Microstrategy sprzedała pierwsze BTC.
Gadka Saylora, że nigdy nie sprzedadzą tyle była warta 32 BTC sprzedane pomiędzy 26 maja, a 31 maja.
To oficjalny raport z SEC.
COŚ ZA NIC
To jest cały problem wokół awantury o artystów i dopłaty do ich składek emerytalnych.
Jest duża grupa ludzi, która nie rozumie, że nie ma nic za darmo.
Są to dzieci.
Dzieci następnie dorastają i powoli uczą się, że na wszystko w życiu trzeba sobie zapracować.
Żeby dostawać dobre oceny, trzeba się uczyć. Żeby mieć czysto w pokoju, trzeba go posprzątać. I tak dalej – stopniowo u dzieci wykształca się świadomość, że nie ma nic za darmo.
Dzieci uczą się też odróżniać hobby od pracy: hobby to zaspokajanie naszych potrzeb, a praca to zaspokajanie potrzeb innych ludzi. Wykonujemy pracę dla innych, żeby zarobić pieniądze i móc angażować się w hobby dla siebie.
Jeśli tej lekcji odpowiednio wcześnie nie udzielą dzieciom rodzice, później udziela im jej życie – zwykle w bardziej bolesny sposób.
Rozpieszczone dziecko staje się roszczeniowym dorosłym, ale zazwyczaj pozostaje nim na krótko – prawdziwy świat szybko wybija z głowy zasadę „COŚ ZA NIC” i wymusza pogodzenie się z zasadą „COŚ ZA COŚ”. Jeśli chcesz otrzymać wartość, musisz wnieść wartość.
Ale okazuje się, że są ludzie, którzy przez całe życie funkcjonują na poziomie dzieci w przedszkolu: malują obrazki oraz wystawiają teatrzyki, które chcą oglądać co najwyżej ich mama, tata i babcia. I podobnie jak dzieci liczą, że ktoś zawsze będzie opłacał im hobby. (Artyści, których sztuka znajduje odbiorców, zarabiają pieniądze).
Ci ludzie tej prostej zasady, która mówi, że nie ma nic za darmo, najwyraźniej uczą się dopiero na emeryturze.
Państwo właśnie chce zadbać o to, by nigdy nie musieli się jej nauczyć.
Zapłacą oczywiście wszyscy ci, którzy od dawna się do niej stosują.
Jeśli dorosłość zaczyna się w momencie, gdy człowiek zaczyna rozumieć, że nie ma nic za darmo, państwo chce dziś finansować pewnej grupie ludzi dożywotnie ekonomiczne dzieciństwo.
🚨 $5.87 MILIONA SKRADZIONE!
Exploit w 1inch!
Dostawca płynności @1inch, TrustedVolumes, został trafiony potężnym exploitem.
Hacker – prawdopodobnie ten sam, który uderzył w 2025 roku – wydrenował już blisko $6M w WETH, USDT i WBTC!
Kluczowe info:
Strata: ok. $5,870,000 (dane wg Blockaid).
Luka: Podatność w niestandardowym proxy RFQ swap.
Zagrożenie: Atak jest określany jako "ongoing" (trwający).
🛡️ CO ROBIĆ?
Sprawdź swoje zgody (allowances) na interakcję z TrustedVolumes i zachowaj najwyższą ostrożność przy swapach na 1inch Fusion.
Podaj dalej – uratuj czyjeś portfele! 🔄💸
Czy bitcoin ma "wartość" i czy generalnie krypto ma wartość. I tak i nie.
Wartość Bitcoina i innych kryptowalut nie wzięła się z powietrza jak niektórzy myślą, krypto ma wartość tylko i wyłącznie w systemie w którym się znajduje, w systemie utworzonym przez zwykłych szmaciarzy, bo inaczej tego się nazwać nie da.
Mówię o politykach Panie Wilk. BTC zrobił furorę bo to był kod, zwykły kod, do którego każdy ma dostęp (open source), każdy widzi jakie są zasady gry, kod w którym byle szmaciarz na stołku politycznym nie zmieni zasad bo nie może.
A o jakie zasady chodzi?
To chyba oczywiste, w 2008 padały banki, Rząd drukował siano z powietrza (luzowanie ilościowe), i chciał "ratować" instytucje, które z kolei też kreowały środki,
w dupie mieli ludzi, chodziło o system.
Na szczęście w USA były gigantyczne ruchy i demonstracje by pomóc ludziom nie bankom.
I co? i g*wno.
Upadł wówczas Lehman Brothers ale inne instytucje już nie, władowano w nie ogromną płynność.
Innymi słowy, uruchomili gigantyczne programy (TARP, QE), drukując pieniądze z powietrza, żeby uratować instytucje... które same napędziły bańkę na nieruchomościach, oczywiście ratowano ich pieniędzmi podatników (inflacja).
A jak mocno stracił pieniądz w przeciągu tych 18 lat?
Od zaj... popatrzcie na ceny nieruchomości wtedy i dziś, będziecie znali odpowiedź.
BTC powstał i zrobił furorę, bo to był system otwarty,
Gdzie z góry była znana podaż czyli że będzie 21 mln BTC, gdzie uwaga nie dało się go przyblokować, bo działa na blockchainie, czyli nie ma jednego serwera,
Serwerem jest cały świat, od Chiny, Polskę aż po sam Bangladesz.
Gdzie każdą transakcję można prześledzić, ale nie da się jej cofnąć.
Innymi słowy odporność na cenzurę.
Do tego bezpieczeństwo, bo żeby nadpisać kod należałoby przejąć 51% sieci czyli włamać się do milionów komputerów.
Teraz pomyśl.
Jak miałbyś dzisiaj przesłać środki komukolwiek, jakby Cię odcięli od systemu bankowego?
Co wysyłałbyś gotówkę paczkomatem?
Ch*ja byś zrobił, bo bez konta w banku nie można pracować, posiadać firmy, niczego w zasadzie robić, bo wszędzie potrzebny jest numer bankowy.
I teraz przypomnij sobie czasy C19, gdzie za skandowanie przeciw blokadom w Kanadzie, Tirowcy mieli zablokowane wszystko.
Wymawiano im konta w bankach.
TERAZ PRZECZYTAJ SOBIE HISTORIĘ Karima Khana
który był sędzią w ramach ONZ i który wydał nakaz aresztowania Benjamina Netanjahu (i Yoava Gallanta) za zbrodnie wojenne i przeciwko ludzkości w Gazie.
Co się stało po tym fakcie?
Khanowi zablokowano konta bankowe (w UK), stracił dostęp do e-maila, transakcje zostały zamrożone. Podobnie u innych sędziów. Faceta odcięli, Trump nałożył na niego sankcję. Chłop nie ma nic i nie może nic. Krótko i na temat.
Dzisiaj każdego możesz odciąć, i w zasadzie bez wyroku wydać wyrok śmier*i.
Zostało krypto, które w jakimś stopniu jest odporne na cenzurę.
Dlatego krypto jest porównywane do złota, bo jest jego określona ilość, bo możesz sobie wsadzić portfel do dupy lub małą sztabkę złota, i przewieźć przez granicę, bez systemu bankowego, i sobie poradzisz. Z głodu nie umrzesz.
Tym miał być bitcoin, zwykłą wymianą P2P, między ludźmi bez pośrednika.
Więc tak, Bitcoin ma wartość w systemie, gdzie wiecznie kreuje się nowy pieniądz z powietrza, i wiecznie dyma się obywateli, by biegali za marchewką na kołowrotku, której nie da się złapać.
Bo co zarobisz, to musisz zaraz inwestować, bo środki błyskawicznie tracą na wartości.
Innymi słowy, ma wartość bo ludzie nie ufają wam politykom, wystarczy posłuchać Snowdena, i faktu, że USA podsłuchiwała cały świat już dekadę temu.
Wystarczy popatrzeć na afery, wieczną utratę wartości pieniądza i wiele innych.
W świecie, gdzie nie kreuje się pieniądza, występowałaby deflacja ze względu na rozwój techniki, ludzie nie pompowali by żadnych baniek, bo nie musieliby się bać utraty wartości. Sam pieniądz byłby inwestycją. Nie trzeba by ładować ani w nieruchomości, ani w giełdę, nie pompowało by to sztucznie miliarderów itd.
W takim systemie, BTC traciłby część swoich walorów i nie miałby prawdopodobnie racji bytu.
To jest jedna strona polityczna.
Drugą stroną jest technologia, czyli cała kryptografia która za tym stoi, klucze publiczne, prywatne, hashowanie, Blockchain który działa 24h na dobę, samoregulacja trudności kopania, pojawiania się bloku, zapisywania każdej transakcji, możliwość całej analizy każdej transakcji od 1 do ostatniej. I setki innych detali. Jak kolejne warstwy itd.
Myślisz, że banki wchodzą w blockchain, bo są tacy głupi?
Myślisz, że amerykańska giełda chce tokenizować giełdę na blockchainach (na bazie technologii Ethereum, z możliwością połączenia z innymi sieciami).
i współpracuje z dostawcami oracle bo są frajerami?
Nieee, korzystają z tej technologii bo to się opłaca.
Bo to będzie tańsze, bezpieczniejsze i będzie działać 24h na dobę.
W BTC też ładują po przez ETFy, różne instytucje.
Tokenizacja.
To tylko element rynku.
------------------------------------------------
Kolejny to Stablecoiny, myślisz że po co USA ładuje mocno w tą narrację, bo z kolei to im się opłaca.
Stablecoiny oparte na dolarze, ładują masowo środki w dług USA.
Na Filipinach, w Turcji i wielu innych państwach ludzie trzymają stable, bo ich lokalne waluty lecą na pysk.
Trzymają w tym swoje oszczędności, nie potrzebują banku, wystarczy telefon i apka.
Nawet nie zdają sobie sprawy, że ich oszczędności inwestowane są w dług, sami nigdy nie kupili by obligacji czy bonów skarbowych, ale że trzymają środki w Stablach to to poniekąd robią.
To jest przechwytywanie rynku światowego bez wojen, za pomocą technologii.
Sprytne co?
-----------------------------------------------
Trzeci element to inne kryptowaluty i za tym stoi gigantyczna technologia, smart kontrakty, różne protokoły, chainy po których przesył środków jest taniutki.
Dzisiaj można by śmiało na smart kontraktach i blockchainie sprzedawać nieruchomości bez notariusza, można by to dzielić na udziały, można by sprzedawać dzieła sztuki z odpowiednim numerem NFT w zasadzie technologia jest nieograniczona.
Problemem jest jednak prawo, prawo które nie nadąża i nie chce się zmieniać. Bo tak wygodnie, bo ktoś straci pracę, bo komuś to nie pasuje.
Co do wycen samych tokenów to można by rzecz, że winą jest to samo co w fiatach.
Czyli do dodruk.
Praktycznie każdy altcoin od 2021 dodrukował masę swoich tokenów. To niestety musi lecieć, tak samo jak spada wartość dolarów czy PLNów.
---------------------------------------------------
Czwarty element, to różnej maści gówno, memy, scamy itd. W krypto za wszystko co robisz odpowiadasz sam.
Nie da się nic cofnąć. Trzeba działać ostrożnie i dbać o swoje bezpieczeństwo. Po to się rozrzuca środki na różne portfele uważa się w co się inwestuje, z jakim smart kontraktem się wchodzi w interakcję itd.
To nie jest dla każdego.
Niestety jak ktoś nie jest zaznajomiony z ryzykami w krypto, lub się tym nie interesuje, to zapewne głównie docierają do niego informację o gówno scamach itd.
Bo to się realnie przebija. I o tym jak ktoś przepalił środki. Niestety to czarna strona strona tego rynku która przebija się najmocniej do Kowalskiego.
Czy to ideologia? Tak stoi za tym pewna ideologia, część ludzi po prostu nie chciała być dymana przez wiecznie zmieniające się warunki rynku, stąd pojawiła się ciekawość do Bitcoina, pierwsze ruchy, transakcję ludzie i wycena.
Więc czy Bitcoin ma wartość? Samą wartością jest technologia, ale ja jednak pojadę klasykiem
To zależy. Zależy od czynników o których pisałem.
Zaczynają się reklamy kancelarii prawnych oferujących "pomoc" poszkodowanym przez Zondę. Widziałem pierwszą dzisiaj na Facebooku. Będzie ich więcej. Na X, na FB, na LinkedIn, w Google. Zanim podpiszesz cokolwiek z taką kancelarią, zatrzymaj się na trzy minuty i przeczytaj to.
Kancelarie nie pracują pro bono. Nigdy. Umowa o obsługę prawną w sprawie upadłościowej to zwykle opłata wstępna liczona w tysiącach złotych, do tego success fee od ewentualnie odzyskanej kwoty, plus zaliczki na koszty sądowe i biegłych. Płacisz z góry. Odzyskujesz, jeśli w ogóle, na końcu postępowania, które potrafi trwać latami.
Teraz kluczowa rzecz, którą wielu reklamodawców pomija drobnym drukiem. Zonda to operacyjnie spółka estońska. BB Trade Estonia OÜ, siedziba w Tallinie. To nie jest detal. To oznacza, że ewentualne postępowanie upadłościowe albo restrukturyzacyjne będzie prowadzone przez estoński sąd, według estońskiej procedury, a dokumenty powstają po estońsku albo angielsku. Polska kancelaria w takiej sprawie pełni rolę pośrednika. Sama nie występuje przed estońskim sądem. Musi podnajmować lokalnych prawników albo się dokształcać. Jedno i drugie wydłuża sprawę i zwiększa koszty, które ostatecznie spadają na klienta.
Teraz twarde dane. W polskich upadłościach firm finansowych i giełd stopa odzyskania środków przez wierzycieli niezabezpieczonych historycznie wynosiła kilka do kilkunastu procent kwoty wierzytelności. Czasami zero. W sprawie transgranicznej, gdzie masa upadłościowa jest w innym kraju, prognozy są zwykle gorsze, nie lepsze. W praktyce: jeśli straciłeś dwadzieścia tysięcy, realnie możesz odzyskać dwa tysiące po kilku latach. Albo nic. Ale kancelarii zapłacisz kilka tysięcy na wejściu niezależnie od wyniku.
Matematyka jest brutalna. Zanim zapłacisz kancelarii, policz sobie scenariusz. Ile kosztuje ich obsługa, jaka jest realna szansa na odzyskanie, jaka będzie kwota po odjęciu success fee i kosztów lokalnego prawnika w Estonii. W wielu przypadkach koszty kancelarii zjedzą więcej, niż kiedykolwiek odzyskasz.
Co robić zamiast tego? Zgłoszenie wierzytelności w estońskim postępowaniu upadłościowym, jeśli takie zostanie otwarte, można zrobić samodzielnie przez wyznaczonego syndyka. Śledź oficjalne komunikaty estońskiego nadzoru finansowego i sądu, nie plotki w social media. Dla większych kwot konsultacja z prawnikiem ma sens, ale konsultacja godzinowa, nie umowa o obsługę na stałe. I zawsze porównaj oferty co najmniej dwóch albo trzech kancelarii, pytając wprost o wszystkie koszty stałe, nie tylko o success fee. Zapytaj też wprost, czy kancelaria ma własne zasoby do prowadzenia spraw w Estonii, czy będzie podnajmowała.
Jeśli straciłeś pieniądze, jesteś w stresie. To jest dokładnie ten stan, w którym podpisuje się złe umowy. Weź tydzień. Porównaj. Policz. Dopiero potem decyduj. 🦥
Uwaga, bardzo ważne ostrzeżenie! Od dwóch osób (publicznych) dostałem kanałem wiadomości bezpośrednich na X takie wiadomości identycznej treści (linki na końcu są różne), od jednej dwa razy. Jeśli coś takiego pojawi się u państwa - absolutnie nie klikać, to prawdopodobnie agresywny phishing!
Niestety, wszystko wskazuje na to, że konta lub dane tych dwóch osób musiały już zostać przejęte.
@Jakub_moscicki W tej chwili stan posiadania akcji na Nowojorskiej giełdzie z tego co wiem jest przechowywany na blockchainie już od lat, także to nie nowina.
Historia jednego wykresu, który mówi więcej niż cała polityka energetyczna UE
Na pierwszy rzut oka ten wykres wygląda niegroźnie.
Ot, kolorowe pola, spokojna oś czasu od 1990 roku do dziś.
Dla większości odbiorców to kolejna „statystyka energetyczna”.
Ale dla analityka to pełna opowieść o błędzie systemowym.
Akt I – Europa, która produkowała energię
W 1990 roku Europa nie była energetycznym petentem.
Była producentem.
Gaz z Morza Północnego, Holandii, Wielkiej Brytanii, Norwegii (w ekosystemie europejskim) tworzył bazę taniej, stabilnej energii. Około 6 mld m³ dziennie własnej produkcji oznaczało coś więcej niż wolumen.
Oznaczało:
przewidywalność cen,
odporność na szoki zewnętrzne,
przemysł oparty na realnym koszcie energii.
Energia była narzędziem rozwoju, a nie przedmiotem regulacyjnej inżynierii.
Akt II – Zmiana założeń, nie danych
Potem zmieniły się nie dane, lecz założenia.
Gaz przestał być postrzegany jako zasób przejściowy i stabilizujący system, a zaczął być traktowany jako „problem klimatyczny”. Decyzje polityczne nie dotyczyły popytu, tylko podaży.
To kluczowy moment opowieści.
Europa nie zaplanowała zastąpienia gazu.
Zaplanowała zakończenie jego produkcji.
I to jest dokładnie to, co widać na wykresie:
nie spadek zużycia,
nie skok wydajności,
tylko systematyczne wygaszanie własnych źródeł.
Akt III – Iluzja transformacji
W tym samym czasie do narracji weszło hasło „transformacji energetycznej”.
Problem w tym, że transformacja dotyczyła struktury własności energii, a nie jej fizycznej roli w systemie.
Gaz:
nadal bilansował sieć,
nadal stabilizował OZE,
nadal zasilał przemysł.
Ale coraz rzadziej pochodził z Europy.
Na wykresie złoty kolor importu zaczyna dominować. Niebieski – produkcja – znika.
To moment, w którym Europa traci kontrolę nad ceną krańcową energii, choć nadal jej potrzebuje.
Akt IV – Punkt krytyczny
Około 2014–2016 roku linie przecinają się w sposób, którego większość decydentów nie zauważyła.
Od tego momentu:
każda zmienność geopolityczna = szok cenowy,
każdy kryzys logistyczny = kryzys energetyczny,
każdy wzrost popytu globalnego = problem dla UE.
System, który kiedyś amortyzował ryzyka, stał się ich wzmacniaczem.
Akt V – 2024: finał na wykresie
Rok 2024 nie jest „przejściem”.
Jest rezultatem.
produkcja gazu w UE: <2 mld m³ dziennie
import: ~90% zapotrzebowania
przemysł: w defensywie
ceny energii: strukturalnie wyższe niż u konkurentów
Europa nie przestała używać gazu.
Europa zrezygnowała z jego kontroli.
Epilog – dlaczego to nie jest historia o energii
Ten wykres nie opowiada o gazie.
Opowiada o błędzie metodologicznym.
Założono, że:
regulacje zastąpią bilans mocy,
narracja zastąpi fizykę,
import zastąpi suwerenność.
Ale energia nie działa jak prawo ani jak komunikat prasowy.
Jeśli nie produkujesz energii:
nie kontrolujesz cen,
nie chronisz przemysłu,
nie utrzymujesz wzrostu.
Teza końcowa (analityczna, nie ideologiczna)
Unia Europejska przestała być projektem opartym na produktywności i stała się projektem opartym na zarządzaniu niedoborem.
A systemy, które zarządzają niedoborem:
kurczą się,
centralizują,
tracą znaczenie gospodarcze.
Za 10 lat UE w obecnej formie gospodarczej nie przetrwa – nie dlatego, że ktoś ją zniszczy, ale dlatego, że energia przestanie być jej fundamentem, a stanie się ograniczeniem.
Last quarter I rolled out Microsoft Copilot to 4,000 employees.
$30 per seat per month.
$1.4 million annually.
I called it "digital transformation."
The board loved that phrase.
They approved it in eleven minutes.
No one asked what it would actually do.
Including me.
I told everyone it would "10x productivity."
That's not a real number.
But it sounds like one.
HR asked how we'd measure the 10x.
I said we'd "leverage analytics dashboards."
They stopped asking.
Three months later I checked the usage reports.
47 people had opened it.
12 had used it more than once.
One of them was me.
I used it to summarize an email I could have read in 30 seconds.
It took 45 seconds.
Plus the time it took to fix the hallucinations.
But I called it a "pilot success."
Success means the pilot didn't visibly fail.
The CFO asked about ROI.
I showed him a graph.
The graph went up and to the right.
It measured "AI enablement."
I made that metric up.
He nodded approvingly.
We're "AI-enabled" now.
I don't know what that means.
But it's in our investor deck.
A senior developer asked why we didn't use Claude or ChatGPT.
I said we needed "enterprise-grade security."
He asked what that meant.
I said "compliance."
He asked which compliance.
I said "all of them."
He looked skeptical.
I scheduled him for a "career development conversation."
He stopped asking questions.
Microsoft sent a case study team.
They wanted to feature us as a success story.
I told them we "saved 40,000 hours."
I calculated that number by multiplying employees by a number I made up.
They didn't verify it.
They never do.
Now we're on Microsoft's website.
"Global enterprise achieves 40,000 hours of productivity gains with Copilot."
The CEO shared it on LinkedIn.
He got 3,000 likes.
He's never used Copilot.
None of the executives have.
We have an exemption.
"Strategic focus requires minimal digital distraction."
I wrote that policy.
The licenses renew next month.
I'm requesting an expansion.
5,000 more seats.
We haven't used the first 4,000.
But this time we'll "drive adoption."
Adoption means mandatory training.
Training means a 45-minute webinar no one watches.
But completion will be tracked.
Completion is a metric.
Metrics go in dashboards.
Dashboards go in board presentations.
Board presentations get me promoted.
I'll be SVP by Q3.
I still don't know what Copilot does.
But I know what it's for.
It's for showing we're "investing in AI."
Investment means spending.
Spending means commitment.
Commitment means we're serious about the future.
The future is whatever I say it is.
As long as the graph goes up and to the right.
Oświadczenie zondacrypto dot. weta do ustawy o kryptowalutach z dnia 4.12.2025 r.
W związku z dyskusją wokół implementacji MiCA w Polsce wyjaśniamy kluczowe zagadnienia poruszane w tej debacie publicznej i nasze podejście jako regulowanej giełda z wieloletnim doświadczeniem na rynku.
Naszym celem jest transparentność oraz merytoryczny wkład w debatę publiczną.
https://t.co/1BRXU5RZNc
Polska – jak i inne państwa UE – jest zobowiązana do wdrożenia aktów prawnych składających się na Pakt migracyjny. Źródła unijne jasno wskazują, że prawo UE nie przewiduje możliwości całkowitego wyłączenia państwa członkowskiego z jego stosowania. Twierdzenie, że Polska będzie całkowicie wyłączona z Paktu migracyjnego lub z mechanizmu solidarności na stałe – jest sprzeczne z dotychczasowym stanowiskiem KE, które stanowi, że “prawo UE nie pozwala na zwolnienie z wdrażania jakichkolwiek części paktu”.
W sytuacji, gdy kraj członkowski doświadcza dużego napływu uchodźców istnieje możliwość uzyskania statusu państwa pod presją migracyjną co może prowadzić do złagodzenia konkretnych zobowiązań solidarnościowych (np. relokacji, finansowania, wkładu operacyjnego). Polska (obok: Bułgarii, Czech, Estonii, Chorwacji, Austrii) została uznana za kraj pod silną presją migracyjną, głównie z powodu wojny na Ukrainie i sytuacji na granicy z Białorusią. To oznacza, że w rocznym cyklu nie musi przyjmować relokowanych migrantów. To rozwiązanie jest czasowe i będzie podlegać corocznej ocenie. Polska nadal podlega innym elementom Paktu migracyjnego — kontrola granic, procedury azylowe, współpraca z UE w kwestii powrotów, etc. Ponadto, jeśli zwolnienie będzie tymczasowe lub warunkowe, Polska może zostać wezwane do zobowiązań w przyszłości.
@dywidendowopl U mojego mechanika tyle samo co do złotówki. Ja polecam Michellin, jak szukałem zimówek to wyszło mi z recenzji i testów, że w zwykłych warunkach radzą sobie trochę gorzej, ale jak jest ślisko to nadrabiają.