Ex-hacker IQ 146 i nadal głupszy od blondynki. Doda ma 148. Jeśli masz potrzebę poczucia bycia zawsze po właściwej stronie, to źle trafiłeś. #PrawdaBoliAleLeczy
Tak, jesteśmy stworzeni do ratowania świata. Ale też płacimy za to ogromną cenę – problemy w relacjach, rozwalone rodziny i tak dalej. A jeśli już o bohaterach mówimy – Szklana pułapka? Kojarzy ktoś? Tak, John McClane to typowe ADHD, tylko bez H.
Wiecie, że spora część z Was nieświadomie zachwyca się ADHD? Nie? To często wasi idole. Już tłumaczę.
Wyobraźcie sobie scenę z filmu: bomby wybuchają, budynek się pali, wszyscy panikują… a ten jeden bohater zachowuje niewzruszony spokój, w kilka sekund analizuje sytuację i wymyśla genialny plan ratunkowy. Potem wchodzi w tryb „nadludzkich mocy". To dla wielu osób z ADHD bardzo rozpoznawalny obraz.
Dlaczego tak się dzieje? ADHD to dysregulacja dopaminy i noradrenaliny w układzie czołowo-prążkowiowym (obwodach wykonawczych mózgu). Mózg osoby z ADHD ma na co dzień niższą aktywność tych neuroprzekaźników w obszarach odpowiedzialnych za uwagę, motywację i regulację emocji. W zwykłym, nudnym życiu oznacza to trudności z koncentracją, prokrastynację i szukanie stymulacji. Ale w sytuacjach wysokiego pobudzenia (kryzys, zagrożenie, duża stawka) dzieje się coś odwrotnego.
Wyrzut adrenaliny i dopaminy – nagły stres aktywuje układ współczulny. Adrenalina zwiększa czujność, a dopamina daje potężny „strzał" nagrody i motywacji, którego mózg z ADHD tak bardzo potrzebuje na co dzień. I nagle odpala się hyperfocus. Wszystkie radia w głowie zaczynają mówić o tym samym, pojawia się intensywna, tunelowa koncentracja na tym, co najważniejsze, z widokiem w 4K i dźwiękiem Dolby Atmos. Świat zewnętrzny znika, czas zwalnia, a możliwości rozwiązania problemu stają się krystalicznie klarowne.
Spokój w chaosie? Badania i relacje świadków pokazują, że wiele osób z ADHD w prawdziwych kryzysach staje się jednymi z najspokojniejszych i najbardziej skutecznych osób w pomieszczeniu. Mózg „wchodzi na optymalne dla siebie obroty", gdy inni wpadają w przeciążenie. To jeden z powodów, dla których osoby z ADHD często świetnie sprawdzają się jako lekarze SOR, strażacy, policjanci, dziennikarze czy żołnierze.
I to nie jest „nadludzka siła" w sensie magicznym – to neurologiczna reakcja na optymalny poziom pobudzenia (tzw. interest-based nervous system). W spokojnych warunkach pobudzenie jest za niskie. W kryzysie – idealne, stąd super-skupienie, kreatywność i psychiczna niezniszczalność.
Superbohaterowie, którymi się zachwycacie, to ludzie z cechami ADHD. Ich „moce" to po prostu ekstremalna wersja tego, co mózg z ADHD naprawdę potrafi w warunkach wysokiego stresu i dopaminowego doładowania.
Nie ma za co. :)
Ja chyba w końcu kumam ten fenomen chińskich aut na naszych drogach.
Patrzcie na tych samych jebanych geniuszy. W '94 kupował taki nowe Caro za 120 milionów. Czuł się jak król życia. Polonez panie. Patrz, stać mnie.
A dziś ten sam typ widzi chińczyka za 90 tys. i mu się ryj cieszy: „Kurwa, ładniejszy jest i tylko tyle wołają?!” Zawieszenie takie samo jak w Polonezie, silnik wyje tak samo, skrzynia rzęzi identycznie. No dobre auto. A w desce mu jeszcze tablet z temu wjebali i ambientowe światełka mrugają. Premium, kurwa mać. Okazja stulecia.
Husaria w powietrzu. Nazwa niesamowicie trafna. Jak mówi mój kolega pilot F-16: „Gdy widzisz F-35, to się cieszysz… bo żyjesz. Po prostu nie byłeś jego celem.” F-35 jest jak kula z karabinu snajperskiego – jeśli leci po ciebie, nawet go nie usłyszysz.
Te @JKowalski_posel!
W historii świata był już jeden taki gość, który marzył o jednorodnym narodzie i „czystości rasy”. Sam nie spełniał nawet własnych kryteriów (wzrostem i kompleksami podobny trochę do @OficjalnyJK, na pewno zero aryjskiej urody, której wtedy chciał w narodzie). Zaczęło się od haseł w latach 30. w Niemczech, a skończyło w Auschwitz.
Wypierdalaj śmieciu ze swoimi mądrościami spod śmietnika. Ludzie tacy jak ty zawsze kończą tak samo – na śmietniku historii.
A jak ktoś ci wjedzie w dupę i będzie miał kamerkę, to nagle nie będzie „jego wina tylko”, tylko współwina twoja, bo „pojazd niewystarczająco widoczny”. I naprawiasz swój tył na własny koszt.
"...dopuszczali się na niej gwałtu przez całą noc, aż do świtu. Puścili ją wolno dopiero wtedy, gdy wschodziła zorza. Kobieta owa, wracając o świcie, upadła u drzwi owego męża, gdzie był jej pan, i pozostała tam aż do chwili, gdy zaczęło dnieć. Pan jej wstawszy rano, otworzył drzwi domu i wyszedł, chcąc ruszyć w dalszą drogę, i ujrzał kobietę – swoją żonę – leżącą u drzwi domu z rękami na progu. Przybywszy do domu, wziął nóż i zdjąwszy żonę swoją, rozciął ją wraz z kośćmi na dwanaście sztuk i rozesłał po wszystkich granicach izraelskich."
To autentyczny fragment biblii. Tej zakurzonej książeczki obok zdjęcia z komunii niby świętej Twojego dziecka. Goście robią gangbang przez całą noc, aż do wschodu słońca, a potem babka pada martwa pod drzwiami. Jej własny mąż, zamiast zadzwonić po policję albo chociaż zapłakać, mówi: „No nie, no co za chujnia”, bierze nóż i tnie żonę na dwanaście równych kawałków jak kurczaka na grilla. A później wysyła te paczki po całym Izraelu. FedExem biblijnym. „Proszę, sąsiedzi, macie tu udko mojej żony, niech wam będzie ku przestrodze!”
I wy chcecie tego uczyć swoje dziecko? Serio? „Kochanie, dzisiaj przeczytamy bajeczkę na dobranoc. Nie o Kopciuszku, nie o misiu Uszatku – o tym, jak wesoła ekipa zgwałciła ciocię na śmierć, a wujek zrobił z niej potem puzzle."
Kurwa, ja rozumiem spuściznę kulturową, ale jakby Disney zrobił wersję live-action tej historii, to nawet Netflix by powiedział: „Ej, za daleko to poszło, chłopaki”. A wy dajecie to dziecku razem z obrazkiem Pierwszej Komunii.
Pięknie. Bardzo spójny branding.
Dla tych, którzy lubią czarnobiałe historyczne obrazki, znaczy się tych głupszych — jedno ćwiczenie: idźcie pogadać z Litwinami o naszej Armii Krajowej na Wileńszczyźnie. Zobaczcie, jak szybko ich narracja o "polskich partyzantach" zrobi się łudząco podobna do naszej o UPA na Wołyniu.
Bo UPA i AK to dwie organizacje, które jednocześnie są autentycznymi symbolami walki z sowieckim okupantem — i są słusznie oskarżane o masową przemoc etniczną wobec cywilów sąsiednich narodów.
To nie jest wyjątek. To regionalna choroba: praktycznie każdy naród buduje mit "naszych czystych bohaterów" i cudzych "bandytów". Prawda jest brudniejsza — walczyliśmy o niepodległość, ale po drodze niejednokrotnie zbryzgaliśmy sobie ręce krwią niewinnych.
Każdy. We wskazanym przykładzie i Ukraińcy i Polacy.
Takie Jedwabne chwilowo celowo przemilczę.
Parking pod sklepem – odcinek specjalny.
Idę sobie spokojnie do sklepu, a na parkingu młody (bez kasku oczywiście) robi wheelie na hulajnodze elektrycznej, na oczach rodziców. Grzecznie zwracam uwagę „Słuchajcie, to nie jest tor przeszkód, tylko parking.” I co? I dostałem wiązankę, że jestem debilem i przypierdalam się bez powodu.
Wychodzę ze sklepu, otwieram paczkę fajek, przypalam papierosa i … bum. Młody właśnie zajebał z impetem w nowiutkie, lśniące iX3. Błotnik i drzwi do wymiany. Chłopak na szczęście cały. Rodzice natychmiast w tryb ewakuacji. Mama do syna: „Bierz hulajnogę i idziemy”.
No halo. Łapię hulajnogę i mówię: „Zaraz, zaraz… a kto zapłaci za naprawę BMW? Czekamy na policję.” I zaczyna się cyrk. „Oddaj hulajnogę!”, „Pan kradnie!”, „Co pan sobie wyobraża?!” Gość próbował mnie nawet uderzyć, ale chyba lekko wypity, bo tylko się odsunąłem, a on przyjebał w ścianę i jakoś wigor stracił. Chyba zabolało. A wisienka na torcie? Mama w amoku… sama dzwoni po policję. No kurwa, nie wierzę. Jak oglądałem kiedyś samochodozę, to myślałem, że trafić na takiego debila, co sam na siebie policje wezwie, to jak szóstka w totolotka. A tu proszę, ja taką też znalazłem. Ktoś jeszcze pamięta, że jak coś zniszczysz, to płacisz? Czy już tylko ja?
Btw. Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że już najwyższy czas na obowiązkowe OC dla hulajnóg i rowerów. Bo na naprawę tej beemki w ASO, to 800+ raczej nie starczy.
Ziobro i Romanowski wezwani osobiście przez nowe władze Węgier przed urząd ds. azylu. Mają stawić się i udowodnić, że nadal są „uciekinierami politycznymi”.
No to już widzę ten piękny obrazek. Ziobro specjalnie wraca z USA do Budapesztu… tylko po to, żeby po chwili wylecieć stamtąd w kajdankach prosto do polskiego aresztu.
Romanowski też już dawno spierdolił z Węgier, bo nawet on zrozumiał, że po wygranej Magyara skończyła się bajka o „bezpiecznej przystani”.
Najpewniej stracą status azylantów. Koniec paszportów genewskich, koniec tarczy, koniec cyrku.
Ciekawe, co na to pomarańczowy.
A swoją drogą – zauważyliście, że PiS zaczął się od nich dyskretnie odcinać? Jeszcze, szczególnie przed nadchodzącymi wyborami, nie mogą powiedzieć wprost „mamy ich w dupie”, bo rozwaliłoby im to tę całą poklejoną na ślinę i taśmę klejącą opowieść o „8 latach cudów”, ale obrona jest już coraz słabsza i coraz rzadsza.
Czas kupić popcorn.
Wystawił kilkanaście ofert na różnych portalach z różnych kont, w podobnych cenach, ale niższych od prawdziwych/realnych o jakieś ~15%. W ten sposób stworzył wrażenie, poprawności ceny. Na część w ogóle nie odpisywał i nie odbierał telefonu. Numery różne, ale wszystkie (sprawdziłem) zarejestrowane na jedno nazwisko — najpewniej bezdomny, albo inny słup. Część ogłoszeń miała ewidentne red flagi (np. bardzo zaniżona cena ~25%, albo te same zdjęcia itd.) i służyła do nakierowywania ludzi na „właściwe" oferty, które były już czystym oszustwem. Dziś wszystkie ogłoszenia zniknęły — ale to, co raz trafiło do sieci, z niej nie ginie. Znaczy się, Challenge accepted.
Po latach powtarzania klientom „sprawdzajcie, do kogo przelewacie" — sam dałem się nabrać.
Znalazłem na OLX produkt, którego szukałem. Zadzwoniłem, pogadałem ze sprzedawcą, dostałem proformę. E-mail przyszedł z oficjalnego konta firmy. Sprawdziłem też NIP i numer konta na tzw. białej liście. Wszystko się zgadzało. Zrobiłem przelew. Wczoraj.
Dziś dzwoni do mnie nieznany numer. Facet pyta, co kupiłem od tej firmy? Pytam, czemu go to interesuje. Bo to moja firma — usłyszałem. A po chwili się dowiedziałem, że on nigdy nie miał tego towaru w ofercie. Że właśnie wrócił z zagranicy i odkrył, że zastało wyczyszczone mu konto firmowe. A w historii ma ponad tysiąc przelewów na tę samą kwotę i obdzwania po kolei wszystkich, których namiary udało mu się znaleźć w sieci.
Tysiąc przelewów. Jego NIP. Jego konto bankowe. Jego konto e-mail. Jego nazwa.
Ja straciłem kilka tysięcy złotych, za chwilę składam zawiadomienie na policji. Czekam właśnie na komisariacie. Przeżyję. Ale on dopiero zaczyna swój koszmar.
I tu dochodzimy do tego, na czym się znam.
Większość moich klientów trafia do mnie, gdy mleko już się wylało. Bo przecież są średnią — albo i małą — firmą. „Kto by się nami zajmował? Na pewno nie będziemy celem cyberataku."
Tak, na pewno, to pomyślicie o bezpieczeństwie informatycznym swojej firmy, jak już was okradną albo udając was kogoś okradną. To na pewno. Nic więcej.
Policz, ile razy dziś „odpocząłeś". No śmiało, czekam.
...wciąż liczysz? To już mam diagnozę.
Bo widzisz, ty mówisz „odpoczynek", a twój mózg słyszy „dawka". To dwa różne słowniki, ale jeden organ je tłumaczy.
Ile dziś kaw? A, przepraszam — ty kawy nie pijesz. Ty pijesz dwa Red Bulle żeby się rano włączyć. Albo chociaż colę.
Trzysta dwadzieścia miligramów czystego stymulanta. Tego samego, co siedzi w lekach na ADHD. Tyle że tamto jest na receptę i ktoś to monitoruje. A twoje stoi w lodówce w czteropaku, bo była promka.
„Ale ja się nie leczę." Nie. Ty się zaopatrujesz.
Palisz? A, sorry — ty nie palisz. Ty wejpujesz. Czyli nikotyna, kolejny stymulant, wjeżdża dokładnie tam, gdzie miał wjechać Adderall — tylko że smakuje jak guma balonowa i arbuz. Mózg jest zachwycony. Nie ma pojęcia, że to terapia. Myśli, że to deser.
I dlatego ludzie tacy jak ty rzucają najtrudniej na świecie. Bo wszyscy rzucają nałóg. A ty rzucasz leczenie. To trochę inny poziom motywacji.
Pamiętasz ostatni impulsywny zakup? Nie? No właśnie — nie pamiętasz, a to jest ta część, która powinna cię zaniepokoić bardziej niż kwota.
Bo ty jesteś czterokrotnie bardziej skłonny do takich strzałów. Cztery razy. Statystycznie. To nie jest „mam słaby charakter". To jest „mam mózg, który widzi przycisk «kup teraz» i interpretuje go jako prośbę o pomoc".
Która godzina na telefonie? Nie patrz — wiem, że nie wiesz, bo właśnie scrollujesz. W dół, w dół, w dół. I nie szukasz treści. Nigdy nie szukałeś treści. Szukasz tej jednej mikrosekundy ulgi. Twój kciuk to jest pasek od kroplówki, którą sam sobie podajesz.
A moze ulubiona gra? Ile w tym tygodniu godzin? Gra daje nagrodę co dziesięć sekund. A życie? Życie nie ma trybu nagród. Życie ma fakturę za prąd i wiadomość „możemy pogadać?".
I tu robi się mniej śmiesznie.
Bo ile w tym miesiącu dostałeś esemesów „co u ciebie?". Tych, na które patrzysz i myślisz: zaraz, kiedy ja ostatnio... — i okazuje się, że minęły miesiące. Bo nie było awarii. To była twoja nastoletnia córka. Ty jej nie przestałeś kochać. Po prostu znalazłeś coś, co dawało dopaminę szybciej.
I na koniec dnia zwijasz to małe „co nieco". „Tylko żeby się odprężyć." Czyli ostatnia dawka, żeby zejść z poprzednich dawek. Pełen profesjonalizm. Apteka by się nie powstydziła.
Każda z tych rzeczy to jedno zdanie, które twój mózg wrzeszczy od dwudziestu lat: daj mi dopaminę, jakąkolwiek, TERAZ. A ty mu posłusznie podajesz energetyk, dym, ekran, zakupy, grę. Czasami prochy. Bez recepty. Bez przerwy. Bez ani jednej wizyty u specjalisty.
To się nazywa samoleczenie. I nauka ma na to papiery. Ty nie masz. Ale nauka ma.
Więc mówisz mi, że nie masz ADHD?
Spokojnie. Nie przeżyjesz tego eksperymentu.
Znaczy — nikt go nie przeżyje. Eksperyment nazywa się „życie". My po prostu... robimy go w przyspieszonym tempie. Z energetykiem w jednej ręce i telefonem w drugiej.
Dziękuję, jesteście wspaniali, idę sprawdzić, kto napisał, bo mam jeszcze tylko jakieś 10 lat życia. Może ciut mniej, raczej nie więcej.
O! Córka napisała. Dzieci są najważniejsze. I ich matka oczywiście też. Szkoda, że nie umiesz im tego okazać.