Kiedy kompleksy wpędzają mnie w dół i myślę, że jestem głupi, czytam co piszą inni... Jeden z plusów internetu. Płacisz za abonament zamiast terapii 😁MPŻ
Miałem tu inne konto "eRKa" ze zdjęciem oka węża. Kilkuset obserwujących. Krytykowałem prawaków, ale czasami też rząd. Dostałem info, że "ktoś" zalogował się na moje konto. Zmieniłem hasło, a na drugi dzień zawiesili mi konto... Tak, że ten...
Następny wyjący z za bana!
Kojak, odpierdol się ode mnie, nie oznaczaj mnie. Ty dla mnie nie masz żadnej wartości dodanej, jesteś tylko łowcą followersów. Spadaj!
Ten fafluniący przygłup pojechał do USA rozmawiać z Polonią.. 🤦
Jak patrzę na najbliższe otoczenie Nawrockiego, to się zastanawiam według jakiego klucza oni się tam podobierali... 🤦 bo chyba nie kompetencyjnego..
Przygłupy z kancelarii Nawrockiego aby przykryć handlowanie alfonsem, "wymyśliły narracje, że premier Donald Tusk bezpodstawnie straszy Polaków jakimiś prowokacjami ze strony Putina".
Trzeba być kompletnym debilem albo zwykłym Przydaczem, jeśli się tych prowokacji nie widzi.
A growing number of voices inside NATO are now saying out loud that Russia may be tempted to test the alliance directly. Donald Tusk told the Polish parliament that intelligence assessments point to a possible Russian drone or missile attack on NATO territory within the coming months. Michal Koudelka, head of the Czech BIS security service, went further and warned that alongside the increased drone activity, a small-scale invasion of NATO territory bordering Russia could be part of the Kremlin's plans.
If that is the assessment, then NATO needs to speak to Moscow in language it cannot misread. Any such move will be beaten back, and that is only where the bill starts. The alliance should make it plain that its answer would include a no-fly zone over Ukraine, established both to defend Ukraine and to defend itself, since most of what ends up in NATO airspace arrives by way of Ukrainian skies.
Putin should know before he rolls the dice that the first thing he loses is the air above the war he is already fighting.
To prawda. #PatoprawicaToTargowica powinna być brutalnie pacyfikowana w każdym studiu za sianie dezinformacji. Powinni być medialnie pałowani na oczach widzów. Wolność słowa nie oznacza wolności oszustwa i dezinformacji, tym bardziej, że to część wojny hybrydowej przeciwko Polsce!
🚨🔎 EDUKACJA. FAKTY. PRAWO. POLACY, OBUDŹCIE SIĘ. ILE JESZCZE MUSI SIĘ WYDARZYĆ, ŻEBYŚMY PRZESTALI TRAKTOWAĆ PAŁAC PREZYDENCKI JAK PRYWATNY FOLWARK?
Nie chodzi już o jedną kawalerkę. Nie chodzi wyłącznie o Grand Hotel. Nie chodzi tylko o weto wobec ustawy dotyczącej SAFE, znajomości wokół Zondacrypto ani o jeden luksusowy bankiet w Nowym Jorku.
Chodzi o wzór.
O powtarzający się model, w którym za każdym razem słyszymy, że sprawa jest prywatna, zarzuty są polityczne, dziennikarze kłamią, dokumentów nie można ujawnić, świadkowie są niewiarygodni, a pytania obywateli stanowią atak na majestat urzędu. Każdą historię każe się nam oglądać oddzielnie, ponieważ dopiero połączenie ich w całość pokazuje, jak poważny mamy problem.
Prezydent Rzeczypospolitej nie jest właścicielem urzędu. Nie dostał Pałacu na własność. Nie może wynajmować jego autorytetu znajomym, fundacjom, sponsorom ani politycznemu zapleczu. Jest czasowym depozytariuszem władzy otrzymanej od obywateli i musi rozliczać się z każdej sytuacji, w której prywatny interes styka się z publicznym urzędem.
Konstytucja mówi, że Prezydent jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej i gwarantem ciągłości władzy państwowej. Ma czuwać nad przestrzeganiem Konstytucji, stać na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium. To nie jest ozdobny zapis na uroczystości. To prawny i polityczny wzorzec sprawowania urzędu.
Prezydent ma być strażnikiem państwa, a nie jego celebrytą. Urząd ma być służbą, a nie walutą.
Najpierw była kawalerka pana Jerzego. Lokal starszego, schorowanego człowieka znalazł się w rękach Karola i Marty Nawrockich w okolicznościach, które od początku rodziły zasadnicze pytania o rzeczywistą cenę, wykonanie deklarowanej opieki, świadomość sprzedającego oraz warunki zawieranych umów. Sprawa nie została zakończona społecznym komunikatem ani politycznym wystąpieniem. Toczyły się czynności prokuratury, sąd zwalniał notariusza z tajemnicy, a notariusz został przesłuchany.
To właśnie dlatego nie wolno mówić, że wszystko zostało wyjaśnione.
Nie wolno również wydać wyroku przed sądem. Odpowiedzialność karna wymaga dowodów, znamion czynu zabronionego i indywidualnego przypisania winy. Ale standard odpowiedzialności politycznej jest szerszy. Kandydat, a tym bardziej urzędujący Prezydent RP, musi umieć wykazać, że jego postępowanie wobec człowieka słabszego, starszego i zależnego było uczciwe nie tylko formalnie, lecz także rzeczywiście.
Podpis na akcie notarialnym nie kończy dyskusji o przyzwoitości. Legalność formalna i uczciwość materialna nie zawsze są tym samym. Jeżeli jedna strona dysponuje wiedzą, siłą, kontaktami i pomocą prawną, a druga jest samotnym człowiekiem znajdującym się w trudnym położeniu, państwo ma obowiązek sprawdzić, czy nie doszło do wykorzystania przewagi.
To nie jest „hejt”. To element państwa prawa.
Później wrócił Grand Hotel. Onet opisał relacje dwóch dawnych współpracowników Karola Nawrockiego, którzy mieli pracować z nim w ochronie hotelu i zadeklarowali gotowość złożenia zeznań przed sądem. Opowiadali o procederze sprowadzania kobiet świadczących usługi seksualne dla hotelowych gości. Są to zarzuty świadków przedstawione przez redakcję, a nie prawomocnie ustalone fakty. To rozróżnienie jest konieczne.
Karol Nawrocki skierował sprawę na drogę cywilną przeciwko wydawcy Onetu. Proces ruszył. I bardzo dobrze, ponieważ właśnie w sądzie trzeba badać wiarygodność świadków, dokumenty, chronologię zdarzeń i odpowiedzialność za publikację.
Tylko że samo wniesienie pozwu nie jest dowodem niewinności, tak samo jak publikacja prasowa nie jest wyrokiem skazującym. Pozew otwiera postępowanie. Nie zamyka sprawy.
Nie wolno więc skazywać Karola Nawrockiego na podstawie artykułu. Nie wolno jednak również żądać od obywateli, aby zamknęli oczy tylko dlatego, że człowiek, którego dotyczą zarzuty, został Prezydentem RP.
Urząd nie jest peleryną niewidką. Im wyższy urząd, tym większy obowiązek wyjaśnienia wątpliwości.
Potem przyszło SAFE.
I tu nie mówimy już o prywatnej przeszłości, tylko o obecnym wykonywaniu konstytucyjnych obowiązków wobec bezpieczeństwa państwa.
Prezydent Karol Nawrocki odmówił podpisania ustawy dotyczącej wykorzystania przez Polskę unijnego instrumentu SAFE. Polska miała uzyskać możliwość sięgnięcia po około 43,7 miliarda euro finansowania przeznaczonego na rozwój zdolności obronnych. Rząd planował wykorzystać te środki między innymi na dziesiątki projektów wojskowych, wzmocnienie wschodniej granicy, obronę przeciwlotniczą i przeciwdronową oraz rozwój polskiego przemysłu zbrojeniowego.
Prezydent argumentował, że chodzi o wieloletni kredyt w obcej walucie, obciążenie finansowe podatników, ryzyko warunkowości oraz ograniczenie suwerenności. Te argumenty trzeba uczciwie odnotować. Spór o konstrukcję długu, koszty obsługi i kompetencje instytucji europejskich jest dopuszczalny.
Ale właśnie dlatego prezydent powinien przedstawić pełną analizę, liczby, alternatywę i gwarancję, że jego decyzja nie opóźni modernizacji polskiej armii.
Nie wystarczy powiedzieć „nie”, gdy za wschodnią granicą trwa wojna, Rosja odbudowuje siły, drony stają się jednym z podstawowych narzędzi walki, a Europa przygotowuje się na możliwe ograniczenie amerykańskiego zaangażowania. Zwierzchnik Sił Zbrojnych nie może prowadzić polityki bezpieczeństwa za pomocą sloganów. Musi pokazać źródła finansowania, terminy i projekty, które zastąpią odrzucone rozwiązanie.
SAFE nie jest prezentem dla Premiera Donalda Tuska. Nie jest partyjnym gadżetem Koalicji Obywatelskiej. To instrument dotyczący bezpieczeństwa Rzeczypospolitej.
Premier może przegrać głosowanie. Minister może stracić stanowisko. Partia może utracić władzę. Rakiety, systemy przeciwlotnicze, drony, amunicja i infrastruktura pozostają potrzebne niezależnie od wyniku następnych wyborów.
Dlatego pytanie nie brzmi: „czy lubisz Tuska?”. Pytanie brzmi: „czy Polska będzie bezpieczniejsza i czy przedstawiono realną, policzalną alternatywę?”.
Nie wolno automatycznie nazywać każdej szkodliwej decyzji „zdradą stanu”. W polskim prawie karnym nie jest to uniwersalna etykieta służąca do potępienia przeciwnika. Odpowiedzialność karna wymaga ustalenia konkretnego czynu, znamion przestępstwa, zamiaru, skutku albo narażenia dobra prawnego — zależnie od przyjętej kwalifikacji.
Ale brak podstaw do rzucania wyroku w internecie nie oznacza zakazu zadawania pytań o odpowiedzialność konstytucyjną i polityczną.
Jeżeli decyzje głowy państwa mogą osłabiać zdolności obronne Polski, opinia publiczna ma prawo poznać analizy, ekspertyzy, warianty finansowania, konsultacje z wojskiem i ocenę skutków. Prezydent powinien wyjaśnić, czy jego decyzja wynikała z kompleksowej oceny bezpieczeństwa, czy z partyjnej walki z rządem.
Konstytucyjne bezpieczeństwo państwa nie może być zakładnikiem kampanii wyborczej.
Później przyszło Zondacrypto.
Tysiące ludzi straciły dostęp do swoich pieniędzy lub przez długi czas nie mogły ich wypłacić. Media opisywały setki milionów złotych potencjalnych strat, postępowania karne, zatrzymania, zarzuty i polityczne kontakty osób związanych z giełdą. W przestrzeni publicznej pojawiała się liczba około 30 tysięcy osób poszkodowanych. Jej ostateczne potwierdzenie należy do organów postępowania, ale istnienie ogromnego problemu i tysięcy pokrzywdzonych nie jest już politycznym wymysłem.
Gdy zwykły człowiek traci oszczędności, nie interesuje go, na czyim bankiecie pojawiał się właściciel giełdy. Chce odzyskać pieniądze. Chce wiedzieć, kto nadzorował rynek, kto wiedział o problemach, kto ignorował sygnały i czy wpływowe znajomości nie zapewniały ochrony.
Media ujawniały próby budowania dojścia do świata polityki i otoczenia prezydenta. Sam fakt spotkania, zdjęcia albo znajomości nie dowodzi udziału w przestępstwie. Politycy spotykają się z przedsiębiorcami, sponsorami i przedstawicielami różnych branż. To normalne.
Nienormalna jest sytuacja, w której obywatele nie wiedzą, gdzie kończy się zwykły kontakt, a zaczyna dostęp kupowany pieniędzmi, prezentami, sponsoringiem lub polityczną użytecznością.
Dlatego Pałac powinien ujawnić pełny kalendarz kontaktów dotyczących osób związanych z Zondacrypto. Kto zabiegał o spotkania? Kto pośredniczył? Kto uczestniczył? Czy omawiano problemy prawne giełdy? Czy ktokolwiek prosił o pomoc, interwencję albo polityczne wsparcie? Czy wręczano prezenty? Czy wszystkie zostały zarejestrowane? Czy powstały notatki służbowe?
Transparentność nie jest karą. Jest ochroną urzędu.
Jeśli nie było niczego niewłaściwego, dokumenty mogą przeciąć spekulacje. Jeśli dokumentów się nie pokazuje, spekulacje będą rosły.
A teraz otrzymaliśmy kolejne ujawnienie. Tym razem nie chodzi o zegarek, przypadkowe zdjęcie ani obecność na tej samej imprezie. Chodzi o opisany przez „Newsweek” i Radio ZET mechanizm sponsorskich pakietów związanych z Polish-American Economic Summit w Nowym Jorku.
Według ustaleń dziennikarzy prywatna Fundacja Centrum Strategii Rozwojowych oferowała przedsiębiorcom trzy poziomy sponsoringu.
Silver — 25 tysięcy dolarów.
Gold — 50 tysięcy dolarów.
Platinum — 100 tysięcy dolarów, czyli około 400 tysięcy złotych.
Według informatorów dziennikarzy pakiet Silver miał zapewniać udział w szerszej strefie VIP, Gold możliwość spotkania z prezydentem w bardzo małym gronie, a Platinum rozmowę jeden na jeden z Karolem Nawrockim.
Fundacja zaprzecza, aby umowa sponsorska gwarantowała spotkanie z Prezydentem RP. Kancelaria twierdzi, że nie uzależnia rozmowy z prezydentem od wpłaty. Te stanowiska trzeba przytoczyć.
Tylko że dziennikarze dotarli również do wiadomości kierowanych do przedsiębiorców z adresu Karola Rabendy, ministra w Kancelarii Prezydenta. Według Radia ZET zapraszał on przedstawicieli firm na wydarzenie, a w sprawie dalszych szczegółów odsyłał ich do fundacji. Przedstawicielka dużej amerykańskiej firmy z sektora IT miała potwierdzić, że zaproszenie pochodziło z Kancelarii, która następnie przekierowała spółkę do organizatorów.
To zmienia ciężar sprawy.
Bo jeżeli minister Kancelarii zaprasza przedsiębiorców na wydarzenie z udziałem prezydenta, a następnie kieruje ich do prywatnej fundacji przedstawiającej pakiety sponsorskie warte od 25 do 100 tysięcy dolarów, nie można już zasłonić się zdaniem: „To prywatne wydarzenie, nie mamy z nim nic wspólnego”.
Trzeba pokazać dokumenty.
W całości. Bez wycinania wygodnych fragmentów. Bez komunikatu rzecznika zastępującego materiał dowodowy.
Kto stworzył pakiety? Kto ustalił ceny? Kto zdecydował, że najwyższy wariant będzie kojarzony z pełnym dostępem do strefy VIP? Kto opisywał przedsiębiorcom rzeczywisty zakres kontaktu z Karolem Nawrockim? Czy organizator używał nazwiska, wizerunku i urzędu prezydenta za zgodą Kancelarii? Czy prezydent znał ofertę? Czy minister Rabenda znał jej treść, odsyłając firmy do fundacji?
Kto wykupił Silver? Kto zapłacił za Gold? Czy znalazł się nabywca Platinum? Z jakich rachunków przyszły pieniądze? Na jaki rachunek trafiły? Czy wpłaty zaksięgowano jako sponsoring, darowizny, opłaty za promocję czy świadczenie innego rodzaju? Jakie faktury wystawiono? Jakie świadczenia wzajemne zapisano w umowach? Czy sponsorzy otrzymali ekspozycję reklamową, dostęp do stref zamkniętych, możliwość fotografii, przedstawienia projektu albo indywidualnej rozmowy?
Czy którakolwiek firma uczestnicząca w wydarzeniu prowadzi interesy zależne od decyzji polskiego państwa? Czy ubiega się o zamówienia publiczne, koncesje, kontrakty zbrojeniowe, energetyczne albo infrastrukturalne? Czy występuje w postępowaniach administracyjnych? Czy liczy na wsparcie dyplomatyczne? Czy podczas spotkań omawiano jakiekolwiek sprawy urzędowe?
Kto ustalał listę gości? Kto wydawał przepustki? Kto decydował o dostępie do prezydenta? Czy SOP zabezpieczała imprezę? Czy Kancelaria zapewniała transport, protokół, obsługę, materiały albo pracę swoich urzędników? Kto poniósł koszty publiczne? Czy fundacja korzystała z zasobów państwa, budując własną ofertę sponsorską?
To nie są pytania opozycji do koalicji. To pytania obywatela do własnego państwa.
I jest pytanie najważniejsze: czy prywatna fundacja mogła skutecznie sprzedawać przedsiębiorcom przekonanie, że wysokość wpłaty przełoży się na jakość dostępu do Prezydenta RP, bez wiedzy osób znajdujących się w jego bezpośrednim otoczeniu?
Jeżeli nie mogła — Kancelaria powinna natychmiast ujawnić korespondencję, zażądać sprostowania, odciąć się od organizatorów i podjąć kroki prawne w związku z bezprawnym wykorzystywaniem urzędu.
Jeżeli mogła — mamy do czynienia z kryzysem państwa.
Prezydent Rzeczypospolitej nie jest atrakcją dodawaną do pakietu Platinum. Nie jest nagrodą dla sponsora. Nie jest produktem premium. Urząd Prezydenta nie jest lożą VIP, klubem biznesowym ani przepustką sprzedawaną przez znajomych po 25, 50 czy 100 tysięcy dolarów.
Rozmowa z głową państwa nie może zależeć od grubości portfela, wielkości przelewu ani tego, czy przedsiębiorca zna właściwego pośrednika.
Prezydent nie należy do fundacji.
Nie należy do sponsorów.
Nie należy do partii, która wyniosła go do władzy.
Nie należy do biznesmenów.
Nie należy do politycznych kolegów ze studiów.
Należy do Rzeczypospolitej.
Jego czas, ochrona, urząd, dostęp do informacji, autorytet i możliwość otwierania drzwi są dobrami publicznymi. Nie można ich sprywatyzować tylko dlatego, że rachunek wystawia formalnie prywatna fundacja, a pieniądze nie wpływają bezpośrednio do Kancelarii.
W prawie liczy się nie tylko nazwa umowy, ale również rzeczywisty charakter świadczenia. Samo nazwanie wpłaty „sponsoringiem” nie odpowiada jeszcze na pytanie, za co płacono i co sponsor miał faktycznie otrzymać.
Nie przesądzam, że doszło do przestępstwa. Nie mamy dziś podstaw, by publicystycznym zdaniem zastępować postępowanie dowodowe. Trzeba ustalić fakty, osoby, przepływy, świadczenia i zamiar.
Ale dokładnie po to istnieją prokuratura, KAS, GIIF, NIK, komisje parlamentarne oraz mechanizmy kontroli finansowej i konstytucyjnej.
Prokuratura powinna ocenić, czy w opisanych działaniach występują znamiona jakiegokolwiek czynu zabronionego. KAS powinna sprawdzić prawidłowość rozliczeń i dokumentowania wpłat. GIIF — jeżeli pojawią się przewidziane prawem przesłanki — może analizować przepływy pod kątem obowiązków wynikających z przepisów AML. NIK może kontrolować Kancelarię i wykorzystanie zasobów publicznych; kontrola prywatnej fundacji zależy natomiast od istnienia podstawy prawnej, w szczególności korzystania ze środków lub mienia publicznego. Sejm i Senat mają prawo żądać informacji politycznej i uruchamiać instrumenty kontroli w granicach swoich kompetencji.
Nie wolno wrzucać nazw instytucji tylko dla efektu. Trzeba uruchomić właściwe procedury.
Czy można już „zdjąć prezydenta z urzędu”?
Nie na podstawie wpisu. Nie decyzją Premiera. Nie uchwałą zwykłej większości sejmowej. Polska Konstytucja nie zna politycznego impeachmentu działającego tak jak w amerykańskim filmie.
Artykuł 145 Konstytucji stanowi, że Prezydent RP może zostać pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu za naruszenie Konstytucji, ustawy lub popełnienie przestępstwa. Postawienie go w stan oskarżenia wymaga uchwały Zgromadzenia Narodowego podjętej większością co najmniej dwóch trzecich ustawowej liczby jego członków, na wniosek co najmniej 140 członków Zgromadzenia Narodowego.
Z chwilą podjęcia takiej uchwały sprawowanie urzędu przez prezydenta ulega zawieszeniu. O utracie urzędu rozstrzyga Trybunał Stanu w przewidzianym prawem postępowaniu.
To wysoki próg. Celowo wysoki, ponieważ głowy państwa nie można usuwać zwykłą partyjną większością przy każdym ostrym konflikcie z rządem.
Ale wysoki próg odpowiedzialności nie oznacza bezkarności.
Brak dwóch trzecich głosów nie unieważnia faktów. Nie zabrania dziennikarzom prowadzenia śledztwa. Nie odbiera parlamentowi funkcji kontrolnej. Nie blokuje prokuraturze zabezpieczenia materiału dowodowego. Nie zwalnia Kancelarii z odpowiedzi. Nie usuwa odpowiedzialności politycznej i historycznej. Nie nakazuje obywatelom milczeć.
Domniemanie niewinności chroni człowieka przed uznaniem go za sprawcę przestępstwa bez prawomocnego wyroku. Nie jest zakazem zadawania pytań. Nie jest obowiązkiem bezkrytycznego zaufania do władzy. Nie zamienia dziennikarskich ustaleń w temat zakazany.
Tak samo immunitet i szczególny tryb odpowiedzialności prezydenta nie oznaczają, że państwo ma nie gromadzić dokumentów, nie ustalać faktów i nie chronić dowodów.
Kawalerka.
Grand Hotel.
Weto wobec ustawy dotyczącej 43,7 miliarda euro na bezpieczeństwo.
Zondacrypto, tysiące poszkodowanych i polityczne kontakty.
Silver za 25 tysięcy dolarów.
Gold za 50 tysięcy.
Platinum za 100 tysięcy i — według informatorów dziennikarzy — rozmowa jeden na jeden z Prezydentem Rzeczypospolitej.
Każdą sprawę można próbować zagłuszyć osobno. Jedną nazwać prywatną transakcją. Drugą kampanią medialną. Trzecią obroną suwerenności. Czwartą przypadkową znajomością. Piątą normalnym sponsoringiem wydarzenia gospodarczego.
Państwa nie ocenia się jednak na podstawie pięciu oddzielnych komunikatów rzecznika. Państwo ocenia się po całym wzorze zachowań, przejrzystości instytucji i gotowości władzy do poddania się kontroli.
Panie Prezydencie Karolu Nawrocki, nie potrzeba kolejnego filmu nagranego w Pałacu. Nie potrzeba patetycznego orędzia, ataku na dziennikarzy ani opowieści o spisku.
Potrzeba dokumentów.
Proszę ujawnić pełną korespondencję Kancelarii z Fundacją Centrum Strategii Rozwojowych. Kalendarz spotkań. Listę urzędników zaangażowanych w przygotowanie wydarzenia. Zakres wykorzystania SOP, protokołu i środków publicznych. Wszystkie wiadomości wysłane przez ministra Karola Rabendę do przedsiębiorców. Regulamin stref VIP. Listę sponsorów i zakres wykupionych przez nich świadczeń — w granicach dopuszczonych prawem. Informację, kto ustalał dostęp do Pana i czy znał Pan cennik obejmujący pakiety Silver, Gold i Platinum.
Proszę odpowiedzieć jednoznacznie:
Czy wiedział Pan o pakiecie za 100 tysięcy dolarów?
Czy ktokolwiek przedstawił Panu listę sponsorów?
Czy spotkał się Pan indywidualnie z nabywcą któregokolwiek pakietu?
Czy rozmawiał Pan ze sponsorami o ich interesach, kontraktach albo oczekiwaniach wobec Polski?
Czy wyraził Pan zgodę na wykorzystywanie swojego urzędu i obecności w promocji wydarzenia?
Czy po ujawnieniu sprawy zażądał Pan od fundacji pełnego rozliczenia i zabezpieczenia dokumentacji?
Jeżeli publikacja jest nieprawdziwa, dokumenty pozwolą ją obalić, a osoby nadużywające autorytetu Prezydenta RP powinny ponieść odpowiedzialność.
Jeżeli jest prawdziwa, Polska musi poznać pełną skalę mechanizmu i wszystkie osoby, które w nim uczestniczyły.
Milczenie nie jest już neutralne.
Milczenie chroni wyłącznie tych, którzy wiedzą więcej niż obywatele.
Polacy, otwórzmy wreszcie oczy — szeroko zamknięte przez partyjne emocje, propagandę i kult politycznych przywódców. Demokracja nie umiera wyłącznie podczas wojskowego zamachu stanu. Nie zawsze budzimy się przy huku czołgów.
Czasem państwo rozbierane jest po kawałku.
Mieszkanie po mieszkaniu.
Znajomość po znajomości.
Weto po wecie.
Sponsor po sponsorze.
Pakiet po pakiecie.
Najpierw przyzwyczajamy się do tego, że wpływowi mają szybszy dostęp. Później uznajemy, że tak wygląda polityka. Na końcu okazuje się, że zwykły obywatel może wysłać do Pałacu sto pism i nie otrzymać konkretnej odpowiedzi, podczas gdy posiadacz odpowiedniego pakietu sponsorskiego staje w strefie VIP obok głowy państwa.
To jest moment, w którym demokracja zaczyna zmieniać się w system dostępu premium.
Nie twierdzę, że przestępstwo zostało już udowodnione. Twierdzę coś równie ważnego: opisane okoliczności są wystarczająco poważne, aby państwo natychmiast rozpoczęło pełne, niezależne i transparentne wyjaśnianie sprawy.
Bez taryfy ulgowej.
Bez zamiatania dokumentów pod dywan.
Bez uznawania każdego pytania za atak na Polskę.
Atakiem na Polskę nie jest pytanie o uczciwość władzy.
Atakiem na Polskę jest przekonanie, że władza nie musi odpowiadać.
Urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej nie jest na sprzedaż.
Nie za 25 tysięcy dolarów.
Nie za 50 tysięcy.
Nie za 100 tysięcy.
Nie za żadną cenę.
📌 KOPIUJ. UDOSTĘPNIAJ. PRZESYŁAJ DALEJ. NIECH KAŻDY OBYWATEL ZADA TE SAME PYTANIA. WIEDZA TO POWINNOŚĆ, KONTROLA WŁADZY TO PRAWO, A MILCZENIE NIGDY NIE MOŻE BYĆ CENĄ ZA DOSTĘP DO PAŃSTWA.
#Nawrocki #PałacPrezydencki #BezpieczeństwoPolski #SAFE #PaństwoNieJestNaSprzedaż
Walczę o lepszą Polskę i nie widzę jej bez obecnego rządu. To, że zwracam uwagę na pewne sprawy, nie oznacza, że przestaję go wspierać. Krytykuję konstruktywnie, bo chcę, żeby działał jeszcze lepiej. Rząd ma problem z rozliczeniami przez mafię w służbach i prokuraturze, która blokuje ten proces. Nie wierzę jednak, że jakakolwiek inna siła polityczna potrafiłaby dziś zrobić to skuteczniej. Bez struktur, pieniędzy i zaplecza nikt nie ma szans go zastąpić — o tym też trzeba pamiętać. Pod względem dyplomacji i gospodarki jesteśmy moim zdaniem jednym z najlepiej zarządzanych państw na świecie. Świadczą o tym wyniki gospodarcze i nasza międzynarodowa pozycja. @donaldtusk i @sikorskiradek to dziś światowy Olimp polityki! 🇵🇱💪🫡❤️✌️
Panie Mecenasie @BartoszLewand20, mam tylko jedno krótkie, ale za to niezmiernie fascynujące pytanie:
skąd Pan to wszystko tak precyzyjnie wiesz?
Przecież nie reprezentuje Pan w tej sprawie ani podejrzanego, ani prokuratury, ani Europejskiego Urzędu ds. Przeciwdziałania Oszustwom.
Czyżby jakiś wysoce „życzliwy” prokurator – powiedzmy z dawnego, praworządnego zaciągu – całkowicie przypadkowo i zupełnie niechcący napomknął Panu o szczegółach akt, skasowanych wiadomościach z WhatsAppa i zeznaniach świadków, gdy akurat przechodził Pan korytarzem z kawą?
Zdumiewające jest to pańskie eksperckie zacięcie i wgląd w materiał dowodowy, do którego dostęp mają wyłącznie strony postępowania i sąd.
Gdyby ktoś był złośliwy, mógłby pomyśleć, że w ortodoksyjnych kręgach mecenasów od Ordo Iuris objawienie wiedzy z tajnych śledztw następuje drogą łaski ufandowanej wprost z prokuratorskich przecieków.
Sąd w Katowicach uznał, że były poseł bez partyjnej osłony nie ma jak mataczyć.
Ale mecenas Lewandowski w Internecie wie przecież lepiej, bo dostał świeży przekaz prosto z roboczych notatek!
Szkoda tylko, że w tej swojej internetowej ferworze zapomniał Pan o jednej drobnostce:
nielegalny przeciek ze śledztwa to też przestępstwo, Panie Mecenasie.
Autor: Redaktor AtuśMi®
Bibliografia i źródła informacji:
Wpis mecenasa Bartosza Lewandowskiego na platformie X dotyczący decyzji Sądu Rejonowego w Katowicach ws. Wojciecha Króla (wrzesień 2026 r.).
Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks postępowania karnego (Dz.U. z 2026 r. poz. 555 z późn. zm.) – art. 156 (Dostęp do akt sprawy w postępowaniu przygotowawczym).
Komunikaty Prokuratury Europejskiej (EPPO) oraz Sądu Rejonowego w Katowicach ws. środków zapobiegawczych wobec Wojciecha Króla.