Kto w PiS wziął łapówkę od Pfizera?
Prawie 6 miliardów złotych. Tyle może kosztować Polskę jedna decyzja rządu Mateusza Morawieckiego w sprawie szczepionek przeciwko COVID-19.
Za takie pieniądze można byłoby wybudować około 20 dużych nowoczesnych szpitali, 58 małych albo ponad 11 tysięcy karetek. Zamiast tego zapłacimy za 64 miliony szczepionek, których Polska nie odebrała.
Nie chodzi o preparaty, które uratowały komuś życie. Nie chodzi o szczepionki podane w najgorszym momencie pandemii. Chodzi o około 64 miliony dawek, których Polska nie odebrała, nie wykorzystała i których nigdy nie potrzebowała.
Mimo to, zgodnie z nieprawomocnym wyrokiem sądu w Brukseli, mamy za nie zapłacić. Z odsetkami. A potem jeszcze te dawki odebrać.
64 miliony dawek to prawie dwie na każdego mieszkańca Polski, licząc niemowlęta, dzieci, osoby, które nie mogły się szczepić, i miliony ludzi, którzy nie zamierzali przyjmować kolejnych dawek.
I to nie jest rachunek za cały polski program szczepień. To rachunek za część jednej umowy z jednym koncernem.
Ten rachunek przestał już być księgową abstrakcją. 10 lipca 2026 roku ujawniono, że Eurocontrol, europejska organizacja rozliczająca opłaty za loty nad Europą, zaczęła wstrzymywać pieniądze należne Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. To środki, za które ta agencja funkcjonuje. Stanowią zdecydowaną większość przychodów instytucji odpowiadającej za bezpieczeństwo ruchu lotniczego nad Polską.
Innymi słowy: Pfizer nie wysyła już ponagleń do Ministerstwa Zdrowia. Pfizer sięga po polskie pieniądze.
Dlatego nie wystarczy pytać, czy ktoś popełnił błąd. Przy sześciu miliardach złotych trzeba zapytać wprost:
kto w rządzie PiS wpędził Polskę w ten kontrakt i jaką miał z tego korzyść?
Bo gdy decyzja jest tak kosztowna, tak słabo udokumentowana i tak rażąco sprzeczna z dostępnymi danymi, śledztwo nie może skończyć się na słowach „chaos” i „niekompetencja”. Musi objąć lobbing, konflikty interesów, przepływy pieniędzy i łapówki dla polityków, urzędników oraz ludzi z ich otoczenia.
MATEMATYKA, KTÓRA OSKARŻA
Najważniejsze ustalenia pochodzą z kontroli Najwyższej Izby Kontroli. Wystarczy zestawić trzy liczby.
Pod koniec kwietnia 2021 roku Polska miała już zakontraktowane 109 milionów dawek szczepionek przeciwko COVID-19.
W kraju mieszkało około 38 milionów ludzi, w tym około 31 milionów dorosłych.
Gdyby każdy dorosły Polak przyjął trzy dawki, potrzeba byłoby około 93 milionów dawek.
Wniosek jest prosty: państwo miało zamówione więcej szczepionek, niż wystarczyłoby do trzykrotnego zaszczepienia wszystkich dorosłych. Z zapasem.
I właśnie w tym momencie Ministerstwo Zdrowia weszło w kolejne, gigantyczne zobowiązanie.
NIK oceniła negatywnie kontraktowanie szczepionek o wartości około 8,4 miliarda złotych. Kontrolerzy stwierdzili dwie rzeczy: minister zdrowia źle oszacował zapotrzebowanie i nie przedstawił żadnych dokumentów pokazujących, jak wyliczono liczbę potrzebnych dawek.
Wydano miliardy, a nie pokazano kalkulacji odpowiadającej na najprostsze pytania:
Ilu obywateli miało się zaszczepić?
Ile dawek przewidziano na osobę?
Ile szczepionek już leżało w magazynach?
Jak szybko spadało zainteresowanie szczepieniami?
Ile preparatów mogło się przeterminować?
Ile maksymalnie miała kosztować cała operacja?
W państwie PiS odpowiedzialność rozmyto między Ministerstwo Zdrowia, Kancelarię Premiera, pełnomocnika do spraw szczepień, Rządową Agencję Rezerw Strategicznych i Komisję Europejską.
JEDENAŚCIE DNI, KTÓRE POGRĄŻAJĄ NIEDZIELSKIEGO
Teraz najważniejsze: chronologia. Dwie daty, jedenaście dni różnicy.
20 maja 2021 roku Polska przystąpiła do trzeciej umowy Komisji Europejskiej z Pfizerem i BioNTechem. Kontrakt opiewał na 900 milionów dawek dla całej Unii, z opcją dokupienia kolejnych 900 milionów — łącznie nawet 1,8 miliarda dawek.
Polska nie mogła sama przepisać warunków tej umowy. Mogła jednak do niej nie przystępować albo walczyć o zmniejszenie swojej puli. Nie zrobiła ani jednego, ani drugiego.
31 maja 2021 roku, jedenaście dni później — minister zdrowia Adam Niedzielski napisał do unijnej komisarz do spraw zdrowia. Ostrzegał przed ogromną nadwyżką szczepionek i domagał się ograniczenia zamówień.
Zestawmy to: najpierw zgodził się na wielomiliardowe zobowiązanie. Jedenaście dni później alarmował, że szczepionek będzie za dużo.
To nie jest błąd oceniany po latach, z dzisiejszą wiedzą. Niedzielski rozumiał ryzyko praktycznie w chwili podejmowania decyzji.
Skoro tak, to dlaczego Polska weszła do umowy?
Kto naciskał, żeby zrobić to szybko?
Kto przygotował rekomendację?
Kto zatwierdził polską pulę i uznał, że kraj potrzebuje kolejnych dziesiątek milionów dawek?
Czy Niedzielski informował Morawieckiego o nadwyżce? Czy premier zaakceptował zobowiązanie mimo ostrzeżeń?
Czy Michał Dworczyk, pełnomocnik rządu do spraw szczepień, znał skalę zamówienia i prognozy zainteresowania kolejnymi dawkami?
W dokumentach NIK padają słowa „nierzetelność” i „niegospodarność”. Przy takiej chronologii to za mało. Jedenaście dni między podpisaniem zobowiązania a alarmem o nadwyżce powinno być początkiem postępowania karnego i finansowego audytu wszystkich uczestników tej decyzji.
KONTRAKT NEGOCJOWANY PRZEZ SMS-Y
Już w październiku 2022 roku Prokuratura Europejska potwierdziła, że prowadzi postępowanie w sprawie unijnych zakupów szczepionek.
Największy kontrakt medyczny w historii Europy powstawał więc poza standardami przejrzystości, których wymaga się nawet przy drobnych przetargach gminnych.
Polska decyzja nie zapadła w próżni. Największy unijny kontrakt szczepionkowy negocjowano w warunkach skrajnej nieprzejrzystości.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen kontaktowała się bezpośrednio z prezesem Pfizera Albertem Bourlą. Wymieniali SMS-y w trakcie rozmów o kontrakcie wartym dziesiątki miliardów euro.
Treści tych wiadomości nigdy nie ujawniono. Komisja nie potrafiła wiarygodnie wyjaśnić, gdzie są te SMS-y, czy je usunięto, czy w ogóle je zarchiwizowano — i dlaczego korespondencja dotycząca jednego z największych zakupów w historii Unii nie została potraktowana jak dokument urzędowy.
W maju 2025 roku Sąd Unii Europejskiej orzekł, że Komisja nie wyjaśniła wiarygodnie odmowy udostępnienia tej korespondencji.
A co zrobiło państwo polskie?
Do dziś nie pokazano: opinii prawnych, analiz popytu, obiegu dokumentów, nazwisk osób rekomendujących przystąpienie do umowy. Nie ujawniono, kto z ramienia Pfizera lub firm lobbingowych kontaktował się z polskimi urzędnikami. Nie przedstawiono kalendarzy spotkań ani korespondencji służbowej.
Przy sześciu miliardach złotych taka tajemnica sama staje się częścią sprawy.
NAJPIERW PODPISALI, POTEM UDAWALI BUNTOWNIKÓW
W kwietniu 2022 roku rząd PiS nagle ogłosił: Polska przestaje odbierać szczepionki Pfizera i nie będzie za nie płacić.
Niedzielski tłumaczył to wojną w Ukrainie, kosztami przyjęcia uchodźców, zmianą sytuacji epidemicznej i nadmiarem preparatów.
Politycznie wyglądało to efektownie: rząd Morawieckiego pozował na obrońcę polskiego podatnika w starciu z międzynarodowym koncernem.
Tyle że to ten sam rząd rok wcześniej sam przyjął na Polskę obowiązek zakupu.
Kolejność była taka: najpierw podpisano ogromne i nieprzejrzyste zobowiązanie. Potem, gdy okazało się, że szczepionek nikt nie chce jednostronnie ogłoszono, że Polska nie będzie go wykonywać.
Trzeba więc ustalić: czy rząd miał poważne opinie prawne, że może skutecznie zerwać umowę? Czy urządził tylko polityczny spektakl i przesunął rachunek na kolejne lata?
Bo możliwy plan wyglądał tak:
Nie odbierać. Nie płacić. Ogłosić twardą postawę wobec Pfizera. Przetrwać wybory. A proces i wielomiliardowy rachunek zostawić następcom.
To nie byłaby obrona interesu państwa. To byłoby ukrywanie skutków własnej decyzji do momentu utraty władzy.
POZEW PRZYSZEDŁ, GDY PiS JUŻ PAKOWAŁ BIURKA
Pfizer pozwał Polskę w listopadzie 2023 roku, już po wyborach parlamentarnych, gdy PiS wiedział, że oddaje władzę.
Spór dotyczył około 60 milionów nieodebranych dawek i roszczenia liczonego w miliardach złotych.
1 kwietnia 2026 roku sąd pierwszej instancji w Brukseli przyznał rację Pfizerowi. Zasądził od Polski około 5,6 miliarda złotych z odsetkami i nakazał odbiór około 64 milionów dawek.
Wyrok nie jest prawomocny, Polska zapowiedziała apelację. Ale ryzyko stworzone przez rząd PiS stało się już realnym zagrożeniem dla finansów państwa.
Niepotrzebne szczepionki kupione przez rząd PiS uderzają więc w finansowanie instytucji pilnującej bezpieczeństwa polskiego nieba.
Tak kończy się polityka bez analiz, bez jawności i bez odpowiedzialności.
TRZY NAZWISKA NA PIERWSZYM PLANIE
Adam Niedzielski. Minister zdrowia. Jego resort odpowiadał za zakupy. To on jedenaście dni po przystąpieniu do umowy ostrzegał przed nadwyżką. Powinien wyjaśnić, kto kazał mu zaakceptować kontrakt, którego skutki sam natychmiast uznał za groźne.
Mateusz Morawiecki. Program szczepień był jednym z najważniejszych projektów jego rządu. Trudno uwierzyć, że premier nie wiedział o zobowiązaniu wartym miliardy. Jeżeli wiedział, niech odpowie, dlaczego je zaakceptował. Jeżeli nie wiedział — oznacza to całkowitą utratę kontroli nad jednym z największych zakupów w historii państwa.
Michał Dworczyk. Pełnomocnik rządu do spraw programu szczepień, czyli organizator politycznej wizytówki gabinetu Morawieckiego. Powinien ujawnić, jakie dostawał prognozy, jakie decyzje podejmował i z kim uzgadniał liczbę zamawianych dawek.
Ale śledztwo nie może zatrzymać się na trzech politykach. Musi objąć urzędników Ministerstwa Zdrowia, Kancelarii Premiera i Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, polskich przedstawicieli w unijnym mechanizmie zakupowym oraz wszystkich, którzy kontaktowali się z Pfizerem i podmiotami reprezentującymi jego interesy.
CO TRZEBA SPRAWDZIĆ
Organy ścigania powinny odtworzyć tę decyzję dzień po dniu:
Kto otrzymał projekt umowy?
Kto znał cenę dawki i całkowity koszt dla Polski?
Kto wyliczył liczbę potrzebnych preparatów — i na jakiej podstawie?
Kto zdecydował, że Polska nie skorzysta z możliwości ograniczenia zamówienia?
Kto ostrzegał przed nadwyżką i co z tym ostrzeżeniem zrobiono?
Kto kontaktował się z Pfizerem, BioNTechem, kancelariami prawnymi i lobbystami?
I dalej, pytania o pieniądze:
Czy ktoś po odejściu z administracji dostał stanowisko, kontrakt, zlecenie albo inną korzyść od podmiotów związanych z rynkiem farmaceutycznym?
Czy korzyści trafiły do rodzin, współpracowników, fundacji, spółek lub pośredników powiązanych z decydentami?
Czy sprawdzono rachunki bankowe, oświadczenia majątkowe, telefony i prywatne skrzynki pocztowe?
Czy zabezpieczono wiadomości z komunikatorów i kalendarze spotkań?
Czy ktoś naciskał, żeby pominąć analizy zapotrzebowania?
Przy sześciu miliardach złotych nie wystarczy przesłuchać kilku urzędników i zamknąć sprawę hasłem „pandemia”. Potrzebne jest pełne śledztwo: wpływy, pieniądze, osobiste korzyści.
TO KORUPCJA, NIE GŁUPOTA
Fakty układają się w jeden ciąg:
Polska miała już więcej dawek, niż potrzebowała do trzykrotnego zaszczepienia wszystkich dorosłych.
Mimo to przyjęła kolejne wielomiliardowe zobowiązanie.
Nie pokazano żadnego rzetelnego wyliczenia zapotrzebowania.
Jedenaście dni po przystąpieniu do umowy minister zdrowia sam ostrzegał, że szczepionek będzie za dużo.
Polskiego zamówienia nie ograniczono.
Warunki handlowe utajniono.
SMS-ów szefowej Komisji Europejskiej z prezesem Pfizera nie ujawniono.
Prokuratura Europejska wszczęła postępowanie w sprawie unijnych zakupów.
Rząd PiS jednostronnie przestał wykonywać umowę, nie mając skutecznego sposobu na uwolnienie Polski od zobowiązania.
To nie wygląda jak pomyłka pojedynczego urzędnika. To wygląda jak decyzja podjęta na najwyższych szczeblach władzy, bez gospodarczej logiki i bez przejrzystości.
Ktoś przygotował dokumenty. Ktoś rekomendował przystąpienie do kontraktu. Ktoś zaakceptował liczbę dawek. Ktoś wiedział o nadwyżce. Ktoś nie skorzystał z możliwości ograniczenia zamówienia. Ktoś potem ukrywał skutki tej decyzji pod politycznym hasłem walki z Pfizerem.
I nikt za to nie odpowiedział.
Dlatego pytania „kto w PiS wziął łapówkę od Pfizera?” nie wolno zbywać oburzeniem ani opowieścią o nadzwyczajnych warunkach pandemii.
Prokuratura i służby już dawno powinny ustalić odpowiedzialnych za tą decyzję i ukarać.
Niech Adam Niedzielski pokaże analizy.
Niech Mateusz Morawiecki ujawni obieg decyzji.
Niech Michał Dworczyk przedstawi korespondencję i kalendarze spotkań.
Niech śledczy sprawdzą pieniądze, kontakty i kariery wszystkich uczestników tej operacji.
Bo sześć miliardów złotych nie wyparowało.
Ktoś podpisał Polsce ten rachunek. Ktoś wiedział, że szczepionek jest za dużo. Ktoś podjął decyzję, której ekonomicznej logiki do dziś nikt nie pokazał.
A teraz my - polscy podatnicy mamy płacić fortunę.
Jeżeli podobał się wam ten tekst, to możecie postawić mi kawę -https://t.co/OOqSIiyjHf
19 latek powiedział https://t.co/bg7FhZs1Lc, że zaatakował ponieważ, oglądał program Stanowskiego o lekarzach złodziejach i nie podoba mu się to. Do kurwy nędzy! Dlaczego rzecznik Prokuratury o tym nie powiedział!? Wy bronicie Stanowskiego!
Za chwilę przez jego programy, będą ludzi na ulicach mordować! Będziecie za to odpowiedzialni!
Bierzcie i podawajcie dalej!
Poprawiona grafika
TŁUSTE KOTY W SŁUŻBIE ZDROWIA (PiS)
Na 5. miejscu znalazł się dr Dariusz Gałecki – radny PiS i dyrektor Szpitala Powiatowego w Tomaszowie Lubelskim.
📌 864 tys. zł rocznie wynagrodzenia.
Tymczasem kierowany przez niego szpital od lat zmaga się z problemami finansowymi i wysokim zadłużeniem.😡
#TłusteKoty #PiS #SłużbaZdrowia #TomaszówLubelski
Tusk wspólnie z Zełenskim ograli Nawrockiego, który chciał zmusić Tuska do niewygodnej kontrasygnaty odebrania medalu Zełenskiemu. Najprawdopodobniej umówili się, że Zełenski odda medal bez czekania na reakcję Tuska, co uwolniło Tuska od trudnej decyzji, a ukazało Nawrockiego jako małostkowego gracza.
Dodatkowo Nawrocki natychmiast dostał pocałunek śmierci z Kremla, co go wyizoluje w polityce europejskiej i nie tylko. Plan ekipy Nawrockiego nie wypalił także w kwestii szerszej narracji, bo nikt praktycznie nie pisze o tragedii Wołynia, za to większość relacji podkreśla, że Nawrocki zachował medal dla Mussoliniego i Schrödera, co już kompletnie go pogrąża.
ŁĄCZYMY KROPKI🤔
W PiS-owskim szpitalu w Otwocku „kryształowy sygnalista” dr Emil szybko znalazł ciepłą posadę gdy został zwolniony ze Szpitala Południowego.
Jest tam ordynatorem i dyrektorem medycznym.👍
To właśnie w tym szpitalu operowano kolano Kaczyńskiego. I to ten szpital, jak mówił @Arlukowicz, zgarnął jako jedyny w Polsce blisko 18,5 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości.
Dr Emil to człowiek który:
• obrobił Szpital Południowy na ponad pół miliona złotych za fikcyjne dyżury,
• jako pułkownik WP nie chodził do pracy, bo „Błaszczak mu pozwolił”, a kasę brał.
Do tego był prezesem Polsat Boxing Promotion i
JEST PREZESEM OSSA MEDICAL CENTER Z GRUPY SOLORZA👏
Sygnalista prawdopodobnie wyniosł dokumentację medyczną… tylko jakoś nie spieszy mu się z podaniem listy VIP-ów z KO🤔
Czyżby dlatego Polsat tak dziwnie omija temat sygnalisty? Przecież to obiektywne medium🤦♀️
@AGozdyra milczy, @BogRymanowski
omija temat szerokim łukiem.
@PatrykSlowik który opisał aferę też jest obiektywny!
Dwa razy dostał nagrodę od Glapińskiego za dobre
pióro👏
Pomóżmy redaktorom rozwiązać tę zagadkę.
@Arlukowicz
#PytanieDnia #SzpitalPołudniowy #Otwock
Jestem z Polski, Jestem z Ukrainą!🇺🇦
Przepraszam cię Ukraino, za to co zrobił rezydent Polski. Ja stoję solidarnie z wami! Pomagać wam będę niezmiennie.
Polska: najwyższy wzrost gospodarczy w UE, najniższe bezrobocie, potężne inwestycje z KPO, zakup uzbrojenia z SAFE, najniższe ceny paliwa w Europie. Wychodzi Kaczyński i mówi: zrobimy wszystko by odwrócić sytuację w Polsce… mlask, mlask😂🤡
Siano od Niemca, czyli ciąg dalszy cierpień najbardziej polskich z polskich mediów.
Jedna z prawicowych redakcji w ramach bardzo poważnego śledztwa wywęszyła temat, który - ufając tonowi publikacji i treści "pasków grozy" - może być skandalem dekady. Otóż tym razem problem polega na tym, że do zwierząt w Warszawskim ZOO miałoby rzekomo trafiać siano z Niemiec.
Wyjaśnijmy zatem:
- w tym roku Warszawskie ZOO zakontraktowało 90 ton siana od polskiego rolnika. To podstawowy składnik diety bardzo wielu zwierząt roślinożernych, wymagania co do jego jakości są zawsze bardzo precyzyjnie opisane w warunkach przetargu. Bardziej polsko już się nie da.
- to może się nie mieścić w głowach prawicowych śledczych, ale nie wszystkie zwierzęta są zwierzętami naturalnie występującymi w Polsce i żeby odżywiać się zgodnie ze swoimi potrzebami muszą jeść taką żywność, która im nie zaszkodzi. Byłbym zachwycony, gdyby żyrafy i bongo jadły ze smakiem swojski żurek. Niestety, wolą lucernę, której najlepszą jakość zapewniają kraje z południa Europy. I stamtąd pochodzi również produkt zakupiony przez nasze zoo, którym tak bardzo ekscytuje się jedna z prawicowych redakcji.
- Z Niemiec był jedynie dystrybutor - zapewne to tym śladem poszli najwięksi obrońcy polskości. Niestety, ślady nie doprowadziły ich finalnie do oczekiwanego miejsca. Muszę Państwa oficjalnie rozczarować: siano nie było z Niemiec. Lucerna też nie.
I na koniec pytanie do arcypatriotycznej redakcji, która pochyliła się nad tym problemem: nawet gdyby siano było rzeczywiście z Niemiec, to czy nie powinniśmy się wszyscy cieszyć, że Niemcy mają coraz mniej siana?
Drogie dzieci to jest Kamil Bortniczuk który mimo wniosków o dofinansowanie nie przyznał żadnych dotacji Maji Chwalinskiej twierdząc iż nie rokuje sukcesów w przyszłości
"No i mamy hit sezonu!
Poseł Michał Wójcik (PiS) złożył interpelację do Tuska:
Zapytał: „Ile premii i nagród rozdaliście ministrom i wiceministrom?!”
Odpowiedź przyszła taka, że aż przykro patrzeć:
„W naszym rządzie nagród nie ma! Ostanie nagrody były w 2017 roku
Pan w 2017 roku w rządzie Szydło przyjął 40 800 zł nagrody ”
Chciał zrobić aferę, a wyszło samobójstwo z interpelacją w ręku.
Sam się zaorał
Kto wygrywa dziś w memach?"
RT‼️
Co łączy Puuutina z Nawrockim?
- Zniszczyć Polskę i Europę‼️
Czaputowicz, minister z PiSu;
„Program Putina stał się tożsamy z programem Nawrockiego” ‼️
Jacek Żalek zatrzymany! Układ się sypie. Pieniądze „wybierane całymi wagonami”. Wicemin. w rządzie PiS Żalek wyznał - PiS to układ mafijny! Z NCBiR wyprowadzono 178 mln! W marcu 2023 Żalek przekazał prokuraturze nagrania rozmów z NCBiR. Szantażu, miał się dopuszczać Adam Bielan.
To jest coś niespotykanego, aby głowa państwa, prezydent RP, na konferencji z udziałem międzynarodowym, w tym wspólnie z szefem NATO, oświadczał, że w Polsce nie ma szans na obiektywne wyroki sądowe. To więcej niż skandal.
14.09.2026 pierwsza rozprawa przeciwko Onet. Nawrocki będzie udowadniał, że nigdy osobiście w sprowadzaniu prostytutek. Proces będzie niezwykle dynamiczny, bo Sąd wyznaczył serię rozpraw, 5–6 posiedzeń w krótkim odstępie. Pierwsza rozprawa : 14.09. 2026, a ostatnia: 29.09. 2026.
Mentzena Brytyjczycy uznali za ruskiego agenta. Gdyby nie był posłem nie wjechałby do kraju. I to jest sposób na piętnowanie ruskiej agentury. Brawo Brytyjczycy.