Zdawało się, że temat "chat control" przepadł w PE, a tymczasem ...
"Jako poseł do PE przecierasz oczy ze zdumienia: propozycja „chat control” została faktycznie wycofana z porządku obrad. A jednak, tuż przed przerwą wakacyjną – gdy wszyscy pakują stroje kąpielowe albo śledzą Mistrzostwa Świata w ⚽️ – przewodnicząca Parlamentu po cichutku przywraca temat do porządku obrad. Oczywiście pod inną nazwą. Dzisiaj zatem głosuje się nad tym, czy w czwartek odbędzie się głosowanie nad samą propozycją. To satyra na rzeczywistość w najlepszym wydaniu. I rzeczywiście: tryb pilny zostaje zatwierdzony – decyzja merytoryczna zapadnie w czwartek; manewr się udał. Nie do wiary!"
Niewielka większość za przyspieszoną procedurą głosowania w sprawie masowego skanowania #ChatControl 1.0.
331 głosów za. 304 głosy przeciw.
11 wstrzymujących się. Czarny dzień dla prywatności i demokracji. Głosowanie nad istotą projektu odbędzie się w czwartek. Tylko bezwzględna większość może jeszcze powstrzymać te przepisy!
W czwartek - po ostatecznym przegłosowaniu Chat Control - UE wyłączy mikrofony nam wszystkim. A dokładnie dorwie każdego kto ośmieli się nawet w prywatnej wiadomości powiedzieć coś z czym Elity UE się nie zgadzają. To koniec resztek wolności słowa w UE.
Stop Chat Control! Parlament nie może głosować do skutku!
Dzisiejsze głosowania w Strasburgu pokazują coś bardzo niepokojącego. Po odrzuceniu przez Parlament Europejski w marcu przedłużenia przepisów tzw. Chat Control, zamiast uszanować tę decyzję podejmuje się próbę ponownego otwarcia tej samej sprawy i przepchnięcia jej kolanem z wykorzystaniem nadzwyczajnej procedury. To niebezpieczny precedens, w który osobiście zaangażowała się przewodnicząca Parlamentu z EPP, @EP_President.
Nie ma naszej zgody na masowe skanowanie prywatnej korespondencji elektronicznej Europejczyków pod pretekstem walki z przestępczością! Dzieci trzeba chronić skutecznie, ścigając przestępców, a nie traktując wszystkich obywateli jak potencjalnych przestępców i łamiąc prawo do prywatności.
Szefowa Parlamentu Europejskiego powinna uszanować wyniki głosowań. Nie można powtarzać ich w nieskończoność, aż do uzyskania oczekiwanego przez eurokratów rezultatu.
Z pomocą KSeF stworzono strategiczny punkt dostępu do danych o polskiej gospodarce. Bramkę WAF obsługuje francuski Thales – uwaga, koncern z sektora obronnego. My tutaj skupiamy się na Ukrainie, a z drugiej strony rząd oddał Francuzom kontrolę nad infrastrukturą naszego państwa.
❗️Parlament Europejski przyjął tryb pilny procedowania tzw. chat control - aby jak najszybciej uderzyć w prawo do prywatności milionów Europejczyków!
Opamiętajcie się posłowie #PiS#KO#PSL#LEWICA i nie popierajcie tej euroinwigilacji!
Chat Control wraca do głosowania w czwartek!
Twoje prywatne rozmowy, zdjęcia, filmy przestaną być prywatne, bo będą prześwietlane jeszcze przed ich wysłaniem!
Parlament raz to odrzucił, ale zmieniono reguły, by łatwiej przepchnąć INWIGILOWANIE NASZYCH WIADOMOŚCI❗
To dzieje się teraz. Parlament Europejski w tym tygodniu ponownie głosuje nad przepisami pozwalającymi firmom skanować prywatne wiadomości pod pretekstem walki z materiałami przedstawiającymi wykorzystywanie dzieci. Krytycy nazywają to wprost "chat control", bo uderza w szyfrowaną komunikację.
Na czym polega groza tego pomysłu? Na skanowaniu po stronie klienta. Specjalne oprogramowanie ma sprawdzać treść na Twoim telefonie, zanim wiadomość zostanie zaszyfrowana. To omija szyfrowanie WhatsAppa i Signala. Twoje prywatne rozmowy przestają być prywatne, bo są prześwietlane jeszcze przed wysłaniem.
W marcu Parlament odrzucił przedłużenie tych przepisów. 311 głosów przeciw, 228 za. Sprawa wydawała się zamknięta. Ale największa frakcja, Europejska Partia Ludowa, wskrzesiła tekst rzadko używaną procedurą. Efekt jest taki, że tym razem głosowanie odbędzie się na innych zasadach, które ułatwiają przyjęcie ustawy.
Na czym polega ten przekręt proceduralny? Zwykle, gdy Parlament odrzuca tekst, Rada przestaje nad nim pracować, a Komisja go wycofuje. Teraz zmuszono posłów do drugiego głosowania, w którym do zablokowania potrzeba bezwzględnej większości, czyli co najmniej 361 głosów. Zieloni mówią wprost, że to podważa istotę demokracji.
Głosowanie zaplanowano na czwartek, jeśli we wtorek Parlament przyjmie tryb pilny. Przedłużenie ma pozwolić na skanowanie wiadomości aż do 2028 roku.
@PBasiukiewicz@KPujdak Ale Wam Panowie kiepski PR robią koledzy. Zaczęli w erze jedynej choroby, wtedy się ujawniało kto zacz. Krzysztof się ze mną nie zgadzał, że większość nie powinna pracować w zawodzie. Chyba jednak jesteście jednorożcami.
Magdalena Sobkowiak-Czarnecka pojawiła się praktycznie znikąd i już zarządza kolosalnymi pieniędzmi na bezpieczeństwo Polski.
Wiceminister obrony narodowej bez żadnego wykształcenia ani doświadczenia w sferze wojskowości i bezpieczeństwa. Pełnomocnik ds. SAFE – unijnych pożyczek na obronność wartych miliardy euro. Jeszcze niedawno dziennikarka Polsatu i TVP, krótki epizod w Komisji Europejskiej, doradca Kosiniaka-Kamysza i nagle kluczowa postać w rządzie Tuska. Absolwentka Leadership Academy na Central European University George’a Sorosa, została wyróżniona jako przyszła liderka Europy przez amerykański think tank German Marshall Fund.
Jak osoba bez jakiegokolwiek backgroundu wojskowego dostaje władzę nad wielomiliardowymi funduszami na obronę Polski? Czy to przypadek, czy sieć powiązań?
Zdjęcie wykonane w Warszawie. Na masce taksówki tzw. szahada - islamskie wyznanie wiary.🕌
W międzyczasie w Krakowie powstał meczet, który miał być „ośrodkiem kultury”.
Polecam Wam zapoznać się z pojęciem „takija”. Kroczek po kroczku chcą nam zrobić to samo co na Zachodzie, włącznie ze strefami no-go i prawem szariatu. A spróbuj Polaku skrytykować…
Fiskus zamienia kamery drogowe w system śledzenia obywateli❗
Każdy z nas może być śledzony. Państwo sprawdza, gdzie i kiedy jeździmy.
To jedna z najgroźniejszych spraw ostatnich miesięcy, a przechodzi niemal bez echa. Skarbówka prawdopodobnie wykorzystuje system kamer, zbudowany do walki z przemytem, do rutynowego prześwietlania zwykłych przedsiębiorców. I nie chce powiedzieć, na jakiej podstawie.
System nazywa się ANPRS, czyli automatyczne rozpoznawanie tablic rejestracyjnych. Krajowa Administracja Skarbowa oficjalnie budowała go i uzasadniała jednym celem: zwalczaniem przemytu towarów i poważnych oszustw podatkowych. Kamery rozstawiono na granicach i głównych drogach kraju. Cel brzmiał poważnie i konkretnie.
A dziś okazuje się, że ten sam system może służyć do sprawdzania, czy mały przedsiębiorca pojechał samochodem dokładnie tam, gdzie wpisał w ewidencji przebiegu do odliczenia VAT. Narzędzie stworzone do łapania przemytników zostaje wycelowane w fryzjera, hydraulika i właściciela pierogarni.
Dziennikarze dziennika motoryzacyjnego https://t.co/rnj9QoPHTW. wysłali do Ministerstwa Finansów 22 konkretne pytania. Odpowiedź była wymijająca i pusta. Resort nie wskazał podstawy prawnej używania kamer w sprawach VAT. Nie powiedział, jak długo przechowuje dane o przejazdach. Nie ujawnił, ilu urzędników ma do nich dostęp ani czy istnieje audyt tego dostępu. Nie wyjaśnił, jak obywatel może sprawdzić i zakwestionować odczyt swojej tablicy. Zbył wszystko ogólnikiem o danych pozostających w posiadaniu organu.
Nie tylko przedsiębiorcy mogą być śledzeni, przecież system monitoruje wszystkie auta i sczytuje wszystkie tablice. Jedynie przedsiębiorcy na tym tracą.
Dlaczego to takie groźne?
Po pierwsze, to jest budowa mapy Twojego życia. Numer tablicy, data, godzina i miejsce, zebrane razem przez miesiące, pozwalają odtworzyć, gdzie jeździsz, kiedy, do kogo i jak często. Do kościoła, do lekarza, do sklepu. Państwo, które chce sprawdzić jedno odliczenie za paliwo, dostaje do ręki narzędzie do prześwietlenia całego Twojego przemieszczania się.
Po drugie, to odwrócenie proporcji, którego zakazuje Konstytucja. Artykuł 51 mówi jasno: władza może zbierać o obywatelu wyłącznie dane niezbędne w demokratycznym państwie. Nie wygodne, nie przydatne, nie ciekawe dla urzędnika. Rekonstruowanie historii przejazdów, by znaleźć cokolwiek przeciwko przedsiębiorcy, to nie jest niezbędność. To inwigilacja na wszelki wypadek.
Po trzecie, standard dla groźnych przestępców przenosi się na zwykłego obywatela. Śledzenie pojazdu Europejski Trybunał Praw Człowieka dopuszczał w sprawach o handel narkotykami i to pod warunkiem jasnej podstawy prawnej. Tu tę samą technikę stosuje się rzekomo do drobnej sprawy podatkowej. Skala inwigilacji rażąco nie odpowiada wadze sprawy.
Po czwarte, i najgroźniejsze w codziennym życiu, państwo może się pomylić. System potrafi źle odczytać numer. Tablica bywa sklonowana. Autem jechał ktoś inny, bo było użyczone albo w serwisie. A obywatel dostaje zarzut, którego nie ma jak obalić, bo nie widzi nawet materiału użytego przeciwko niemu. Tajny rekord z kamery kontra bezradny człowiek.
I na to wszystko Ministerstwo Finansów odpowiada milczeniem. Nie zaprzecza, nie tłumaczy, nie pokazuje przepisu. A milczenie w takiej sprawie jest samo w sobie odpowiedzią. Gdyby istniała jasna, zgodna z prawem podstawa, resort podałby ją w jednym zdaniu.
To jest kolejny element układanki, którą składamy od tygodni. Najpierw KSeF i wgląd w każdą fakturę na żywo. Potem projekt dający ZUS automatyczny klucz do danych skarbowych. Teraz kamery drogowe zamienione w narzędzie śledzenia kierowców. Każdy krok osobno tłumaczy się wygodą, walką z oszustami i troską o dzieci. Razem budują państwo, które patrzy obywatelowi na ręce przez całą dobę.
Wolność to także prawo do tego, by państwo nie wiedziało, gdzie akurat jedziesz. Prywatność nie jest przywilejem, który władza łaskawie przyznaje. Jest prawem, które ją ogranicza. Żądamy od Ministerstwa Finansów jednego: jawnej, konkretnej podstawy prawnej albo natychmiastowego zaprzestania tej praktyki. Bo państwo, które łata dziurę budżetową masową inwigilacją kierowców, przekracza granicę, za którą kończy się wolny obywatel, a zaczyna podejrzany na dożywotnim nadzorze.
Sądzicie, że LEKARZ, który:
- kłamie
- oszukuje przełożonych
- naciąga pracodawcę
- fałszuje dokumentację
- okrada budżet samorządów
- okrada budżet państwa
- nie pojawia się na wyznaczonych dyżurach
to on... dobrze leczy pacjentów? 🤨
Bydgoszcz. Przedsiębiorca zwraca uwagę dwóm muzułmanom modlącym się gdzie popadnie. Egipcjanie, zgodnie z przewidywaniem, zaczynają atakować. Brzmi znajomo?
To norma. Chwilowo bywają spokojni, bo jest ich mało. Spróbuj zwrócić im uwagę we Francji i poczekaj na efekt.