Nasze prababki nie milczały dlatego, że ból macicy magicznie znikał na świeżym powietrzu. Milczały, bo żyły w świecie patriarchalnego i ekonomicznego przymusu. Gdyby taka kobieta usiadła i powiedziała, że boli ją brzuch, w najlepszym wypadku zostałaby wyśmiana, a w najgorszym dostałaby batem przez męża czy ojca, bo „pole czeka”.
To nie była hart ducha, to był czysty terror przetrwania. One musiały, nawet jak nie chciały.
Płaciły za to zdrowiem i życiem, Wypadającymi macicami, bo dosłownie, narządy rodne potrafiły obniżyć się tak, że wychodziły na zewnątrz od dźwigania worków podczas okresu i połogu. Miały chroniczny i niedoleczony stan zapalny, bądź krwotoki i poronienia. Historia tamtych lat zna setki przypadków, gdzie kobiety rodziły w polu, odcinały pępowinę sierpem, zawijały dziecko w szmatę i po godzinie wracały do rwania zbiorów czy kopania ziemniaków, bo jakby tego nie zrobiły, rodzina przymierałaby głodem zimą. Więc kurwa stawianie tego jako wzoru do naśladowania dla współczesnych kobiet to jebany sadyzm.
Dzisiaj mogę położyć się do łóżka mając okres, żarzyć leki i odpocząć, bo nasze prababki to dla nas wywalczyły. To nie jest żadne rozpieszczanie, to godność człowieka, godność dla naszych macic. Godność naszych córek, sióstr i matek.
Jeżeli Mattusiu tego nie pojmujesz, to stul pysk następnym razem.