@DrabinskiAriel Coś tam słyszeliśmy, że czasem "dobrowolsi" są w stanie sobie wywalczyć powrót na spanko do domu, jeśli przyjdzie im pełnić służbę w miejscu blisko ich zamieszkania 🙃 Może i Wam się uda?
Niedawno połączone siły francuskie i lokalne odbiły Polkę uprowadzoną w Czadzie. Zrodziło to gdzieniegdzie pytania o to, dlaczego to nie PL Wojska Specjalne przeprowadzały tą operację?
No właśnie. Współczujemy chłopakom z JWG, czy Lublińca, bo po raz kolejny nie otrzymali oni okazji do tego, aby się sprawdzić w boju. A przecież właśnie do tego się codziennie szkolą. I wiemy, że byli na pewno gotowi do działania w obronie interesów i obywateli RP.
Nie jest jednak ich winną to, że PL jako państwo nie jest aktualnie w stanie podołać prowadzeniu skomplikowanych operacji za granicą. Z kolei nasza klasa polityczna od lat stroni od brania na siebie odpowiedzialności za działania, które mogłyby zachwiać ich słupkami poparcia.
Dlatego wygodniej jest posłać w bój sojuszników niż przypomnieć sobie o tym, że przecież "jest w Polsce taka siła..." i stworzyć odpowiednie warunki do jej użycia. Szerzej o naszych przemyśleniach w tym temacie w najnowszym felietonie: https://t.co/gvgZr4CnLY
Dzięki za całą masę ciekawych komentarzy w sprawie odbicia porwanej Polki w Czadzie. Postaramy się na nie pokrótce odpowiedzieć. A więc tak: nie chodzi nam o to, że skorzystanie z pomocy sojuszników - Francuzów jest samo w sobie złe i "Polaków mają odbijać tylko Polacy".
Nie, mogą i Francuzi. Bo najważniejsze jest oczywiście to, że operacja zakończyła się powodzeniem i udało się odbić zakładnika. A sojusznicy są po to, aby korzystać z ich pomocy.
Warto jednak dążyć do tego, aby polityka RP w poszczególnych obszarach była mniej "na niby", a była bardziej wynikiem zaplanowanego i długofalowego myślenia. W kwestii odbijania zakładników należy sobie więc zadać jedno, podstawowe pytanie:
Jaką politykę prowadzi nasze państwo? Negocjujemy z porywaczami, czy nie? To jest wybór określonego kierunku, który narzuca potem dalsze ruchy.
Jeśli bowiem nastawiamy się na negocjacje z terrorystami, to bez sensu jest marnowanie środków na tworzenie sił, których priorytetowym zadaniem jest odbijanie zakładników, a których i tak nie zamierzamy wykorzystywać w ten sposób. Tym bardziej, że w PL inne siły są przeznaczone do operacji zakładniczych na terenie RP, a inne do tych poza jej granicami.
Zadania i priorytety jednostek specjalnych mają bowiem wpływ na ich szkolenie i gotowość bojową w poszczególnych obszarach. Nie da się być mistrzem we wszystkim. Brak zgodności polityki państwa ze zdolnościami poszczególnych formacji, działa też demotywująco na żołnierzy, którzy szkolą się do zadań, których prawie na pewno nie przyjdzie im nigdy realizować.
Warto też zdawać sobie sprawę z tego, że w praktyce politykę odmowy negocjacji z terrorystami prowadzi bardzo niewiele państw zachodnich. Jest ona niezwykle trudna (konieczność posiadania sił zdolnych do odbycia zakładników w każdym zakątku świata). Na dodatek, prowadzi ona też do wyższego niż w przypadku negocjacji, odsetka zakładników, którzy nie przeżywają porwania.
To z kolei wywiera presję na władze polityczne, aby odejść od tego typu polityki.
Polityka nie negocjowania z porywaczami nie jest przy tym pozbawiona sensu, bo a) pokazuje siłę danego państwa b) ta siła ma z zasady działać w sposób odstraszający na potencjalnego przeciwnika, prowadząc do mniejszej liczby porwań obywateli danego kraju.
Jak już jednak wspomnieliśmy jest ona bardzo trudna do zastosowania. Wymaga szerokich, specjalistycznych zdolności państwa, oraz ciągłego testowania i udoskonalania całego systemu. A do tego potrzeba jest https://t.co/iQg7EYfV3X. operacji bojowych.
Jeśli więc nasi nie będą mieli okazji do ćwiczeń, to… ich zdolności HR za granicą będą tylko „na niby”.
Co więcej, jeśli wychodzimy z założenia, że w przypadku porwania, sprawdzamy czy w pobliżu nie stacjonują siły sojusznicze i prosimy ich o pomoc to… W ogromnej większości przypadków, to Amerykanie, Francuzi, czy Brytyjczycy będą tymi, którym przyjdzie odbijać polskich zakładników.
Może więc powiedzmy sobie wprost: odbijanie zakładników za granicą to na tą chwilę nie nasza liga" i nakażmy naszym „specjalsom”, aby poświęcili część swojego czasu np. na:
a) monitoring zagrożenia porwaniami na świecie
b) Szkolenie Polaków wyjeżdżających w regiony podwyższonego ryzyka
c) Wyrabianie porozumień i procedur z sojusznikami dot. konkretnych rejonów świata.
Ale jeśli mamy ambicję do tego, aby dysponować realnymi zdolnościami z zakresu HR za granicą, to upewnijmy się, że nasi chłopcy mogą szybko dotrzeć w każdy rejon, dajmy im działać i następnym razem powiedzmy Francuzom, że szturm będzie wspólny 💪
Obecne podejście, czyli "jakoś to będzie" nie jest bowiem optymalne i bazuje w dużej mierze na szczęściu. Jak trafią się porywacze ze słabym "know-how", a sojusznik będzie akurat w pobliżu, albo zgodzą się nam pomóc lokalsi, to może być ok.
Historia uczy jednak, że czasem podobnego szczęścia nam brakowało, a wtedy los naszych obywateli bywał różny, a rozmaite deficyty "systemu" wychodziły na jaw...
@JoToCzula@_LOAC_lawyer@Esio_Z Jeśli info pojawiające się w mediach jest prawdziwe, to sporo wskazuje na to, że akurat w tym przypadku porywacze do turbo profesjonalistów nie należeli.
@GrzegorzSchnei4@DrabinskiAriel Pełna zgoda. Pisaliśmy nawet o tym dosyć szeroko w przeszłości i wspominamy o tym również w tym felietonie. A więc znowu powracamy do kwestii systemowych: skoro chcemy mieć jednostkę do tego typu operacji, to zapewnijmy jej możliwości do działania.
Ale właśnie to nie jest takie proste. Bo jak wychodzimy z założenia, że jak już porwą Polaka za granicą to i tak nie użyjemy naszych, to po co nam jednostka typu HR? Więc może warto się zastanowić:
a) Jaką mamy politykę w zakresie odbijania zakładników (negocjujemy bądź nie)?
b) Czy mamy środki do prowadzenia danej polityki?
c) Co w tej sytuacji? Pracujemy nad uzupełnieniem ograniczonych możliwości? Zmieniamy politykę?
Rzeczywiście Francuzi i lokalsi mieli intel. Ale można też wyobrazić sobie sytuację, że nasi docierają na miejsce, sojusznicy przekazują im intel i działamy... I wtedy, co do samego szturmu, nasi mieliby bardzo podobne szanse powodzenia.
@GrzegorzSchnei4@DrabinskiAriel To skoro chcemy, żeby nasze WS były wizytówką państwa w NATO to może ogarnijmy te procedury, aby w przyszłości nie były problemem? 🙂
@piotrekkaz Pewnie, Francuzi byli na miejscu, ale to nie znaczy że nasi nie mogli tam szybko dotrzeć. Tym bardziej, że od porwania do odbicia upłynęło kilka dni.
A co jak ich nie będzie na miejscu? I po co nam w takim razie jednostka typu HR? Może lepiej od razu przyjąć, że to Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi będą odbijać naszych? To kwestia ambicji naszego państwa.
Nasi żołnierze są gotowi do tego, aby dotrzeć na miejsce, przejąć intel od sojuszników i zaplanować szturm, albo przynajmniej w nim uczestniczyć.
Na dobry początek roku, f-szy Policji spotkały w pracy dwie „bomby”. Najpierw przez wiele tygodni spekulowano, że od stycznia otrzymają oni 20% podwyżki. Faktycznie jednak ich pensje zmalały o ok. 80-150 PLN, bo nie przedłużono okresu obowiązywania dodatku antyinflacyjnego.
Druga „bomba” to zakaz noszenia kominiarek przez f-szy. Nie będziemy się go czepiać, bo decyzja ta ma co prawda zabarwienie polityczno - PRowe, ale biorąc pod uwagę nastroje społeczne w stosunku do Policji, można ją zrozumieć. Przepisy dot. kominiarek wymagały też uporządkowania.
Problem jednak w tym, że aby na poważnie zacząć odbudowę wizerunku Policji, to podobne zagrywki „PR-owe” należałoby łączyć ze zmianami organizacyjnymi. Takową mogłoby być np. podniesienie wynagrodzeń dla f-szy pracujących „na pierwszej linii” styku z obywatelem.
W przeciwnym wypadku, zagrywki pod publiczkę będą oddziaływać negatywnie na morale f-szy, a odejścia z pionów prewencji lub przeniesienia „za biurko” jeszcze się nasilą. Można bowiem wysuwać wiele zasadnych uwag dot. funkcjonowania Policji, ale praca w mundurze „na ulicy” nie należy do łatwych.
Wiążę się ona z wieloma nieprzyjemnymi sytuacjami. Od możliwości zostania bohaterem memów z uwagi na konieczność partycypacji w różnego rodzaju „imprezach” o zabarwieniu politycznym, poprzez konieczność codziennego zmagania się z różnego rodzaju patologiami, aż po możliwość publicznego ujawnienia danych osobowych f-sza.
Te niedogodności połączone są jeszcze z ograniczonymi możliwościami rozwoju i progresji finansowej. Wszystko to pogłębia istniejące już ogromne braki kadrowe w pionach, które są najpotrzebniejsze z punktu widzenia przeciętnego obywatela, czyli w prewencji i dochodzeniówce.
A to przekłada się na mniejszą liczbęf-szy, którzy na co dzień patrolują ulicę, czy też odpowiadają za wykrywanie drobnych kradzieży. To z kolei powoduje, że przeciętny obywatel widzi często Policję w telewizji, w samym sercu politycznego zamieszania.
Gdy ten sam obywatel próbuje jednak uzyskać pomoc Policji w znalezieniu złodziejaszka, który obrobił mu piwnicę, to idzie to często bardzo opornie.
Naszym zdaniem, w porównaniu z zakazem kominiarek, większe przełożenie na systematyczną odbudowę wizerunku Policji w społeczeństwie miałyby więc działania zwiększające zadowolenie f-szy ze służby, zmniejszające braki kadrowe i podnoszące efektywność w takich pionach jak prewencja, czy dochodzeniówka. Przełożyłoby się to na jakość „obsługi” obywatela na co dzień.
Potrzebujemy z jednej strony znacznie więcej celowanych działań, ukierunkowanych na rozwiązywanie konkretnych problemów, np. wymienionych przez nas podwyżek w konkretnych pionach. A z drugiej, spójności poszczególnych rozwiązań na poziomie całego „systemu”, bo wynagrodzenia w służbach są też w wielu miejscach nielogiczne.
Przykładem tego, są np. wyższe wynagrodzenia w Inspektoracie Wewnętrznym Służby Więziennej w porównaniu do np. pracowników pionów operacyjno - kryminalnych Policji. Powoduje to naturalny odpływ f-szy z komórek, w których są oni bardziej potrzebni do miejsc, w których są oni relatywnie mniej potrzebni.
Tylko, żeby była jasność – nie mamy nic przeciwko IWSW i zgadzamy się z tym, że walka z przestępczością w więzieniach też jest potrzebna. Ale jeśli chcemy trwale odbudować wizerunek Policji to musimy pokazać obywatelom, że Policja działa w najważniejszym dla nich aspekcie – zapewnienia im bezpieczeństwa i wysokiej wykrywalności pospolitych przestępstw.
Q&A cz. 7, czyli polskie służby w dobie AI. @MaciejKulig5 i @DrabinskiAriel pytają o to, jak nasze służby odnajdą się w dobie rewolucji AI. Krótka odpowiedź brzmi tak: naszym zdaniem nie odnajdą się.
O ile w służbach nie nastąpią drastyczne zmiany, przewidujemy następujące trendy:
1) Niechęć do korzystania z najnowszych rozwiązań technologicznych, w tym z AI. Od strony organizacyjnej, nasze służby są zupełnym przeciwieństwem środowiska, które umożliwia innowacyjność. Otwarcie się na AI wymagałoby od nich:
a) Zmiany kultury organizacyjnej, wyrażającej się powszechnym przekonaniem, że „robimy tak od 30 lat i co – źle jest? To po co cokolwiek zmieniać?”
b) Kompetencji związanych z AI. Zmian w rekrutacji, szkoleniu i systemie wynagrodzeń, a także przyciągnięcia ekspertów i stworzenia im odpowiednich warunków do działania.
c) Kompetencji managerskich. Wiedza dot. AI to jedno. Trzeba jednak posiadać jeszcze wizję jej wykorzystania w procesie pozyskiwania, przetwarzania i kreowania informacji (dezinformacja i jej przeciwdziałanie). A następnie umieć tą wizję wprowadzić w życie.
d) Bodźców do wprowadzania zmian. Większość organizacji prywatnych i państwowych nie lubi zmian. W firmach prywatnych bodźcem do podejmowania trudnych decyzji staje się jednak możliwość bankructwa.
W warunkach skostniałej, polskiej biurokracji bodźcem do wprowadzenia zmian mogłoby być chyba tylko bezpośrednie zagrożenie państwa.
Póki takowego nie ma, łatwiej jest ukryć słabość instytucjonalną pod klauzulą „ściśle tajne” i... „jakoś to będzie.” Tak, tak wiemy, że część z Was powie – przecież za granicą jest wojna!
A my odpowiemy tak: za tą samą granicą, RU musiała dopiero zająć Krym i Donbas, aby tamtejsza administracja zaczęła się „ogarniać”, a przyspieszenia dostali tak naprawdę dopiero na kilka miesięcy przed rozpoczęciem inwazji w2022 r.
Państwo PL jest co prawda na wyższym poziomie organizacyjnym niż UKR, ale i tu i tu mamy do czynienia z postsowiecką biurokracją.
e) Umiejętności przetwarzania dużej ilości danych. Wbrew temu co możecie zobaczyć na różnych filmach, w naszych służbach „atrybutem” f-sza jest nadal ołówek do numerowania stron, dziurkacz i sznureczek do zszywania akt…
Jakby to powiedzieć – „digitalizacja” tam jeszcze nie dotarła😉 A więc trzeba byłoby dopiero stworzyć warunki do rozkwitu AI.
f) Dostosowania procedur istniejących w służbach do wykluwających się regulacji w dziedzinie AI.
Wszystkie z powyższych problemów są na chwilę obecną nie do przeskoczenia dla naszych służb. Ich przezwyciężenie wymagałoby zaś ogromnego wysiłku reformatorskiego.
Stąd, naszym zdaniem, żadnego głębszego wykorzystania AI w służbach nie będzie. I to prowadzi nas do drugiego trendu, czyli...
2) Malejąca przydatność służb specjalnych. Jeśli przyjmiemy, że głównym zadaniem naszych służb jest pozyskiwanie i analiza informacji, to spójrzmy najpierw na to, jakie zmiany zachodzą w tym zakresie „na rynku”.
Mamy tam do czynienia z ogromnym wysypem informacji, coraz większymi zdolnościami do ich przetwarzania, rozwojem algorytmów w rodzaju Chat GPT, upowszechnieniem narzędzi OSINT, rosnącą dostępnością zdjęć satelitarnych…
W tym samym czasie, nasze służby usilnie zamykają oczy na wspomniane zmiany i trzymają się tego, co znają najlepiej – HUMINT. Są w tym jednak coraz gorsze.
Prowadzenie rozpoznania osobowego na najważniejszych dla nas kierunkach staje się jednocześnie z różnych względów coraz trudniejsze.
Tam, gdzie służby starają się zaś „eksperymentować”, czyli np. na gruncie OSINT, zmiany idą dramatycznie wolno. Na dodatek, obszar ten traktowany jest zazwyczaj jako konkurencyjny, a nie komplementarny do HUMINT.
Ciekawe więc, czy za kilka lat, ktoś w końcu zapyta: „czy król nie jest przypadkiem nagi?”
Może różnica wynika z tego o jakim poziomie mówimy? My pisaliśmy o rozwiązaniach na poziomie całej służby, które w znaczący sposób zmieniłyby charakter pracy. Jeśli chodzi o pojedynczych f-szy to masz rację - zawsze będą jednostki, które będą proponować, testować i korzystać z nowych rozwiązań, które ułatwiają pracę. Problemem jest skalowalność na poziomie całej organizacji.