Jest z nami od 6 lat, w domu, labrador uratowany z koszmaru, w którym spędzał 23 godziny na dobę zamknięty w ciasnej klatce, bo „słodki szczeniaczek” nagle okazał się żywym psem wymagającym ruchu i uwagi. Od dwóch lat żyją z nami również trzy koty zabrane z altanki, którą zrównano z ziemią. Przeszły zabiegi, mają bezpieczny dom i są pełnoprawnymi członkami rodziny. Napatrzyłem się na ludzką bezmyślność z bliska, dlatego do głowy mi nie mieści to hipokrytyczne ujadanie samozwańczych „miłośników zwierząt”.
Jak można deklarować miłość do przyrody i jednocześnie do niej strzelać? Jak można mienić się „przyjacielem zwierząt”, a potem bez mrugnięcia oka wsiadać do wozu na trasie do Morskiego Oka i biernie patrzeć na torturowanie koni zmuszanych do pracy ponad siły? To dotyczy w równym stopniu bezwzględnych fiakrów nastawionych na zysk, jak i bezmyślnych pasażerów, którym ciężko ruszyć cztery litery na piechotę.
Moja noga w Tatrach i Zakopanem nie powstanie tak długo, jak długo ten skandaliczny proceder nad Morskim Okiem będzie trwał przy cichym przyzwoleniu lokalnych władz i turystów. Gorąco zachęcam i będę prosił każdego swojego znajomego: omijajcie te kierunki z daleka. Prawdziwy szacunek dla natury pokazuje się wyborami.
Tatry? No more. Zdecydowanie odradzam.
Szukasz piękna i spokoju? Sudety i Bieszczady gorąco polecam.
Z poważaniem,
Redaktor AtuśMi
Bibliografia / Źródła:
Raporty Fundacji Viva! Akcja Dla Zwierząt dotyczące stanu zdrowia i śmiertelności koni pracujących na trasie do Morskiego Oka.
Ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (Dz.U. z 2023 r. poz. 1580 ze zm.) – art. 6 (zakaz znęcania się nad zwierzętami i przeciążania zwierząt pociągowych).
🇵🇱 Drodzy Przyjaciele z Polski!
Po Pendolino, Paczkomatach i Żabkach znowu spojrzałem na mapę... i znowu zbieram szczękę z podłogi.
Pamiętacie rok 2004 i wejście do UE? Wtedy u Was było ledwie ~720 km dróg szybkiego ruchu. U nas na Węgrzech? Ponad 800 km. Patrzyliśmy na Was trochę z góry, no bo przecież "my mamy autostrady".
A dzisiaj? Kosmos.
Oficjalne dane GDDKiA mówią same za siebie: 5593 km (z czego 1950 km to autostrady, a reszta to ekspresówki), w tym roku kolejne ~290 km, a cel to prawie 8000 km. Prawie 8-krotny wzrost!
U nas? Dobiliśmy ledwo do jakiś 2000 km. Czyli u nas tempo ślimaka (zaledwie 2,5 raza więcej), u Was absolutna rakieta.
Ale najgorsze nawet nie są same kilometry. Chodzi o samą logikę.
U nas każdy kilometr asfaltu jest przyspawany do stolicy. Klasyczny układ promienisty: M1, M3, M5, M7... Wszystko musi przejść przez Budapeszt. Chcesz przejechać z zachodu na wschód kraju bez wbijania się na wiecznie zakorkowaną obwodnicę M0? Zapomnij. Telepiesz się bocznymi drogami przez wioski.
A u Was? Zbudowaliście prawdziwą, nowoczesną sieć (grid). A1, A2, A4, potężne S3, S7, S19... Całe regiony gadają ze sobą bezpośrednio, bez pytania Warszawy o zdanie.
Ktoś pewnie wyciągnie kalkulator: "No ale Węgry mają gęstszą sieć na 1000 km²!". Może na papierze tak... Tylko co mi z gęstości, skoro stoimy w jednym wielkim korku pod Budapesztem, a Wy w tym czasie śmigacie płynnie z Gdańska w Tatry?
Szacun za tę robotę. Zrobiliście cywilizacyjny skok, o którym my możemy tylko pomarzyć...
A w następnym poście zajrzymy do portfela: ile u Was i u nas kosztuje jazda po tych drogach i za ile buduje się 1 km asfaltu... Spoiler: tam też jest nokaut! 👀
#Polska #Węgry #Autostrady #GDDKiA #Drogi #Infrastruktura #PolakWęgier
Panie Mosiński,
właśnie PROCES LEGISLACYJNY był przedmiotem mojego audytu.
I skoro powołuje się Pan na Konstytucję, to proponuję przeczytać również art. 118 ust. 3. Wnioskodawca, przedstawiając projekt ustawy, ma obowiązek przedstawić skutki finansowe jej wykonania. Regulamin Sejmu idzie dalej- wymaga przedstawienia skutków prawnych, społecznych, gospodarczych i finansowych, a przy obciążeniu budżetu również wskazania źródeł finansowania.
Proces legislacyjny nie polega więc na tym, że Prezydent przedstawia politycznie atrakcyjne hasło, a Sejm ma obowiązek zamienić je w ustawę.
Właśnie dlatego nie ograniczyłem się do sprawdzenia, ile projektów leży. Sprawdziłem również, CO w nich napisano, jakie mają skutki i jak zaprojektowano ich finansowanie.
Jeżeli uważa Pan moje ustalenia za subiektywizmy, sprawa jest bardzo prosta- proszę wskazac choć jeden projekt, przy którym podałem nieprawdziwy stan postępowania, błędne dane albo przypisałem projektowi rozwiązanie, którego w nim nie ma.
Chętnie sprawdzę.
Natomiast "zabawił się pan w czytelnię" nie jest kontrargumentem. Czytanie projektów ustaw przed ich ocenianiem jest akurat całkiem przydatnym elementem PROCESU LEGISLACYJNEGO.
Około godz. 2 w nocy w Groniu, w gminie Bukowina Tatrzańska, spłonął bus należący do Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Według wstępnych ustaleń policji przyczyną pożaru było podpalenie. Pojechaliśmy na miejsce z kamerą, gdzie udało nam się porozmawiać z Krystyną Pietruszką, szefową DIOZ.
Jeśli prawdą jest to, o czym Andrzej Stankiewicz mówił dziś w „Stanie Wyjątkowym” - że Przemysław Kral może otrzymać status świadka koronnego w zamian za informacje dotyczące Zondacrypto, jej politycznych powiązań i ludzi związanych z PiS - to możemy mieć przed sobą naprawdę jesień cudów. Doniesienia o rozmowach w sprawie takiego statusu pojawiają się już także w innych mediach. (Rzeczpospolita)
Nie tylko jesień odbijania Trybunału Konstytucyjnego. Także jesień wydarzeń, które mogą bardzo poważnie zmienić polityczny krajobraz przed 2027 rokiem.
Jeśli to wszystko zgra się w czasie z innymi działaniami, które - jak słyszymy - są przygotowywane wewnątrz Koalicji 15 Października, to wybory w 2027 roku, wbrew wszystkim dzisiejszym wątpliwościom, wcale nie muszą być aż tak trudne do wygrania.
Warunek jest jeden: to wszystko musi się wydarzyć naprawdę.
Trybunał Konstytucyjny musi zostać odbity. Kral rzeczywiście musi zacząć mówić. Muszą wydarzyć się także te inne rzeczy, o których dziś mówi się półgłosem, a które podobno są już przygotowywane.
Bardzo mocno trzymam za to kciuki. Za Premirra @donaldtusk . Za jego ekipę. Za całą demokratyczną koalicję.
I mam ogromną nadzieję, że te trzy lata ciszy, które tak często wyglądały jak stracony czas, okażą się w rzeczywistości czasem przygotowania.
Że końcówka kadencji będzie nie przeczekiwaniem, ale uderzeniem pełną mocą.
Bo jeśli tak będzie, jeśli kolejne elementy zaczną wskakiwać na swoje miejsca, to jesień 2026 może być dopiero początkiem.
A 2027 rok może wyglądać zupełnie inaczej, niż jeszcze dziś wielu z nas się wydaje.
Bardzo, bardzo mocno trzymam za to wszystko kciuki.
#PoKonamyZło #AutumnIsComing
A „patriotyczne” ławeczki pamiętacie?
100 tys. zł netto za sztukę, łącznie 1,6 mln zł.
Były elementem kampanii, na którą Morawiecki przeznaczył dodatkowe 5 mln zł z rezerwy na „pilne i nieprzewidziane wydatki”.
Stały zaledwie kilka miesięcy, rozpadały się po deszczu, a sam demontaż kosztował kolejne 176 tys. zł netto.
Do tego biało-niebiesko-czerwona kolorystyka 🇷🇺
Bo nic tak nie buduje polskiej marki jak patriotyczna ławka w ruskich barwach.🇷🇺🇵🇱🙃
#ŁaweczkiPatriotyczne #PiS #PublicznePieniądze #HipokryzjaPiS
Eksperci analizy sentymentu:
Dominika Hadro – profesorka uczelni w Katedrze Finansów Uniwersytetu Ekonomicznego
Tomasz Bernaś - pracownik Katedry Inteligencji Obliczeniowej Politechniki Wrocławskiej
Poniżej zamieszczamy dokumenty objęte zamówieniem. Częścią przekrojowej analizy jest także załącznik, który nie został załączony ze względu na stanowienie zbioru danych, które nie podlegają publicznej publikacji.
Materiały
Marka Polska
Hadro - Kompleksowa przekrojowa analiza opinii turystów
EXECUTIVE_SUMMARY
Nie bronię pani Gorgonowej, bo tego roboczego raportu nie da się obronić;
Ale napiszę w punktach, co mi w duszy gra:
1. W Polsce można zabić człowieka hejtem w ciągu 24 godzin;
2. Każdy może popełnić błąd, ale nikt w rządzie Tuska błędu nie może popełnić;
3. Jeżeli jest to rząd Donalda Tuska, to każdy błąd jest NIEWYBACZALNY;
4. Nawet szybka dymisja Gorgonowej, przerażonej falą hejtu, nie kończy tematu, bo trzeba dalej się wymądrzać i walić w Tuska;
5. Gdyby chodziło o aferę pissowca w rządzie pissu, żaden mediałerker nie zainteresowałby się takim tematem, bo to wielkie nic w świetle pissowskich afer;
6. Profesor Gorgoń jest wszechstronnie wykształconą osobą, znającą perfekcyjnie angielski, biorącą udział w międzynarodowych konferencjach;
7. Profesor Gorgoń jest również pianistką, co mówi nam, że musi to być osoba nie tylko wszechstronnie wykształcona, ale też wrażliwa;
8. Profesor Gorgoń prowadzi regularne zajęcia ze studentami i prawdopodobnie dziś rozważa rezygnację z takiej formy pracy od jesieni, bo podejrzewam, że Pani Gorgoń jest dziś w stanie ciężkiej depresji, obym się mylił;
9. Raport POLAKÓW PORTRET WŁASNY, liczący 25 stron, który został wygenereowany z błędami przy pomocy AI był raportem roboczym, nie mającym znaleźć się w sferze publicznej;
10. Ukazał się już raport właściwy i poprawiony, który liczy 150 stron, ale dziś hejterów w ogóle on nie interesuje;
A teraz wisienka:
ROBOCZĄ wersję raportu upublicznił kto??
Na nieprawidłowości w dokumencie zwrócił uwagę JAKO PIERWSZY Sebastian Meitz z Instytutu Sobieskiego.
Kto to jest Meitz, chcielibyście się pewnie zapytać!
Już spieszę z odpowiedzią:
MEITZ TO RASOWY PISIOR!
Uznaje siebie za eksperta od spraw międzynarodowych, ale tak naprawdę to człowiek pissu z krwi i kości!
Dowody:
Facet w swojej analizie z dupy wyjętej na temat programu SAFE, który zawetował nauroki, a który to program rząd przepchnął ustawą, napisał tak między innymi:
Odrzucenia SAFE nie należy zatem utożsamiać z rezygnacją z modernizacji militarnej. Co do jej konieczności w Polsce istnieje szeroki konsensus. Otwartą kwestią pozostaje, w jakich warunkach instytucjonalnych ma ona się odbywać.
Prezydent przedstawił w tym celu projekt ustawy przewidujący utworzenie funduszu krajowego i silniejsze osadzenie finansowania w polskiej architekturze finansowej. Kluczowa jest przy tym nie tyle sama konstrukcja instrumentu, ile kwestia, gdzie znajduje się kontrola nad decyzjami strategicznymi. Te pytania instytucjonalne pozostałyby aktualne także wówczas, gdyby inne siły polityczne sprawowały władzę w rządzie i w Pałacu Prezydenckim.
Nie mam więcej pytań;
Dajemy się pissowcom wpuszczać w kanał, przy okazji BEZMYŚLNIE NISZCZĄC LUDZI Z NASZEJ BAŃKI!
Mam głęboką nadzieję, że Pani Mróz-Gorgoń w końcu dojdzie do siebie i złapie równowagę;
Natomiast jestem w stu procentach pewien, że Pani Gorgonowa, również w stu procentach, wyleczyła się z angażowania się w politykę!
Jak ja dobrzę tę Kobietę rozumiem!
Ogromna bowiem większość ludzi przyzwoitych NIE CHCE SIĘ ANGAŻOWAĆ w politykę;
Takie przykłady jak ten z Panią Gorgoń ich jeszcze bardziej w tym utwierdzają!
Smutne to wszystko, cały ten hejt;
Zdjęcie ilustracyjne przedstawia Panią profesor Mróz Gorgoń;
Oczywiście na temat jej wyglądu i ubioru przeczytałem w necie całą masę bardzo negatywnych komentarzy, choć to na oko ładna, zgrabna i dobrze ubrana kobieta;
Ale ma jedną zasadniczą wadę: była w rządzie Donalda Tuska i popełniła błąd.
Pamiętacie jacht „I Love Poland”⁉️ Ten, który miał promować Polskę.
Cena: 900 tys. euro za zakup + ok. miliona zł miesięcznie za to, żeby stał w porcie.
Ale przecież promował. Nawet wtedy, gdy w ogóle nie płynął. Za milion miesięcznie.
Raport za 180 tys. zł przy takim poziomie kreatywnego wydawania publicznych pieniędzy to po prostu bieda i brak ambicji. 😉
#ILovePoland #PFN #PiS #PublicznePieniądze #HipokryzjaPiS
S&P właśnie zmienił klasyfikację Polski z "rynku rozwijającego się" na "rynek rozwinięty".
Po cichutku poinformował o tym na X minister @Domanski_Andrz.
Widzieliście jakąś dużą konferencję prasową na ten temat zorganizowaną przez ministra @adamSzlapka. Bo ja nie widziałem.
Adamie, zrobiłeś coś z tym tematem?
Pracujący przez 20 lat w globalnych organizacjach mój dobry znajomy @RusakRobert napisał do mnie tak:
"Przejscie z Emerging Markets na Developed Markets jest cywilizacyjnym skokiem w świecie globalnych organizacji.
To jest taka informacja, która powinna być na paskach 24/7. Można by ją porównać do przejścia z bycia księstwem na bycie królestwem. Ponad 20 lat spędziłem w globalnych organizacjach i Polska zawsze była tam w ramach krajów EM. Trzeba to nagłaśniać".
To jest historyczny moment w dziejach Polski, ale co tam, ważny jest jakiś śmieszny raport, który nie powinien ujrzeć światła dziennego, bo nie był jego finalną wersją.
Tym się Polki i Polacy ekscytują. Niezależnie od wykształcenia i pozycji.
Z prawej strony - to zrozumiałe, ale co robią demokraci, nie mam pojęcia.
Podasz dalej ten wpis?
Napiszę inaczej, niż większość. Uważam, że to tak naprawdę afera środowiska naukowego, a nie polityczna.
Kompromitacja dr hab. Barbary Mróz-Gorgoń dotyczy przede wszystkim jej kompetencji naukowych. Raport "Polaków portret własny" - pełen błędów i w części wygenerowany przez AI - powstał, zanim pani dr hab. Mróz-Gorgoń trafiła do rządu. Był efektem pracy osoby ze stopniem doktora habilitowanego, dorobkiem publikacyjnym i pozycją akademicką. I właśnie jako naukowiec się skompromitowała.
Rząd Tuska nie mógł przewidzieć, że ktoś z takimi formalnymi kwalifikacjami odda do obiegu dokument tej jakości. Gdzie byli inni naukowcy i całe środowisko, gdy raport był już wcześniej znany i dostępny? Dlaczego nikt nie zareagował, nie wytknął oczywistych braków, nie podważył metodologii ani źródeł? Milczenie trwało dopóty, dopóki sprawa nie stała się medialna. Co do decyzji politycznych , to pani Mróz-Gorgoń nie zdążyła jeszcze podjąć żadnych istotnych. Krytykowanie jej nominacji jest wygodne, ale odwraca uwagę od sedna: od słabości mechanizmów jakości i odpowiedzialności wewnątrz samej nauki. To właśnie te mechanizmy zawiodły najmocniej.
🇩🇪 🇵🇱 Wiedzieliście, że Bundeswehra i jej wyspecjalizowane wojska inżynieryjne, w tym saperzy, fizycznie pomagają w budowie elementów pasa obronnego w polskiej części wschodniej flanki NATO i rozbudowie fortyfikacji na północy i wschodzie Polski, w rejonie przesmyku suwalskiego? Pisowcy oszaleją ;) #TarczaWschód
Panie mecenasie @adwokatRosati
Jak długo jeszcze będziecie przymykać oczy na poczynania tego Pana.
Jemu nie jest wstyd,bo ma takie zadanie ale Wam powinno być bardzo wstyd
Moze w końcu wydacie jakieś oświadczenie
@MaGromadzka Pani Minister, dobrze, że mówi Pani o walce z dezinformacją. Ale Pani jedna nie wystarczy. Wszyscy posłowie obozu 15X powinni ruszyć w teren i rozmawiać z mieszkańcami wsi o działaniach rządu, programach i przepisach.
Wybory już za rok. Najwyższy czas, na spotkania z ludźmi.
Dziewczyna o splecionych warkoczach
Jej dzieciństwo skończyło się w jednej sekundzie.
Miała dwanaście lat, kiedy zobaczyła, jak Niemiec zabił niemowlę na rękach matki.
Jeszcze niedawno biegała za piłką szybciej od chłopców. Jeszcze była po prostu dzieckiem. Od tamtej chwili trzeba było biegać inaczej - z meldunkiem, z ulotką, z wyrokiem ukrytym tak, żeby nie znaleźli go Niemcy.
Pomagały warkocze. Dziecięca twarz. Uśmiech dziewczynki, której żandarm nie powinien się bać.
Nie wiedział, że właśnie przechodzi obok niego żołnierz.
Mówili na nią „Pączek”. Jeden z najczulszych pseudonimów tej wojny. A przecież siedemnastoletni Pączek nosił Błyskawicę, czyścił ją z warszawskiego pyłu i liczył „pestki”, które nie były już pestkami owoców, tylko nabojami.
Tak wojna zmienia znaczenie słów.
I ludzi.
Na Smolnej została ciężko ranna. Potem były obozy, głód i zimno. Dziewczęta spały przytulone do siebie, żeby przeżyć noc, a rano budziły się z włosami białymi od szronu.
Młode dziewczyny, które wojna potrafiła zmienić przez jedną noc.
W Wigilię stanęły w śniegu twarzami na wschód.
Tam była Polska.
Tam była Warszawa.
Śpiewały kolędy, jakby głos mógł przejść przez druty, minąć strażnice i odnaleźć drogę do domu.
Ale nie wszyscy mieli do tego domu wrócić.
Tadzio nie wrócił.
Została po nim zakrwawiona legitymacja, kilka urzędowych zdań i pytanie, na które najpierw odpowiedzi szukał ojciec, a potem - zgodnie z daną mu obietnicą - Wanda.
Szukała brata przez trzydzieści dziewięć lat.
I odnalazła go.
Ustaliła, że Tadeusz Edward Traczyk „Waluś”, żołnierz Zgrupowania „Kryska”, poległ 16 września 1944 roku przy ulicy Okrąg 2. Odnalazła miejsce, w którym spoczywał na Cmentarzu Powstańców Warszawy.
Przez lata bezimiennie.
W końcu odzyskał imię.
Tadzio.
Miała już gdzie przyjść. Gdzie zapalić świeczkę. Gdzie przyprowadzić wnuki.
Po trzydziestu dziewięciu latach mogła stanąć przy jego grobie i wiedzieć:
tu jest mój brat.
Mówiła później, że odtąd mniej boli.
Ale kiedy człowiek przez tyle lat szuka jednego zaginionego imienia, zaczyna dostrzegać wszystkie pozostałe.
Najpierw szukała jednego człowieka.
Potem zaczęła szukać wszystkich.
Nazwisk. Grobów. Śladów. Bezimiennych powstańców i bezimiennych cywilów. Ludzi, po których zostało czasem tylko miejsce na cmentarzu.
Bo Wanda Traczyk-Stawska wiedziała, że człowiek umiera drugi raz wtedy, kiedy nikt już nie pamięta jego imienia.
Dlatego jej wojna nie skończyła się w czterdziestym piątym.
Zmieniła tylko broń.
Zamiast Błyskawicy były dokumenty, nazwiska, tablice i pamięć. Zamiast barykady - cmentarz. Zamiast meldunków - opowieści przekazywane następnym pokoleniom.
A potem przyszły dzieci.
Przez lata pracowała jako nauczycielka i psycholożka z tymi, którzy potrzebowali szczególnej troski. Dziewczyna, którą historia nauczyła strzelać, sama uczyła innych żyć.
Może właśnie dlatego tak dobrze wiedziała, że najsłabszych się nie porzuca.
Że bezbronnego trzeba zasłonić sobą.
Zostało jej to do końca.
Bo dla Wandy Traczyk-Stawskiej wolność nigdy nie była słowem ze szkolnej akademii.
Ona wiedziała, ile kosztuje.
Widziała jej cenę na ulicach Warszawy.
Wiedziała, jak brzmi miasto, kiedy wolności nie ma. Jak wygląda państwo, w którym o prawie człowieka decyduje przemoc. Wiedziała też, że wolności nie zdobywa się raz na zawsze i nie zamyka w gablocie obok powstańczej opaski.
Wolności trzeba pilnować.
Dlatego po latach stawała po stronie demokracji. Po stronie praw człowieka. Po stronie słabszych. Po stronie Polski należącej do Europy.
Nie uważała, że jest w tym jakakolwiek sprzeczność z Powstaniem.
Przeciwnie.
Dla niej była to ta sama sprawa.
Wolność.
W październiku 2021 roku miała dziewięćdziesiąt cztery lata, kiedy stanęła na Placu Zamkowym i powiedziała, że Polska była w Europie zawsze. Że tutaj są nasze korzenie. Że nikt nas z Europy nie wyprowadzi.
Ktoś próbował ją wtedy zagłuszyć.
On i jego ludzie mieli megafony i głośniki.
Ona miała głos starej kobiety.
Ale w tym głosie było Powstanie.
Była Smolna.
Byli ci, którzy zostali pod gruzami.
Był Tadzio, którego szukała przez trzydzieści dziewięć lat.
Były dziewczęta budzące się siwe od szronu.
Były tysiące ludzi, którym przez dziesięciolecia próbowała przywracać imiona.
Było całe życie człowieka, który wiedział, że słowo „wolność” wypowiada się inaczej, kiedy widziało się ludzi umierających za jego znaczenie.
Więc kiedy próbowano ją zakrzyczeć, Pączek znowu stanął do walki.
Tym razem bez Błyskawicy.
„Milcz, głupi chłopie”.
I nagle dziewięćdziesiąt cztery lata przestały mieć znaczenie.
Bo przed mikrofonem znów stała tamta siedemnastoletnia dziewczyna z Warszawy, która nie pozwalała odebrać sobie broni.
Tyle że teraz jej bronią był głos.
I tego głosu także nie zamierzała oddać.
Mówiła w imieniu tych, którzy własnego głosu już nie mieli.
Że Polska jest wolna.
Że należy do Europy.
Że wolność jest dla wszystkich.
I że nie wolno pozwolić sobie jej odebrać.
Dziś Wanda Traczyk-Stawska już nie przemówi.
Ktoś mógłby sądzić, że wreszcie udało się ją uciszyć.
Nie.
Takich ludzi śmierć nie ucisza.
Bo został jej głos.
Zostały nazwiska, które ocaliła od zapomnienia. Zostały dzieci, które uczyła. Został cmentarz, którego pilnowała. Została Warszawa, za którą walczyła. Została Polska, którą chciała widzieć wolną, demokratyczną i europejską.
I zostało tamto zdanie.
Nikt nas z Europy nie wyprowadzi.
Kiedyś próbowano zagłuszyć je megafonami.
Dzisiaj można próbować zagłuszać je krzykiem.
Jutro można próbować zagłuszać je kłamstwem.
Ale Wandy Traczyk-Stawskiej już nikt nie zagłuszy.
Bo nie mówi tylko ona.
Mówią ci wszyscy, w których imieniu przez całe życie wołała.
Ci, których nazwiska odnalazła.
Ci, których grobów pilnowała.
Ci, których nie pozwoliła skazać na drugą śmierć - zapomnienie.
I Tadzio.
Jego odnalazła po trzydziestu dziewięciu latach.
Przywróciła mu imię.
Odnalazła jego grób.
Mogła przy nim stanąć.
Mogła zapalić świeczkę.
Mogła powiedzieć: „Mój Tadzio”.
Mówiła, że wtedy mniej boli.
Dziś nie musi już szukać nikogo.
A po raz pierwszy od osiemdziesięciu dwóch lat jej i Tadzia nie dzieli żaden cmentarz.