Richard Feynman, Nobel de Física, lo dejó claro:
"La mayoría de personas saben muchas cosas. Pero no saben pensar."
Dio esta clase de 1 hora sobre física e imaginación.
Sus 12 lecciones de vida:
1. La imaginación le gana al conocimiento.
Zastrzelić człowieka i wrócić na polowanie.
"Kinga Z. zastrzeliła mieszkańca Gostynina, który sadził na jej polu konopie indyjskie. Nie straciła pozwolenia na broń ani nie została wydalona z PZŁ. Jest skarbnikiem koła łowieckiego, w którym prezesem jest jej ojciec.
Stefan S. podczas nocnego polowania pomylił kobietę z dzikiem z odległości
30 metrów. Kara: dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć. Dziś jest sekretarzem koła łowieckiego w Toruniu. Mąż zastrzelonej twierdzi, że to było
zabójstwo."
W Duży Format ukazał się obszerny reportaż @Pawła Chojnowskiego o myśliwych, którzy śmiertelnie postrzelili ludzi, a po kilku latach odzyskali broń, wrócili do polowania, a niektórzy nadal pełnią funkcje we władzach kół łowieckich. Link do artykułu w komentarzu. Tutaj najważniejsze ustalenia dziennikarza.
Według danych przekazanych autorowi przez Polski Związek Łowiecki w latach 2018–2025 myśliwi zastrzelili podczas polowań 18 osób. Policja nie prowadzi jednak osobnej statystyki śmiertelnych postrzeleń i zranień spowodowanych przez myśliwych. Państwo nie wie więc nawet dokładnie, jaka jest skala problemu, a jedyne zbiorcze dane pochodzą od samego PZŁ.
W 2004 roku Ryszard D. zastrzelił idącego w nagonce Bogusława N. Z jego strzelby padły dwa strzały. Myśliwy utrzymywał, że broń wypaliła sama podczas ładowania, choć biegli wykluczyli taką możliwość. Został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 5 tys. zł grzywny. PZŁ nie wydalił go, lecz jedynie czasowo zawiesił. Po pięciu latach odzyskał pozwolenie na broń i wrócił do polowań. Prowadził je także w tej samej miejscowości, kilkaset metrów od domu rodziny zabitego. Przez lata był sekretarzem koła „Ryś”. Córki Bogusława dopiero po 18 latach sądowej batalii otrzymały po niespełna 70 tys. zł zadośćuczynienia.
W 2011 roku Jacek W. podczas nocnego polowania strzelił do nierozpoznanych sylwetek. Kula zabiła jego żonę Anetę, matkę dwóch synów. Dostał rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Odebrano mu legitymację PZŁ i pozwolenie na broń, ale po kilku latach odzyskał możliwość polowania. W maju 2026 roku zdał egzamin na selekcjonera, czyli uzyskał uprawnienia do odstrzału samców zwierzyny płowej. W rozmowie z reporterem nie ukrywa, że nie zamierzał rezygnować z myślistwa. O śmiertelnym strzale mówi: „To jak los na loterii, masz 100 tys. hektarów, a w tym jednym miejscu akurat ktoś się znalazł”.
W 2012 roku Kinga Z. podczas nocnego polowania na polu kukurydzy śmiertelnie postrzeliła Tomasza, który razem z kolegą próbował sadzić tam konopie. Prokuratura uznała, że kobiecie nie można przypisać nawet nieumyślnego zawinienia, a sąd utrzymał umorzenie. Broń zwrócono jej jeszcze w tym samym roku. Postępowanie dyscyplinarne PZŁ również umorzono. Dwa lata po śmierci mężczyzny uczestniczyła w polowaniu, podczas którego zastrzeliła dzika. Obecnie jest skarbnikiem koła, którego prezesem jest jej ojciec. Ojciec twierdzi, że córka nadal poluje, choć rzadziej. Ona sama zapewnia, że już nie poluje, a jedynie uczestniczy w zebraniach i podpisuje dokumenty. Tymczasem towarzyszący zabitemu mężczyzna za usiłowanie uprawy konopi dostał dwa lata bezwzględnego więzienia.
W 2010 roku Stefan S. podczas nocnego polowania z odległości około 30 metrów zastrzelił Annę. Twierdził, że strzelał do dzika, lecz sąd ustalił, że strzał był bezpośredni, w pobliżu nie było dzików, a myśliwy nie rozpoznał celu przez lornetkę. W uzasadnieniu wyroku napisano, że trzymając broń i naciskając spust, „był panem życia i śmierci”. Został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat. Pozwolenie na broń odzyskał, nadal poluje i jest sekretarzem koła „Żbik”.
Jak to możliwe? Kluczowa jest instytucja zatarcia skazania. Po jego nastąpieniu myśliwy może ponownie ubiegać się o pozwolenie na broń. Dawne skazanie może być brane pod uwagę przy całościowej ocenie, ale samo nie może stanowić podstawy odmowy. Także kara dyscyplinarna PZŁ ulega po pięciu latach zatarciu.
Więcej:
https://t.co/om9OJisVV0
Czy masz markę butów z których jesteś naprawdę zadowolony, takich które poleciłbyś z czystym sercem innym?
Oczywiście mówimy o butach a nie wyrobach buto podobnych, a więc skóra zewnątrz skóra wewnątrz i muszą być wygodne. Nie rozmawiamy o cenie tylko o markach butów!
To fragment tekstu KAFIRA AFGANA z FB
Nie mój, tylko jego, ale jego, ale celny do bólu. Bez znieczulenia. Ale jest prawdziwy.
"Więc nie, Ukraina nie zatrzymała Rosji dlatego, że była silniejsza na papierze. Zatrzymała ją dlatego, że miała wolę walki, zachodnie wsparcie, adaptację, drony, rozpoznanie, dowódców uczących się szybciej niż rosyjski beton i naród, który nie chciał iść pod moskiewski but.
Rosja nie jest groźna dlatego, że jest mądra. Rosja jest groźna dlatego, że jest wielka, brutalna, tania w ludzkim życiu, głęboka magazynowo, ustawiona budżetowo na wojnę i uzbrojona w atom. To jest nieokrzesany sąsiad z łomem, kałachem, magazynem trupów, przemysłem przestawionym na zabijanie i bombą jądrową w piwnicy.
Ukraina jest państwem wyniszczonym wojną, zależnym od Zachodu, broniącym własnego terytorium i walczącym o przetrwanie. Ma armię doświadczoną, twardą i groźną, ale nie ma potencjału, żeby zagrozić Polsce w takim sensie, w jakim zagraża Rosja.
Ukraina może być trudna, niewdzięczna, politycznie irytująca, historycznie ciężka i czasem dyplomatycznie nieokrzesana. Można się z nią kłócić. Trzeba jej stawiać warunki. Trzeba pilnować polskiego interesu. Trzeba mówić o Wołyniu, ekshumacjach, pamięci, gospodarce, rolnictwie, transporcie, konkurencji i przyszłych kontraktach. Przyjaźń narodów bez prawdy kończy się zwykle mordą w błocie. Ale to nadal nie jest wróg strategiczny Polski.
Wróg strategiczny siedzi w Moskwie.
Rosja ma interes w tym, żeby Polska była słaba, skłócona, samotna, odklejona od Unii, podejrzliwa wobec Ukrainy, obrażona na Niemcy, nieufna wobec NATO i zajęta własnym szczekaniem do lustra. Rosja nie musi od razu wjeżdżać czołgami pod Białystok. Rosja robi to, co umie najlepiej. Podpala głowy. Karmi kompleksy. Rozgrywa pamięć historyczną. Wpuszcza smród w internet. Szuka pożytecznych idiotów, którzy za darmo robią robotę, za którą kiedyś trzeba było płacić agenturze.
Ukraina może nam robić problemy. Rosja chce nam złamać kręgosłup.
I tu jest różnica, której wielu nie ogarnia, bo im się mapa pomyliła z emocjonalną sraczką po komentarzach na Facebooku. Z Ukrainą trzeba rozmawiać twardo. Bez klękania. Bez amnezji. Bez głaskania po głowie. Ale to rozmowa z sąsiadem, który bywa nieokrzesany, czasem bezczelny, czasem głupi politycznie, lecz dziś zatrzymuje rosyjskie mięso armatnie daleko od naszych granic.
Z Rosją nie rozmawia się jak z sąsiadem. Z Rosją rozmawia się przez siłę, kontrwywiad, wojsko, przemysł, amunicję, sojusze, odporność państwa i zimną świadomość, że dla Kremla Polska nie jest partnerem. Polska jest przeszkodą. Korkiem w gardle imperium. Krajem, który ma siedzieć cicho albo zostać złamany.
Na froncie Rosja dalej próbuje przesuwać linię walk, nawet jeśli płaci za to potworną cenę. Małe postępy, infiltracje, mielone oddziały, kolejne szturmy, kolejne trupy, kolejne metry błota. To nie jest państwo, które odpuściło. To jest państwo, które nauczyło się przegrywać po kawałku i dalej iść po trupach.
Ukraina z kolei uderza w rosyjską infrastrukturę energetyczną i wojskową, bo nie ma luksusu eleganckiej wojny w białych rękawiczkach. Kijów próbuje przenieść koszt wojny głębiej w rosyjskie zaplecze, bo inaczej Rosja będzie spokojnie mielić ludzi, miasta i czas.
Więc odpowiedź jest prosta. Kto Polsce bardziej zagraża? Rosja. Dlaczego?
Bo ma potencjał, intencję, historię, doktrynę, aparat państwa, służby, atom i imperialny interes, żeby Polskę osłabić albo podporządkować.
Kim jest Ukraina?
Nie świętą krową. Nie aniołem. Nie bratem z obrazka. Tylko trudnym sąsiadem w wojnie, z którym trzeba robić interesy twardo, bez klękania i bez amnezji.
Ale sąsiad, nawet nieokrzesany, to nie to samo co wróg. A w Polsce jakimś dziwnym trafem zaczyna się przewijać przekaz, że ludzie powinni bać się Ukrainy. No kurwa, ubawiłem się serdecznie. Potomkowie husarii trzęsą portkami przed Ukrainą, jakby ktoś celowo odwracał im uwagę.
I pewnie nie wiecie kto.
No bo skąd.
Rosja właśnie na to gra. Żeby Polak zamiast patrzeć na Kreml, warczał na Ukraińca. Żeby zamiast rozróżniać interes od emocji, dostał do łba łopatą ruską propagandę i jeszcze myślał, że to zdrowy rozsądek.
Rosja to wróg. Ukraina to trudny sąsiad. Kto tego nie rozróżnia, ten nie analizuje. Ten tylko klepie propagandą, nawet jeśli robi przy tym minę wielkiego stratega z komentarzy pod postem."
The LARGEST sunscreen-skin cancer study in HISTORY (n=470,000) found sunscreen users are FAR MORE likely to develop EVERY major form of skin cancer.
INVASIVE MELANOMA: 📈 +292%
MELANOMA IN SITU: 📈 +258%
BASAL CELL CARCINOMA: 📈 +140%
SQUAMOUS CELL CARCINOMA: 📈 +126%
27% of sunscreens are laced with BENZENE, a known carcinogen.
Benzene was detected in products from major brands including Neutrogena, Banana Boat, Sun Bum, CVS Health, EltaMD, Raw Elements, TopCare Everyday, Goodsense, SunBurnt, and Fruit of the Earth.
Historia Pułaskiego to perełka. Na 250. rocznicę uzyskania niepodległości #America250 stworzyliśmy opowieści o polskim udziale w jej zdobycie. Bez wzmożenia. Z pasji do tworzenia opowieści. Oglądajcie, delektujcie się, podawajcie dalej. #USA250#July4th2026#IndependenceDay
Chiny zakończyły montaż wszystkich 15 927 heliostatów w najwyżej położonej na świecie elektrowni termosolarnej.
Projekt Anduo Tushuo, o mocy 100 MW, stoi na wysokości 4650 metrów w Tybecie. To teren, który miejscowi nazywają strefą bez życia. Rzadkie powietrze, silne wiatry i temperatury spadające zimą do minus 30°C.
Dzięki magazynowaniu energii w stopionej soli instalacja będzie w stanie produkować prąd nawet po zachodzie słońca, przez 15-16 godzin dziennie.
Rozruch planowany jest na jesień tego roku.
Dla regionu, który latami zmagał się z niedoborami energii i słabą siecią przesyłową, taka elektrownia może realnie zmienić sytuację mieszkańców.
This might be one of the most under-trained muscles in your whole lower leg.
It's called the tibialis anterior, it runs down the front of your shin, and its main job is to lift the front of your foot up when you walk.
At the lowest point of your step, your toes may only clear the floor by about a centimetre.
Also called, minimum toe clearance in gait studies.
This muscle is a big part of what keeps your toes off the ground. So when it gets weak, especially with age, your toes can scuff the floor and you trip more easily.
That slow, foot-dragging walk you see in a lot of older people often comes down to weak shins.
It's also what helps lower your foot down gently after your heel lands, instead of letting it slap flat.
And because most people train their calves far more than the front of the leg, that imbalance can contribute to shin splints.
A go-to for runners
Also shows up in knee rehab
Try this wall-supported version. You can do it anywhere.
Rafał Brzoska powiedział ostatnio u Warszawskiego Koksa coś, co powinno budzić niepokój: Chiny kontrolują dziesięć minerałów, od których zależy współczesne życie. Telefon. Samochód elektryczny. Słuchawki.
Brzmi jak przesada. A jest gorzej.
Bo najważniejsze przeoczenie jest gdzie indziej: nie liczy się, kto ma surowce w ziemi, tylko kto je rafinuje. Lit leży w Australii, kobalt w Kongo, ziemie rzadkie niemal wszędzie. Ale żeby zamienić kamień w magnes, baterię albo procesor, droga i tak prowadzi przez Chiny.
I tu robi się strasznie. Chiny rafinują 91% ziem rzadkich, 96% grafitu i aż 99% galu, czyli pierwiastka, bez którego nie ma półprzewodników, radarów ani sieci 5G. Pekin dominuje w przetwórstwie 19 z 20 kluczowych surowców i kontroluje około 70% światowych mocy rafineryjnych. To nie jest przewaga. To monopol.
Zbudowany świadomie, przez dekady, gdy reszta świata chętnie oddawała brudną chemię, bo była tania i kłopotliwa.
A teraz przychodzi rachunek. Po restrykcjach z sierpnia 2024 chiński eksport antymonu runął o 97%, a ceny skoczyły o jakieś 200% w kilka tygodni. W grudniu Pekin wstrzymał eksport galu, germanu i antymonu do USA, a w kwietniu 2025 dorzucił siedem ciężkich ziem rzadkich na listę kontrolną. W maju Ford musiał czasowo zatrzymać fabrykę, bo zabrakło magnesów.
Najgorsze? Chiny to jedyny kraj na świecie, który opanował każdy etap produkcji magnesów neodymowych, tych w silnikach aut elektrycznych, w turbinach i w dronach. Nikt inny nie potrafi tego zrobić od początku do końca.
Brzoska upraszcza, mówiąc, że produkcja jest w rękach Chińczyków. Ale w tej jednej grze, która naprawdę decyduje, czyli w rafinacji, ma brutalną rację.
Facet dowoził prostytutki klientom Grand Hotelu. To nie są domysły, tylko fakty poparte zeznaniami świadków.
Przejął podstępem mieszkanie od starszego człowieka w kryzysie psychicznym, który wylądował w DPS-ie i tym samym stał się bezdomny.
Przez ponad rok zajmował służbowe mieszkanie, choć miał własne kilka km dalej.
Będąc dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej, poleciał służbowo na Hawaje, niby do Pearl Harbor, ale zamiast zabrać ze sobą historyków, zabrał „asystentkę”, której nagie zdjęcia krążyły po różnych portalach.
Przyjaźnił się z neonazistami, handlarzami ludźmi, handlarzami narkotyków i gangusami.
Jako kibol Lechii jeździł na ustawki i lał się po mordzie wspólnie z innymi bandytami.
Gość jest tak bardzo uzależniony, że nie potrafi wytrzymać godziny bez ładowania sobie w dziąsło.
I na kogoś takiego zagłosowali ci, którzy na co dzień szafują Bogiem i religią, każdą niedzielę oraz święta spędzają w kościołach i trąbią na lewo i prawo o moralności i wartościach chrześcijańskich.
A potem, gdy nie było wiadomo, ile ten facet naprawdę dostał głosów i czy można go zaprzysiąc, czy może jednak należałoby powtórzyć wybory, znalazł się narcyz, niedoszły ksiądz, były marszałek Hołownia i postanowił nie czekać na orzeczenie Sądu Najwyższego. Zaprzysiągł tego zbira na urząd prezydenta, pomimo apeli żeby tego nie robił bo nie ma do tego podstaw.
I laughed. God help me, I actually laughed. Christina leaned in when she talked, and everything about her felt warm, uncomplicated, and dangerous in the way fire must feel to a freezing man who has stopped caring what burns.
When I got home, Hannah was awake in bed with the lamp on. The light made her look smaller somehow, as if pain had been quietly sanding away at the edges of her. “I called you twice,” she said, trying to keep accusation out of her voice and not quite succeeding. “I just wanted to know if you were okay.”
I snapped at her before I could stop myself. I said I was working, that not every missed call was a crisis, that I couldn’t breathe if every hour of my life had to be accounted for. The hurt on her face arrived slowly, like dawn over a disaster, and I hated myself so much that I became colder just to survive the moment.
She turned away and wiped her cheeks with the back of her hand. “I’m sorry,” she whispered, and those two words should have broken me right there. Instead I stood in the doorway feeling trapped by the sight of my own cruelty and too proud to kneel beside her and take it back.
After that, distance became habit. I stayed later at the office, answered my phone less often, and learned how to divide myself into two men—the one who adjusted Hannah’s blanket and picked up her prescriptions, and the one who sat across from Christina in dim restaurants pretending he had merely stumbled into emotional treason by accident. The terrible truth is that betrayal gets easier the second time, not because it hurts less, but because the conscience starts bargaining for scraps.
Christina kissed me in the parking garage after a storm. Rainwater dripped from the ceiling in slow, silver threads, and the whole concrete place smelled like oil and thunder. I should have stepped back, should have said my wife’s name like a prayer and gone home, but I kissed her back with the desperation of a man trying to erase his own reflection.
I told myself it was only physical, and then I told myself that lie again when it stopped being true. We started meeting in hotels on the far side of town, then at her condo, then wherever shame could be delayed by locked doors and soft sheets. With Christina, I did not have to be patient or noble or terrified. I could just be wanted, and for a while that felt like oxygen.
At home, Hannah grew quieter. She still asked about my day, still thanked me when I handed her water or helped her into bed, but a thin sadness had entered her voice, the kind that settles in when hope begins packing its bags. Once, while I was washing dishes, she asked me without looking up, “Do you still see me when you look at me?”
The plate slipped in my hands and cracked against the sink. I wanted to say yes immediately, to say it with conviction, to sound like the man she married instead of the one I had become. But my silence answered before my mouth did, and when I finally forced out, “Of course I do,” it sounded weak enough that even I didn’t believe it.
A week later, she reached for my hand in bed. Her palm was warm, her fingers trembling just slightly, and there was a courage in the gesture that made me feel small. “I know things are different,” she said, staring at the ceiling. “But if you’re grieving too, you can tell me. Just don’t leave me while you’re still standing next to me.”