🇬🇧 Video of British police arresting a crying 5-year-old boy while he was walking alongside them as they detained his father is going viral.
They shoved the terrified little kid into the back of their patrol car like trash. When his mother, baby still clutched in her arms, rushed to rescue her son, these thugs pushed her back and ordered her to stand down.
This is the UK in 2026.
Absolutely disgusting!
Europa Europa...
Czarny bandyta nęka białą kobietę, gdy wyprowadza psa na spacer, następnie rani faceta, który usiłował jej pomóc i nie poprzestaje na tym...
Italia
Nie trzeba tajnych loży ani rytuałów przy świecach, by rządzić światem. Wystarczy sieć wpływów tak gęsta, że przeciętny człowiek nawet jej nie zauważa. Wystarczy kilka ośrodków decyzyjnych, które nie podlegają wyborom, kontroli ani odpowiedzialności. Wystarczy system, który działa w cieniu, a jego twórcy pozostają nienazwani.
To oni ustawiają pionki na globalnej szachownicy. Rządy, korporacje, media – wszystko to tylko fasady, za którymi kryją się prawdziwi gracze. Ludzie, których nie zobaczysz w telewizji, ale których decyzje odczujesz w portfelu, na rynku pracy, w wiadomościach i w programach szkolnych Twoich dzieci.
Symbole, które widzimy na banknotach, w architekturze państwowej czy w logotypach firm, nie są przypadkowe. To ślady ich obecności – podpisy architektów, którzy lubią zostawiać sygnały dla tych, którzy potrafią patrzeć.
Politycy? To tylko aktorzy. Jedni lepsi, inni gorsi, ale wszyscy grają w sztuce napisanej dawno temu. Ich zadaniem jest odwracać uwagę, podczas gdy prawdziwe decyzje zapadają w miejscach, do których nikt z nas nie ma dostępu.
Media? To megafon systemu. Narracja, którą karmią społeczeństwa, nie jest wynikiem przypadku. To starannie dobrany zestaw tematów, emocji i lęków, które mają utrzymać ludzi w stanie ciągłego rozproszenia. Kiedy jesteś zajęty reagowaniem na nagłówki, nie masz czasu pytać, kto je pisze.
Edukacja? To filtr. Ma produkować obywateli posłusznych, przewidywalnych i pozbawionych ciekawości wobec tego, co naprawdę rządzi światem. Uniwersytety i think-tanki nie są kuźniami wolnej myśli – są fabrykami narracji.
Gospodarka? To ich ulubiona zabawka. Kryzysy, bańki, recesje – nic nie dzieje się samo. Każdy krach jest dla nich okazją do przejęcia kolejnych zasobów, kolejnych instytucji, kolejnych państw. Dla zwykłych ludzi to tragedia. Dla nich – inwestycja.
Nie zobaczysz ich twarzy. Nie usłyszysz ich nazwisk. Ale zobaczysz skutki ich działań: chaos kontrolowany, konflikty zaplanowane, społeczeństwa podzielone. Bo podzieleni jesteśmy słabi. Podzieleni nie stanowimy zagrożenia.
To oni są architektami współczesnego świata – świata, w którym wolność jest iluzją, a demokracja dekoracją. Świata, w którym my mamy patrzeć, ale nie widzieć. Słuchać, ale nie rozumieć. Żyć, ale nie pytać.
Nie mogę czytać komentarzy ludzi, którzy dziś — w epoce internetu, smartfonów i nieograniczonego dostępu do wiedzy — powtarzają jak mantrę, że w PRL „niczego nie było”.
Nie było pracy.
Nie było mieszkań.
Nie było sklepów.
Był tylko ocet.
To skąd, na litość boską, wzięło się prawie 1700 zakładów pracy, które działały w całej Polsce?
Kto je postawił? Kto je wyposażył? Kto w nich pracował?
To był realny majątek narodowy, wypracowany przez miliony Polaków — nie przez żadnych „inwestorów strategicznych”.
I co się z tym majątkiem stało po 1989 roku?
Rozdano go, sprzedano za bezcen, rozparcelowano, rozkradziono.
Uwłaszczyli się ci, którzy mieli dostęp do informacji, wpływów i układów.
A ci, którzy naprawdę budowali te zakłady, dziś żyją na głodowych emeryturach, często w nędzy, którą zgotowali im zwycięzcy transformacji.
I teraz pytanie, które obnaża całą hipokryzję:
Skoro zakłady PRL były takie złe, takie „niewydolne”, takie „ruiny”, to dlaczego były tak pożądane przez prywatyzatorów z kraju i z zagranicy?
Dlaczego płacono łapówki, żeby je przejąć?
Dlaczego rozbierano je na części i sprzedawano z gigantycznym zyskiem?
Bo miały wartość.
Ogromną.
Tylko nie dla Polaków — dla tych, którzy je przejęli.
Mija ponad 30 lat od zmiany ustroju.
To co — Polacy dziś tak świetnie zarabiają?
Jeśli tak, to dlaczego kilka milionów wyjechało za chlebem, zostawiając rodziny i całe życie?
Dlaczego w kraju, który miał być „drugą Japonią”, ludzie pracują po 10 godzin dziennie, żeby spłacić kredyt na mieszkanie wielkości garażu?
Ile zakładów wybudowaliśmy od podstaw po 1989 roku?
Ile branż stworzyliśmy?
A ile zlikwidowaliśmy — od włókiennictwa, przez elektronikę, po stocznie, huty i przetwórstwo?
W PRL bywało różnie — nikt nie twierdzi, że było idealnie.
Ale jedno jest pewne: mieliśmy własny przemysł, własne przedsiębiorstwa, własną gospodarkę.
Dziś mamy głównie zagraniczne loga, zagraniczne sieci, zagraniczne zyski i polskich pracowników na najniższych stawkach w Europie.
I to jest ta „modernizacja”, którą nam obiecano.
Mamy to!
Dziękujemy Wam za trzymanie kciuków!
Wchodzimy na najwyższy poziom politycznej rozgrywki! Dla Polski!
Szczegóły juz w niedzielę na Radiowizji.
Ogromne podziękowania dla Ukryte Terapie - Jerzy Zięba za zorganizowanie tego najważniejszego w tym roku spotkania.
Społeczeństwo jest dziś tak osłabione, tak przytłoczone codziennym chaosem, że nawet nie podnosi głowy, by zobaczyć, co naprawdę nadchodzi.
Ludzie są zmęczeni, zniechęceni, zajęci przetrwaniem i właśnie w takiej chwili system robi to, co zawsze robi w momentach społecznej słabości: przesuwa granice. Po cichu. Krok po kroku. Bez pytania.
Najpierw zgoda na EURO.
Brzmi niewinnie, prawda? „To tylko waluta”.
Ale każdy, kto patrzy uważnie, widzi, że to brama do kolejnego etapu, a nie cel sam w sobie.
Bo zgoda na EURO to zgoda na cyfrowe EURO.
A zgoda na cyfrowe EURO to zgoda na wycofanie gotówki.
I nie są to żadne „teorie”.
Świadczą o tym:
- kolejne limity płatności gotówkowych w UE, wprowadzane systematycznie, jakby ktoś testował, ile jeszcze społeczeństwo przełknie
- wypowiedzi szefowej Europejskiego Banku Centralnego, która otwarcie mówi, że cyfrowy pieniądz ma być „bezpieczną alternatywą” — choć wszyscy wiemy, że alternatywy znikają jako pierwsze
- presja na pełną cyfryzację transakcji, która nie ma nic wspólnego z wygodą, a wszystko z kontrolą
Cyfrowy pieniądz z definicji nie będzie miał alternatywy.
Bo alternatywą jest gotówka, a gotówka ma zostać wycofana.
Stopniowo. Po cichu. Tak, by nikt nie zauważył momentu, w którym ostatni banknot staje się tylko pamiątką po wolności.
Jak będzie wyglądała wtedy nasza rzeczywistość
Wyobraź to sobie.
Każda Twoja transakcja — widoczna.
Każdy zakup — analizowany.
Każdy przelew — zatwierdzany lub blokowany.
Nie kupisz niczego „poza systemem”.
Nie odłożysz pieniędzy „na czarną godzinę”.
Nie przekażesz nikomu gotówki, nie zostawisz napiwku, nie wesprzesz kogoś anonimowo.
Cyfrowy pieniądz to nie pieniądz.
To licencja na korzystanie z pieniędzy, którą można Ci w każdej chwili ograniczyć, zamrozić, zablokować, „zawiesić do wyjaśnienia”.
Wystarczy:
- niepoprawna opinia
- niezgodność z linią polityczną
- zbyt głośny sprzeciw
- „nieodpowiednie” zachowanie w mediach społecznościowych
- albo po prostu błąd algorytmu
I nagle — klik — Twój portfel przestaje działać.
Nie dlatego, że nie masz pieniędzy.
Tylko dlatego, że ktoś uznał, że nie powinieneś ich używać.
To nie jest przyszłość z filmów science fiction.
To jest przyszłość, którą buduje się tu i teraz, gdy społeczeństwo jest zbyt zmęczone, by reagować.
Uwaga, mieszkańcy Ziemi, zwijamy manatki. Bezalel Smotrich oficjalnie ogłosił, że jeśli ktoś spróbuje wręczyć mu pisemko z sądu, to on – w ramach całkowicie proporcjonalnej reakcji – zrówna z ziemią planetę. Miło z jego strony, że tak bezpretensjonalnie przypomniał nam, iż rząd Netanjahu nie podlega jakimś tam ziemskim prawom dla śmiertelników. Konwencje genewskie? Zbrodnie wojenne? Dajcie spokój, to zabawa dla amatorów. Prawdziwi twardziele w obliczu prokuratora obiecują koniec świata i – jak sam uroczo zapowiada – „to dopiero początek”. Strach się bać, chować telefony.
Trzymajcie mnie, bo nie uwierzę. Oficjalne zaprzysiężenie burmistrza Birmingham i nie, to nie jest ukryta kamera ani parodia z YouTube. Oglądać TYLKO z dźwiękiem, inaczej stracicie całe spektrum tego surrealistycznego doświadczenia. Dokąd zmierzasz, świecie? XD
Posłuchaj! Co oni zrobili z Polską Armią?! 😞
Przez lata kolejne rządy — niezależnie od szyldów i obietnic — konsekwentnie osłabiały Polskie Wojsko.
Likwidowano jednostki, redukowano potencjał obronny, uzależniano bezpieczeństwo państwa od zagranicznych decyzji, a strategiczne interesy Polski przegrywały z politycznym marketingiem.
Dziś ci sami politycy próbują przedstawiać się jako gwaranci bezpieczeństwa.
Ale silnej armii nie buduje się sloganami, tylko długofalową strategią, odpowiedzialnością i realną kontrolą obywateli nad państwem.
Dlatego potrzebna jest Polska Demokracja Bezpośrednia – PDB.
System, w którym obywatele mogą rozliczać władzę na bieżąco, blokować szkodliwe decyzje i decydować o kluczowych sprawach państwa, zamiast raz na kilka lat oddawać pełnię władzy partiom politycznym.
Bo bezpieczeństwo Polski jest zbyt ważne, by pozostawiać je wyłącznie politykom.
Zgadzasz się? Dołącz do nas! Napisz: [email protected]
https://t.co/y0qb1uFwH9
https://t.co/QQuZ8tFROJ
https://t.co/3hkGKYje4G
#SiewcyPrawdy #PDB #PolskaDemokracjaBezpośrednia #BogdanMorkisz #Armia #WojskoPolskie
Mówią Ci, że żyjesz w wolnym kraju.
Że jesteś obywatelem, gospodarzem, człowiekiem, który „może wszystko”.
A potem otwierasz oczy i widzisz… kajdany, tylko że z plastiku, żebyś się nie buntował.
Obowiązkowe szczepienia.
Obowiązkowe badania.
Obowiązkowe wszystko — poza myśleniem, bo tego akurat nikt już nie wymaga.
Nie możesz zapalić trawy.
Nie możesz zapalić ogniska na własnym podwórku.
Nie możesz zapalić fajki w swojej knajpie, którą sam zbudowałeś, sam opłacasz i sam utrzymujesz.
Nie możesz wypić piwa w parku, bo przecież dorosły człowiek z piwem to zagrożenie dla cywilizacji.
Za to możesz kupić to, co państwo łaskawie dopuściło do sprzedaży — bo wolność wolnością, ale kontrola musi być.
Rejestruj samochód.
Rejestruj wizytę u lekarza.
Rejestruj broń — jeśli w ogóle pozwolą Ci ją mieć.
Rejestruj wszystko, łącznie z własnym życiem, bo inaczej jesteś „podejrzany”.
Noś odblaski.
Zapinaj pasy.
Słuchaj poleceń.
Przestrzegaj zakazów, nakazów, ukazów i przykazań.
Państwo wie lepiej, co jest dla Ciebie dobre — Ty masz tylko płacić i nie zadawać pytań.
Jesteś Polakiem?
To płać.
85% podatków w różnych formach — jawnych, ukrytych, wstydliwych.
Płać ZUS, nawet jeśli nie masz z czego.
Płać za pozwolenie na dom.
Płać za pozwolenie na studnię.
Płać za pozwolenie na wycięcie drzewa, które sam zasadziłeś.
Płać za wodę.
Płać za auto.
Płać za deszcz, który spadł z nieba, jakby niebo należało do urzędu.
A potem stań przed lustrem i powtarzaj jak mantrę:
„Jestem wolny.”
Powtarzaj, aż sam w to uwierzysz.
Powtarzaj, aż przestaniesz czuć, że coś tu nie gra.
Powtarzaj, aż staniesz się idealnym obywatelem — posłusznym, zmęczonym i wdzięcznym za ochłapy.
Bo jeśli naprawdę uważasz, że to jest normalne…
Jeśli naprawdę myślisz, że to jest wolność…
To może czas zadać sobie jedno brutalne pytanie:
Czy Ty jeszcze rozumiesz, czym wolność w ogóle jest?
ROLNIK W KAJDANACH ZA DRZEWO. WITAJ W EUROPIE 2026.
Wyobraź sobie człowieka, który całe życie pracuje rękami.
Nie polityka.
Nie prezesa.
Nie lobbysty.
Rolnika.
Człowieka, który sadzi drzewo, podlewa je, patrzy jak rośnie.
Człowieka, który wierzy, że ziemia jest ostatnim miejscem, gdzie człowiek może być naprawdę wolny.
A potem pewnego dnia do jego gospodarstwa wchodzą funkcjonariusze.
Nie po broń.
Nie po narkotyki.
Po… nektarynki.
Bo okazało się, że drzewka, które zasadził lata temu, mają „zły” kod DNA.
Że należą do odmiany, którą jakaś korporacja wpisała do rejestru jak własność prywatną.
Że rolnik — nieświadomie, bez złej woli — „naruszył prawo”.
Pobierają próbki.
Robią ekspertyzy.
Prowadzą śledztwo jak przy poważnym przestępstwie.
A na końcu stawiają mu zarzuty, jakby był złodziejem, a nie człowiekiem, który po prostu zasadził drzewo.
Teraz grozi mu więzienie.
Nie symboliczne.
Prawdziwe.
Od roku do trzech lat.
I grzywna, która mogłaby zrujnować całe pokolenie — prawie 300 tysięcy euro.
Za co?
Za to, że ziemia dała mu owoce.
Przez tysiące lat rolnicy wymieniali nasiona jak chleb.
Dzielili się nimi, tworzyli nowe odmiany, ratowali stare.
Tak powstało rolnictwo.
Tak powstała różnorodność, którą dziś chwalą się podręczniki.
A teraz?
Teraz nasiona mają właścicieli.
Odmiany mają właścicieli.
Geny mają właścicieli.
Chcesz posadzić drzewo?
Zapłać.
Chcesz zebrać nasiona z własnego pola?
Zapłać.
Chcesz sprzedać owoce swojej pracy?
Zapłać.
Nie masz licencji?
Nie masz abonamentu?
Nie masz papierka?
To jesteś przestępcą.
Drobny rolnik, który całe życie żył z ziemi, nagle staje przed sądem jak ktoś, kto zrobił coś strasznego.
A korporacja, która „zarejestrowała” odmianę, siedzi w klimatyzowanym biurze i liczy pieniądze.
I najgorsze jest to, że to nie jest odległa dystopia.
To nie jest scenariusz filmu.
To nie jest ostrzeżenie na przyszłość.
To dzieje się teraz. W Europie. W 2026 roku.
I obowiązuje także w Polsce.
Jeśli rolnik może trafić do więzienia za drzewo,
to jak daleko jesteśmy od świata, w którym zwykły człowiek nie ma prawa do… czegokolwiek?
Związki partnerskie wjechały jak pociąg bez hamulców — pełna prędkość, zero refleksji, tylko konfetti i fanfary.
A gdy już wydawało się, że nic bardziej „oryginalnego” nie da się dorzucić do tego festiwalu pomysłów… pojawia się kolejny głos z politycznego Olimpu.
I nagle słyszymy propozycję, która brzmi jak żart z kabaretu, tylko że nikt się nie śmieje — poza publicznością.
Związki dla dwóch sióstr, dwóch braci, sąsiad z sąsiadką, dwie sąsiadki… pełna dowolność, jakby ktoś pomylił ustawodawstwo z losowaniem w totolotku.
Patrzę na to i naprawdę nie wiem, czy to jeszcze debata publiczna, czy już konkurs na najbardziej absurdalny koncept roku.
Padłem. Po prostu padłem.
Proszę Państwa, przed Wami gwiazda.
Laureat dotacji, nagród, wyróżnień i poklepywań po plecach od Ministerstwa Kultury oraz samej pani Ministry Cienkowskiej.
Tak, to wszystko dzieje się naprawdę — w kraju 38 milionów ludzi, w środku Unii Europejskiej i NATO.
A jednak wciąż potrafimy wyprodukować takie… perły.
Proszę bić brawo.
W końcu kultura sama się nie ośmieszy.
Jawnie i z pełną świadomością łamią polską Konstytucję! Dlaczego my Polacy pozwalamy na to? Powiedzmy głośno DOŚĆ! Zawiódł Cię polityk zwolnij go! Taką możliwość daje nam Polska Demokracja Bepośrednia - DOŁĄCZ DO NAS!
zapisy do Ruchu Społecznego Polska Demokracja Bezpośrednia: [email protected]
Polski podatnik - zwłaszcza facet, który tyra cztery dekady jak wół - dostaje w zamian ochłapy, resztki, śmieci z pańskiego stołu.
I co najgorsze: nauczył się jeść te resztki z wdzięcznością.
Przez całe życie oddajesz państwu miażdżącą większość tego, co wypracujesz. Nie wiesz nawet, ile, bo boisz się policzyć. Bo gdybyś policzył, musiałbyś przyznać, że jesteś dojną krową, a nie obywatelem.
Państwo doi cię wszędzie, gdzie tylko się da:
PODATKI + ZUS + PIT + VAT + AKCYZY + CŁA + OPŁATY + KONCESJE + ZEZWOLENIA + POZWOLENIA + PCC + opłaty od opłat + podatek od podatku + myto + haracz + abonamenty + czynsze + parapodatki.
Lista jest tak długa, że gdyby ją wydrukować, to zabrakłoby papieru, ale na papier też jest podatek.
Podatek od gruntu.
Podatek od budynku na tym gruncie.
Podatek od firmy w tym budynku na tym gruncie.
Podatek od deszczu, który spadł na dach tego budynku.
Podatek od licznika, od taryfy, od powietrza, od życia.
Państwo zabiera ci drugą pensję, zanim ją zobaczysz.
Zapytaj pracodawcę, ile naprawdę kosztujesz, a ile dostajesz.
Zobaczysz różnicę, od której robi się słabo.
A potem idziesz do lekarza i płacisz prywatnie.
Idziesz po badania - płacisz prywatnie.
Idziesz po leki - płacisz jak za zboże.
Idziesz do sklepu - 23% VAT.
Masz dom - podatek.
Masz mieszkanie - podatek.
Masz auto , płacisz sto razy: VAT, akcyza, opłaty, rejestracje, przerejestrowania, paliwowe, ekologiczne, drogowe, autostradowe.
Sprzedasz auto? PCC.
Kupisz auto? PCC.
Oddychasz? Opłata środowiskowa.
Masz wodę? Podatek.
Masz prąd? Podatek w podatku od podatku.
To nie jest państwo. To jest system drenowania obywatela do zera.
A jakość tego wszystkiego?
Drogi - byle jakie.
Kolej - byle jaka.
Sądy - byle jakie.
Służba zdrowia - byle jaka.
Edukacja - byle jaka.
Policja - byle jaka.
Powietrze - byle jakie.
Wszystko najdroższe, najgorsze, najwolniejsze, najbardziej absurdalne.
Państwo premium, usługi z lumpeksu.
A urzędnik?
Pan i władca.
Ty - plebs, który ma płacić i siedzieć cicho.
On ma limuzynę, ty masz dziurawe drogi.
On ma wcześniejszą emeryturę, ty masz pracować do śmierci.
On ma stołek po znajomości, ty masz formularz A-17/9b w trzech kopiach.
W Polsce jest więcej limuzyn rządowych niż karetek.
To mówi wszystko.
A kiedy ludzie próbują protestować, policja - nakarmiona z twoich podatków - bije cię pałką kupioną za twoje podatki, na ulicy zbudowanej za twoje podatki, bo taka jest rola plebsu: płacić i milczeć.
I tak to trwa.
Bo wielu wystarczy „srałdi po Niemcu”, grill, piwo i 500+.
Bo łatwiej zazdrościć sąsiadowi niż rozliczyć władzę.
Bo łatwiej kłócić się o bzdury niż policzyć, ile ci zabierają.
A potem dziwimy się, że nic się nie zmienia.