Obrzydliwe nie jest zadawanie trudnych pytań ani patrzenie władzy na ręce.
Obrzydliwe jest wykorzystywanie stanowisk do obsadzania spółek miejskich swoimi ludźmi, zamiatanie pod dywan nieprawidłowości oraz próby zastraszania świadka, który zdecydował się je ujawnić.
MAM TAK SAMO JAK WY
Miasto moje - Warszawę - a w nim...
...patologiczny partyjno-koleżeński układ
który niczym ośmiornica oplata nasze miasto swoimi długimi mackami
Ale czas wreszcie z tym skończyć
Dlatego powstała Stołeczna Operacja Referendalna
Zmieńmy Warszawę razem!
Startuje Stołeczna Operacja Referendalna – SOR! 🏛️📢🇵🇱
Oficjalnie mówimy stop obecnej władzy w stolicy! 🛑 Chcemy odwołania prezydenta Rafała Trzaskowskiego oraz Rady Miasta Warszawy. Wierzymy, że tylko wspólny, obywatelski zryw mieszkańców może wymusić realne zmiany w naszym mieście 🏗️.
Co musisz wiedzieć? 🧐👇
1️��� Za kilka tygodni ruszamy z wielką zbiórką podpisów na ulicach Warszawy ✍️.
2️⃣ To my, Warszawiacy, musimy wstrząsnąć rządzącymi, by odzyskać wpływ na nasze miasto.
3️⃣ Potrzebujemy Twojej pomocy – zgłoś się do nas i pomóż zbierać podpisy pod tą inicjatywą.
Dołącz do akcji i zmieńmy Warszawę razem! 🚀
#SOR #Warszawa #Referendum #Trzaskowski #MaciejWilk #StołecznaOperacjaReferendalna #TAKdlaObywateli
Co nowego w SOR?
Zgłaszają się do nas organizacje chcące wesprzeć akcję referendalną w Stolicy. W rozmlwach z osobami, które już zgłosiły się do zbierania podpisów nastroje bojowe
132 000 podpisów to dużo i wielu mówi, że się nie uda
A ja myślę, że się uda.
To jak? Pomożecie?
1/15
Wracam. Pięć dni szkolenia bojowego FPV. Nie pokazowego. Nie reklamowego. Bojowego.
Prowadzący: doświadczony instruktor – człowiek, który ponad rok spędził na froncie w Ukrainie. Służył w 24. Brygadzie Zmechanizowanej, na rocznym kontrakcie w SZU, między 2023 a 2024 rokiem. To brygada, która miała własny oddział droniarzy. Instruktor nie był tam obserwatorem. Walczył. Przeszedł przez okres, gdy konflikt wchodził w zupełnie nową fazę – fazę masowych dronów, walki elektronicznej i taktyki, której nie uczą na żadnej akademii.
Kim jestem? Studentem Bezpieczeństwa Narodowego na Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Mam za sobą wszystkie cywilne kursy, jakie są w Polsce dostępne – STS-01, STS-02, kategorie A1, A2, A3. Mam setki godzin nalotu na własnym sprzęcie. Drony to moja zajawka od lat.
Na początku myślałem o kursie na Ukrainie. Szukałem szkolenia z zastosowania dronów bojowych. Ale realia – praca, studia, logistyka – sprawiły, że to byłoby bardzo trudne. Wtedy znalazłem jedyny taki kurs w Polsce. U jedynej osoby, która miała realne, udokumentowane doświadczenie z frontu. I to był strzał w dziesiątkę. Chcę wam o tym opowiedzieć. I zadać kilka pytań, które od pięciu dni nie dają mi spać.
15/15
Pięć dni. Od lutownicy do symulowanego uderzenia bojowego. Od zera do skutecznego zrzutu na cel oddalony o więcej, niż myślisz. Bez MON-u. Bez systemu. Za własne pieniądze.
Dostałem certyfikat. I naszywkę – Bad Hornet. Będę ją nosił. Z dumą.
I już zapisałem się na jesień. Na kolejny etap. Taki, którego nie ma na stronie internetowej. Jest tylko dla tych, którzy przeszli to szkolenie. Dla tych, którzy chcą iść dalej.
Szkoda tylko – a może nie szkoda, bo to inwestycja w siebie i w bezpieczeństwo tego kraju – że musimy za to płacić sami. Że nawet ludzie związani ze strukturami wojska przyjeżdżają tutaj prywatnie i finansują to z własnej kieszeni.
Dlaczego nas jest tylko garstka?
Dlaczego takich ludzi jak ten instruktor nie wykorzystuje się do szkolenia? Dlaczego nie implementuje się jego wiedzy na poziomie liceów, przysposobienia obronnego? Dlaczego MON nie organizuje skondensowanych ćwiczeń – chociaż 1/10 tego – gdzie instruktorzy przygotowani przez niego wyłuskaliby esencję dla laików?
Dlaczego dobrowolne szkolenie wojskowe trwa miesiąc i można na nim nauczyć się ścielić łóżko, ale nie dodaje się choćby 3 dni na drony? Na pokazanie, z czym to się je. Na zrozumienie, jak wygląda współczesny konflikt.
To musi być efekt skali.
Od podstawówki. Przez licea. Przysposobienie obronne. Dobrowolne szkolenie wojskowe rozszerzone o kilka dni z takimi ludźmi jak ten instruktor – albo z instruktorami przez niego przygotowanymi, bo on sam wszystkiego nie ogarnie, ale może wyszkolić rzesze ludzi, którzy poniosą tę wiedzę dalej. Być może przy powrocie powszechnej służby – ale na nowoczesnych warunkach.
PR jest ważny. Ale zdolności są ważniejsze. Realne odstraszanie to nie tylko F-35 – nie neguję ich, ale to musi być system. A jeśli nie możemy certyfikować całego drona, to dlaczego nie certyfikujemy poszczególnych części? Dlaczego nie dajemy dostępu do open source, żeby można było budować te maszyny z dowolnością, szybko i tanio?
Bartosiak mówił o jednostkach eksperymentalnych 'Babinicz'. Poza MON-em, z wolną ręką i określonym budżetem. Dajcie takiemu charyzmatycznemu dowódcy – komuś z doświadczeniem i charyzmą – rok czasu. Wolną rękę w tworzeniu struktur. Wyszkolcie kilka takich batalionów. A potem sprawdźcie ich w ćwiczeniach z tymi, którzy wypuszczają drony z ręki.
Jak w estońskim ćwiczeniu Hedgehog, gdzie 12 Ukraińców rozniosło dwa bataliony.
Jestem przekonany na sto procent – inwestycja się zwróci. Różnica będzie horrendalna.
A jeśli nie…
To czy naprawdę muszą spaść rakiety na Warszawę, żeby ten system się zmienił? Czy wtedy dopiero się obudzimy?
Bad Hornet out.
#FPV #DronyBojowe #BadHornet #WojskoPolskie
https://t.co/JKUFDeMDTr
🚨SOR: STOŁECZNA OPERACJA REFERENDALNA
Do naszej inicjatywy przystąpiło już pierwszych 26 osób gotowych wyjść na ulicę i rozpocząć zbiórkę podpisów za odwołaniem władz Stolicy
Czas powiedzieć dość kolesiostwu i partyjniactwu!
Dołącz i Ty
132 000 podpisów samo się nie zbierze
Tak właśnie Szanowni Państwo wygląda paleta z 1️⃣0️⃣0️⃣.0️⃣0️⃣0️⃣ ulotek w sprawie obywatelskiej inicjatywy referendalnej TAK dla Obywateli.
Zbiórki podpisów już wystartowały. Nasz cel to 500 tys. podpisów
Dołącz dziś - razem zmienimy Polskę ✌️🇵🇱
Ale Pan naprawdę kupił Abramsy bez offsetu i umów na obsługi i remonty w Polsce.
Zakup M1A2 to początek 2022, M1A1 - styczeń 2023.
Umów na obsługę jednostek napędowych Abramsów nie podpisano aż do dzisiaj.
Obsługa M1 Abrams w RCK Abram w WZM S.A po pierwsze nie jest offsetem a po drugie mimo podpisania w czerwcu 2023 umowy o "RCK Abrams" było nie realizowane aż do 2024 i 2025 - wtedy dopiero GDLS (nieco przyciśnięty) zgodził się podpisać stosowne umowy.
Było to już po Pana okresie rządów w MONie i ponad 2 lata od zakupu Abramsów.
Pan wybaczy ale partyjna propaganda to Pana praca a nie moja. Ja oceniam fakty. I są one następujące:
- minister Błaszczak kupował za miliardy i na kredyt sprzęt z USA bez zabezpieczenia krajowych zdolności obsługowych i remontowych. Nawet nie próbowano tego negocjować przed lub w trakcie podpisywania umów
- jesteśmy jedynym takim ewenementem w Europie. Ten model zakupów przyjmowały kraje takie jak Maroko, Irak, itp czyli które są krajami rozwijającymi się lub nie miały własnych kadr.
- Amerykanie czuli się tak pewnie że nawet to co podpisano przedwyborczo w 2023 było realizowane co najmniej opieszale. Niektóre obszary: remonty układów napędowych i silników Panowie pominęli całkowicie i nie ruszyli tego aż do zmiany władzy. Co jest kuriozum ponieważ czołg więcej jeździ niż strzela i to układy napędowe psują się najczęściej.
- odkręcanie rażących zaniedbań i niegospodarności jakiej się dopuszczono za czasów Pana Błaszczaka zajęła aż dwa lata. Dlaczego aż tyle? Po pierwsze nie zabezpieczyli Panowie ani planów ani finansowania rozwoju polskich zakładów w PGZ w tym obszarze(!) mgliste wizje były, planów brak, finansów zabezpieczonych - brak. WZM z wypracowanego zysku stawiał RCK Abrams ale bez podpisania finalnych umów które udało się dopiero w latach 2024-2025 wynegocjować i podpisać i to dopiero jak Amerykanie przestali czuć się tak pewnie na skutek zmiany władzy w Polsce i dopuszczenia konkurencji GDLS do negocjacji (Amentum i ManTech) z WZM S.A, silniki to dopiero ostatnie półtora roku.
Robiliście umowy na łapu-capu, byle jak, byle był marketingowy "sukces" i MoU lub umowa o nic (ramowa) przed wyborami. Polski przemysł zostawał z niczym realnym i bez zabezpieczonego finansowania zaś wojsko wydawało miliardy w USA z zerowymi korzyściami przemysłowymi dla Polski.
I jeszcze jedno: negocjowanie M1A2 to okres PRZED wojną na Ukrainie w 2022. Nawet tego w spokojnych czasach nie chciało się wam dopilnować.
Odkręcanie tego nie wszędzie jest możliwe a tam gdzie jest zajmuje lata.
Rosja nie ma siły militarnej by pokonać nawet samą Europę bez USA. Dlatego wymyślili specjalny sposób.
Rosjanie wymyślili sposób na wyrwanie przyszłej ofiary z jej sojuszy, a następnie doprowadzenia jej do stanu państwa upadłego metodami wojny kognitywnej oraz działaniami poniżej progu wojny, by wtargnąć jak do siebie, a następnie osadzić zależne od siebie władze tworząc kolejną Białoruś (choć formalnie niepodległe państwo). Wykorzystuje się przy tym starą teorię wojny buntowniczej (matieżnoj wojny), opracowaną przez zbiegłego carskiego oficera Jewgienija Messnera jeszcze w latach 30.
Nową doktrynę na jej bazie opracował gen. mjr prof. Aleksnadr Władimirow w jego trzytomowym dziele "Podstawy Ogólnej Teorii Wojny", III wydanie Moskwa 2018, pierwsze w 2013. Władimirow jest szefem Kolegium Wojskowych Ekspertów Rosji przy prezydencie Putinie. Doktrynę przypisuje się jednak Gerasimowowi, który w przeglądzie WPK w sierpniu 2013 r. opublikował fundamentalny artykuł "Wartość nauki tkwi w przewidywaniu. Nowe wyzwania wymagają ponownego przemyślenia form i metod prowadzenia wojny".
To właśnie w nim po raz pierwszy wprowadził sześcioetapowy model konfrontacji (w załączeniu). Jest tu faza skrytego podburzania do wywołania konfliktu, zaostrzenie istniejącego konfliktu, początek konfrontacji przemocowej (wewnętrznej), kryzys (rozpad państwa), zbrojne wtargnięcie, umacnianie odpowiedniej władzy i budowa nowego państwa.
Nie umknęło to uwadze w Akademii Sztuki Wojennej w Rembertowie, gdzie grupa trzech oficerów napisała doskonały artykuł "Analityczny model oceny hybrydowości współczesnych konfliktów".
Tutaj wprowadzono czteroetapowy model konfrontacji:
- budowanie konfliktu
- eskalowanie konfliktu (z użyciem metod kinetycznych poniżej progu wojny, aż do kompletnej rozsypki państwa)
- zbrojne wtargnięcie w celu usunięcia władzy
- osadzenie nowej władzy i umocnienie państwa wasalnego Rosji.
Ponieważ jak wiadomo hybryda to połączenie, czyli połączenie metod pozawojennych z klasyczną wojną, ocena "hybrydowości" polega na stwierdzeniu, czy działania kognitywne i poniżej progu wojny są wstępem do działań wojennych czyli czy hybryda dopełni się o brakujący klocek.
Ja to rozumiem tak - jeśli polityk używa określenia "wojna hybrydowa" to ma na myśli to, że wojna jest nieuchronna (dopełnienie hybrydy o ostatni jej element, zresztą zgodnie z cytowanym artykułem). Ale politycy, pomijając byłych wojskowych, chyba nie mają takiej świadomości.
Gen. broni Stanisław Czosnek w wywiadzie prasowym posłużył się modelem czteroetapowym zaczerpniętym z powyższego artykułu z ASW (ASG, AON), a zatem świadomość w naszym Sztabie Generalnym o co kaman - jest. Służą tam mądrzy ludzie.
Obecnie wchodzimy w drugi etap (eskalowanie konfliktu). Jeśli władze nie zrobią nic, to będziemy mieć zamieszki,, demonstracje, bijatyki, sabotaż i dywersje, rozkładające się instytucje państwowe nie panujące nad sytuacją, ogłupiałe dezinformacją społeczeństwo, i to będzie ten moment, kiedy wtargną ONI, w bałagan do którego sojusznicy nie będą śmieli wysłać wsparcia wojskowego, bo to będzie drugi Somaliland.
W takim stanie zdezorientowane służby państwowe nie będą wykonywać swoich obowiązków, a co najwyżej będą je wykonywać opieszale, widząc że władza nie panuje nad sytuacją i czekając na taką władze, która to opanuje, lepiej się zawczasu nowym nie narażając.
W tym stanie pojawią się samozwańcze bojówki usiłujące przejąć funkcję służb państwowych, ale tylko pogłębiające chaos, doprowadzające do burd i zamieszek.
Próba generalna już była, na zachodniej granicy. To wróci, jak zacznie się grubsza rozróba. A zacznie się, może nawet jesienią (jeśli Ukraina zacznie padać), o czym ostrzegał premier.
Właśnie w takim stanie, kiedy Polska będzie poza UE a może i poza NATO, pogrążona w chaosie, ze sparaliżowanymi służbami i instytucjami państwowymi, szarpana przez bezprawne, samozwańcze bojówki, w stanie wrzenia społecznego, wtedy wjadą rosyjskie czołgi.
I nikt (lub niewielu) nie będzie z nimi walczył. Część ludzi z gaśnicami w ręku przejdzie na stronę agresora. Reszta będzie czekać na rozwój wydarzeń. Część czmychnie za granice. Ludzie będą tak skołowani, że chętnych do walki będzie niewielu.
Rosjanie wygrają z nami nie czołgami, ale na FB i "X".
I zrobią Rosjanie to co nie wyszło w Ukrainie. A nie wyszło, bo Putin ocenił, że Ukraina jest w stanie rozkładu.
A nie była.
Ale drugi raz tego błędu nie popełnią.
Ilustracja - schemat etapów konfrontacji ze wspomnianego artykułu Walerego Gerasimowa. Zrwóćcie uwagę, że jasno-granatowy to stan wrzenia-chaosu (kryzysu) jaki opisałem wyżej, a ciemno-granatowy to wojna właściwa. Czyli dopełnienie hybrydy o brakujący klocek.
Jeśli podobają Ci się moje wpisy postaw mi kawkę, a będzie więcej
https://t.co/3NOiJ9zNa8
AGENTURA WPŁYWU PO POLSKU: FARMY TROLLI, POLITYCY I „PATRIOCI”, KTÓRYCH NIKT NIGDY NIE WIDZIAŁ
Zamierzam wam pokazywać, jak naprawdę wygląda świat systemu, bo znam ten syf od środka, robiłem w tym biznesie, widziałem mechanizmy, ludzi, metody, brudne układy i te wszystkie eleganckie mordy, które publicznie mówią o państwie, bezpieczeństwie, wartościach i demokracji, a za kulisami traktują człowieka jak przedmiot użytkowy, jak mięso do przepchnięcia przez cudzą maszynkę. Dla nich nie jesteś obywatelem, tylko emocją do odpalenia, głosem do kupienia, portfelem do wydojenia, zasięgiem do sprzedania i narzędziem do wykorzystania, a jak przestajesz być wygodny, to nagle jesteś problemem, oszołomem, ekstremistą, wariatem, zdrajcą albo człowiekiem, którego trzeba zniszczyć papierem, prokuratorem, nagonką, ciszą albo śmiechem salonu. Ja to przerabiałem. Byłem wyklęty przez system, ciągany przez prokuratorów, opluwany przez takich, którzy o służbie wiedzą tyle, ile im doradca wpisał w briefing, więc nie będę wam tu robił akademickiej pogadanki z miękkim kocykiem na kolanach. Będę pisał po ludzku i po swojemu o tym, jak robią was w chuja politycy, służby, obce ośrodki wpływu, korporacje, media, fundacje, płatni youtuberzy i influencerzy wciskający wam szajs z miną zbawców narodu, bo ktoś im zapłacił, podsunął narrację albo pogłaskał ego. Agentura wpływu przez ostatnie 35 lat nie musiała chodzić w płaszczu, brać kopert pod latarnią i mówić z ruskim akcentem. Mogła działać taniej i skuteczniej przez media, politykę, pożytecznych idiotów, fałszywe autorytety, farmy trolli, anonimowe profile, szemrane portale, grupy na Facebooku, memy, łańcuszki i znane twarze wykorzystywane jak młotek w cudzej ręce, czasem nawet bez świadomości, że właśnie robią komuś robotę. Najmocniej mogła walić tam, gdzie Polska ma stare rany i świeże kompleksy: w internet i media, czyli fabrykę chaosu, botów i profili udających zwykłych obywateli; w politykę i wybory, gdzie z przeciwnika robi się nie rywala, tylko zdrajcę, agenta, faszystę, lewaka, ruskiego, niemieckiego albo brukselskiego pachołka; w gospodarkę i strategiczne inwestycje, gdzie wystarczy rozhuśtać strach, lobbing, koszty i krótką pamięć państwa; w energetykę, czyli gaz, atom, węgiel, OZE i klimat, żeby Polska kręciła się jak pijany na rondzie; w wojsko i służby, żeby podważać sens modernizacji armii, NATO, wydatków obronnych, wywiadu, kontrwywiadu, policji i Straży Granicznej; w Ukrainę, gdzie gra się Wołyniem, zbożem, socjalem, zmęczeniem wojną i strachem; w granicę i migrację, gdzie rozrywa się ludzi między litością a bezpieczeństwem; w historię, pamięć, PRL, WSI, lustrację, Smoleńsk, Kościół i każde stare polskie pęknięcie, w które można wsadzić brudny palec i kręcić, aż rana zacznie ropieć.Największe pole sukcesu to internet i media społecznościowe, bo tam już nie trzeba nawet wchodzić drzwiami. Wystarczy założyć konto na Facebooku, wrzucić profilowe z twarzą wygenerowaną, ukradzioną albo nijaką, dorzucić flagę, orła, husarię, różaniec, żołnierza, dziecko, psa albo zdjęcie z lasu i udawać zatroskanego obywatela. Wchodzisz na taki profil i coś śmierdzi od pierwszego kliknięcia: niby pięć tysięcy obserwujących, niby codziennie troska o Polskę, dzieci, emerytów, rolników, żołnierzy, przedsiębiorców i zwykłych ludzi, ale jak patrzysz dokładniej, to nikt tego gościa nie zna, nie ma rodziny, pracy, normalnych zdjęć z życia, historii, kolegów z jednostki, szkoły, osiedla, firmy czy wsi, a znajomi są zlepieni z przypadkowych profili z całej Polski, jakby ktoś wysypał worek kont na podłogę i powiedział: udawajcie społeczeństwo. Nikt go nigdy nie widział, nikt nie wie, skąd jest, ale profil codziennie napierdala dezinformacją, oczywiście zawsze w trosce o dobro ogółu, bo trzeba pytać, bo media milczą, bo oni nam tego nie powiedzą. Do tego dochodzą farmy trolli, boty i sterowane grupy kont, które mają rozkręcić temat, napompować komentarze, zrobić sztuczny tłum, udawać gniew narodu, przepchnąć hasztag, opluć przeciwnika, zastraszyć rozsądnych i podsunąć gotowe zdanie leniwym. Sto kont napisze to samo innymi słowami, tysiąc poda dalej, dziesięć tysięcy zobaczy, a potem prawdziwi ludzie wykonują robotę za darmo, bo w polski internet wystarczy wrzucić zatrutą kiełbasę, a psy same zaczynają się gryźć. W tę robotę wciągano też ludzi znanych, z nazwiskiem, zasięgiem i autorytetem, czasem świadomie, czasem przez próżność, głupotę, obrażone ego albo partyjny interes. Polityk nie musi mieć koperty od obcej służby, żeby robić robotę obcej propagandzie. Wystarczy, że powtarza hasła osłabiające zaufanie do państwa, armii, sojuszy, wyborów, granicy, Ukrainy, NATO, służb albo własnych instytucji, a temat podsunięty przez farmę trolli wnosi na mównicę sejmową, do telewizji, na X, Facebooka albo TikToka, bo zgadza się z linią partyjną. Wtedy troll z piwnicy już nie musi krzyczeć, bo za niego krzyczy poseł, senator, minister, były minister, kandydat, europoseł, radny albo polityczny celebryta z oczami przyklejonymi do słupków, a zatruta narracja dostaje garnitur, mikrofon, studio telewizyjne i pieczątkę debaty publicznej. Największym sukcesem agentury wpływu w Polsce nie było to, że zrobiła z nas naród prorosyjski, bo Polacy generalnie wiedzą, czym jest Rosja, tylko rozjebanie zaufania do państwa, instytucji, ekspertów, wojska, służb, mediów, sądów, polityki, nauki, sąsiada i samej idei wspólnoty. Dlatego zanim podasz coś dalej, sprawdź, czy nie robisz za darmowego tragarza cudzej propagandy. Sprawdź konto, twarz, historię, znajomych, źródło, datę, zdjęcie, cytat i to, czy ten sam tekst nie lata po pięćdziesięciu profilach z lekko zmienionymi słowami. Agentura wpływu nie potrzebuje, żebyś kochał Rosję, Białoruś albo jakiekolwiek obce centrum. Ona potrzebuje, żebyś przestał myśleć, zaczął nienawidzić na komendę i sam roznosił jej syf z przekonaniem, że bronisz Polski. A jeśli doczytałeś do końca, to znaczy, że TikTok nie zrobił ci jeszcze z mózgu papki od przewijanego gówna. Dzięki. To dziś naprawdę więcej, niż system zakładał.
Proszę was. Dajcie tej pani po serduszku bo ma zdecydowanie za małe zasięgi jak na pracę jaką wykonuje i promuje. Teoretyzować potrafią wszyscy ale nie wiele osób umie coś robić w terenie.
WHAT⁉️
Polska potrzebuje NATYCHMIAST kompleksowego systemu selekcji migrantów pod względem ich przydatności dla gospodarki i zdolności adaptacyjnej, a nie dalszego oddawania procesu w ręce przedsiębiorców, w myśl zasady: kto tańszy, ten lepszy.
Do kraju ściągane są w efekcie całkowicie przypadkowe osoby. Bez żadnej selekcji, bez weryfikacji kompetencji, bez sprawdzenia motywacji, bez oceny zdolności do integracji. To jest przepis na społeczną katastrofę.
A wystarczyłoby zdobyć się na odrobinę wysiłku. Nie trzeba nawet wyobraźni. Są przecież gotowe modele do wdrożenia (np. na wzór Kanady albo Australii):
1⃣ Proces online – koniec z papierowymi druczkami rodem z PRL
2⃣ Ocena punktowa kandydatów – brane pod uwagę: znajomość jęz. polskiego, wiek, wykształcenie, doświadczenie zawodowe, bliskość kulturowa (np. Ukraina, Białoruś), związki rodzinne z Polską itd.
3⃣ Lista rankingowa – kandydaci ustawiani w kolejności wg przyznanych punktów.
4⃣ Roczny limit – ustalany przez rząd i samorządy, proporcjonalnie do realnych możliwości integracji.
5⃣ Pobyt tymczasowy pierwszym krokiem. Kolejne etapy powinny obrejmować selekcję kandydatów do uzyskania prawa stałego pobytu i - docelowo, po długim czasie i spełnieniu wyśrubowanych warunków - obywatelstwa.
Wypowiedź @CzarnekP to kolejny dowód na to, że PiS nie ma już NIC do zaoferowania Polakom, poza skansenem - i to zalanym migrantami z Bangladeszu.
🇭🇺🇵🇱 Zwycięstwo Pétera Magyara powinno być dla nas źródłem inspiracji: energiczny 45-latek obala zdegenerowany obóz rządzący, jednocześnie spychając anachroniczną opozycję w niebyt.
Węgrzy zrozumieli, że stare linie podziału politycznego prowadzą donikąd. Teraz czas na Polaków.
Polacy powinni wreszcie zrozumieć, że „Polska jest państwem z dykty i kartonu”, bo od ponad 20 lat zarządzana jest bez pomysłu i bez strategii - na zmianę przez ludzi mentalnie niezdolnych do poważnej myśli modernizacyjnej, albo przez ekipę, która do perfekcji opanowała snucie romantycznych wizji, ale jest kompetencyjnie niezdolna do ich realizacji.
Byłoby bardzo dobrze dla nas wszystkich, gdyby Donald Tusk poświęcał sprawom polskim tyle samo czasu i energii, co ostatnio komentowaniu wydarzeń na Węgrzech. Niestety, przez „zajmowanie się sprawami polskimi” rozumiem jednak coś więcej niż nieustanne dolewanie benzyny do ognia polaryzacji i straszenie PiS-em.
Bardzo się jednak zdziwi triumfujący dzisiaj Donald Tusk, gdy nowy węgierski przywódca okaże się równie asertywny na arenie międzynarodowej jak jego poprzednik. Zdziwi się, bo w jego własnym stylu rządzenia ta asertywność i determinacja w walce o żywotne interesy Polski po prostu nie występuje.
PiS z nieznanych przyczyn postawił z kolei wszystko na jedną kartę – na Orbána – i został z tym przegranym Orbánem jak Himilsbach z angielskim. Być może ta porażka przyniesie choć odrobinę otrzeźwienia i zakończy 15-letnią, kuriozalną fascynację Budapesztem. Fascynację tym dziwniejszą, że sojusz z Orbánem nigdy nie przyniósł PiS-owi wymiernych korzyści, a popadający w coraz większą degenerację partner stawał się z czasem jedynie ciężarem. Tyle właśnie warta jest polityka zagraniczna oparta na emocjach i wyobrażeniach zamiast twardej gry interesów.
Dość już w końcu prostackiej dychotomii PO albo PiS. Tak jak na Węgrzech, także w Polsce nadszedł czas na nowe osie politycznego podziału:
👉toksyczna polaryzacja vs ambitny rozwój,
👉gadanie zamiast rządzenia vs merytokracja i strategia,
👉umizgiwanie się zagranicznym patronom vs realizacja polskich interesów strategicznych.
Dość państwa z dykty i kartonu.
Dość skrajnej polaryzacji, która pożera nasz czas i zasoby, nie dając nic w zamian.
PiS i PO niech dalej uprawiają swoje zapasy w błocie. Milcząca, wymęczona większość oczekuje więcej.
Oczekuje wizji.
Oczekuje strategii.
Oczekuje ROZWOJU 🇵🇱💪
Alternatywa dla toksycznego duopolu politycznego powstanie – czy to się fanatykom obu stron podoba, czy nie
PO i PiS niech się dalej okładają w swojej piaskownicy. My tymczasem proponujemy poważną debatę o wyzwaniach, które stoją przed nami, i o ambitnej Strategii dla Polski🇵🇱✌️
To, co się od paru dni dzieje wokół @MacVVilk, @MichalCzarnik i reszty ekipy od TakDlaRozwoju / TakDlaCPK, przechodziłoby ludzkie pojęcie… gdyby nie to, że już wiele razy widzieliśmy ten sam animalny, trybalistyczny, wulgarny i chamski schemat ataku.
Polityczne kibolstwo to ciężka choroba - umysłu, ale przede wszystkim duszy.
To jest rak, który trawi polskie życie publiczne praktycznie przez całe moje dorosłe życie. I ten rak jest już w stadium zaawansowanym: kilkadziesiąt procent wyborców (!) jest nieuleczalnie chorych.
Ich sensem politycznego istnienia jest nienawiść wobec „tych drugich”, a jakiekolwiek wartości - wspólnota, przedsiębiorczość, państwo, gospodarka, Polska - którymi na co dzień wycierają sobie parszywe gęby, nie mają dla nich żadnego znaczenia, kiedy można na nie napluć, zohydzić je i nałgać na ich temat (byle tylko dowalić „tamtym” - vide np. „świąteczny” spot jednej z partii). Takim właśnie politycznym łgarstwem, podlanym ojkofobią, są dla mnie te wszystkie brednie o „Polsce w ruinie”, o „drożyźnie”, o wyczerpanym modelu rozwoju (w najszybciej rosnącym i będącym wzorem dla całego kontynentu kraju…).
Dlatego - jak mówię - ten atak mnie nie dziwi. On mnie cieszy. Bo jego zajadłość zdradza panikę wynikającą z nieuchronnej świadomości końca - tak politycznego, jak i przede wszystkim tożsamościowo-moralnego - tego obrzydliwego stylu życia, z którego tysiące uczyniły sobie sposób zarobku, budowy tożsamości i poczucia przynależności.
Moje pokolenie - niezależnie od tego, czy ma poglądy prawicowe, lewicowe czy liberalne - chce już czegoś więcej: debaty o ideach kształtujących konkretne rozwiązania, a nie postpolitycznego bełkotu; sporu merytorycznego, a nie personalnego; emocjonalnej dojrzałości, przejawiającej się akceptacją tego, że inni ludzie w mojej wspólnocie mogą mieć, mają i zawsze będą mieć poglądy inne niż ja - i że nie jest moim prawem ani zadaniem przymuszać ich do ich zmiany, a jedynie przekonywać ich do niej, świecąc przykładem własnego życia i skutecznie działajacych rozwiązań.
Przede wszystkim chcemy - co doskonale uchwyciła w swoim haśle jedna z młodych partii - Polski dumnej i bogatej. Która zna swoją wartość i realistycznie ją buduje - siłą swoich instytucji, firm, parafii, rodzin i jednostek, a nie wysługą temu czy innemu zagranicznemu „protektorowi”. Czy mamy zgodę co do tego, *jak* taką Polskę zbudować? Absolutnie nie. Udawanie, że jej osiągnięcie jest łatwe, byłoby naiwnym utopizmem.
Ale wierzę, że - będąc mądrzejszymi o błędy poprzedników - potrafimy spór o to *JAK* prowadzić w sposób cywilizowany, oparty na solidnych fundamentach danych, teorii i - przede wszystkim - wzajemnego szacunku. Bo dziś to właśnie jego brak i wynikające z niego odgórne przyzwolenie na dehumanizację politycznych i ideologicznych przeciwników, kultura "haków", pomówień i coraz dalej idącej akceptacji dla politycznej przemocy stanowi największe zagrożenie zarówno dla rozwoju, jak i samej przyszłości Polski.
Dlatego - pozostając w libertariańskiej „kontrze” do wielu rozwiązań i propozycji - wysyłam na Twoje ręce Maćku pełne wyrazy solidarności i poparcia. A polityczne sekty niech sobie zęby połamią!
Rzucili się na mnie z wyzwiskami pisowscy ultrasi za napisanie kilku przykrych słów o ich partii.
To dokładnie ten sam fanatyzm co #SilniRazem. Lustrzane odbicie.
Obie partie grają pod swój betonowy elektorat - a milcząca, zmaltretowana większość wciąż czeka na ALTERNATYWĘ…
🇵🇱 Polska od 21 lat tkwi w potrzasku PO-PiS. Drogą wyjścia nie jest jednak kolejna polityczna karykatura w stylu Trzeciej Drogi.
Polska potrzebuje dziś profesjonalnego projektu z planem radykalnego zrywu modernizacyjnego.
👉Oto 10 zasad, które ten projekt musi spełniać:
1⃣ Ruch, nie partia wodzowska. Demokratyczny i oddolny. Finansowany wyłącznie przez obywateli, bez oligarchicznych patronów. Każda złotówka z dobrowolnej wpłaty.
2⃣ Nie prawica. Nie lewica. Żadne mityczne centrum. Zamiast anachronicznych linii podziału - prawdziwa propaństowa i prorozwojowa alternatywa.
3⃣ Twarda obrona interesu strategicznego Polski - zarówno w Brukseli, jak i w Waszyngtonie. Wszędzie. Asertywna obecność w UE i reformowanie jej od wewnątrz. Żadnych sentymentów, żadnych złudzeń - wyłącznie zimna kalkulacja polskiej racji stanu.
4⃣ Prawdziwy program modernizacji państwa zamiast żałosnej listy "100 konkretów". Diagnoza. Cele. Projekty. Koszty. Harmonogram. Egzekucja.
5⃣ Projekt państwowy, nie ideologiczny. Rozwój i modernizacja ponad podziałami światopoglądowymi.
6⃣ Brutalna szczerość, odważne decyzje. O stanie państwa należy mówić prawdę i proponować rozwiązania, które działają - nie te, które się podobają.
7⃣ Profesjonalna organizacja z misją, nie klub dyskusyjny. Etos służby państwu i obywatelom - ale egzekwowany procesami, odpowiedzialnością i mierzalnymi wynikami.
8⃣ Silne zaplecze eksperckie jako fundament funkcjonowania. Analizy, projekty, strategie, które realnie kształtują program i decyzje formacji.
9⃣ Zero recyklingu politycznego. Wyłącznie nowi ludzie na pierwszej linii, dobrani według kryteriów merytokratycznych.
🔟 Projekt na 25 lat, nie na najbliższe wybory. Budowanie państwa to robota na pokolenie - bez gwarancji nagrody i bez oczekiwania czyjejkolwiek wdzięczności.
Miliony Polaków właśnie na to czeka.
Czas zacząć budować.
🐣Wielkanoc to święto nadziei. Życzę Państwu jak najmniej politycznych sporów przy świątecznym stole - i jak najwięcej wiary, że lepsza Polska jest możliwa.
Bo jest.
I będzie.
Kilka słów o polskiej pamięci.
W marcu ub. roku pod Iłowem odnaleziono sztandar 68. pułku piechoty z Wrześni, zakopany tam we wrześniu 1939 roku po ciężkich walkach z Niemcami o Sochaczew. 68. pułk wdarł się w zażartej walce do miasta 16 września 1939 r. Znalezisko to sensacyjne, bowiem rzadko odnajduje się choćby fragmenty sztandarów pułkowych. Ten konkretny wręczył pułkowi Prezydent Ignacy Mościcki w maju 1928 roku. Sztandar, choć cały, jest w bardzo złym stanie po 80 latach w ziemi i wymaga pilnej konserwacji.
Sochaczew nie dysponuje ani odpowiednią pracownią, ani środkami. Lokalni działacze i historycy zwrócili się więc o pomoc do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o dofinansowanie renowacji sztandaru.
MKiDN... odmówiło pomocy w renowacji zabytku.
Pominę to wymownym milczeniem. A na renowację sztandaru otwarto zbiórkę. Może sami Polacy ocalą ten zabytek.