❗️ W Warszawskim Szpitalu Południowym prowadzono biznes pogrzebowy, czego zakazuje prawo. Szef prosektorium promował zakład należący do swojej wspólniczki z innej firmy i utrudniał odbieranie ciał zmarłych osób, gdy rodzina chciała skorzystać z usług konkurencji. Publikuje też w internecie drastyczne zdjęcia rozczłonkowanych ludzkich ciał. Nie ustaliliśmy, czyje ciała przedstawiają te fotografie.
1️⃣ Bliscy zmarłych w Warszawskim Szpitalu Południowym są zmuszani do odbierania kart zgonu w prosektorium. To skrajnie rzadko stosowane rozwiązanie.
2️⃣ Szef prosektorium Artur Habowski polecał skorzystanie z usług konkretnego zakładu pogrzebowego. Biznes ten należał do kobiety, z którą Habowski prowadzi spółkę sprzedającą sprzęt branży funeralnej.
3️⃣ Szpitalne prosektorium było wynajmowane do kręcenia filmów. Rodziny zmarłych skarżyły się, że uciszano je, by nie przeszkadzały w nagraniach.
4️⃣ Zarządzający jednostką umieszcza na jednej z platform społecznościowych skrajnie drastyczne zdjęcia ludzkich ciał. Nie wiadomo czyje to ciała. Jeden z naszych rozmówców twierdzi, że to zmarli pacjenci szpitala.
5️⃣ Artur Habowski odmówił odpowiedzi na wszystkie pytania. Szpital Południowy przekazał nam, że nie jest w stanie odpowiedzieć szybko i dopiero określi, ile czasu potrzebuje.
Tekst z @barejka_p i @JakubStyczynski w @portalzeropl.
Wreszcie trochę cieplej. Rekord pobity: 40,2°C poprawione na 40,5°C. Jak na 105 lat Globalnego Ocieplenia to niezbyt imponujące.
Ale w 2131 raczej nie będzie 40,8°C, bo GlOcio chyba się kończy..
Mocne, słuchajcie. Karol Nawrocki udzielił obszernego wywiadu do książki Andrzeja Nowaka „Skąd się wziął Karol Nawrocki”
w Polityce ujawniło fragment, w którym prezydent opowiada o najtrudniejszym momencie kampanii, w którym myślał, że umiera. Pada sugestia, że ktoś próbował go otruć:
„Świadkami tego byli Mikołaj, Jarek i Jakub, czyli cała ta trójka moich najbliższych współpracowników. Między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem wydarzyło się coś, co do dziś traktuję bardzo poważnie. W połowie maja w Ząbkowicach miałem spotkanie pod ratuszem. Wcześniej był jeszcze obiad na Dolnym Śląsku. Dziwnie zachowywały się też telewizje związane z moim kontrkandydatem. Nawet kiedy zjechałem z trasy, bo chciałem zobaczyć tereny popowodziowe — czego w ogóle nie było w planie — nagle pojawili się dziennikarze, jakaś dziwna kamera nas śledziła jeszcze po tym obiedzie. Podeszli do nas, no dobrze, kandydat na prezydenta jest śledzony, to jeszcze można zrozumieć, ale oni byli dziwnie skupieni na jednym: czy ja na pewno wsiądę do pociągu między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem. Bo wyjątkowo miałem tę trasę pokonać normalnym pociągiem regionalnym, a nie swoim kampanijnym autobusem. To Michał Dworczyk przygotowywał ten przejazd. A oni dopytywali wszystkich wyłącznie o to, czy Nawrocki zdąży na ten pociąg, czy pojedzie tym pociągiem.
Ja mówiłem: realizuję plan, jadę dalej. Ale oni nie odpuszczali. Pojechałem więc na spotkanie w Ząbkowicach Śląskich. Przemawiałem może pięć–siedem minut pod tym ratuszem. Czekał już autobus, który miał mnie zawieźć na peron do tego pociągu. To było może pięćdziesiąt metrów od miejsca wystąpienia. Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm.
Mówię sobie: "Dobra, dojadę, dojadę". Idę z Jarkiem Dębowskim i mówię: "Jarek, musisz mi dać wodę". On patrzy na mnie i mówi: "Szefie, co się z tobą dzieje?". Ja mówię: "Nie wiem, ale bardzo źle się czuję. Coś bardzo złego się ze mną stało". Jeszcze macham ludziom, jeszcze próbuję normalnie funkcjonować, ale już wiem, że jest źle. Mówię: "Szybko zaprowadź mnie do autokaru i od razu mnie połóż na podłodze". Zaprowadzili mnie. Dostałem wodę, wypiłem ją. Z tyłu siedzieli jeszcze jacyś ludzie z obsługi, ale ja już czułem, że po prostu zjeżdżam, film mi się urywa. Jarek od razu zaczął krzyczeć, żeby wszyscy wyszli z autokaru.
Zaciągnęli czarne zasłony, staliśmy na ulicy. Wyszli wszyscy. Ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu — i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko — kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu "Egzorcysta" — kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut.
Coś się wydarzyło jeszcze w tych Ząbkowicach. Od początku kampanii słyszałem od ochrony różne ostrzeżenia, np. że nie powinienem całować kobiet w rękę, że to może być sposób, żeby mnie podtruć, że poruszam się po bardzo wąskiej linii ryzyka i że prędzej czy później coś takiego może się wydarzyć. Ale ja i tak to robiłem. Nawet wtedy, w tym deszczu — panie podchodziły, wyciągały ręce, całowałem je w rękę, rozmawiałem z ludźmi. Gdy w środku pojazdu to wszystko się działo, ludzie podchodzili, chcieli robić sobie zdjęcia z "autokarem Nawrockiego". A moje chłopaki… No, naprawdę nie chciałbyś wtedy widzieć ich twarzy. Jakub wszedł do środka i powiedział później wprost: byłem przekonany, że ty nie żyjesz. Wszystko było zamknięte, autokar zatrzymany, cisza, żadnego kontaktu. Oni naprawdę przez chwilę myśleli, że stało się coś najgorszego”
Szpital Południowy i Szpital Bródnowski to za mało. Dawid Kacprzyk przymierzał się też do pracy w Szpitalu Wolskim - ujawniamy z @PatrykSlowik w @portalzeropl. Był w lecznicy i witał się z załogą, przedstawiając się jako przyszły kierownik SOR-u. https://t.co/nXXvqZ2XgI
Nikt nigdy w pomiarach IBRiS nie miał tak wysokiego zaufania jak Prezydent Karol Nawrocki. Aż 54,8 proc. Polaków ufa Panu Prezydentowi! To efekt ciężkiej pracy, konsekwentnej realizacji powziętych zobowiązań. Brawo Panie Prezydencie!