Koszty obsługi długu rosną w Polsce w zawrotnym tempie, deficyt bije historyczne rekordy... NFZ stoi na krawędzi, szpitale walczą o przetrwanie, a politycy przekonują, że finanse publiczne są OK. Sprawdzamy, jak naprawdę wygląda stan polskiego budżetu. https://t.co/xcDjt3ofcS
Badanie "Wpływ szczepień przeciwko grypie na śmiertelność sezonową w populacji osób starszych w USA" opublikowane w 2005 roku w JAMA Internal Medicine analizowało dane z lat 1968–2001 w celu oszacowania nadmiarowej śmiertelności wśród osób starszych w sezonie zimowym.
Stwierdzono, że w okresie od 1968 do 1980 roku, gdy poziom wyszczepienia wynosił 15–20%, średnia nadmiarowa śmiertelność w okresie zimowym wynosiła 11,1 na 10 000 osób starszych.
W latach 1981–1995, przy poziomie wyszczepienia 40–50%, śmiertelność wzrosła do 12,3 na 10 000, a w latach 1996–2001, przy poziomie wyszczepienia 60–65%, osiągnęła 14,5 na 10 000.
Autorzy nie znaleźli korelacji między wzrostem pokrycia szczepieniami a spadkiem śmiertelności, a wręcz zauważyli wzrost śmiertelności przy wyższym poziomie zaszczepienia.
@oficerKRK Proszę o radę, jak bez samochodu miałbym zrealizować dzisiejszy wyjazd z Niepołomic do Krakowa? Na trasie mn. wizyta w urzędzie, rehabilitacja i badania w szpitalu. A syn do 13 musiał być na czczo. Nie wyobrażam sobie jazdy w zapchanej 301 i 7 przesiadek po drodze.
Powodzie są kataklizmami, które towarzyszą ludzkości od zawsze. Jedną z takich była "powódź stulecia" z lipca 1934 roku, gdy Polska południowa - głównie województwa lwowskie i krakowskie - znalazła się pod wodą, a domy - dosłownie - pływały. Z tej okazji zapraszam na nitkę. 1/
.@wirtualnapolska: "Premier postanowił wycofać swój podpis pod aktem prawnym, który już wszedł w życie i został opublikowany w Monitorze Polskim. Prawo na to nie pozwala, nie było nigdy takiego przypadku. Tusk jednak tak bardzo chce przywracać praworządność, że nie przejmuje się takimi szczegółami"
Była ostatnio rozmowa o zmianach w programach szkolnych, więc mam postulat dodania tematu do wiedzy o społeczeństwie. Dzieciaki koniecznie powinny poznawać historię autostrady A4 na odcinku z Krakowa do Katowic. Powodów jest kilka, ale jeden z ważniejszych jest taki, że to pozwala dobrze zrozumieć lata 90. i to z jakiego bagna wciąż wychodzimy.
Zobaczcie, że to wzorcowa inwestycja tego okresu.
Po pierwsze była realizowana zgodnie z najlepszymi standardami epoki. Widać to na przykład w tym, że najpierw Emil Wąsacz jako minister negocjował aneksy do umowy ze spółką, która autostradą zarządza. A zaraz po tym został jej prezesem. Media - dopiero po latach - dogrzebały się do informacji, z których wynikało, że spółka mogła wynegocjować sobie między innymi gwarancje niemodernizowania okolicznych dróg do standardu, który zagrażałby ruchowi na A4. Ze szczegółami i terminami jest jednak ciężko, bo umowy utajniono. Tak, żeby ludzie nie mogli się dowiedzieć, jak to wszystko zostało zrobione.
Po drugie wzorcowa była jakość wykonania. Każdy kto jeździ A4-ką wie, że jest to prawdopodobnie najczęściej remontowany odcinek autostrady na świecie. Wnioski można wyciągnąć tylko dwa. Albo wykonano ją tak marnie, że wymaga nieustannego remontu. Albo jest dobra, ale wszystko ułożono tak, że remontowanie dobrej drogi wiąże się tutaj z jakimiś profitami finansowymi. Trzeciej opcji nie widzę.
Po trzecie i najważniejsze całość zrobiono głupio. Przez to wszystko co powyżej i jeszcze pewnie kilka rzeczy. A4 z Krakowa do Katowic od początku jest absurdalnie droga. Ceny się zmieniały, ale o ich poziomie wszystko mówi obecna. Przejechanie 60 kilometrów w jedną stronę to koszt 32 złotych. Za wypad tam i z powrotem trzeba więc wyłożyć 64. Nawet dziś to drogo. Wcześniej stosunek ceny do zarobków był jeszcze wyższy. Na tyle, że wielu ludziom uniemożliwiał korzystanie z niej. Zamiast więc skrócić podróżowanie, to wielu ludziom bardzo je utrudniono.
Tym bardziej, że - oczywiście - nie zadbano o kolej i przez długie lata praktycznie nie było alternatywy. Infrastruktura była w takim stanie, że 3-godzinne podróże między bliskimi miastami były normą. Jako dziecko tamtego czasu wcale bym się zresztą nie zdziwił, jakby olanie tematu pociągów także było elementem wspierania biznesu robionego na A4.
Tymczasem, gdyby myślano w kategoriach rozwoju, a nie liczenia monet, to taka inwestycja powinna zbliżyć akademickie miasto Kraków i uprzemysłowioną aglomerację śląską. Tak by te mogły rosnąć razem.
Zrobiono to jednak tak, że jedynym co rosło, była kabza spółki zarządzanej przez ministra Wąsacza.
Po czwarte wreszcie i też typowe dla tego, jak ówczesne elity zaprojektowały sobie Polskę, nikt nie poniósł odpowiedzialności. I już nie mówię o karnej. Ale nawet politycznej. Umowy utajniono tak, że przez lata nie dało się do nich dostać. A projektanci systemu w spokoju kasowali pieniądze i doczekali dobrej emerytury. To, że ucierpiał na tym interes miast?
Kogo to obchodzi.
Gdyby Polska lat 90. i 2000 miała swój herb, to w miejscu, w którym zwykle wpisuje się jakieś
mądre łacińskie motto, napisano by po prostu: "Prywatyzacja zysków i uspołecznianie strat".
Bezkarności nie dodając tylko przez skromność.
Sami więc widzicie, że jeżeli dzieciaki mają zrozumieć, w jaki sposób znaleźliśmy się w miejscu, w którym jesteśmy, to trzeba im tę historię opowiadać. Inaczej ktoś wpoi im obraz, w którym wszyscy ówcześni liderzy troszczyli się jedynie o kraj i jego wprowadzenie do NATO i Unii Europejskiej. A prawda jest przecież taka, że rządzili tak źle i tyle rzeczy zrobili kierując się własnym interesem lub idiotyczną ideologią, że zostawili po sobie taki syf - także w głowach ludzi - którego sprzątanie zajmie jeszcze bardzo wiele lat.
A tylko społeczeństwo, które dobrze rozumie skąd przyszło, może mądrze wybrać dokąd chce iść.
Fot. Longfin Media / Shutterstock.