Panie Bogucki, im dokładniej czyta się Pański wpis, tym więcej pojawia się problemów. Nie z opiniami politycznymi, lecz z faktami, chronologią i pojęciami prawnymi.
Mam teraz wiecej czasu, więc na przykładzie twgo wpisu, pokażę obywatelom jak wygląda manipulacja.
Zacznijmy od zdania:
"Nigdy tak drogo na stacjach nie płaciliśmy za paliwo".
Naprawdę?
Według e-petrol 29 lipca 2026 r. średnia ogólnopolska cena Pb95 wynosiła 7,44 zł za litr. Tymczasem w czerwcu 2022 r., kiedy Donald Tusk wypowiadał słynne - 5,19 zł, średnia cena benzyny 95 dochodziła do ok. 7,9 zl
A więc już Pańskie otwierające "nigdy" jest po prostu manipulacją albo wręcz klamstwem.
Teraz samo 5,19 zł.
Tak - Tusk powiedział te słowa... w czerwcu 2022 r., będąc liderem opozycji, na pytanie, ile kosztowałoby paliwo następnego dnia po objęciu przez niego funkcji premiera, odpowiedział: "5,19 zł". Powtórzył tę deklarację także później. To był bardzo kategoryczny i politycznie ryzykowny komunikat. Nie zamierzam go wybielać.
Tyle że od tego czasu minęły cztery lata.
Co więcej, za rządów Tuska ceny rzeczywiście zeszły w okolice tego poziomu. W grudniu 2025 r. na części stacji benzyna była oferowana nawet po 5,18 zł. Nie była to wówczas średnia krajowa - i za sugerowanie czegoś więcej Tusk został słusznie skrytykowany przez społecznośc. Ale twierdzenie dziś, jakoby 5,19 zł było wartością, do której ceny nigdy nawet się nie zbliżyły, również nie jest prawdą.
Jeżeli więc chce Pan zestawiać dzisiejsze ceny z wypowiedzią z 2022 r., wypadałoby poinformować czytelników zarówno o dacie tej wypowiedzi, jak i o tym, co z cenami działo się przez kolejne cztery lata.
Inaczej możemy równie dobrze sięgnąć po wypowiedź premiera sprzed kilkunastu lat, gdy paliwo kosztowało kilka złotych, i udawać, że jest to miarodajny punkt odniesienia dla rynku w roku 2026.
Dalej pisze Pan o rządowym podatku tak, jakby był to po prostu kolejny podatek nakładany na paliwo i kierowców.
Nie był - to także manipulacja.
Ustawa dotyczyła PODATKU OD NADZWYCZAJNYCH ZYSKÓW przedsiębiorstw zajmujących się wytwarzaniem paliw lub obrotem paliwami z zagranicą. Podstawą nie był litr zatankowany przez Kowalskiego, lecz nadwyżka przychodów ponad poziom wynikający z marży referencyjnej.
Co więcej, marża referencyjna została określona jako średnia marża danego przedsiębiorstwa z 2025 r. POWIĘKSZONA O 20 proc. Dopiero ponad tę wartość powstawała posstawa opodatkowania.
Może Pan oczywiscie twierdzić, że przedsiębiorstwa próbowałyby później część ciężaru podatku przerzucić na klientów.
Ale proszę nie przedstawiać jej jako ustalonego faktu, pisząc, że podatek "zostałby zapłacony z kieszeni kierowców".
Zresztą podczas prac sejmowych również pytano rząd o możliwość przerzucenia części kosztów na konsumentów. Sam fakt, że pytanie takie było przedmiotem debaty, najlepiej pokazuje, że mamy do czynienia z ryzykiem ekonomicznym wymagającym oceny, a nie z matematyczną oczywistością.
Najciekawsza jest jednak dla mnie część prawna.
Pisze Pan:
"Była procedowana teoretycznie w trybie zwyczajnym, a w istocie w trybie pilnym. Tego również nie wolno robić w przypadku ustaw podatkowych".
Otóż Konstytucja posługuje się pojęciem "projektu pilnego" w art. 123. Jest to konkretny tryb konstytucyjny, ze ściśle określonymi skutkami proceduralnymi.
Projekt ustawy podatkowej rzeczywiście nie może otrzymać takiego trybu.
Tylko że temu projektowi trybu pilnego w rozumieniu art. 123 Konstytucji NIE NADANO. Więc znowu pan manipuluje.
Projekt wpłynął do Sejmu 16 czerwca, następnego dnia odbyło się pierwsze czytanie, 19 czerwca Sejm uchwalił ustawę, następnie zajmował się nią Senat, który 25 czerwca wniósł poprawki, po czym ustawa wróciła do Sejmu. Procedowanie było bardzo szybkie i można je za to krytykować.
Ale bardzo szybkie procedowanie nie staje się przez to konstytucyjnym "trybem pilnym".
Szczególnie prawnik powinien rozróżniać język potoczny od pojęcia prawnego.
Pozostaje kwestia działania prawa wstecz.
1/