@ZNikitorowicz@PatrykSlowik@WBialystok Łomża, wieśniaku, to po pierwsze z dużej litery. Po drugie sprawdź mapy migracji. Jezu, ja się nie dziwię, że Białystok wygląda jak Muchosrańsk w Rosji skoro byłeś tam wiceprezydentem tyle lat xd
@jakubtepper A nie jest trochę tak, że nie sprawdziliście (bo nie macie też jak) samej koncepcji wyboru bezalternatywnego. Tj dla ilu klientów smak X jest jedynym na jaki mogą się zdecydować z różnych powodów. Bo może smak delikatnie lepiej sprzedający się jest łatwiejszy do outu.
będac całkowicie szczery, to cała inba wokół warszawskiego szpitalu mnie bardziej smuci, niż denerwuje.
I smuci mnie z dwóch powodów.
Głównie dlatego, że pierwszy raz w historii tego łez padołu, zwanego Polską, przez ostatnią dekadę, dało się odczuć progres. Taki naprawdę! Czy człowiek patrzy z perspektywy powiatowej, czy wojewódzkiej, nie można nie zauważyć, że żyje się po prostu lepiej. Zbudowaliśmy autostrady, pociągi coraz szybciej pociągują, komunikacja miejska przestała śmierdzieć szczynami, pomimo potknięć tu i ówdzie, nie można zaprzeczyć, że względem tego co proponowano pokoleniom wcześniej żyje się znacznie lepiej. Sukces!
Mam w pamięci obrazki, dawno to było bo z 25 lat wstecz, gdy w kraju nie było pięniędzy na nic. Otworzenie McDonalda w 100k mieście było uznawane, za event warty uczestnictwa księdza. Autostradę A4 między Zgorzelcem a Wrocławiem, w gruncie rzeczy poprawianą po niemcach, by nie jechało się po płytach betonowych klejonych smołom, z fanfarami "otwierano" dwa razy, bo w dwóch kierunkach na raz nie dało rady jej ograć budżetowo. Pamiętam jak po lepsze słodycze jeździło się do Czech i aquapark w Libercu przy okazji się zaliczało też, bo w Polsce z takich obiektów to najbliższy był w nadzwyczajnie bogatych regionach KGHMu, czyli Polkowicach.
I wtem jesteśmy w 2026, pod względem PKB - G20, pod względem per capita, śmigamy Japonię. Jest pieniądz, zarówno w rękach prywatnych jak i publicznych. Jest pieniądz z podatków i z inwestycji, w końcu stać samorządy na to, by nie biedować, budować infrastrukturę, przy wsparciu Uni czy bez, inwestować w naród, można poczuć dumę.
Ale okazuje się, że wraz z pieniędzmi w sektorze publicznym, pojawiają się zakusy. I to zakusy tzw, inteligencji. Ludzi wykształconych, którzy powinni być kamieniem węgielnym odrodzenia idei państwowości, którego ten kraj po kilkusetletnim przetrąceniu kręgosłupa, tak bardzo potrzebuje.
Gdy na jaw wychodzi sytuacja, że odpowiednio ssący z publicznego cycka są w stanie zarobić, nie 5x, nie 10x, a 15x średniej wynagrodzeń, gdy przy minimalnej krajowej, którą bajdełej, w Polsce zarabia nadwyraz duża część pracujących, wysokości 3,6K na rękę, można na miękko w sektorze publicznym zainkasować 100k+ -wtedy mamy problem.
I to nie dotyczy stricte medyków, choć środowisko te zasłużenie, czeka z tego powodu rozliczenie, ale na każdym poziomie, w każdym samorządzie, czy gminnym, czy powiatowym, są ludzie dossani do publicznej kasy, inkasujący absurdalne w porównaniu do kompetencji pieniądze. Często za nic!
Fikcyjne rady nadzorcze, wirtualne ciała doradcze, krosowe zatrudnienia przez samorządowców, pensje za polityczną lojalność wysokości 1 albo 2 centyla dochodowego.
Jaką postawę ma budować w obywatelu, świadomego takiej sytuacji, inną niż, kumoterstwo, albo cwaniactwo. W obu przypadkach z pogardą dla aparatu państwowego.
A po drugie to jest mi smutno, ponieważ żyłem ułudą, że jak już pójdą w chuj te wszystkie ziobrytuskikaczynskiesuskie, to idący po nich "politycy", młodzi ludzie, nieskażeni młócką mafijnopolityczną lat 90 i 00, chociaż w małym stopniu będą chcieli budować lepszą Polskę.
Tymczasem po raz kolejny widzę coś, o czym opowiadali mi znacznie bardziej lotni w historii przyjaciele, coś co można streścić do postawy:
ruchać jebać, nic się nie bać.
Jakby jutra miało nie być.