@JaremaWisniowie That's exactly what it looks like. They got everything for free, and now when Poland wants something, Ukraine doesn't give a damn and sulks that Poland wants something. To this day, they haven't paid the invoices for the Jesionka airport,
@davthewave The nation oppressed by German Fascists in the European lands, dying in extermination camps, now behaves like Fascists (genocidal).
Shame on Israel.
They didn't kill the cancer. They told it to go home.
A team of Korean scientists at KAIST just pulled off something that sounds like science fiction.
Instead of nuking colon cancer cells with chemo or radiation, they convinced them to turn back into normal, healthy colon cells.
No killing. No collateral damage. Just a quiet U-turn at the cellular level.
Here's how it works.
Led by Professor Kwang-Hyun Cho at the Department of Bio and Brain Engineering, the team built a "digital twin" of the gene network that controls how a normal cell becomes cancerous.
They ran simulations. They hunted for the exact moment a healthy cell flips into a malignant one.
Then they found the switches.
Three master regulator genes — MYB, HDAC2, and FOXA2 — were the keys to the whole transformation.
Flip those switches back, and the cancer cell stops behaving like a cancer cell. It starts looking and acting like a normal enterocyte, the kind of cell that lines a healthy intestine.
No gene editing. No permanent rewiring. Just the body's own natural signals, used in reverse.
The team confirmed it in molecular experiments, cellular experiments, and animal studies. The malignant cells stopped multiplying out of control and went back to doing their actual job.
The research has already been handed off to a company called BioRevert Inc. to develop into real-world treatments.
This isn't a cure tomorrow. But it rewrites the entire playbook for how we think about cancer.
You don't always have to destroy the enemy.
Sometimes you just have to remind it who it used to be.
Source: KAIST / Advanced Science (Gong et al., 2024) via ScienceDaily and OncoDaily
24 godziny, które zatrzymały rosyjski Blitzkrieg
Polskie służby od stycznia 2022 r. wiedziały, że atak Rosji na Ukrainę nastąpi prawdopodobnie 22, 23 lub 24 lutego.
Informacje spływały m. in. od przyjaciół w CIA i MI6, ale też z polskich dronów rozpoznawczych FlyEye – małych maszyn Wojsk Obrony Terytorialnej, które od tygodni wisiały nad granicą z Białorusią. Obraz na żywo z kolumn pancernych, ciężarówek i poligonów w Brześciu docierał do Centrum Dowodzenia w podwarszawskich Pyrach. Do tego w Centrum Dowodzenia prowadzono pełne obrazowanie z satelity, a wywiad zbierał informacje ze źródeł osobowych, a nawet… z podsłuchów.
Gdy zapadł zmierzch 23 lutego, Służba Kontrwywiadu Wojskowego zarejestrowała całkowitą, wręcz przerażającą ciszę radiową w rosyjskich jednostkach. Polscy agenci natychmiast zameldowali o tym przełożonym.
Gen. Rajmund Andrzejczak - ówczesny Szef Sztabu Generalnego tej nocy nie zdjął munduru nawet na chwilę. Polskie służby były w kontakcie z ukraińskimi niemal na żywo. Andrzejczak stanął na czele operacyjnej maszyny Wojska Polskiego. Jeszcze tej samej nocy wydawał rozkazy, które według późniejszych relacji niosły ze sobą ryzyko bezpośredniej wojny z Rosją.
W godzinach tuż przed świtem, kiedy już było jasne, że inwazja się rozpoczęła, gen. Andrzejczak nie czekając na zgodę polityczną osobiście wydał rozkaz natychmiastowego przejścia wszystkich jednostek na wschodniej flance na najwyższy stopień gotowości bojowej. Powiedział "nie będę czekał na nikogo, bo potem może być za późno". Nakazał:
- uzbrajanie żołnierzy ostrą amunicją,
- wyprowadzenie części pododdziałów z koszar na pozycje wyjściowe,
- uruchomienie pełnej ochrony infrastruktury krytycznej (lotniska, tory, mosty, magazyny paliw).
Około godziny 4 nad ranem Andrzejczak rozmawiał ze swoim ukraińskim odpowiednikiem i jednocześnie przyjacielem Walerijem Załużnym przez czerwony telefon, czyli bezpośrednią linię. Wtedy dostał informację, żeby rozpocząć transporty.
Drogą kolejową, w tajemnicy ruszyły w kierunku Ukrainy pierwsze konwoje z lekkim sprzętem i amunicją. Konwoje jechały wyłącznie nocą – bez świateł, bez polskich oznaczeń, z eskortą uzbrojonych kolumn Wojska Polskiego i Żandarmerii Wojskowej. Żołnierze świecili jedynie czerwonym światłem ze swoich latarek. W ręku trzymali karabinki Beryl z pełnymi magazynkami ostrych nabojów, a wzdłuż trasy jechały transportery opancerzone z karabinami maszynowymi. Żołnierze trzymali palec na spuście. To nie były ćwiczenia. Wywiad ostrzegał, że Rosjanie przerzucili do Polski grupy dywersyjne, że możliwa jest prowokacja Białorusi, a także… atak Rosji na Polskę.
Wszelkiej maści mundurowi rozpoczęli sprawdzanie i ochronę infrastruktury krytycznej, a żołnierze ŻW i WOT ruszyli na patrole wzdłuż całej granicy. Żołnierzom wydano ostrą amunicję. Tak zaczęła się w Polsce wojna na Ukrainie.
„Najtrudniej jest wydać rozkaz, wiedząc, że może to być ostatni rozkaz pokoju."