PROUD🤍❤️
Jesteśmy Wicemistrzami Świata🇵🇱
Boli to w jaki sposób przegraliśmy, ale jestem dumny i szczęśliwy z chłopaków przez to jaką drogę przeszliśmy.
Dziękuję za wsparcie, coś pięknego❤️
FC26 TOTS giveaway.
I’m giving a few creators access to one of the new NanoCrea TOTS assets.
To enter:
→ follow
→ like
→ RT
→ reply “TOTS”
Picking winners this weekend.
Ostatnio znowu dość głośno zrobiło się na temat statystyk Didiera Drogby w Premier League.
Tylko w dwóch sezonach przebił barierę 20 bramek, co jest dość przeciętnym wynikiem i głównym powodem, dlaczego nie bierze się go pod uwagę w debacie o najlepszym napastniku w historii ligi.
Jednak nie do tego zmierzam. Zacząłem się zastanawiać, czy współcześnie wiele zespołów nie wybrałoby napastnika, który regularnie dowozi w najważniejszych meczach kosztem świetnych wyników nabitych na ligowych beniaminkach.
Jak realnie ocenić, ile warte są bramki w kluczowych meczach albo w takich, w których zespołowi nie idzie?
Skojarzyło mi się to z ostatnim meczem Arsenalu przeciwko Bournemouth, gdzie żaden ofensywny zawodnik nie wyglądał na gotowego, żeby wziąć na siebie odpowiedzialność.
John Terry wspominał o tym, jak wyglądały przygotowania Drogby w tygodniu, gdy w weekend czekało ich trudne spotkanie. Dbał o każdy detal w kwestii przygotowania fizycznego i mentalnego - wszyscy wiedzieli, że nadchodzi jego mecz i że będzie w znakomitej dyspozycji.
Iworyjczyk trafił w 9 z 10 finałów, jakie rozegrał w barwach Chelsea. Najwięcej bramek w karierze zdobył w rywalizacjach z Arsenalem i Liverpoolem. Dodatkowo miał bardzo szeroki wachlarz umiejętności - był typem napastnika, który nawet gdy nie trafiał do siatki, to i tak miał duży wpływ na grę zespołu.
Statystyki stały się wyrocznią. Mam jednak pewne wątpliwości, czy ocenianie głównie przez pryzmat cyferek ma sens. Zinedine Zidane w Juventusie przez kilka sezonów nie miał oszałamiających liczb. Nico Paz w tym sezonie ligi włoskiej ma 17 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej - to lepszy wynik niż Zizou w 4 z 5 sezonów w Serie A.
Przeglądając statystyki legendarnych piłkarzy, naprawdę można się zdziwić, jak wielu z nich miało przeciętne liczby goli i asyst. Obecna popularyzacja statystyk narzuca pewną narrację, ale przekładając tę kalkę na dawne czasy, można by uznać, że wielu legendarnych zawodników nie zasługuje na status, jakim cieszą się w opinii publicznej.
Przez wiele lat regularnie oglądałem Edena Hazarda, który był jednym z najlepszych zawodników w historii Premier League. Jednak jego liczby nie wyglądają nieprawdopodobnie - tylko czy powinienem dyskredytować jego dziedzictwo przez pryzmat słabszych cyferek? Zwłaszcza że liczby, jakie notuje dany zawodnik, są w dużym stopniu zależne od tego, w jak silnym zespole występuje i od jego roli w zespole. Nie mam zamiaru dyskredytować Mohameda Salaha, ale jego kapitalne liczby w zeszłym sezonie były w dużej mierze efektem stylu gry Liverpoolu. Zespół skupiał się na tym, by maksymalizować jego potencjał ofensywny, co ostatecznie przyniosło im mistrzostwo.
Legendarny brazylijski Ronaldo, często określany jako ten "prawdziwy Ronaldo" ma w Lidze Mistrzów... 14 goli. Statystyki są nieodzownym elementem piłkarskiej dyskusji, ale czy zawsze powinny być wyznacznikiem jakości piłkarza?
🚨 Marc Cucurella: “We have a good core of players. The foundations are there. But to fight for major trophies such as the Premier League or UCL, you need MORE”.
“Signing young players ONLY might complicate achieving those goals...”, told The Athletic.