@jciesz@PatrykSlowik@Arlukowicz Pieniędzy NASK: Zawiadomienie złożone przez NASK (Naukową i Akademicką Sieć Komputerową) dotyczy wydania około 750 tys. złotych z państwowych funduszy na cele związane z kampanią wyborczą Prawa i Sprawiedliwości w okresie, gdy Cieszyński kierował Ministerstwem Cyfryzacji.
@Morgenstern616 Ja opłacony przez służby sepleniak udający dziennikarza wraz z mięką fają małym siurkiem nagłośniliśmy z dodatkowymi efektami sprawę dwóch lekarzy
Na co nie mamy dowodów i jesteśmy w głebokiej d. bo sprawą zajęła się prokuratura.
Emil którego sponsorował Alfons nie pomaga, milczy
@AdamoDudzi@XKubiak@PatrykSlowik Sam przekręciłeś czy to z TV Zarublika?
Podrobienia nie karty zgonu, tylko podpisu na karcie. Podpisywał asystent szefa za szefa.
@paweljablonski_@donaldtusk Dzbanie Jabłoński, podrobienie oznaczało ze podpisała osoba nieuprawiona w towarzystwie uprawnionej.
Zapomiałeś tego dopisać.
Zero wiarygodności. Jak Krzysztof Stanowski i jego ludzie produkują afery
To może być mój ostatni tekst w życiu. Pisząc ten tekst o Krzysztofie Stanowskim i jego roli w narracji wokół afery Szpitala Południowego, wiem, że sporo ryzykuję. Wszyscy wiemy, kto za nim stoi i do czego zdolni są ci ludzie.
Kiedy skończyłem pisać ten materiał i wyłączyłem komputer, przez chwilę siedziałem w ciszy. Potem zadałem sobie pytanie: „Czy moja rodzina jest bezpieczna?”.
Nie mam żadnych dowodów, że grozi jej jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Nikt mi nie groził. Nikt nie próbował mnie zastraszyć. Nikt nie wykonywał podejrzanych telefonów. Ale przecież nie o dowody tutaj chodzi. Chodzi o emocje.
O atmosferę zagrożenia. O zasugerowanie wam, że skoro ktoś tak znany jak Stanowski powtarza takie pytanie, to musi stać za tym jakaś mroczna, groźna siła. I właśnie od tego — od chwytu, a nie od faktu — warto zacząć historię o aferze Szpitala Południowego i o sposobie, w jaki opowiadają ją Krzysztof Stanowski i jego pracownicy: Patryk Słowik, Robert Mazurek i paru innych.
Z błahej sprawy konfliktu dwóch lekarzy w Szpitalu Południowym Stanowski kręci aferę, w której sugeruje zabijanie pacjentów i wielkie nadużycia. A to wszystko kompletnie bez żadnych dowodów. Przemilcza wszystko, co stawia jego informatora, dr. Jędrzejewskiego, w złym świetle.
A te fakty to: zamieszanie w aferę z kupowaniem dyplomów przez Roberta Lewandowskiego na pewnej łódzkiej uczelni. Dr Jędrzejewski przekonywał dziennikarzy Onetu, że Lewandowski tę uczelnię kończył. Stanowski przemilcza również fakt konfliktu dr. Jędrzejewskiego ze Szpitalem Południowym, żal do Rafała Trzaskowskiego o brak przychylności i otwarty konflikt z młodym lekarzem, który tym szpitalem zarządzał.
Zamiast tego pojawia się bohater, dr Emil Jędrzejewski. Widz poznaje go jako samotnego sygnalistę walczącego z potężnym układem.
Następnie pojawia się emocjonalny haczyk: „Gdy wyłączyliśmy kamery, dr Emil Jędrzejewski zadał jedno pytanie: »Czy myśli Pan, że moja rodzina jest bezpieczna?«”.
To zdanie działa jak oskarżenie rządu Tuska o mafijne działanie. Nie zawiera żadnego dowodu. Nie opisuje żadnego konkretnego zdarzenia. Nie wskazuje żadnej osoby, która miałaby komukolwiek grozić. Ale wywołuje dokładnie taki efekt, jaki ma wywołać — widz ma uwierzyć, że ujawniono coś tak strasznego, iż świadek obawia się o bezpieczeństwo własnej rodziny.
To nie jest informacja. To jest emocjonalna, podprogowa sugestia. To nie jest interpretacja wyssana z palca. Wystarczy spojrzeć, w jaki sposób Kanał Zero promował własny materiał. To właśnie ten cytat, nie wyniki kontroli, nie dokumenty, nie zawiadomienia do prokuratury, wybrano jako jeden z głównych magnesów reklamujących całą historię.
Spośród wszystkiego, co rzekomo ustalili, na sztandar trafiło pytanie o bezpieczeństwo rodziny. To wybór redakcyjny, a nie przypadek.
Jeszcze dalej poszedł sam Krzysztof Stanowski, który napisał: „Krajobraz po bombie. Doktor Jędrzejewski i jego strach, Rafał Trzaskowski i Donald Tusk”.
To bardzo interesująca konstrukcja. W jednym zdaniu połączono strach świadka z dwoma najważniejszymi politykami obozu rządzącego. Formalnie nikogo o nic się nie oskarża. Emocjonalnie odbiorca otrzymuje jednak bardzo wyraźną sugestię, gdzie powinien szukać winnych.
W ten sposób historia o funkcjonowaniu jednego szpitala przestaje być historią o szpitalu. Staje się historią o Platformie Obywatelskiej, o Tusku i o Trzaskowskim.
Widz ma odnieść wrażenie, że odpowiedzialność została już udowodniona.
Przerażony świadek. Zagrożona rodzina. Politycy rządzącej formacji. „Bomba”. „Szokujące informacje”.
Wszystkie razem tworzą jednak gotową narrację, zanim opinia publiczna zobaczy pełny materiał dowodowy.
Spirala kłamstw dopiero się rozkręca. Patryk Słowik opisuje specjalną ścieżkę przyjęć. Rzekomo dla polityków KO i ich rodzin. Opisuje mechanizm.
Jednocześnie nie publikuje nazwisk osób, które miałyby z niego korzystać: „W Warszawskim Szpitalu Południowym stworzono nieoficjalnie szybszą i bardziej komfortową ścieżkę przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin”. Powstaje charakterystyczna sytuacja: „wiemy bardzo dużo, ale nie możemy powiedzieć wszystkiego”.
Buduje to atmosferę gigantycznej afery, a jednocześnie zwalnia autorów z obowiązku przedstawienia pełnego materiału dowodowego.
Czytelnik/widz otrzymuje informację, że lista istnieje, że autorzy wiedzą, kto się na niej znajduje — ale nie może samodzielnie zweryfikować najważniejszego elementu historii. Czy lista istnieje? Być może. Czy zawiera osoby publiczne? Być może. Czy zawiera dowody nadużyć? Tego odbiorca nadal nie wie.
Mechanizm manipulacji Stanowskiego i jego ludzi jest prosty: maksymalne emocje przy minimalnej możliwości niezależnej weryfikacji.
Jeszcze poważniejszy problem pojawia się przy najcięższych oskarżeniach. W materiałach Kanału Zero padają sugestie dotyczące śmierci pacjentów i rzekomych dramatycznych konsekwencji funkcjonowania szpitala. To już nie są kwestie organizacyjne ani nawet polityczne. To oskarżenia, które dotykają ludzkiego życia, a przez to wymagają najwyższego, a nie najniższego standardu dowodowego.
Stanowski do jednego worka wrzuca Tuska, Trzaskowskiego, wchodzenie bez kolejki do lekarza przez polityków KO i zgony pacjentów.
Widz słyszy o tragedii. Nie dostaje jednak dowodu, który pozwalałby zweryfikować skalę i charakter tych zarzutów. A różnica między „zmarł, bo zaniedbano”, a „zmarł, gdy w szpitalu działo się też coś nagannego”, jest różnicą fundamentalną i to właśnie tę różnicę narracja zaciera.
Stanowski nie pyta swojego rozmówcy, czemu nie złożył wcześniej formalnych zeznań potwierdzających jego zarzuty, mimo że był wzywany przez szpital do składania wyjaśnień. To nie jest drobiazg proceduralny. Jeżeli ktoś twierdzi, że wiedział o poważnych zaniedbaniach i nadużyciach, to ma obowiązek zawiadomić organy ścigania.
Stanowski buduje obraz człowieka, który bohatersko mówi prawdę mimo ryzyka. Jednocześnie pomija fakt, że jego rozmówca unikał takich słów w miejscach, w których składa się zeznania pod rygorem odpowiedzialności karnej.
I tu konieczne jest zastrzeżenie, którego sam Stanowski i jego pracownicy nie czynią wobec drugiej strony: spór finansowy nie oznacza, że Jędrzejewski kłamie. Zaniechanie zgłoszeń nie przesądza, że zarzuty są fałszywe. Sygnaliści bywają skonfliktowani z instytucją, którą ujawniają, i to nie dyskwalifikuje ich automatycznie.
Rzecz w tym, że odbiorca powinien znać cały kontekst i sam wyważyć te okoliczności, a nie otrzymać wyłącznie najbardziej emocjonalną część układanki.
Stanowski nie jest w tej historii dziennikarzem. To pacynka polityków i służb (w jego redakcji i na jej zapleczu roi się od współpracowników CBA i Agencji Wywiadu), który wykonuje przedstawienie, które ma pomóc wrócić do władzy PiS.
Dlaczego? Dla kasy. W latach 2018-2024 Stanowski dostał na Weszło minimum 5,8 mln zł tylko z Orlenu, milion zł z Totalizatora i ponad 1 mln zł z TVP, kilkaset tysięcy zł z NASK. Inne dotacje i "reklamy" nie są wiadome, bo nikt ich nie wyciągnął. Wtedy Stanowski miał "bieda media". Teraz, jak PiS wróci, będzie mógł "ciągnąć" jak Sakiewicz na Republikę i swoje media za PiS - setki milionów złotych.