‼️🙆♂️‼️
OJPRDL...
Ukraina bierze nawozy z Polski za 1700 zł, a Polacy, za ten sam nawóz płacą ok. 3500 zł, czyli 2x tyle‼️
Brawo @Filipek_Sobczak 👏🏻👏🏻👏🏻, za ujawnienie tego SKANDALU‼️
‼️🟥‼️TOTALNY SKANDAL! W KO PRZEGINAJĄ NA MAXA! ALE KARAWANA JEDZIE DALEJ!
Pamiętacie aferę w Kłodzku, gdy wyszło na jaw, że działaczka PO krzywdziła dziecko i psy, a mając postawione straszliwe prokuratorskie zarzuty wciąż działała w najlepsze w partii @donaldtusk?
🔥Każdy pamięta - to była, wtedy, największa wizerunkowa katastrofa KO, a o znęcaniu się nad dziećmi i psami mówiła cała Polska.
W aferę uwikłana została też partyjna koleżanka niesławnej Kamili W., wicemarszałkini @MWielichowska i inni lokalni politycy, w tym były wojewoda @awizen.
➡️Konsekwencje indywidualne? Prawie żadnych - jedynie Maciej Awiżeń został w marcu wyrzucony z zarządu Polskiej Grupy Uzdrowisk (spółka skarbu państwa). I to tyle. Zresztą...
❌️Minęło raptem pół roku i ekipa KO z Kłodzka i okolic uznała najwyraźniej, że nikt już o aferze pedofilskiej/zoofilskiej nie pamięta.
💰Wyobraźcie sobie, że - info mam od trzech niezależnych od siebie źródeł - wyrzucony w marcu z zarządu PGU Awiżeń właśnie wygrał konkurs (haha) I wraca do tego samego zarządu, z którego wyleciał. Zarobki: nawet 60 tysięcy złotych miesięcznie!
✅️Awiżeń to absolwent Collegium Humanum. Ale nie ma to żadnego znaczenia, skoro nie ma też znaczenia afera Kłodzka.
Najpierw rzucają go psom na pożarcie, potem odczekują i przywracają na intratne stanowisko, gdy zrobiło się ciszej.
🔴Zresztą, comeback Awiżenia to element większej politycznej układanki. Do gry chce wrócić również jego patronka, czyli Monika Wielichowska.
🟥Oburza to część działaczy KO, którym nie podoba się, że Wielichowska- mimo gigantycznej afery kłodzkiej- znowu stara się rozpychać w partii.
Już jutro ma spotkać się z działaczami z Wrocławia. I ma nie być tematów tabu.
⁉️Ciekawe zatem, czy Wielichowska opowie publicznie o swojej znajomości z Kamilą W.
PS
Jak słyszę start Wielichowskiej do Sejmu z Kłodzka nie wchodzi w grę, szukają innego okręgu.
Koziołek chciał zostać gwiazdą.
Bardzo źle znosił to, że świat potrafił przez całe dni nie zwracać na niego uwagi. Gdy ktoś go chwalił, pamiętał o tym tygodniami. Gdy ktoś go nie zauważał, pamiętał jeszcze dłużej.
Pewnego dnia Lis zaprosił go do radia.
— Panie Koziołku, podobno zna się pan na energetyce.
Koziołek trochę się speszył, poprawił marynarkę i powiedział, co wiedział.
Nazajutrz znalazł w internecie komentarz:
„Świetny ekspert”.
Przeczytał go raz.
Potem drugi.
Wieczorem przeczytał trzeci raz, żeby sprawdzić, czy nadal brzmiał równie dobrze.
Brzmiał.
Kilka dni później zadzwoniła Sroka z telewizji.
— Panie Koziołku, porozmawiamy o klimacie?
Koziołek zawahał się tylko przez chwilę.
— Oczywiście.
Wystąpił.
Po programie Sroka uścisnęła mu dłoń.
— Znakomicie.
Koziołek wrócił do domu i obejrzał cały program od początku.
Potem przewinął do swojego wejścia.
Potem obejrzał je jeszcze raz.
Za trzecim razem przestał już słuchać tego, co mówił. Patrzył tylko na siebie.
Bardzo dobrze wyglądał.
Wkrótce Lis zadzwonił ponownie. Potem Sroka. Potem Paw zaprosił go na konferencję. Potem drugi Paw posadził go przy głównym stole.
Koziołek zaczął bywać.
Najpierw mówił o energetyce.
Później o klimacie.
Potem o samochodach.
Pewnego dnia zapytano go o geopolitykę.
Odpowiedział.
Następnego dnia cytowała go gazeta.
Koziołek wyciągnął z tego prosty wniosek.
Najwyraźniej znał się również na geopolityce.
Po pewnym czasie nie pytał już przed programem:
— O czym będziemy rozmawiać?
Mówił:
— Proszę pytać.
I odpowiadał.
Na wszystko.
Króliki od promocji robiły mu zdjęcia.
Sroki wycinały najlepsze fragmenty.
Pawie zapraszały go na coraz większe konferencje.
Bobry z urzędów wpisywały jego nazwisko do kolejnych paneli.
Koziołek początkowo dziwił się temu powodzeniu.
Potem przywykł.
W końcu zaczął uważać je za naturalny porządek świata.
Każdego ranka sprawdzał, ilu przybyło mu obserwujących.
W południe liczył cytowania.
Wieczorem czytał komentarze.
A przed snem czasami oglądał siebie w telewizji.
Z czasem coraz rzadziej zastanawiał się, czy powiedział coś mądrego.
Znacznie częściej zastanawiał się, czy został dostatecznie doceniony.
Przed występami ćwiczył już nie argumenty, lecz pauzy.
Szczególnie jedną.
— Mili Państwo…
Podkreślał w ten sposób wyjątkowy charakter swojego fanklubu, ale przede wszystkim chciał zaznaczyć, że jego członkowie mają być wobec niego życzliwi — że właśnie ta życzliwość ma być podstawową cechą całej grupy.
Jednak pewnego dnia podczas dyskusji Borsuk powiedział:
— Ale tutaj pan się myli.
Koziołek zamilkł.
Nie dlatego, że rozważał argument Borsuka.
Po prostu dawno nie słyszał tych słów.
„Pan się myli”.
Brzmiały jakoś nieprzyzwoicie.
Wieczorem Koziołek przeczytał całą dyskusję jeszcze raz.
Następnego ranka zablokował Borsuka.
Od razu poczuł się lepiej.
Kilka tygodni później Jeż zażartował z niego publicznie.
Koziołek tym razem nikogo nie blokował.
Zadzwonił do Wilka.
Wilk był prawnikiem.
— Co napisał? — zapytał.
Koziołek przeczytał.
Wilk chwilę pomyślał.
— Możemy wysłać wezwanie.
Koziołek bardzo polubił to zdanie.
„Możemy wysłać wezwanie”.
Miało w sobie powagę.
Autorytet.
Papier firmowy.
Następnego dnia Jeż dostał pismo.
Potem pismo dostał ktoś następny.
Potem jeszcze ktoś.
Koziołek zauważył, że ludzie po otrzymaniu pism robili się znacznie grzeczniejsi.
Niektórzy przepraszali.
Niektórzy usuwali wpisy.
Niektórzy milkli.
Koziołek zaczął więc patrzeć na swoją kancelarię trochę tak, jak dawniej patrzył na telewizję.
Była dowodem, że zaszedł wysoko.
Z czasem krytyka przestała być dla niego opinią.
Stała się naruszeniem.
Żart przestał być żartem.
Stał się sprawą.
Człowiek, który się z nim nie zgadzał, przestawał być rozmówcą.
Stawał się przeciwnikiem.
A Koziołek coraz bardziej lubił wygrywać.
Pewnego wieczoru stanął przed lustrem.
Poprawił krawat.
Przyjrzał się sobie.
Ekspert.
Komentator.
Autor.
Osobowość medialna.
Czegoś jednak brakowało.
Powiedział cicho:
— Doktor Koziołek.
Wyprostował się.
Powiedział jeszcze raz:
— Doktor Koziołek.
Brzmiało znakomicie.
Następnego dnia oznajmił znajomym, że robi doktorat.
Sroki były zachwycone.
Pawie gratulowały.
Króliki już wyobrażały sobie plakaty z nowym tytułem.
Koziołek zabrał się więc do pisania.
Na początku pracował starannie.
Potem zaczął się spieszyć.
Materiałów było dużo.
Ambicji jeszcze więcej.
Koziołek od dawna żył już w świecie, w którym prawie wszystko mu wychodziło.
Jeśli mówił pewnie — zapraszano go ponownie.
Jeśli atakował — druga strona często się cofała.
Jeśli czegoś nie wiedział — mówił tak, jakby wiedział.
I zazwyczaj nikt nie zatrzymywał programu, żeby to sprawdzić.
Z czasem zaczął więc wierzyć, że sukces nie był skutkiem tego, że robił pewne rzeczy dobrze.
Sukces był właściwością Koziołka.
Koziołkowi po prostu się udawało.
W pracy pojawiły się więc fragmenty cudzych analiz, których nie oznaczono tak, jak należało.
Potem następne.
Koziołek patrzył na nie przez chwilę.
Kiedyś być może by się zawahał.
Teraz pomyślał tylko:
— Przejdzie.
Bo przecież wszystko przechodziło.
Oddał pracę.
Przez następne dni chodził wyjątkowo wyprostowany.
Paw spotkał go na konferencji.
— To kiedy mamy mówić „doktorze”?
Koziołek uśmiechnął się skromnie, lecz nie na tyle skromnie, żeby Paw nie zauważył.
— Niedługo.
Wieczorem stanął przed lustrem.
— Doktor Koziołek.
Tym razem zabrzmiało niemal oficjalnie.
I wtedy Sowy zaczęły czytać.
Jedna znalazła znajomy fragment.
Przyniosła wcześniejszy tekst.
Położyła obok.
Druga Sowa znalazła następny.
Trzecia zaznaczyła kolejne strony.
Wkrótce na stole leżała praca Koziołka i cudze analizy.
Zdanie przy zdaniu.
Akapit przy akapicie.
Koziołek najpierw się oburzył.
Potem wyjaśnił, że sprawa wygląda inaczej.
Kiedy okazało się, że wygląda dokładnie tak samo, wyjaśnił ją ponownie.
Potem wyjaśnił własne wyjaśnienie.
Następnie przeprosił za to, co należało przeprosić, zaznaczając jednocześnie, że zasadniczo nie było za co przepraszać.
Sroki zanotowały.
Sowy czytały dalej.
Koziołek opublikował drugie oświadczenie.
Było dłuższe.
Po drugim oświadczeniu sprawa zrobiła się jeszcze mniej jasna, więc Koziołek napisał trzecie, żeby wyjaśnić drugie.
Po trzecim nawet Paw, który zawsze bardzo lubił Koziołka, zapytał:
— A może już nic nie pisz?
Koziołek spojrzał na niego z oburzeniem.
Milczenie było dobre dla ludzi, którzy nie mieli nic do powiedzenia.
Koziołek zawsze miał coś do powiedzenia.
Napisał więc jeszcze jedno.
W pewnym momencie liczba wyjaśnień zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do liczby fragmentów wymagających wyjaśnienia.
Koziołek zadzwonił do Wilka.
— Co możemy zrobić?
Wilk przejrzał dokumenty.
— Przeciwko komu?
Koziołek otworzył usta.
Zamknął.
Dotąd zawsze był ktoś.
Jeż.
Borsuk.
Kret.
Jakieś konto.
Jakiś krytyk.
Ktoś, komu można było wysłać pismo.
Tym razem po drugiej stronie leżały dwa teksty.
Koziołek spojrzał na nie ponuro.
— A nie dałoby się… — zaczął.
Wilk podniósł wzrok.
— Czego?
Koziołek chwilę milczał.
— Nic.
Po raz pierwszy w życiu pomyślał, że najgroźniejszą osobą dla reputacji Koziołka może być sam Koziołek.
Było to odkrycie niezwykle nieprzyjemne.
Przez lata nauczył się bowiem reagować na każdy atak.
Na Borsuka — blokada.
Na Jeża — wezwanie.
Na krytyka — kancelaria.
Na żart — pozew.
Teraz sprawca siedział po tej samej stronie biurka.
Koziołek spojrzał na Wilka.
— A gdyby tak wysłać wezwanie…
Wilk już wiedział.
— Nie.
— Ale czysto teoretycznie…
— Nie, Koziołku.
Koziołek westchnął.
Pierwszy raz znalazł przeciwnika, którego nie mógł pozwać bez jednoczesnego pojawienia się po obu stronach sali sądowej.
Wrócił do domu.
Nie włączył telewizji.
Nie sprawdził zasięgów.
Stanął przed lustrem.
Spróbował:
— Doktor Koziołek.
Nie zabrzmiało.
Spróbował ponownie.
— Doktor…
Przerwał.
W lustrze stał ten sam Koziołek, który wiele lat wcześniej tak bardzo chciał, żeby ktoś go zauważył.
Tyle że wtedy pragnął jednej pochwały.
Potem chciał tysiąca.
Później chciał telewizji.
Potem autorytetu.
Potem przeprosin od krytyków.
Potem tytułu.
A w końcu chciał już tylko tego, żeby świat ponownie zaczął zachowywać się tak, jak Koziołek uważał za stosowne.
Świat jednak tym razem odmówił współpracy.
Sowy nadal miały teksty.
Doktoratu nadal nie było.
Kolejne oświadczenia nie poprawiały poprzednich.
A Wilk, który tyle razy pomagał Koziołkowi bronić jego dobrego imienia przed innymi, nie potrafił znaleźć żadnego sposobu, żeby obronić dobre imię Koziołka przed Koziołkiem.
I tak zakończyła się wielka kariera Koziołka w dziedzinie nieomylności.
Przez lata zmuszał innych, żeby uważali na to, co o nim piszą.
Na końcu okazało się, że jedyną osobą, której naprawdę powinien był tego zabronić, był on sam.
Morał: zanim wyślesz pół świata do prawnika za szkodzenie twojej reputacji, sprawdź, czy największy szkodnik nie siedzi przypadkiem przed twoim lustrem.
Rumuński lider Călin Georgescu, właśnie został ponownie aresztowany❗️
Człowiek, który wygrał wybory prezydenckie, po czym UE unieważniła ich wyniki, został aresztowany w swoim domu i skazany na 30 dni więzienia.
Jego „przestępstwo” polega na tym, że nie chce imigrantów w Rumunii i nie chce, by Rumuni ginęli w wojnach, które nie są ich wojnami ‼️
Zauważasz zbiegi okoliczności, które są tak podobne w Polsce, na Węrzech i w Rumunii... ⁉️
Globalistyczne rządy nie tolerują opozycji, to czysty faszo-komunizm...
Zamach na moje życie...Tak!
Wydawało mi się, że po zdjęciu w kajdankach trudno o większą podłość jaką mogę zobaczyć na polskim Facebooku, ale się myliłem!!!
Czy ktoś wreszcie ukróci te działania?
A może Pan Robert Bednarski -szef Facebooka na cały CEE, Pani Ewa Tumanów -Industry Head, Retail & eCommerce CEE, czy Tomasz Parfjanowicz Head of Marketing CEE at Meta i na koniec wielki lobbysta @JacobTurowski Public Policy Director, Central and Eastern Europe, gdyby zobaczyli czy przeczytali o zamachu na siebie-to wreszcie by coś zrobili?
A może @ngleicher, który się wybiela w ostatnim @BIPolska jak to mozolnie walczy ze scamem?
Proponujemy prostą zmianę przepisu o KYC, która położy temu szaleństwu kres -liczę na @bartlomiejpejo, @KGawkowski ,@Kpelczynska ,@McGramat ,@anna_sobolak i wszystkich Posłów i Senatorów, a także Pana Prezydenta @NawrockiKn . Nie pozwalajcie na to by jeden koncern zarabiał brudną kasę na Polakach!
Jeśli zgadzacie się z tym, że trzeba położyć temu kres proszę podajcie dalej!
Gabinet lobbysty 40 kroków od ministrów? To największa dotąd afera lobbingowa rządu D. Tuska.
Dziś w trakcie kontroli poselskiej potwierdziłem, że prezes firmy Clear Communication Group @MarekGieorgica ma pokój w @CYFRA_GOV_PL.
Zwrócę się do @CBAgovPL o pilną kontrolę przepływów firmy i potencjalnego wpływu pana Gieorgicy na decyzje, które zapadają w resorcie.
Zobaczcie sami⤵️
NEWS @RepublikaTV: Aldona Machnowska-Góra która została zdymisjonowana 20.08.2026 za aferę w Szpitalu Południowym zostanie od jutra dyrektorem Narodowego Centrum Kultury. Miękkie ładowanie po aferze Kacprzyka prawda?
⚖️Sąd Okręgowy w Zielonej Górze skazał Dariusza G., ojca piosenkarki Viki Gabor, na łączną karę 10 miesięcy więzienia za udział w zorganizowanej grupie, która oszukiwała seniorów metodą „na policjanta".
Na poczet kary zaliczono okres tymczasowego aresztu. Dodatkowo mężczyzna ma zapłacić 15 tysięcy złotych grzywny, 5 tysięcy na Fundusz Sprawiedliwości.
Źródło: Do Rzeczy
No, niestety chyba kolejni bohaterowie się zeszmacili.
Wychodzi na to, że fundacja CancerFighters wykorzystuje stary patent, tzw. „na Owsiaka”.
Czyli zamiast bezpośrednio wydawać, korzysta ze spółek powiązanych. Fundacja kupuje usługę/towar u spółki pośredniej (powiązanej z założycielami, rodziną), a następnie ta spółka pośrednia, obcinając sowitą marżę, kupuje usługę/towar od spółki, która faktycznie realizuje/dostarcza towar.
Jurek ostrzegał sceptycznym tonem: „...I sam jestem ciekaw, w jaki sposób teraz te pieniądze będą przeznaczone na pomoc...”.
Co jak co, ale chyba wie, o czym mówi :)
Szanowni użytkownicy X,
W poniższym archiwum znajdziecie komplet materiałów dotyczących plagiatów w pracy doktorskiej Jakuba Wiecha.
Plik: Instrukcja_prowadzenia_sprawy_J_Wiech_v3.docx
zawiera dokładny plan dalszego postępowania.
Proponuję aby społeczność X sama się zorganizowała, skoordynowała i podzieliła pracą - wiele aktywności można prowadzić równolegle.
Trzymajmy się ściśle reguł zapisanych w tych dokumentach. Tam jest dokładnie opisane co należy robic, a czego robić nie wolno.
Zachowajmy surową dyscyplinę dla dobra sprawy.
Pokażmy że stać nas na największy profesjonalizm.
Uwaga techniczna:
Archiwum zawiera plik: podpis-cyfrowy.txt, który zachowajcie sobie w bezpiecznym miejscu.
To na wypadek gdyby w sieci zaczęły krążyć zmodyfikowane wersje.
Do dzieła!
https://t.co/gIRF5VKjYv
JOHN CLAUSER, LAUREAT NAGRODY NOBLA Z FIZYKI 2022:
„Mogę z wielkim przekonaniem stwierdzić, że nie ma kryzysu klimatycznego. Niezależnie od tego, jak bardzo może to zasmucić wiele osób, moje przesłanie brzmi: planeta NIE jest w niebezpieczeństwie.
👉 Atmosferyczne CO2 i metan mają znikomy wpływ na klimat. Polityki wdrażane przez rządy są całkowicie niepotrzebne i powinny zostać wyeliminowane (‼️).
Do tej pory [my] całkowicie błędnie zidentyfikowaliśmy dominujący proces kontrolujący klimat, a wszystkie różne modele opierają się na niekompletnej i błędnej fizyce. Dominującym procesem jest „termostatyczny mechanizm odbicia chmur-słońce. Chmury są wszystkie jasnobiałe i odbijają 90% światła słonecznego z powrotem w przestrzeń kosmiczną, co czyni je najbardziej kluczowym, a zarazem najbardziej pomijanym aspektem systemu klimatycznego. Dwie trzecie Ziemi to ocean. Sam Ocean Spokojny stanowi połowę Ziemi. Średnie zachmurzenie Ziemi wynosi 67%; około 50% nad lądem i 75% nad oceanami. Twierdzę, że powyższe wyraźne właściwości chmur są brakującą częścią układanki.”
🇩🇪 W Niemczech zamykane są jedna po drugiej farmy słoneczne, którym wygasają dopłaty. Tym razem ta która była wskazywana jako "prymus".
Bez dopłat składają od razu wnioski o upadłość/ likwidację. Tylko kroplówka przez 20 lat sprawia, że dają zarabiać właścicielom, a koszty pokrywają obywatele. Dopłaty miały być tymczasowe, a stały się konieczne by system funkcjonował.
https://t.co/SUjPlj0nj6
❌ Komuś chyba sufit z całym impetem spadł na głowę, żeby chcieć zezwolić na to, aby migranci bez polskiego obywatelstwa mogli w Polsce głosować i startować w wyborach (zarówno na poziomie lokalnym, jak i krajowym) oraz żeby zachęcać państwa członkowskie EU do finansowego wspierania lokalnych diaspor – czyli lokalnych społeczności cudzoziemców.
Tymczasem… „Komisja ds. Migracji, Ochrony Międzynarodowej i Współpracy Gospodarczej” Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy przyjęła raport (wraz z projektem rezolucji) dotyczący politycznego udziału migrantów i członków diaspor w wyborach lokalnych i krajowych. Projekt wzywa państwa członkowskie Rady Europy - w tym Polskę - do:
➡️ ratyfikowania (jeśli dotychczas tego nie uczyniły) Konwencji o uczestnictwie cudzoziemców w życiu publicznym na szczeblu lokalnym oraz odpowiedniego DOSTOSOWANIA KRAJOWEGO PRAWA WYBORCZEGO;
➡️ wspierania uczestnictwa członków diaspor w życiu politycznym oraz wzmacniania pozycji tych spośród nich, którzy MAJĄ PRAWO GŁOSOWAĆ I KANDYDOWAĆ W WYBORACH;
➡️ zbadania możliwości rozszerzenia na określone kategorie członków diaspor prawa DO GŁOSOWANIA ORAZ KANDYDOWANIA W WYBORACH KRAJOWYCH.
Ten ostatni postulat jest szczególnie niebezpieczny, ponieważ pojęcie „diaspory” zostało ujęte bardzo szeroko, a projekt nie precyzuje, jakie dokładnie kategorie osób miałyby otrzymać prawa wyborcze. Otwiera to polityczną furtkę do dyskusji o dopuszczeniu do wyborów krajowych także osób nieposiadających obywatelstwa państwa, w którym mieszkają! O jakie diaspory chodzi? Ukraińskie? Żydowskie? Indyjskie?
Trzeba całkowicie postradać polityczny rozum, żeby proponować oddanie wpływu na władze państwowe ludziom, którzy nie są jego obywatelami. Prawo do decydowania o władzach centralnych Polski powinno być nierozerwalnie związane z polskim obywatelstwem. Sam okres pobytu nie może zastępować obywatelstwa, lojalności wobec państwa ani przyjęcia wynikających z niego praw i obowiązków!
Kto chce współdecydować o przyszłości Polski, może ubiegać się o polskie obywatelstwo. Ono jednak nie może być rozdawane niemal automatycznie - powinno być chronione jak skarb. Kto nie chce związać swojego losu z naszym państwem, nie powinien otrzymywać prawa do wybierania jego władz ani do kandydowania.
Polska nie jest hotelem, ale wspólnotą polityczną swoich obywateli. O tym, kto sprawuje w niej władzę, muszą decydować polscy obywatele! Polska ma pozostać w rękach Polaków - nie imigrantów bez polskiego obywatelstwa!
Dorota Gawryluk o Monice Hornej-Cieślak:
„Zachowanie pani rzecznik wpisuje się w ogóle w zachowanie obecnego rządu”
„Ona idzie ścieżką wytyczoną przez rządzących, którzy mówią: tak, co z tego, że sąd coś powie, co nas obchodzi sąd, konstytucja, byle było to prawo tak, jak je rozumiemy, i ona też rozumie prawo tak, jak chce”
Jaki rząd, takie kadry.
W bielskim autobusie mężczyzna zwyzywał dziewczynki z Ukrainy. W części komentarzy natychmiast zrobiło się od tego brunatno w całej Polsce. Jeden sprawca, a odpowiedzialność rozpisana na pół kraju i jego politycznych przeciwników. W Jarosławiu obywatel Ukrainy zaatakował nożem ludzi na terenie opactwa. Zginął ksiądz, inni zostali ranni. Politycy złożyli wyrazy współczucia i zapowiedzieli ukaranie sprawcy. Zanim jednak śledczy ustalili motyw, na klasztornym murze pojawił się już cień Putina. W mediach zaczęto rozważać udział rosyjskich służb. Część komentatorów z pasją twierdziła, że nie można wykluczyć, że stały za nożownikiem. Minister Siemoniak przewidywał, że Rosja wykorzysta zbrodnię do podsycania konfliktu. Wiceminister Bosacki tłumaczył zachowanie napastnika możliwą traumą po pobycie w okopach. Ta gorliwość ma świeży precedens. Gdy na torach w Jedlance znalazły się betonowe elementy dawnego peronu, reakcje były podobne. Okazało się, że z nasypu zepchnął je dwunastoletni chłopiec, który przyznał się do czynu.
Nie wolno obwiniać wszystkich Ukraińców za czyn nożownika, tak samo jak nie wolno obwiniać wszystkich Polaków za obelgi w autobusie. Skąd więc ta różnica? Skoro w przypadku tragedii w Jarosławiu słyszymy wezwania, by nie wyciągać wniosków z narodowości sprawcy, dlaczego tej samej zasady nie stosuje się w autobusie? Gdy sprawcą jest Polak, na ławie oskarżonych siada cała Polska. Gdy sprawcą jest Ukrainiec szuka się miejsca dla Putina. Sprawiedliwość po polsku? Raczej hipokryzja bez granic.