomohisy Yamashity znanego szerzej jako YamaP. Historia przybliża losy tytułowego „czarnego oszusta”, który oszukuje innych oszustów ratując pierwotnie oszukanych - taki trochę Robin Hood.
Aktorzy grają totalne drewno, montaż jak w Klanie, ale to znów okno na Japonię już minioną, ale sprzed niedawna, a dodatkowo obsada z wieloma głośnymi nazwiskami. Fajnie obejrzeć w kontraście, do nowego na Netflixie (i poza końcówką też świetnego) Tokyo Swindlers - przez dwie dekady Japonia w kategorii „drama” zrobiła kolosalny postęp.
Kaiji
Teraz anime z tych samych lat co wyżej, dwa sezony, ponad 50 odcinków. Co wyróżnia Kaijiego, to BARDZO unikalna kreska autora komiksu Nobuyuki Fukumoto. Co więcej, to w pełni dla dorosłych historia o hazardzie też mocno półświatkiem przesiąknięta.
Ta seria chyba nigdzie poza Japonią nie zdobyła względnej popularności, jak zobaczyłem na polskim Netflixie, to przyznam, byłem w szoku. Warto sprawdzić, czy nie wciągnie nas coś innego. Może kiedyś doczekamy się zabawno-absurdalnego spinoffa Tonegawa Kanrikyoku od tego samego autora.
Hayao Miyazaki and the Heron
To zupełnie świeża pozycja. Sugeruje, że obrazuje po prostu powstawanie najnowszego dzieła Studio Ghibli, „Chłopca i czaplę”, ale to nie do końca tak. Nie musicie nawet najnowszego filmu oglądać, a jeśli jesteście po prostu fanami studia i pana Miyazakiego, to też unikalny wgląd w jego codzienną pracę czy relację ze śp. Isao Takahatą, który dla Miyazakiego był chyba najważniejszym mentorem.
Mam nadzieję, że się przyda.