🎯 POJECHALI W PODRÓŻ POŚLUBNĄ DO MIAMI. OLA NIE WRÓCIŁA ŻYWA. DAWID NIE PAMIĘTA, CO SIĘ WYDARZYŁO.
6 sierpnia 2022 roku Aleksandra Łęczycka i Dawid biorą ślub. Kilkanaście dni później lecą do Miami. Ona ma 26 lat, skończyła biotechnologię i chemię, pracowała w laboratorium kryminalistycznym Komendy Stołecznej Policji. Miała rozpocząć doktorat.
29 sierpnia mają wracać do Polski. Około godziny 11 zostawiają walizki w hotelu i biorą ręczniki. Przed wylotem chcą jeszcze pójść na plażę. Na zachowanym nagraniu z monitoringu zbliżają się do szklanych drzwi. W tym miejscu zapis się kończy.
Około 20:28 ktoś wzywa pomoc. Oboje leżą nieprzytomni przy plaży, około dwóch kilometrów od hotelu. Dawid oddycha. Ola już nie, choć ratownicy wyczuwają jeszcze puls. O 21:28 lekarz stwierdza jej śmierć.
Między wymeldowaniem a wezwaniem pomocy minęło ponad dziewięć godzin. Przebiegu tego dnia nie udało się odtworzyć.
W raporcie jako przyczynę śmierci Oli wskazano ostre zatrucie fentanylem, fluorofentanylem, kokainą i metamfetaminą. Ale ustalenie, jakie substancje znajdowały się w jej organizmie, nie wyjaśnia, od kogo je dostała, kiedy ani czy przyjęła je świadomie.
Rodzice zaczęli szukać odpowiedzi. W dokumentach i korespondencji znaleźli kolejne rozbieżności.
Detektyw zapewniał w nagranej rozmowie, że Ola nie miała żadnych obrażeń. Tymczasem protokół sekcji opisuje siniaki i otarcia.
W amerykańskim podsumowaniu zarzucono Dawidowi brak współpracy. Zachowane wiadomości pokazują jednak, że jego kuzyn wielokrotnie próbował ustalić termin rozmowy z policją i przekazywał, że Dawid chce rozmawiać.
Nie wyjaśniono jednoznacznie, co stało się z nagraniami z zewnętrznych kamer. Telefon Oli, według rodziny, wrócił po około półtora roku zablokowany. Kolejni specjaliści nie potrafili odzyskać danych.
Pozostał też kontakt przez Instagram z mężczyzną, do którego z konta Oli wykonano minutowe połączenie w dniu tragedii. Nie został przesłuchany. Sam kontakt nie dowodzi jego udziału w śmierci Oli, ale treść rozmowy i ewentualne spotkanie powinny zostać sprawdzone.
Polska prokuratura umorzyła śledztwo z powodu braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa. Sąd utrzymał tę decyzję w części dotyczącej śmierci Oli. Wskazywał przy tym na kwestie, które pozostały niewyjaśnione.
W reportażu pokazuję dokumenty, korespondencję i nagrania rozmów. Rozmawiam też z rodzicami, którzy od czterech lat próbują ustalić, co wydarzyło się ostatniego dnia podróży poślubnej ich córki.
Zapytałem mamę Oli, czy przyjdzie moment, w którym odpuści.
„Nie, nie, no odpuścić to ja nie odpuszczę. No chyba, że umrę”.
Urodzona niedawno samiczka jednego z najmniejszych jeleni świata – pudu południowego - ma już imię. Będzie nazywać się Sasanka. W plebiscycie na jej imię wzięła udział rekordowa liczba prawie 50 tys. osób.
W płockim zoo urodził się pierwszy w Polsce tapir malajski – gatunek zagrożony wyginięciem.
Samiec przyszedł na świat 17 czerwca po ponad 13-miesięcznej ciąży. Ważył 10,5 kg, a obecnie osiągnął już prawie 30 kg. Narodziny ogłoszono dopiero po miesiącu, gdy upewniono się, że młode rozwija się prawidłowo.
To czwarty tapir malajski urodzony w Europie i ósmy na świecie w ciągu ostatniego roku. Przedstawiciele zoo podkreślają, że to ważny sukces hodowlany i cenny wkład w ochronę gatunku, którego populacja na wolności liczy mniej niż 2,5 tys. dorosłych osobników.
📸 | ZOO Płock
Pan Józef kolejny raz nie zdał matury.
I już pojawiły się komentarze: „Dziadku, daj sobie spokój”, „Po co ci to?”, „To już nie ma sensu”.
Proszę Was… nie odbierajcie człowiekowi marzenia tylko dlatego, że Wy już dawno przestaliście wierzyć w swoje.
Panu Józefowi przez całe życie brakowało matury. Sam przyznaje, że jej brak wiele go kosztował i zamknął przed nim niejedne drzwi. Dlatego postanowił zawalczyć o nią teraz. Dla poczucia, że nigdy nie jest za późno, by dokończyć coś, co zostało przerwane.
To, że dziś się nie udało, nie przekreśla ani jego wysiłku, ani odwagi. Wręcz przeciwnie. W wieku, w którym wielu ludzi rezygnuje z marzeń, Pan Jzzef wciąż ma odwagę usiaść w szkolnej ławce, napisać egzamin i zaryzykować porażkę. To naprawdę wymaga znacznie większej siły niż wyśmiewanie kogoś zza ekranu telefonu.
Pan Józef zapowiedział, że nie składa broni.
I mam ogromną nadzieję, że kiedy następnym razem usiądzie do matury, będzie miał za sobą tysiące ludzi, którzy zamiast go wyśmiewać, powiedzą jedno krótkie zdanie:
Panie Józefie, wierzymy w Pana.
I już jesteśmy z Pana Bardzo Dumni!