Wiara w Boga jest oczywiście dobrowolnym wyborem każdego człowieka. Aczkolwiek wybór bycia ateistą nie oznacza wcale, że Boga nie ma. To oznacza tylko tyle, że ktoś wybiera wiarę w to, że Boga nie ma, bo każdy ma prawo wierzyć tak jak wierzy.
Ja wierzę, że samotna kobieta nie była zamiarem Boga. W Księdze Rut 1:9 zapisane są Słowa Noemi, które skierowała do swoich synowych, Rut i Orpy:
„Niech Jahwe sprawi, aby każda z was znalazła dom/ odpocznienie/ pokój/ wytchnienie/ spokojne miejsce/ bezpieczne schronienie/ szczęście w domu męża swego/ u boku swojego męża.”
Osobiście bardzo boli mnie i niepokoi obecny atak na biblijny model małżeństwa pomiędzy mężczyzną a niewiastą.
To Prawda, że w Biblii nie ma takiego pojęcia jak patriarchat – ale występują w niej patriarchowie, czyli mężowie Boży. A każdy mąż Boży to kapłan swojej rodziny na wzór Jezusa Chrystusa.
Czy zatem kobieta miałaby powody, by bać się, czy też nie liczyć się ze słowami męża, który jest jak Jezus Chrystus?
Czy posiadanie męża, którego Głową jest Jezus Chrystus i sprawowanie tu na ziemi poselstwa jakie niósł ludziom Jezus Chrystus nie czyni żony radosną i spełnioną, że ma tak cudownego męża?
W dzisiejszych czasach rola patriarchy, czyli męża i ojca w domu, mylona jest z mężczyzną, który jest niezrównoważony emocjonalnie i źle traktuje żonę/partnerkę.
Pojawiają się zatem obecnie niecne hasła o tym, że trzeba „zabić patriarchat, bo patriarchat zabija”, czy też, że „utrwala opresyjne i ograniczające role płciowe, jak i napaść na tle seksualnym oraz polityczne i ekonomiczne podporządkowanie kobiet (…) Patriarchat szkodzi zarówno mężczyznom, jak i kobietom, a zarówno mężczyźni, jak i kobiety mogą mu się przeciwstawić”.
Hmmm, jakże smutne są te słowa i jak bardzo wynikają z niezrozumienia czym jest biblijne małżeństwo.
Nie można utożsamiać biblijnej roli patriarchy z przemocą z jaką w patologiczny sposób niektórzy mężczyźni traktują niektóre kobiety. Biblijny patriarcha i biblijny model rodziny - nie ma nic wspólnego z opresją stosowaną wobec kobiet przez mężczyzn; nie ma nic wspólnego z wykorzystywaniem seksualnym, czy z podporządkowaniem polityczno-ekonomicznym kobiet – mężczyznom.
Z drugiej strony biblijny patriarchat nie ma też nic wspólnego z mężczyzną, który jest uległy żonie i który musi spełniać wszystkie jej prośby oraz ulegać jej decyzyjności oraz słownemu poniżaniu, bo kobiety też to doskonale potrafią robić!
Prawdziwy Boży „patriarchat” - to dom, w którym mąż i ojciec - jest Głową Rodziny i ma moc decyzyjną, a jego decyzje, choćby i stanowcze, a czasem może i trudne w początkowej fazie do zrozumienia - mają na celu dbałość o prawdziwe dobrojego rodziny. Jest on silnym opiekunem czyli wsparciem swojej żony i dzieci - i bierze pełną odpowiedzialność za utrzymanie bytowe swojej rodziny, w czym żona może go wspomagać, ale to on odpowiada przed Bogiem za całokształt rozwoju swojej rodziny.
Żona w takim domu, jest oczywiście mężowi uległa - co w rezultacie daje jej poczucie bezpieczeństwa i stabilności, a taka postawa w żaden sposób nie wyklucza możliwości jej rozwoju w każdej sferze życia czy to intelektualnej czy zawodowej tak długo, dopóki małżonkowie razem wypełniają Bożą wolę.
Dzieci w takim domu są posłuszne, bo mają w ojcu autorytet, który szanują oraz pełne poczucie bezpieczeństwa, a w matce mają Mądrą radę, naukę i opiekę, której potrzebują.
W Prawdziwym Bożym, biblijnym modelu rodziny - małżonkowie poza faktem, że funkcjonują w układzie pionowym, bo to mąż jest Głową żony, a ona wcale nie kręci jego szyją, to jednak są dla siebie pełnymi zaufania, najlepszymi przyjaciółmi.
Przypowieści Salomona opisują nam taką żonę nazywając ją dzielną kobietą:
„Dzielna kobieta - trudno o taką - jej wartość przewyższa perły, serce małżonka ufa jej, nie brak mu niczego, gdyż wyświadcza mu dobro, a nie zło, po wszystkie dni swojego życia; dba o wełnę i len i pracuje żwawo swoimi rękami.Podobna jest do okrętów handlowych, z daleka przywozi żywność. Wstaje wcześnie, gdy jeszcze jest noc; daje żywność swoim domownikom, a swoim służącym, co im się należy. Gdy zechce mieć rolę, nabywa ją, pracą swoich rąk zasadza winnicę. Mocą przepasuje swoje biodra i rześko porusza ramionami. Wyczuwa pożytek ze swojej pracy, jej lampa także w nocy nie gaśnie. Wyciąga ręce po kądziel, swoimi palcami chwyta wrzeciono. Otwiera swoją dłoń przed ubogim, a do biedaka wyciąga swoje ręce. Nie boi się śniegu dla swoich domowników, bo wszyscy jej domownicy mają po dwa ubrania. Sama sobie sporządza okrycia, jej szata jest z purpury i bisioru. Mąż jej jest w bramach szanowany, zasiada w radzie starszych kraju. Wyrabia spodnią bieliznę i sprzedaje ją, i pasy dostarcza kupcowi. Dziarskość i dostojność jest jej strojem, z uśmiechem na twarzy patrzy w przyszłość. Gdy otwiera usta, mówi mądrze, a jej język wypowiada dobre rady. Czuwa nad biegiem spraw domowych, nie jada chleba nie zapracowanego. Jej synowie nazywają ją szczęśliwą, jej mąż sławi ją, mówiąc: Jest wiele dzielnych kobiet, lecz ty przewyższasz wszystkie! Zmienny jest wdzięk i zwiewna jest uroda, lecz bogobojna żona jest godna chwały. Oddajcie jej, co się jej należy! Niech ją w bramach wysławiają jej czyny!”
Czy tak dzisiejszy świat widzi patriarchat czy raczej w swojej ślepocie obraża Boży porządek, a patriarchat myli z psychofizyczną przemocą mężów wobec żon, jak i z nadużyciami seksualnymi dokonywanymi przez mężczyzn wobec kobiet. Dzisiejszy feministyczny świat pozwolił sobie na nadanie nazwy kojarzącej się z Biblijnym modelem rodziny - patologicznym zachowaniom mężczyzn.
I to nie jest dobre, a uczynione zostało w celu odprowadzenia ludzi od Boga; zniechęcenia ludzi, tak mężczyzn jak i kobiety do poszukiwania w patriarchacie tego, co oferuje najlepszego, gdy ustanawiany jest zgodnie z instrukcją, która znajduje się w Biblii.
Prawdziwy patriarcha miłujący swoją żonę otrzymuje od niej pełną uległość. On z kolei jest bogobojny i pełen uległości wobec jego Głowy, którą jest Jezus Chrystus. Czy można zatem bać się męża, który jest taki jak Jezus Chrystus???
Taki mąż nigdy nie uczyni w domu nic, co nie byłoby zgodne z wolą Bożą. Ponadto Jezus jest w nim, więc żona jest w Najlepszych rękach. Nic jej nie grozi, choćby i chwilowo cierpiała w procesie towarzyszenia mężowi w jego wzroście duchowym.
Nie wyobrażacie sobie przecież, że Jezus Chrystus chciałby, aby żony i dzieci były kiedykolwiek źle traktowane. Ten, do którego garnęły się matki z dziećmi, pragnące błogosławieństwa dla swoich dziatek; Ten któremu stopy obmywała Maria Magdalena, za którym chodziły niewiasty, aby Mu usługiwać (zobacz: Ew. Marka 15:40-41) jest Tym, który zamieszkuje serce i umysł patriarchy, a więc męża i ojca. Czy taki mężczyzna w jakikolwiek sposób „zagraża” swojej żonie? Czy raczej odwrotnie – służy jej stwarzając jej najlepsze okoliczności i relacje dla jej rozwoju w każdej sferze życia.
Żyjąc w świecie grzechu łączeni jesteśmy przez Boga w pary małżeńskie, aby pomóc sobie nawzajem w dojściu do duchowej kompletności. Jakaż dojrzałość musi cechować dwoje ludzi, by nie ulegać naturalnemu w nas egoizmowi, ale myśleć o swojej drugiej połówce tak, jak Jezus myślał o ludziach, którym służył, a więc w kategoriach jaką mam być, aby mój mąż zdobył/osiągnął kompletność?
Jakim mam być, aby ona mogła przy mnie wzrastać i być szczęśliwą?
Ile razy i kiedy zamilknąć, a kiedy stanąć w obronie jakiejś sprawy? Ile razy cierpieć w samotności, a ile razy pokazać mu swoje Barankowe cierpienie i łzy?
Taka postawa to wielka Mądrość, odpowiedzialność i dojrzałość, która nazywa się Miłością.
Sługa Chrystusa, to w niektórych tłumaczeniach „niewolnik” Chrystusa, bo temu czemu ulegasz, tego niewolnikiem się stajesz. Oddając się dobrowolnie wierze w Boga i chcąc posiąść wiarę Jezusa, Syna Bożego – stajesz się Jego niewolnikiem. I od teraz już nie Ty decydujesz o swoim życiu. I On oddaje Cię komu chce i jak chce. I choć może się okazać, że tam gdzie Cię postawi będziesz chwilowo cierpieć, to jednak chwała jaka się potem objawi zaćmi wszelki poniesiony ból i koszty z tym związane. Dokładnie tak, jak kobieta, która porodzi niemowlę, zapomina o bólach porodowych.
Modlę się, aby dzisiejszy świat zatrzymał się w swojej popartej psychologicznym podejściem - pogoni za pseudo szczęściem, które upatruje w tym, aby „być sobą”, i żyć tak, aby jak najmniej cierpieć. W dzisiejszych czasach cierpienie nie jest już narzędziem do duchowego wzrostu i dochodzenia do poznania głębi człowieczeństwa. W dzisiejszych czasach królują różne odmiany hasła ‘carpie diem’ i ‘róbta co chceta’. W ustach większości ludzi oznacza to realizowanie siebie – z pozornym pochylaniem się nad potrzebami drugiego człowieka i pozorną próbą zrozumienia jego życiowej drogi. Tak naprawdę większość ludzi realizuje swój własny egoizm choć wielu uważa się za dobrych i empatycznych ludzi.
Większość obecnych małżeństw nie potrafi przetrwać kryzysów, w których trzeba by było odłożyć na bok dumę, uniżyć się, usłużyć sobie nawzajem. Większość kobiet uważa, że taka postawa dotyczy tylko mężczyzn – tylko oni mają przełykać swoją dumę, uniżać się wobec kobiety i im służyć niczym średniowieczni rycerze, a one nie uważają, że w zamian powinny coś dla nich zrobić, jak choćby ugotować pożywny obiad, czy utrzymywać dom w czystości. Z kolei inni mężczyźni - wprost odwrotnie wymuszają na kobietach siłą i terrorem, to co nazywają swoimi prawami.
Wszystko stoi na głowie.
Kto zatem odważy się przywrócić w tym świecie tę utraconą równowagę opierającą się na hierarchii opisanej w Biblii?
Niewątpliwie żyjemy w ciekawych czasach! Świat się coraz bardziej polaryzuje na „dobrych i złych”. My też mamy przywilej mieszkać w kraju, w którym rządzą ludzie. To od nas zależy jaka będzie rzeczywistość w naszym kraju. To my wybieramy tych, którzy potem nami rządzą.
W dzisiejszych czasach wybór pomiędzy ideologią lewej a prawej strony sceny politycznej, to wybór moralny.
Jakie wartości chcemy pozostawić po sobie kolejnym pokoleniom? Czy pragniemy zachować czystość mowy, pierwotne znaczenie wielu słów? Bo przecież z obfitości serca - usta mówią.
Czy jednak wolimy ulegać nowej mowie, nowym trendom, manipulacjom dokonywanym na naszych umysłach i sposobie myślenia?
Jeżeli masz głębszą świadomość, odróżniasz Prawdę od fałszu i nie jest Ci obojętny los Twoich bliskich, to czy w niedalekiej przyszłości też zapragniesz włączyć się w działania na rzecz promowania wartości wypływających z moralności chrześcijańskiej opartej na Biblii?
Ten czas jest teraz! Teraz musisz się opowiedzieć, po której stronie stoisz?
Polecam zapoznanie się z autobiografią Bena Carsona pt. „Cudowne ręce”. Na podstawie jego książki powstał też film o jego życiu pod tym samym tytułem.