Ma ktoś numer do starego Morawieckiego? Bo nowy Morawiecki udaje, że go nie zna. Nic nie pamięta. Ani RARS, ani lewych respiratorów. Ani, że był rządzie PIS 8 lat. Nic. O tym jutro (niedziela) w @tvn24kawa w @tvn24 o 10.45
Zapraszam!
Panie Bogucki,
skoro już podsumowuje Pan rok Marty Nawrockiej, to może zróbmy to uczciwie.
Bo z Pańskiego wpisu wychodzi niemal laurka:
spotkania, rozmowy, wzruszenia, serdeczność, ważne inicjatywy.
Tylko że działalności publicznej nie ocenia się wyłącznie po zdjęciach, wydarzeniach i ładnych hasłach.
Oceniam ją także po efektach.
Marta Nawrocka bardzo wyraźnie postawiła na walkę z hejtem i ochronę dzieci w internecie. Były warsztaty, była fundacja, były wystąpienia, były deklaracje.
I dobrze.
Tylko co z tego realnie wynika?
Mamy coraz brutalniejszy język w sieci.
Mamy hejt wobec dzieci.
Mamy przypadki agresji wobec dzieci ukraińskich.
Mamy sytuacje, w których nienawiść przestaje być internetowym komentarzem, a zaczyna prowadzić do realnej przemocy.
I właśnie wtedy chciałbym widzieć tę deklarowaną sprawczość.
Sprawdzam publiczne wypowiedzi Pani Nawrockiej i nie znajduję równie zdecydowanych reakcji na te konkretne przypadki, jak łatwo znajduję relacje ze spotkań, konferencji i wydarzeń organizowanych pod własnym patronatem.
To jest dla mnie zasadniczy problem.
Jeszcze bardziej widać go przy ustawie wykonującej DSA.
Do Marty Nawrockiej zwróciło się ponad 130 ekspertów, właśnie dlatego, że sama uczyniła ochronę dzieci w internecie jednym ze swoich głównych tematów.
Ustawa nie była idealna, ale była konkretnym narzędziem, które miało dać państwu realne mechanizmy reagowania na nielegalne treści i wykonywania unijnych obowiązków.
Ustawa została zawetowana.
I znowu: gdzie wtedy była ta deklarowana sprawczość?
Nie pytam, dlaczego nie przekonała męża.
Pytam, czy po wecie wykorzystała swoją pozycję publiczną, by jasno powiedzieć:
to rozwiązanie było złe, ale ochrona dzieci wymaga natychmiast innego.
Nie widzę takiej konsekwencji.
Dlatego mam problem z Pańskim wpisem.
Bo to nie jest bilans roku.
To jest folder wizerunkowy.
Dużo w nim ciepła, serdeczności, wzruszeń i wyjątkowych chwil, a bardzo mało odpowiedzi na podstawowe pytanie:
co konkretnie udało się zmienić?
Jeżeli po roku działalności publicznej największym argumentem pozostają spotkania, zdjęcia i deklaracje, to trudno mówić o sprawczości.
Można mówić o dobrze prowadzonej narracji wizerunkowej.
A to jednak nie jest to samo - prawda ?
> Rolnik w Gliwicach przeorał 100 m świeżego asfaltu.
> Twierdzi, że droga leży na jego działce.
> Miasto pokazuje mapy – droga należy do gminy.
> Służby już zajmują się sprawą.
Przyznam, że im dłużej patrzę na tę konferencję, tym bardziej zastanawiam się, co właściwie odbywa się w Pałacu.
Obecny rząd realizuje program Port Polska, będący zmodyfikowaną kontynuacją przedsięwzięcia CPK. Tymczasem Kancelaria organizuje konferencję "Co dalej z CPK?", alarmuje o odejściu od pierwotnych ambicji i w istocie recenzuje rząd z tego, że nie realizuje projektu w wersji pozostawionej przez PiS.
Możecie oczywiście dyskutować o tym, czy Port Polska jest projektem lepszym czy gorszym. Tylko wtedy należałoby dyskutować o projekcie, który rzeczywiście jest obecnie realizowany, a nie urządzać konferencję poświęconą temu, dlaczego rząd nie cofnął się do koncepcji sprzed 2023 roku.
Jest tu jeszcze dla mnie ciekawszy problem - ustrojowy.
Kancelaria może przygotowywać projekty ustaw, organizować konsultacje i przedstawiać własne propozycje. Nie prowadzi jednak polityki infrastrukturalnej państwa ani programu Port Polska. Za to odpowiada Rada Ministrów 🤔
Jeżeli więc Pałac zaczyna organizować cykl konferencji, na których ocenia sposób prowadzenia rządowych inwestycji, ich finansowanie, harmonogram i zakres, to zaczyna to trochę przypominać budowanie równoległego ośrodka prowadzenia polityki państwa.
A przecież Konstytucja przewidziała już organ, który tę politykę prowadzi.
Właśnie przed chwilą dostałem to zdjęcie od taty Oskarka.🥹
Oskarek walczy z ostrą białaczką, a tym małym sercem chce podziękować Wam wszystkim za pomoc. I chyba piękniej nie dało się tego zrobić. ❤️
Dzięki Błażejkowi i dzięki Wam udało nam się zamknąć całą zbiórkę Oskarka. Błażejek nie zdążył doczekać swojego przeszczepu, ale dziś pomoc zebrana dla niego daje szansę kolejnemu dziecku.
Zostawcie proszę Oskarkowi jak najwięcej słów otuchy. Przed tym małym wojownikiem jeszcze długa walka o zdrowie. Niech jego tata pokaże mu kiedyś, ile osób trzymało za niego kciuki.
A my nie zwalniamy. W przyszłym tygodniu chcemy zamknąć kolejne zbiórki i pomóc następnym dzieciakom.
Oskarku, pieniądze już zebrane. Teraz Ty zrób swoje wygraj tę najważniejszą walkę. Czekamy na zdjęcie, na którym pokażesz nam serce już jako zdrowy chłopak.
Panie Bogucki, im dokładniej czyta się Pański wpis, tym więcej pojawia się problemów. Nie z opiniami politycznymi, lecz z faktami, chronologią i pojęciami prawnymi.
Mam teraz wiecej czasu, więc na przykładzie twgo wpisu, pokażę obywatelom jak wygląda manipulacja.
Zacznijmy od zdania:
"Nigdy tak drogo na stacjach nie płaciliśmy za paliwo".
Naprawdę?
Według e-petrol 29 lipca 2026 r. średnia ogólnopolska cena Pb95 wynosiła 7,44 zł za litr. Tymczasem w czerwcu 2022 r., kiedy Donald Tusk wypowiadał słynne - 5,19 zł, średnia cena benzyny 95 dochodziła do ok. 7,9 zl
A więc już Pańskie otwierające "nigdy" jest po prostu manipulacją albo wręcz klamstwem.
Teraz samo 5,19 zł.
Tak - Tusk powiedział te słowa... w czerwcu 2022 r., będąc liderem opozycji, na pytanie, ile kosztowałoby paliwo następnego dnia po objęciu przez niego funkcji premiera, odpowiedział: "5,19 zł". Powtórzył tę deklarację także później. To był bardzo kategoryczny i politycznie ryzykowny komunikat. Nie zamierzam go wybielać.
Tyle że od tego czasu minęły cztery lata.
Co więcej, za rządów Tuska ceny rzeczywiście zeszły w okolice tego poziomu. W grudniu 2025 r. na części stacji benzyna była oferowana nawet po 5,18 zł. Nie była to wówczas średnia krajowa - i za sugerowanie czegoś więcej Tusk został słusznie skrytykowany przez społecznośc. Ale twierdzenie dziś, jakoby 5,19 zł było wartością, do której ceny nigdy nawet się nie zbliżyły, również nie jest prawdą.
Jeżeli więc chce Pan zestawiać dzisiejsze ceny z wypowiedzią z 2022 r., wypadałoby poinformować czytelników zarówno o dacie tej wypowiedzi, jak i o tym, co z cenami działo się przez kolejne cztery lata.
Inaczej możemy równie dobrze sięgnąć po wypowiedź premiera sprzed kilkunastu lat, gdy paliwo kosztowało kilka złotych, i udawać, że jest to miarodajny punkt odniesienia dla rynku w roku 2026.
Dalej pisze Pan o rządowym podatku tak, jakby był to po prostu kolejny podatek nakładany na paliwo i kierowców.
Nie był - to także manipulacja.
Ustawa dotyczyła PODATKU OD NADZWYCZAJNYCH ZYSKÓW przedsiębiorstw zajmujących się wytwarzaniem paliw lub obrotem paliwami z zagranicą. Podstawą nie był litr zatankowany przez Kowalskiego, lecz nadwyżka przychodów ponad poziom wynikający z marży referencyjnej.
Co więcej, marża referencyjna została określona jako średnia marża danego przedsiębiorstwa z 2025 r. POWIĘKSZONA O 20 proc. Dopiero ponad tę wartość powstawała posstawa opodatkowania.
Może Pan oczywiscie twierdzić, że przedsiębiorstwa próbowałyby później część ciężaru podatku przerzucić na klientów.
Ale proszę nie przedstawiać jej jako ustalonego faktu, pisząc, że podatek "zostałby zapłacony z kieszeni kierowców".
Zresztą podczas prac sejmowych również pytano rząd o możliwość przerzucenia części kosztów na konsumentów. Sam fakt, że pytanie takie było przedmiotem debaty, najlepiej pokazuje, że mamy do czynienia z ryzykiem ekonomicznym wymagającym oceny, a nie z matematyczną oczywistością.
Najciekawsza jest jednak dla mnie część prawna.
Pisze Pan:
"Była procedowana teoretycznie w trybie zwyczajnym, a w istocie w trybie pilnym. Tego również nie wolno robić w przypadku ustaw podatkowych".
Otóż Konstytucja posługuje się pojęciem "projektu pilnego" w art. 123. Jest to konkretny tryb konstytucyjny, ze ściśle określonymi skutkami proceduralnymi.
Projekt ustawy podatkowej rzeczywiście nie może otrzymać takiego trybu.
Tylko że temu projektowi trybu pilnego w rozumieniu art. 123 Konstytucji NIE NADANO. Więc znowu pan manipuluje.
Projekt wpłynął do Sejmu 16 czerwca, następnego dnia odbyło się pierwsze czytanie, 19 czerwca Sejm uchwalił ustawę, następnie zajmował się nią Senat, który 25 czerwca wniósł poprawki, po czym ustawa wróciła do Sejmu. Procedowanie było bardzo szybkie i można je za to krytykować.
Ale bardzo szybkie procedowanie nie staje się przez to konstytucyjnym "trybem pilnym".
Szczególnie prawnik powinien rozróżniać język potoczny od pojęcia prawnego.
Pozostaje kwestia działania prawa wstecz.
1/
2/
I tutaj ma Pan rzeczywisty argument -niestety, ale...
Ustawa obejmowała nadzwyczajne zyski osiągane od 1 marca 2026 r., mimo że została uchwalona później. Biuro Legislacyjne Senatu wprost zwróciło uwagę na konieczność oceny zgodności takiego rozwiązania z art. 2 Konstytucji i zasadą lex retro non agit.
Tylko znów robi Pan rzecz charakterystyczną dla całego wpisu- bierze Pan istniejącą wątpliwość i przedstawia ją jako rozstrzygnięty aksjomat.
Zasada niedziałania prawa wstecz jest jednym z fundamentalnych elementów demokratycznego państwa prawnego i w prawie podatkowym podlega szczególnie rygorystycznej ochronie. Nie oznacza to jednak, że każda retroakcja automatycznie i bez dalszej analizy prowadzi do niekonstytucyjności.
Dlatego uczciwe zdanie brzmi:
"Ustawa budziła poważne wątpliwości konstytucyjne z punktu widzenia art. 2 Konstytucji".
A nie:
"tego nie wolno robić".
I wreszcie pomija Pan rzecz fundamentalną dla całej swojej opowieści o neoekonomii Tuska: DLACZEGO w 2026 r. ceny paliw gwałtownie wzrosły.
Rządowy projekt nie powstał w próżni. Był reakcją na gwałtowną destabilizację światowego rynku ropy wskutek konfliktu na Bliskim Wschodzie, blokady cieśniny Ormuz i zakłóceń na kluczowych szlakach transportu surowca. To właśnie te okoliczności Ministerstwo Finansów wskazywało jako źródło skokowego wzrostu cen i nadzwyczajnych marż części sektora paliwowego.
Można krytykowacreakcję rządu. Można twierdzić, że zastosowano niewłaściwe instrumenty. Można kwestionować windfall tax, jego wysokość, retroaktywność albo tempo prac parlamentarnych.
To jest normalna debata.
Ale Pański wpis nie prowadzi takiej debaty.
Najpierw pojawia się nieprawdziwe "nigdy tak drogo", następnie wypowiedź Tuska sprzed czterech lat bez podania jej daty i pełnego kontekstu, dalej hipoteza ekonomiczna zostaje przedstawiona jako pewnik, szybkie procedowanie zostaje przemianowane na "tryb pilny", a realna wątpliwość konstytucyjna - na oczywiste naruszenie Konstytucji.
Każdy z tych zabiegów osobno może wyglądać niewinnie.
Dopiero zestawione razem pokazują mechanizm całego wpisu.
I właśnie dlatego warto czytać Pańskie publikacje nie tylko emocjonalnie, lecz zdanie po zdaniu.
Bo wtedy bardzo szybko okazuje się, gdzie kończy się fakt, a zaczyna polityczna manipulacja, przez niektórych nazywana narracją...
Nie jestem żadnym rynkowym omnibusem - podobnie jak Pan, panie Bogucki. Mam jednak nad Panem tę przewagę, że zanim publicznie zabiorę głos i zacznę budować na jakiejś informacji polityczną narrację, potrafię samodzielnie sprawdzić podstawowe fakty.
Panie Bogucki, jest jeszcze jedna rzecz, której naprawdę nie rozumiem.
Poświęciłem już sporo czasu, żeby w poprzednich odpowiedziach przedstawić Panu ten problem krok po kroku: wskazałem przepisy Konstytucji, wyjaśniłem mechanizm kontrasygnaty, różnicę między sędzią a asesorem, problem rzekomej "prerogatywy pochodnej" i konsekwencje wręczenia aktów przed spełnieniem warunku ich ważności.
Nie oczekuję, że musi się Pan ze mną zgodzić. Oczekiwałbym natomiast, szczególnie od człowieka, który sam przedstawia się jako adwokat, odniesienia się do argumentów.
Tymczasem Pan ich nawet nie próbuje podważyć. Publikuje Pan kolejny wpis oparty na dokładnie tym samym założeniu, a przy okazji sam potwierdza fakt, który tę narrację podważa.
I właśnie tutaj mam problem z tak często deklarowanym przez Pana i pana Nawrockiego słuchaniem obywateli.
Słuchanie nie polega na publikowaniu komunikatów i ignorowaniu wszystkiego, co pojawia się pod nimi. Dialog wymaga również przeczytania odpowiedzi, zmierzenia się z argumentem i – jeśli trzeba – zweryfikowania własnego stanowiska.
Gdyby poświęcił Pan temu choć część czasu, który ja poświęciłem na rzetelne opisanie Panu tego zagadnienia, wiedziałby Pan już przynajmniej, na czym polega spór.
I być może nie pogrążałby Pan własnej argumentacji kolejnym wpisem.
Od adwokata naprawdę można oczekiwać czegoś więcej niż konsekwentnego powtarzania tezy po tym, gdy przedstawiono mu argumenty, które tej tezie przeczą.
Panie Bogucki, naprawdę?
Pana wpis miał chyba wykazać kompromitację i kapitulację premiera, ale po jego przeczytaniu mam wrażenie, że osiągnął Pan dokładnie odwrotny skutek 🫣
Zacznijmy od rzeczy podstawowej. Sam Pan napisał, że pan Nawrocki wcześniej wręczył asesorom akty powołania, a dopiero później Donald Tusk złożył na tych dokumentach podpis.
I właśnie w tym miejscu potwierdził Pan istotę całego problemu.
Powtórzę zdanie z moich wcześniejszych wpisów, jak mantrę, ponieważ Pan konsekwentnie zdaje się pomijać rzecz absolutnie podstawową: Konstytucji nie interpretuje się przez pryzmat politycznej wygody ani bieżącej narracji.
Najpierw ustala się, co rzeczywiście wynika z jej przepisów, a dopiero później ocenia działania poszczególnych organów państwa.
W tej sprawie kolejność została odwrócona: najpierw ogłoszono "prerogatywę", a następnie zaczęto szukać dla niej uzasadnienia w Konstytucji.
Art. 144 ust. 2 Konstytucji stanowi, że akty urzędowe głowy państwa wymagają dla swojej ważności podpisu Prezesa Rady Ministrów, chyba że należą do zamkniętego katalogu prerogatyw określonych w ust. 3.
Mianowania asesorów w tym katalogu nie ma, choćby nie wiem jak długo Pan go tam szukał.
Nie jest nim również powoływanie sędziów, ponieważ asesor sędzią nie jest.
Próba stworzenia na potrzeby tej sprawy konstrukcji "prerogatywy pochodnej" nie zmienia tekstu Konstytucji i nie dopisuje do jej art. 144 ust. 3 kolejnego wyjątku.
Jeżeli zatem – jak sam Pan przyznaje – akty zostały wręczone przed uzyskaniem kontrasygnaty, to nie dowodzi Pan żadnej kapitulacji premiera. Potwierdza Pan, że wcześniej próbowano nadać skutek aktom, które nie spełniały konstytucyjnego warunku ich ważności.
Premier nie biegał za aktami powołania. Premier złożył podpis, którego Konstytucja wymagała dla ich ważności 🤷♂️
Jeszcze ciekawsze jest Pańskie twierdzenie, że wcześniej kontrasygnata znajdowała się na "postanowieniu, czyli akcie normatywnym".
Nie, Panie Bogucki.
Postanowienie dotyczące mianowania konkretnej osoby asesorem nie staje się przez swoją nazwę aktem normatywnym. Akt normatywny ustanawia normy generalne i abstrakcyjne. Akt nominacyjny dotyczący konkretnej osoby ma charakter indywidualny i konkretny.
Konstytucja zresztą w art. 144 ust. 2 nie mówi: "postanowienia wymagają podpisu premiera". Mówi o AKTACH URZĘDOWYCH.
Cała Pańska konstrukcja opiera się więc na sztucznym rozróżnieniu pomiędzy "postanowieniem" a "aktem powołania", którego dla oceny obowiązku kontrasygnaty Konstytucja po prostu nie przewiduje.
Najciekawsze jest jednak zakończenie Pańskiego wpisu.
Pisze Pan o "mizerii polityczno-prawnej", "ośmieszaniu urzędu Prezesa Rady Ministrów" i "kapitulacji wobec prerogatywy".
Tylko najpierw trzeba byłoby wykazać, że taka prerogatywa w ogóle istnieje.
Nie można najpierw dopisać do Konstytucji niewymienionej w niej prerogatywy, następnie wręczyć akty bez wymaganej kontrasygnaty, a kiedy premier usuwa powstały problem prawny – ogłosić jego kapitulację.
To nie kapitulacja.
To dopełnienie konstytucyjnego warunku ważności tych aktów i usunięcie sytuacji, która w ogóle nie powinna była powstać 🤦♂️
Co gorsza dla Pańskiej narracji, najważniejszy fakt potwierdził Pan we własnym wpisie – akty wręczono przed podpisem premiera.
Chciał Pan uderzyć w Donalda Tuska...
Tymczasem, chyba zupełnie niechcący, sam opisał Pan dokonanie tej czynności przed spełnieniem konstytucyjnego warunku jej ważności.
I to jest w tym wpisie zdecydowanie najciekawsze ☺️
Dzisiaj w Kijowie odprowadzono w ostatnią drogę wielkiego syna Polski, wielkiego przyjaciela Ukrainy, Pana Marka Ruska-Wolskiego — polskiego wolontariusza, który pomagał Ukrainie bronić się przed rosyjską agresją i zginął w Charkowie w wyniku ataku rosyjskiego drona.
Składamy nasze kondolencje bliskim, rodzinie i przyjaciołom. Dzielimy ich ból i łączymy się z nimi w smutku. To straszna, niepowetowana strata.
Pan Marek udowodnił konkretnymi czynami, że solidarność to nie abstrakcyjne hasło, lecz konkretne działanie i konkretny wkład. Nie pozostał obojętny, gdy na terytorium Ukrainy przyszło nieszczęście — rosyjska agresja. Sam siadał za kierownicą samochodu i raz za razem dostarczał pomoc, wspierał ludzi w Charkowie.
Robił to z potrzeby serca. To był jego wybór. Wybór, by czynić dobro, pomagać ludziom — i nigdy tego nie zapomnimy.
Ta tragiczna śmierć to kolejne przypomnienie, czym jest rosyjska agresja. Nie ma ona granic, nie zważa na narodowość, niszczy wszystko.
Ale nigdy nie zniszczy ukraińsko-polskiej przyjaźni. Nigdy nie zniszczy ukraińsko-polskiej współpracy sojuszniczej. Ponieważ chodzi tu o wspólny sojusz w obliczu wyzwań, które stoją nie tylko przed Ukrainą, ale także przed Polską i Europą.
Wieczna chwała Panu Markowi. Będziemy o nim pamiętać na zawsze. Jego wkład pozostanie w naszych sercach.
Cześć Jego Pamięci!
Jest akt oskarżenia w sprawie pisowskiego przekrętu w Orlenie na 1,5 MILIARDA złotych.
Trzech byłych menedżerów Orlenu stanie przed sądem. Grozi im nawet 25 lat więzienia. Były prezes OTS jest poszukiwany- prokuratura wystąpiła o jego ekstradycję z ZEA.
Rozliczenia trwają. Nikt nie jest bezkarny.