Gdy zaczął się cyrk z Romanowskim, głośno się zastanawiałem czy polskie państwo okaże się silniejsze od Opus Dei. Na razie przegrywa.
Stąd płynie wniosek natury ogólnej - nikt nigdy na serio nie zmieni PL bez dużego ograniczenia statusu KK i jego macek.
Trzeba odrobić oświecenie
Znalezione w sieci: "Uciekasz z własnego domu przed wojną, chcesz się znowu pouczyć bezpiecznie i trafiasz do Polski, a tu już czeka na ciebie klasyczny polski cham, który cię wdepcze w ziemię, bo uznał, że nareszcie opatrzność podarowała mu w nagrodę za bycie nikim kogoś gorszego od niego."
Od wczoraj dzielne trzecie pokolenie AK opowiada historię jak to dwie (sic!) 11-letnie dziewczynki z 🇺🇦 zaatakowały biednego Polaka, czym zmusiły go do wyzwisk w autobusie.
Rozumiecie? Dwie małe dziewczynki zrobiły pogrom 50-letniemu dziadowi! 🙆♂️😄
Husaria to fantazję ma. 🚀
Niczego się nie nauczyliśmy. Orędzie biskupów polskich do ich niemieckich braci z 18 listopada 1965 ze słynną fazą „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie” wywołało furię u komunistycznych 'zbawców narodu' z Gomułką i Cyrankiewiczem na czele, którzy dosłownie pluli w mikrofony podczas przemówień potępiających ów list pojednania. Te seanse nienawiści pod adresem Episkopatu, które pamiętam, bo przeszły także przez moją szkołę, przypominają dzisiejsze zapluwanie się Błaszczaka i jego prawicowych wyznawców wobec pięknego i bolesnego przemówienia pana chargé d’affaires polskiej ambasady w Ukrainie @P_Lukasiewicz, wygłoszonego z dniu 11 lipca 2026 na miejscu kaźni Polaków zabitych przez ukraińskich nacjonalistów w Ołyce w Ukrainie, w którym powiedział: „Musimy umieć wybaczać i musimy umieć prosić o wybaczenie”. I dalej: „Pochylając głowę nad polskimi ofiarami przemocy ukraińskiej na Wołyniu, nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach przemocy polskiej na terenach dawnej II Rzeczpospolitej przed wojną i w jej trakcie. To wszystko, co działo się na tle II wojny światowej było straszne i niepotrzebne”.
Wtedy, w 1965 roku, jedynym uczniem w moim liceum im. Frycza Modrzewskiego w Warszawie, który zaprotestował przeciwko atakowi komunistycznej propagandy na autorów orędzia, był maturzysta @Macierewicz_A. Ja miałem wówczas 14 lat i niewiele rozumiałem, a jednak tym sprzeciwem zaimponował mi bardzo. Antoni został za to wyrzucony z liceum.
Dziś atak na pana ambasadora w randze chargé d’affaires przypomina mi tamte chwile. Przejmujące chwile, które mnie tworzyły jako dorosłego człowieka. Niczego się nie nauczyliśmy. Nie umiemy w prawdziwe pojednanie. Nie umiemy przyznać się do własnej historii. Jesteśmy wieczną ofiarą wszelkich napaści, która nigdy nikogo nie zniewoliła i nie skrzywdziła. Politycy grają historią, kiedy ludzie chcą żyć tu i teraz.
Dziękuję panu @W_Lukasiewicz za to piękne i odważne wystąpienie, ludzkie i prawdziwe, ze słowami: „Nie tworzę jednak ani symetrii ani nie stawiam znaku równości miedzy liczbami i jakością cierpień. Mówię po prostu, że pamiętamy, musimy pamiętać o przeszłości i o tym, co w tej przeszłości było wstydliwe i niegodne”.
Aneto, jest takie powiedzenie „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata” - „Kto ratuje jedno życie, ten ratuje cały świat”. Otóż niestety ono ma swój rewers: „Kto zatruwa komuś życie, ten zatruwa cały świat”. Nie wymażemy tego z historii, że jako Polacy zgotowaliśmy polskim Żydom Jedwabne i to nie jako mniejszość, tylko jako my wszyscy. Bo nie powstrzymaliśmy fali nienawiści dość powszechnej wówczas. I dziś też odpowiadamy WSZYSCY za to, co czuje ta dziewczyna. Bo to jest nasza polska niechęć niepowstrzymana przez nas samych. Musimy nauczyć się brać odpowiedzialność i mówić „to my”, a nie mówić „to nie ja, to oni”. 🙁
Kaczyńskiemu bliżej jest do Putina, Orbana, Erdogana, Kima i Xî niż do jakiejkolwiek demokracji zachodniej. On by się nie zawahał zrobić z Placu Piłsudskiego Placu Tiananmen, gdyby tylko mógł.
ROSJA NIE MUSI WJEŻDŻAĆ CZOŁGAMI. WYSTARCZY, ŻE PODPALI PRZESMYK SUWALSKI, A POLSKA ZNOWU ZACZNIE GASIĆ POŻAR ŁYŻECZKĄ
Zanim Rosja uderzy rakietą, dronem albo grupą dywersyjną, najpierw uderzy przekazem. Zanim wybuchnie transformator, most, skład paliwa albo linia kolejowa, w polskim internecie wybuchnie festiwal kretynów tłumaczących, że Moskwa na pewno nie miała z tym nic wspólnego.
Moim zdaniem najbardziej prawdopodobny nie jest otwarty atak na Warszawę z rosyjską flagą przyczepioną do rakiety. Rosjanie nie są aż tak głupi. Bardziej spodziewam się uderzenia w infrastrukturę krytyczną, kolej, energetykę, łączność albo w rejon przesmyku suwalskiego. I niekoniecznie po polskiej stronie. Mogą uderzyć w Litwę, żeby przetestować NATO, sparaliżować przerzut wojsk i otworzyć sobie polityczną, a w skrajnym wariancie także wojskową drogę między Białorusią a Królewcem.
Najlepiej tak, żeby przez pierwsze godziny nikt nie wiedział, kto naprawdę zaatakował.
Dron z ukraińskimi oznaczeniami. Ładunek z elementami wskazującymi na Ukrainę. Sabotażyści mówiący po ukraińsku. Fałszywe dokumenty. Filmik wrzucony do sieci kilka minut po eksplozji. Gotowe konta, gotowe komentarze i gotowi polityczni idioci, którzy natychmiast zaczną krzyczeć, że Ukraina chce nas wciągnąć do wojny.
I właśnie dlatego Rosja od lat inwestuje nie tylko w rakiety, ale również w agenturę wpływu, pożytecznych idiotów, radykałów, internetowych proroków i politycznych handlarzy strachem.
A nasze państwo?
Nasze państwo z agenturą nie walczy na pełnej kurwie. Nie rozbija sieci, nie przecina finansowania, nie wyrzuca ludzi z instytucji, nie pokazuje społeczeństwu mechanizmów wpływu i nie prowadzi bezwzględnej kontrakcji informacyjnej.
Nasze państwo czeka, aż coś jebnie.
A potem zwołuje konferencję prasową, powołuje zespół, uspokaja społeczeństwo i ogłasza, że służby analizują sytuację.
Czyli tradycyjnie nie leczymy raka, tylko przyklejamy plaster na przerzut.
Nie walczymy z przyczyną. Gasimy pożary. Jeden po drugim. Dron spadł wtedy gasimy. Tory wysadzone wtedy gasimy. Serwery padły gasimy ewentualnie przykrywamy temat. Ktoś podłożył ładunek, gasimy ale z bardziej zatroskaną miną. Rosyjska narracja zalała internet wtedy publikujemy trzy grafiki, na których urzędnik informuje, żeby uważać na dezinformację.
Rosja prowadzi operację państwową, a my odpowiadamy komunikatem na Facebooku.
To jest, kurwa, dramat a na dodatek po placach chodzą zielone ludziki i się nawet nie kryją z poparciem dla Moskwy no pięknie!
Agentura wpływu nie zaczyna pracy w dniu ataku. Ona pracuje wcześniej. Latami. Rozbija zaufanie do armii, służb, NATO, Unii, Ukrainy i własnego państwa. Uczy ludzi, że każdy sojusznik jest wrogiem, każdy wróg jest partnerem do rozmowy, a najlepszą strategią jest siedzieć cicho i liczyć, że niedźwiedź pożre sąsiada, a nas zostawi w spokoju.
Nie zostawi.
Gdy uderzenie nastąpi w Litwę, przesmyk suwalski albo infrastrukturę potrzebną do obrony wschodniej flanki NATO, natychmiast usłyszymy:
„To nie nasza wojna”.
„Nie umierajmy za Litwę”.
„To prowokacja Ukrainy”.
„Trzeba rozmawiać z Moskwą”.
„Nie drażnijmy Rosji”.
I te zdania będą dla Kremla równie ważne jak rakiety. Bo celem nie będzie tylko zniszczenie torów, mostu czy elektrowni. Celem będzie sparaliżowanie decyzji, skłócenie sojuszników i doprowadzenie do sytuacji, w której państwo będzie jeszcze sprawdzało przecinki w ekspertyzie, kiedy rosyjska operacja osiągnie już swój polityczny cel.
Najgorsze jest to, że część tej roboty wykonają Polacy. Za darmo. Dla lajków, zasięgów, politycznej zemsty albo dlatego, że ktoś im wmówił, iż powtarzanie rosyjskiej propagandy jest przejawem niezależnego myślenia.
Nie jest.
To jest noszenie amunicji przeciwnikowi i jeszcze chwalenie się, że człowiek nie dał się zmanipulować.
Rosja nie musi więc od razu wysyłać batalionów. Najpierw wyśle chaos, strach, sabotaż i kłamstwo. A potem sprawdzi, czy Polska ma państwo, które potrafi walczyć z agenturą, czy tylko straż pożarną do biegania od jednego wybuchu do drugiego.
Bo na razie wygląda to tak, jakby Moskwa planowała operacje z kilkuletnim wyprzedzeniem, a my planowali konferencję prasową pół godziny po eksplozji.
I później wszyscy będą bardzo zdziwieni. Tylko Rosja nie będzie. no i jakoś mnie to nie dziwi...
Najgorsze jest to, że to wszystko jest nieciekawe, nudne. Kąsanie nogawek, oskarżenia o zdradę, zakłamanie, pomówienia, zero prawdy. Żądania dymisji śmieszne, głupawy prezydent. Media mielą to gówno i wciskają na talerzu jako danie główne. A wszystko dla płytkiej kasy. Zły czas.
Czy ktoś może wreszcie zamknąć tego gościa i zdelegalizować jego partię? Silne państwo nie powinno być tak bezradne wobec faszyzmu. https://t.co/FG2PQrY7Pe
ROSJA MA ATOM, ARMIĘ I IMPERIUM W GŁOWIE. UKRAINA WALCZY O PRZEŻYCIE. A CZĘŚĆ POLSKI DALEJ MA PAŁĘ Z MATEMATYKI I GEOGRAFII
Porównajmy potencjały tak na zimno. Bez serduszek, bez chorągiewek i bez tej intelektualnej kawy z mlekiem sojowym, którą karmią ludzi zawodowi patrioci z internetu.
Ukraina to około 37 milionów ludzi. Rosja to około 130 milionów, a według części zestawień nawet więcej. Już sam stosunek ludności daje Moskwie przewagę około trzy i pół do jednego. To nie jest drobna różnica. To jest worek mięsa, rezerw, poborowych, robotników, kierowców, mechaników, matek płaczących nad trumnami i dalej działającego państwowego młyna do mielenia ludzi.
W żołnierzach czynnych różnica jest mniejsza, bo Ukraina jest już państwem zmobilizowanym wojną. Szacunki mówią o około 900 tysiącach żołnierzy po stronie Ukrainy i około 1,3 miliona po stronie Rosji. Ale w potencjale ludzkim Rosja dalej ma głębszy dół. Ludzi zdolnych do służby ma kilka razy więcej. Ukraina walczy a w zasadzie już pluje krwią z płuc. Rosja walczy brudnym magazynem, łagrem, poborem, demografią i pogardą dla własnych trupów.
W sprzęcie bajki dla dzieci też nie ma. Czołgi: około 1120 Ukraina, około 5630 Rosja. Pojazdy opancerzone, czyli transportery, BWP, wozy wsparcia i całe to żelastwo do wożenia piechoty pod ogień: około 45 tysięcy Ukraina, ponad 126 tysięcy Rosja. Artyleria samobieżna: Ukraina około 680 kontra Rosja ponad 3600. Artyleria holowana: Ukraina około 625 kontra Rosja prawie 6000. Wyrzutnie rakietowe: około Ukriana 288 kontra Rosja prawie 2500.
W powietrzu przepaść jest jeszcze bardziej brutalna. Ukraina ma około 350 statków powietrznych. Rosja ponad 4200. Myśliwce: około 88 kontra ponad 860. Śmigłowce: około 140 kontra ponad 1600. Śmigłowce szturmowe: około 39 kontra ponad 550.
Dlatego Ukraina nadrabia dronami, rozpoznaniem, pomysłowością, zachodnią pomocą, krwią i tempem uczenia się, które zawstydza rosyjski beton. Bo w klasycznej tabelce Rosja wygląda jak walec. Zardzewiały, pijany, prowadzony przez idiotów, ale nadal walec.
Do tego dochodzą pieniądze. W 2026 roku Moskwa dalej pompuje w wojsko potężne środki. Planowane rosyjskie wydatki wojskowe czyli około 190–193 miliardy dolarów przy. To nie jest sąsiad z problemami. To jest państwo ustawione na wojnę.
Nie chwilowo. Nie przypadkiem. Nie dlatego, że Putin miał gorszy poranek i źle mu się śniła mapa. Cały system został przestawiony na produkcję przemocy. Fabryki, budżet, propaganda, szkoła, telewizja, służby, armia, więzienia i cmentarze pracują w jednym kierunku.
A nad tym wszystkim leży jeszcze atom. Ukraina głowic jądrowych nie ma. Zero. Rosja ma około 4400 głowic w wojskowym zasobie jądrowym, plus część wycofanych czekających na demontaż. I dlatego Rosja może kompromitować się operacyjnie, palić ludzi tysiącami, grzęznąć w błocie, a potem i tak szantażować pół świata czerwonym guzikiem jak pijany bandyta z granatem w windzie.
Więc nie, Ukraina nie zatrzymała Rosji dlatego, że była silniejsza na papierze. Zatrzymała ją dlatego, że miała wolę walki, zachodnie wsparcie, adaptację, drony, rozpoznanie, dowódców uczących się szybciej niż rosyjski beton i naród, który nie chciał iść pod moskiewski but.
Rosja nie jest groźna dlatego, że jest mądra. Rosja jest groźna dlatego, że jest wielka, brutalna, tania w ludzkim życiu, głęboka magazynowo, ustawiona budżetowo na wojnę i uzbrojona w atom. To jest nieokrzesany sąsiad z łomem, kałachem, magazynem trupów, przemysłem przestawionym na zabijanie i bombą jądrową w piwnicy.
Ukraina jest państwem wyniszczonym wojną, zależnym od Zachodu, broniącym własnego terytorium i walczącym o przetrwanie. Ma armię doświadczoną, twardą i groźną, ale nie ma potencjału, żeby zagrozić Polsce w takim sensie, w jakim zagraża Rosja.
Ukraina może być trudna, niewdzięczna, politycznie irytująca, historycznie ciężka i czasem dyplomatycznie nieokrzesana. Można się z nią kłócić. Trzeba jej stawiać warunki. Trzeba pilnować polskiego interesu. Trzeba mówić o Wołyniu, ekshumacjach, pamięci, gospodarce, rolnictwie, transporcie, konkurencji i przyszłych kontraktach. Przyjaźń narodów bez prawdy kończy się zwykle mordą w błocie. Ale to nadal nie jest wróg strategiczny Polski.
Wróg strategiczny siedzi w Moskwie.
Rosja ma interes w tym, żeby Polska była słaba, skłócona, samotna, odklejona od Unii, podejrzliwa wobec Ukrainy, obrażona na Niemcy, nieufna wobec NATO i zajęta własnym szczekaniem do lustra. Rosja nie musi od razu wjeżdżać czołgami pod Białystok. Rosja robi to, co umie najlepiej. Podpala głowy. Karmi kompleksy. Rozgrywa pamięć historyczną. Wpuszcza smród w internet. Szuka pożytecznych idiotów, którzy za darmo robią robotę, za którą kiedyś trzeba było płacić agenturze.
Ukraina może nam robić problemy. Rosja chce nam złamać kręgosłup.
I tu jest różnica, której wielu nie ogarnia, bo im się mapa pomyliła z emocjonalną sraczką po komentarzach na Facebooku. Z Ukrainą trzeba rozmawiać twardo. Bez klękania. Bez amnezji. Bez głaskania po głowie. Ale to rozmowa z sąsiadem, który bywa nieokrzesany, czasem bezczelny, czasem głupi politycznie, lecz dziś zatrzymuje rosyjskie mięso armatnie daleko od naszych granic.
Z Rosją nie rozmawia się jak z sąsiadem. Z Rosją rozmawia się przez siłę, kontrwywiad, wojsko, przemysł, amunicję, sojusze, odporność państwa i zimną świadomość, że dla Kremla Polska nie jest partnerem. Polska jest przeszkodą. Korkiem w gardle imperium. Krajem, który ma siedzieć cicho albo zostać złamany.
Na froncie Rosja dalej próbuje przesuwać linię walk, nawet jeśli płaci za to potworną cenę. Małe postępy, infiltracje, mielone oddziały, kolejne szturmy, kolejne trupy, kolejne metry błota. To nie jest państwo, które odpuściło. To jest państwo, które nauczyło się przegrywać po kawałku i dalej iść po trupach.
Ukraina z kolei uderza w rosyjską infrastrukturę energetyczną i wojskową, bo nie ma luksusu eleganckiej wojny w białych rękawiczkach. Kijów próbuje przenieść koszt wojny głębiej w rosyjskie zaplecze, bo inaczej Rosja będzie spokojnie mielić ludzi, miasta i czas.
Więc odpowiedź jest prosta. Kto Polsce bardziej zagraża? Rosja. Dlaczego?
Bo ma potencjał, intencję, historię, doktrynę, aparat państwa, służby, atom i imperialny interes, żeby Polskę osłabić albo podporządkować.
Kim jest Ukraina?
Nie świętą krową. Nie aniołem. Nie bratem z obrazka. Tylko trudnym sąsiadem w wojnie, z którym trzeba robić interesy twardo, bez klękania i bez amnezji.
Ale sąsiad, nawet nieokrzesany, to nie to samo co wróg. A w Polsce jakimś dziwnym trafem zaczyna się przewijać przekaz, że ludzie powinni bać się Ukrainy. No kurwa, ubawiłem się serdecznie. Potomkowie husarii trzęsą portkami przed Ukrainą, jakby ktoś celowo odwracał im uwagę.
I pewnie nie wiecie kto.
No bo skąd.
Rosja właśnie na to gra. Żeby Polak zamiast patrzeć na Kreml, warczał na Ukraińca. Żeby zamiast rozróżniać interes od emocji, dostał do łba łopatą ruską propagandę i jeszcze myślał, że to zdrowy rozsądek.
Rosja to wróg. Ukraina to trudny sąsiad. Kto tego nie rozróżnia, ten nie analizuje. Ten tylko klepie propagandą, nawet jeśli robi przy tym minę wielkiego stratega z komentarzy pod postem.
NA ZIMNO, OKIEM OFICERA SŁUŻB. TO NIE PĘKNIE. TO PIERDOLNIE.
Na zimno powiem tak. Tej eskalacji przemocy może się już nie dać zatrzymać zwykłym apelem o rozsądek. Nie na tym etapie. Nie po takim pompowaniu emocji. Nie wtedy, gdy prawica walczy o słupki, własną widownię i chwilowy aplauz ludzi, którym od miesięcy wlewa się do głów gniew. Oni nie będą słuchać. A Ruscy zrobią wszystko, żeby ten ogień nie zgasł za szybko.
Piszę to jako były oficer służb specjalnych. Nie jako facet po lekturze kilku wpisów w internecie. Ja wiem, jak to się robi. Wiem, jak się grzeje tłum. Wiem, jak się wybiera punkt bólu. Wiem, jak się buduje atmosferę, w której pierwszy śmieć uznaje, że ma misję. Wiem też, jak potem wszyscy robią zdziwione mordy, że przecież nikt nie chciał, że emocje, że prowokacja, że incydent, że trzeba zachować spokój.
Spokój trzeba było zachować wcześniej.
Zanim ze zwykłych cywilnych Ukraińców zrobiono polityczną tarczę strzelniczą. Zanim każdy medialny pajac uznał, że może sobie szczuć, rechotać, pluć i jeszcze udawać obrońcę Polski. Zanim głowa państwa zaczęła biegać po scenie publicznej jak wariat z brzytwą i drzeć ryja razem z tłumem. Bo jak lata tic tac po pustej paczce, to jest zabawa. Jak lata głowa państwa i rozdaje emocjonalne przyzwolenie, to może się skończyć krwią. I żeby było jasne. Zełenski zrobił źle. Bardzo kurwa źle. W wielu sprawach można mu zarzucić głupotę, arogancję i kompletny brak wyczucia wobec Polski. Można mieć do Kijowa pretensje. Można mówić o Wołyniu, ekshumacjach, orderach, interesach, politycznej bezczelności i tym wszystkim, co przez lata zamiatano pod dywan. Tylko że jedna rzecz to spór z władzami Ukrainy, a druga rzecz to podpalanie nienawiści do ludzi, którzy tu mieszkają, pracują, uciekli przed wojną albo zwyczajnie próbują żyć.
Ja tu nie bronię Ukraińców. Ja wam piszę, jak bym to rozegrał, gdybym siedział w Moskwie i chciał podpalić Polskę od środka. Bo te kurwy znam. Znam ich sposób myślenia. Znam ich zimną cierpliwość. Znam ich pogardę dla ludzkiego życia. A wy będziecie mieli wątpliwą przyjemność niedługo ich poznać, jeśli dalej będziecie uważać, że wojna hybrydowa to mem, troll i paru idiotów w komentarzach. Polska jest państwem przyfrontowym. Nie kabaretem pod remizą. Za wschodnią granicą idzie wojna, a my siedzimy na beczce prochu. W kraju mieszka i pracuje ogromna ukraińska społeczność. Rosja to widzi. Rosyjskie służby to widzą. Ich agentura to widzi. Trolle to widzą. Każdy, kto ma choć trochę mózgu, widzi, że to gotowy detonator.
Najpierw miesiącami grzeje się nienawiść. Ukraińcy źli. Ukraińcy winni. Ukraińcy roszczeniowi. Ukraińcy uprzywilejowani. Ukraińcy zabierają. Ukraińcy obrażają. Ukraińcy zagrażają. Potem w sieci robi się syf. Potem w autobusie ktoś kogoś opluje. Potem wybita szyba. Potem pobicie. Potem politycy udają, że nic się nie dzieje, bo sondaże jeszcze się zgadzają. A potem ktoś ginie.
Ukraińska rodzina. Ojciec na froncie. Matka z trójką dzieci w Polsce, bo tutaj miało być bezpiecznie. Bo tu miały przeczekać rosyjskie rakiety, alarmy, piwnice, strach i śmierć. Bo Polska miała być dla nich chwilowym schronem, nie kolejnym miejscem, gdzie dosięgnie ich wojna. I nagle giną. Matka i dzieci. Albo dzieci. Albo jedno dziecko, bo to wystarczy. Wystarczy jeden mały trup, żeby rozpalić kontynent politycznego gówna.
I co dalej, kurwa?
Co wtedy powiecie ojcu, który wróci z frontu i zobaczy trumny własnych dzieci w kraju, który miał je ochronić? Że emocje wymknęły się spod kontroli? Że to był incydent? Że trzeba poczekać na ustalenia prokuratury? Że nie można ulegać prowokacji? Że ktoś źle zrozumiał patriotyczny przekaz? No kurwa nie. Tego się już nie przykryje komunikatem.
I nie musi to być żaden samotny oszołom z piwnicy, który za dużo naczytał się ścieku w internecie. To może być też ktoś przywieziony tylko po to, żeby zrobić jedną akcję i zniknąć. Zawodowiec. Człowiek bez historii w Polsce, bez emocjonalnych więzi, bez lokalnego ciężaru, bez potrzeby tłumaczenia się komukolwiek. Ktoś, kto nie przychodzi tu dyskutować, tylko wykonać zadanie, zostawić trupa, uruchomić lawinę i wyparować z mapy, zanim nasze bezradne państwo zdąży zorganizować kolejną konferencję z poważnymi minami.
Takie warianty też istnieją. I tylko naiwny dureń uważa, że Rosja ich nie rozważa.
Bo ruskie służby nawet nie muszą już miesiącami budować człowieka albo grupy. Morderców w Rosji nie brakuje. Wręcz taśmowo ich przybywa. Wojna, więzienia, najemnicy, kryminał, ideologia, pieniądze, szantaż, frustracja i całe zaplecze państwa, które nie ma moralności, tylko cel. Oni nie potrzebują armii geniuszy. Potrzebują kilku ludzi bez sumienia i kraju, który sam przygotował scenę.
A z tym krajem mamy problem. Bo polskie służby od lat wyglądają, jakby ktoś im wyjął zęby, połamał kręgosłup, założył partyjną smycz i kazał udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Papier się zgadza, procedury się zgadzają, konferencje się zgadzają, tylko rzeczywistość ma to w dupie. Bezradność państwa przyfrontowego nie zaczyna się w chwili wybuchu. Ona zaczyna się wtedy, gdy politycy traktują służby jak łup, etat, przechowalnię lojalnych i straszak na przeciwników.
Tak, Ruscy mają realny wpływ w naszym państwie. Nie tylko przez pojedynczych agentów wpływu, szemrane konta i internetowy ściek. Coraz bardziej wygląda to tak, jakby potrafili wchodzić głębiej, w całe środowiska, partie, bańki ideologiczne i ludzi, którzy często nawet nie muszą wiedzieć, czyją robotę odwalają. Bo tak to działa. Nie zawsze trzeba prowadzić kogoś za rękę. Czasem wystarczy podsunąć mu wroga, nakarmić jego ego, dać mu poczucie misji, dolać benzyny do jego własnej frustracji i pozwolić, żeby zrobił resztę sam.
I myślę, że na Ukrainie jest podobnie. Tam też rosyjska agentura nie śpi. Tam też potrafi schować się pod samą latarnią. Wśród najgłośniejszych, najtwardszych, najbardziej radykalnych środowisk, które krzyczą o ojczyźnie, honorze i krwi, a potem dziwnym trafem robią dokładnie to, co Moskwie pasuje. Agentura nie zawsze wygląda jak facet w płaszczu z walizką pieniędzy. Czasem wygląda jak patriota z pianą na pysku, któremu wydaje się, że walczy o swój kraj, a naprawdę niesie cudzy zapalnik.
Najpierw Zełenski wykonał durnowaty ruch. Bardzo durnowaty. Politycznie ślepy, arogancki i szkodliwy. A potem poszło. Jedni podali ogień, drudzy benzynę, trzeci kamerę, czwarty mikrofon, a rosyjski troll tylko dopilnował, żeby płomień nie zgasł.
A prawica w Polsce właśnie daje Ruskim prezent, o jakim nawet nie marzyli. Gotowy konflikt wewnętrzny. Gotową nienawiść. Gotowe hasła. Gotowych pożytecznych idiotów. Gotową widownię. Gotowy tłum, któremu wystarczy pokazać palcem wroga, a on już sam zacznie szukać kamienia, noża albo kanistra.
I to wszystko jest rozbuchane po to, żeby walczyć o słupki sondażowe. O kilka punktów więcej. O kilka procent gniewu więcej. O trochę większy krzyk pod własnym filmikiem. O brawa od ludzi, których karmiono latami opowieścią, że Polska jest oblężoną twierdzą, ale dziwnym trafem wróg zawsze stoi tam, gdzie akurat opłaca się postawić kamerę. Przecież Czarnek z Kowalskim już szukają Ukraińców po urzędach
Może się okazać, że hasło „po trupach do celu” niedługo wcale nie będzie odrealnioną metaforą. Może przestanie być brzydkim powiedzeniem o cynicznej polityce, a stanie się opisem realnej drogi do władzy. Bo kiedy raz pozwolisz, żeby polityczny zysk liczono na cudzym strachu, potem bardzo łatwo ktoś zacznie liczyć go na cudzej krwi.
I ja jestem niemal pewien, że Rosja ten prezent wykorzysta. Nie dlatego, że jestem pesymistą. Dlatego, że wiem, jak działają służby. Szczególnie służby państw, które prowadzą wojnę i dla których trup dziecka może być tylko narzędziem operacyjnym. Tyle. Zimna kalkulacja. Zero sumienia. Zero łez. Zero moralności.
I co wtedy zrobi Nawrocki? I reszta politycznych pseudo strategów? Oby nie to co myśl i o co ich podejrzewam…
Wyjdzie na mównicę, zrobi groźną minę i powie, żeby przestać? Poprosi o spokój? Zaapeluje do rozsądku? No kurwa nie. Tego syfu już wtedy nie zatrzyma. Nie zatrzyma go pałacowy komunikat, konferencja, order, mina męża stanu ani patriotyczna gadka pisana przez doradcę od wizerunku.
Nienawiść puszczona w tłum nie wraca grzecznie do pudełka, bo polityk nagle zrozumiał, że przegiął.
Bo jak głowa państwa drze ryja razem z tłumem, to tłum uznaje, że dostał pozwolenie. A kiedy tłum dostaje pozwolenie, zawsze znajdzie się ktoś, kto pójdzie krok dalej. Zawsze. Tak działa ulica. Tak działa gniew. Tak działa propaganda. Tak działa wojna hybrydowa, kiedy wejdzie ludziom do głów, klatek schodowych, szkół, sklepów i autobusów.
A najgorsze jest to, że to się wcale nie musi skończyć na jednym ataku. Bo pierwszy trup otwiera nowe drzwi. Jedni będą chcieli odwetu. Drudzy zemsty za odwet. Trzeci będą krzyczeć, że państwo nie panuje nad sytuacją. Czwarty rosyjski kanał już będzie miał gotowy pasek, że Polska płonie, Ukraińcy są zagrożeni, a Zachód się rozpada. I potem wszyscy będą pytać, jak do tego doszło.
Doszło normalnie. Krok po kroku. Szczucie po szczuciu. Post po poście. Konferencja po konferencji. Uśmieszek po uśmieszku. Milczenie po milczeniu. Bo tu nie chodzi o to, że ktoś za ostro powiedział w telewizji. Tu chodzi o to, że w kraju na celowniku Rosji kilku wariatów z brzytwą biega po scenie publicznej i tnie wszystko, co jeszcze trzyma społeczeństwo w jednym kawałku.
A Rosja patrzy. I czeka. A może już nawet nie czeka. Doświadczenie zawodowe podpowiada mi że nie czeka i oby nasze służby były szybsze...