Historia zna takich siewców nienawiści.
Oby ten osobnik był ostatni.
Piotrek K. na Fb 👇
"Jarosław Kaczyński to największe polityczne nieszczęście, jakie spotkało Polskę po 1989 roku. Nie dlatego, że nie potrafił rządzić. Nie dlatego, że się mylił. Ale dlatego, że świadomie, z pełną determinacją, przekształcił życie publiczne w pole osobistych porachunków, politykę w teatr paranoi, a demokrację w mechanizm bezustannego dzielenia. To polityk, który nie buduje, lecz dekonstruuje. Nie łączy, lecz rozrywa. Nie inspiruje, lecz zastrasza.
Zamiast słuchać mówi. Zamiast rozumieć, osądza. Zamiast współpracować, kontroluje. Z głębokiego lęku przed nowoczesnością, otwartością i dialogiem zbudował system, w którym lojalność ważniejsza jest niż kompetencje, a ślepe posłuszeństwo cenione bardziej niż uczciwość i myślenie. Przez lata wykorzystywał narodowe traumy i społeczne lęki do cementowania swojej władzy, tworząc narrację oblężonej twierdzy, w której „prawdziwi Polacy” muszą się bronić przed elitami, Unią Europejską, mediami, sędziami, nauczycielami, kobietami, a nawet dziećmi w tęczowych koszulkach. To człowiek, który nie potrafi kochać wspólnoty, potrafi ją jedynie podporządkować albo zniszczyć. Społeczeństwo nie jest dla niego przestrzenią współpracy, ale polem bitwy. Państwo to nie zbiorowy wysiłek, ale aparat przymusu. Patriotyzm, zamiast być troską o dobro wspólne, staje się pałką ideologiczną. W jego świecie nie ma miejsca na różnice zdań, pluralizm, wątpliwości. Wszystko musi być czarno białe, podporządkowane jednemu centrum, jemu samemu.
W imię swoich obsesji zatruł język debaty publicznej, uczynił z polityki permanentną kampanię wyborczą, a z przeciwników politycznych, wrogów narodu. Słowa takie jak „konstytucja”, „praworządność”, „europejskość”, „solidarność” zostały przez niego albo ośmieszone, albo wypaczone. Słowo „elita” przekształcił w obelgę, a „wolność” zamienił w podejrzenie. Dzień, w którym Jarosław Kaczyński odejdzie z polityki, będzie dla Polski dniem symbolicznego oczyszczenia. Nie dlatego, że znikną wszystkie problemy, bo one zostaną. Ale dlatego, że odejdzie główny architekt pogardy, nieufności i narodowego smutku. To będzie moment, w którym Polska może się znów uczyć oddychać. Może się podnieść z kolan nie po to, by z kimś walczyć, ale by wreszcie zacząć iść do przodu.
Polska nie potrzebuje kolejnego mitu ani nowej wersji „my kontra oni”. Zasługuje na wolność, szacunek i nowy początek bez kompleksów, bez pogardy, bez Jarosława Kaczyńskiego."
Piotrek K.
"Financial Times" brutalnie podsumowuje polską prawicę.
Ewolucja „strategii polityki zagranicznej" prawicy:
2022: Wielcy patroni Kijowa, uściski, ordery i moralne pouczanie całego świata.
2026: Oddawanie medali, odbieranie odznaczeń i żądanie blokowania Ukrainy w UE, bo zbliżają się wybory.
Ten nagły zwrot o 180 stopni to ostateczny dowód na to, że dla populistów strategiczny interes Polski nie ma żadnego znaczenia.
Dla paru procent w sondażach obóz PiS jest gotów zdemolować polskie bezpieczeństwo. Dyplomacja na poziomie piaskownicy i teatr dla naiwnych.
https://t.co/jnavU0bbJz przez @ft
SIKORSKI: Wojny nigdy nie są liniowe, przechodzą przez fazy. Wygląda na to, że faza, w której Rosja miała inicjatywę, dobiegła końca.
Ukraina z pewnością wygrała na Morzu Czarnym. Wojna lądowa utknęła w martwym punkcie, a Ukraina wydaje się zdobyć kontrolę ogniową nad strategiczną autostradą z Donbasu do Krymu oraz nad samym Krymem.
Rosja z pewnością nie ma dominacji powietrznej nad Ukrainą. Może wysyłać rakiety i drony, ale nie może swobodnie latać nad Ukrainą.
A Ukraina przeprowadza również udane głębokie uderzenia przeciwko rosyjskim rafineriom, co wpływa na zdolność rosyjskiej armii do działania.
ZABORY W GŁOWIE, WIFI W ŁAPIE, PROCH DO OBRONY Z IMPORTU
Będąc w Afganistanie, miałem czasem wrażenie, że patrzę na społeczeństwo mentalnie utknięte kilka wieków za współczesnością. Nie dlatego, że ludzie rodzą się gorsi, tylko dlatego, że religijny terror, analfabetyzm sięgający dramatycznych poziomów, klanowość, bieda, wojna, brak państwa i lokalni watażkowie potrafią zamienić człowieka w zakładnika świata, gdzie strach znaczy więcej niż prawo, a honor rodu więcej niż rozum.
Wtedy myślałem, że Polacy, mając darmowy dostęp do wiedzy, Internet, uniwersytety, technologię i cały XXI wiek pod ręką, są już od tego o niebo dalej. No i patrzę dziś na część naszego społeczeństwa i zaczynam się zastanawiać, czy ja tego wcześniej nie widziałem, czy my naprawdę cofamy się mentalnie do czasów zaborów. Niby czytać umiemy, ale czytanie ze zrozumieniem w wielu przypadkach poległo gdzieś między paskiem w telewizji, komentarzem na Facebooku i kazaniem politycznego kuglarza. Edukacja w Polsce leży, nauka ścisła leży, myślenie państwowe leży, ale za to dalej żyje przekonanie, że wojny wygrywa się cudami z Częstochowy, husarią z mema i patriotycznym darciem mordy. Może dlatego tylu polityków tam jeździ. Nie znają innego sposobu niż cud, bo wiedza, przemysł, chemia, fizyka i matematyka to już dla nich teren skażony rozumem. Ten sam zapach stęchlizny, tylko flaga inna, smartfon nowszy i hasła bardziej napompowane.
Nieufność wobec własnego państwa. Wiara w obcego cara, byle tylko dokopał sąsiadowi. Pogarda dla elit, ale miłość do krzykacza wymachującego biało-czerwonym cepem. Nienawiść do Zachodu, z którego bierze się pieniądze, technologię, bezpieczeństwo, rynek i wygodne życie. Suwerenność rozumiana jako darcie mordy na Unię przy jednoczesnym klękaniu przed każdym, kto obieca, że pogłaszcze nas po głowie i powie, że jesteśmy wielcy. Jedni chcą klęczeć przed Ameryką. Drudzy puszczają oko do Moskwy. Kolejni bredzą o Międzymorzu bez przemysłu, bez prochu, bez atomu i bez zdolności do długiej wojny. Następni myślą, że jak nazwą Unię okupantem, to Polska nagle stanie się mocarstwem, choć bez europejskiego rynku, pieniędzy, technologii i bezpieczeństwa zostanie nam co najwyżej romantyczne umieranie za własną głupotę. Państwo frontowe nie może być skansenem z biało-czerwoną chorągiewką, cepem na kiju, memem o husarii i magazynem pustym jak głowa partyjnego patrioty po trzecim występie w telewizji.
Nacjonalizm i faszyzm nie są odpowiedzią na XXI wiek. To stare, spleśniałe trumny polityczne, które raz już zalały Europę krwią, a dziś wracają w wersji dla ludzi z internetem, kompleksem niższości i potrzebą znalezienia wroga prostszego niż własna głupota. To nie jest siła. To jest bezradność ubrana w mundur z wypożyczalni. To jest lęk przebrany za dumę. To jest intelektualna bieda z orłem w awatarze i biało-czerwonym cepem w ręku. Świat idzie w stronę bloków technologicznych, przemysłowych, wojskowych, energetycznych i informacyjnych. Liczy się produkcja, nauka, cyber, sztuczna inteligencja, satelity, drony, amunicja, energetyka, demografia, logistyka, kontrwywiad i zdolność państwa do przetrwania uderzenia. A u nas część ludzi dalej siedzi mentalnie pod zaborami i kombinuje, któremu panu warto się pokłonić, żeby drugi dostał po mordzie. Ja nie chcę Polski plemiennej, zaborowej i rozwrzeszczanej. Chcę Polski europejskiej, twardej, nowoczesnej, uzbrojonej, prawnej i odpornej. Nie miękkiej kolonii cudzych interesów. Nie petenta w holu Białego Domu. Nie narodowego cyrku z pochodniami. Nie domku z kartonu przy granicy z bandycką Rosją. XXI wiek nie będzie czekał, aż polski internet skończy debatę, czy lepszy jest car, wujek z Ameryki, cud z Częstochowy, czy husaria z mema. Świat się zmienił. Kto tego nie widzi, nie broni tradycji. On tylko urządza sobie wygodny grób z widokiem na przeszłość.
PS. Tak dla waszej wiadomości, Polska nie ma dziś takiej produkcji prochu, która wystarczałaby na zabezpieczenie własnej armii w razie długiej wojny. Pionki są potrzebne, ale za małe wobec skali zagrożenia. My nadal nie mamy pełnej krajowej produkcji takich komponentów jak nitroceluloza, bez której można sobie co najwyżej podłubać w nosie, a wydłubana materia, podpowiadam, do prochu się nie nadaje. Nitrocelulozę dla polskiego przemysłu sprowadzamy z kierunków azjatyckich i europejskich, między innymi z Indii, Chin, Niemiec, Czech oraz innych państw UE i spoza UE. O dziwo, wielki amerykański wujek jakoś nie rozwiązał nam tego problemu. Więc może zanim kolejny historyk z ambicjami do rządzenia zacznie opowiadać o mocarstwowej Polsce, zacznijmy kształcić więcej chemików, matematyków, fizyków i inżynierów. Bo wojny nie wygra się pielgrzymką, konferencją prasową i biało-czerwonym cepem. Potrzebujemy prochu, atomu, amunicji, przemysłu, technologii i ludzi, którzy rozumieją coś więcej niż własną minę na tle sztandaru. A doktorzy od politycznych mitów w tym temacie raczej cienko pierdzą.
Scientists have created one of the most detailed 3D reconstructions of a human cell (eukaryotic cell) ever produced.
This groundbreaking model, often termed a "Cellular Landscape Cross-Section Through a Eukaryotic Cell," combines data from X-ray tomography, nuclear magnetic resonance (NMR), and cryo-electron microscopy to map molecular structures in extreme detail.
Trudno nie zauważyć, że atak wymierzony w Pana Mecenasa @GiertychRoman pojawił się tuż po tym, jak Najwyższa Izba Kontroli opublikowała wyniki kontroli Funduszu Sprawiedliwości, który był powiązany z mediami poprzez Pati Koti, a cała sprawa nagle staje się tematem redakcji kierowanej przez Suwarta. To, co budzi szczególne zdziwienie, to fakt, że dokładnie te same informacje były opisywane w mediach już osiem lat temu, a wówczas partia rządząca, dysponująca pełnym aparatem państwowym, służbami i prokuraturą, nie podjęła żadnych działań. Jest oczywiste, że obecna nagonka nie wynika z nowych faktów, ale jest próbą uderzenia w człowieka, który przez lata swoją wiedzą, odwagą i zaangażowaniem w obronę prawa zasłużył na szacunek. Pan Roman Giertych pozostaje osobą godną zaufania, prawnikiem o ogromnym doświadczeniu i niezachwianych wartościach, i zasługuje na pełne wsparcie w obliczu tej medialnej ofensywy. Ludzie, którzy cenią prawo, uczciwość i prawdziwe wartości demokratyczne, zawsze będą stać ramię w ramię z Romanem Giertychem. I jeśli zajdzie potrzeba, Ci, którzy szanują jego odwagę i niezłomność, wyjdą na ulice, by pokazać, że człowiek, który od lat broni sprawiedliwości i stoi na straży prawa, nie jest sam. Roman Giertych zasługuje na nasz pełny szacunek i wsparcie, bo jego życie i praca są świadectwem prawdziwej odwagi, honoru i nieugiętej postawy prawnika, obywatela i człowieka, który nigdy nie odwraca się od sprawiedliwości.
@SzJadczak - Panie Szymonie, jak może Pan atakować Romana Giertycha, człowieka, który nadal z pełnym poświęceniem, odwagą i profesjonalizmem wykonuje swoją pracę, broni prawa i ludzi, podczas gdy Pan rozpoczyna nagonkę, szczuje opinię publiczną i próbuje zdyskredytować osobę, która przez lata udowodniła, że jest godna zaufania i szacunku?
PROSZĘ O RT!
Geneza "sygnalisty" (coś się mnie wydaje, że sprawa w sądzie nie idzie po myśli doktora:
Jędrzejewski nie odszedł ze szpitala w akcie moralnego protestu. Został z hukiem wyrzucony za ordynarne fałszowanie cyfrowych logów pracy - wpisywanie się w grafiki fikcyjnych dyżurów i bezczelne dopisywanie swojego nazwiska do operacji, których fizycznie nie wykonywał, byle tylko pompować faktury B2B do kosmicznych limitów
Sprawa zyskuje mroczny wymiar, gdy spojrzy się na jego przeszłość: z jednej strony żołnierz, z drugiej lekarz, który rzekomo „od lat wiedział o dziwnych zgonach w toaletach”, ale milczał, dopóki kasa płynęła na konto.
Co gorsza, w tle pojawiają się doniesienia o dostarczaniu zdjęć do procederu kupowania lewych dyplomów. Facet z tak gigantycznym deficytem wiarygodności ma być twarzą walki z KO i Trzaskowskim? To wyższy poziom absurdu.
Próba ulepienia z tego skompromitowanego lekarza „nowej ośmiorniczki” to toporny skrypt operacji osłonowej prawicy, mający odwrócić uwagę od ich własnego, zorganizowanego systemu dojenia państwa.
#MedycznyRealizm
#SzpitalPołudniowy
#PompowanieGrafików
Czy prezydent Nawrocki przedawkował? Państwo ma prawo żądać badań głowy państwa
Karol Nawrocki sam opowiedział historię, która nie może przejść bez echa. Nie dlatego, że w kampanii komuś zrobiło się słabo. Nie dlatego, że polityk zasłabł. Takie rzeczy się zdarzają. Problem polega na czymś zupełnie innym.
Prezydent opisuje objawy zapaści: nagłe osłabienie, utratę przytomności, brak pamięci, gwałtowne, kompulsywne wymioty, rzucanie ciałem, kopanie nogami. Według jego własnej relacji wyglądało to tak dramatycznie, że najbliżsi współpracownicy przez chwilę mieli myśleć, że nie żyje.
I teraz najważniejsze pytanie: co zrobiło jego otoczenie? Czy natychmiast wezwano pogotowie? Czy zabezpieczono miejsce zdarzenia? Czy poinformowano odpowiednie służby? Czy wykonano badania toksykologiczne? Czy sprawdzono, co Nawrocki jadł, pił i co przyjmował przed wystąpieniem? Czy państwo polskie ma jakąkolwiek dokumentację medyczną tego incydentu?
Z relacji Nawrockiego wynika coś zdumiewającego: zamiast normalnej procedury ratowania człowieka w stanie potencjalnego zagrożenia życia, kandydata położono w autokarze, wyproszono ludzi, zaciągnięto czarne zasłony i czekano, aż „dojdzie do siebie".
To nie jest normalne zachowanie wobec osoby, która traci przytomność i gwałtownie wymiotuje. To nie jest reakcja otoczenia, które nie wie, co się dzieje. To wygląda raczej jak reakcja ludzi, którzy wiedzą, że pewnych rzeczy nie wolno pokazać publicznie.
Dlatego trzeba postawić pytanie najostrzejsze: czy opis tego zdarzenia nie wskazuje na przedawkowanie albo przyjęcie niebezpiecznej substancji?
Nie mówimy tu o zwykłym zmęczeniu kampanią. Nie mówimy o „gorszym dniu". Mówimy o utracie przytomności, drgawkach lub ruchach przypominających drgawki, kompulsywnych wymiotach i amnezji obejmującej kilka minut. To są objawy, które wymagają natychmiastowej interwencji medycznej. Tymczasem z opowieści Nawrockiego wynika, że najbliższe otoczenie nie zachowało się jak ludzie ratujący ofiarę nagłego zatrucia, lecz jak ludzie próbujący ukryć kompromitujący incydent.
Jeżeli naprawdę istniało podejrzenie otrucia kandydata na prezydenta, sprawa powinna była natychmiast trafić do służb. Powinny być badania, notatki, procedury, zabezpieczenie materiału biologicznego, przesłuchania świadków i oficjalny komunikat. Bo mówimy o potencjalnym zamachu na człowieka, który ubiegał się o najwyższy urząd w państwie.
Jeżeli tego nie zrobiono, to są tylko dwa wyjaśnienia. Albo otoczenie Nawrockiego dopuściło się skrajnej nieodpowiedzialności, ignorując stan zagrożenia życia. Albo wiedziało, że źródło problemu nie leży w żadnym tajemniczym zamachowcu, lecz w tym, co Nawrocki sam przyjmował.
I tu wraca sprawa „snusa". Przez miesiące opinia publiczna słyszała opowieść o niewinnym nawyku, o nikotynie, o drobiazgu. Ale po tej relacji pytanie brzmi inaczej: co dokładnie bierze Karol Nawrocki? Od kogo? W jakiej formie? Czy są to legalne produkty, czy coś niekontrolowanego? Dlaczego prezydent państwa korzysta do dziś z prywatnego „dostawcy", zamiast z legalnie kupionych produktów, które mogłaby zapewnić kancelaria albo ochrona? I dlaczego w momencie zapaści otoczenie nie zachowało się tak, jak powinno zachować się przy zasłabnięciu?
To jest gigantyczny skandal bezpieczeństwa państwa polskiego.
Głowa państwa nie jest osobą prywatną. Stan zdrowia prezydenta, jego ewentualne uzależnienia, utraty przytomności, epizody amnezji i nagłe zapaści nie są wyłącznie sprawą rodziny ani najbliższego kręgu politycznego. To jest kwestia bezpieczeństwa Polski.
Polacy mają prawo wiedzieć, czy człowiek z dostępem do najważniejszych informacji państwa jest w pełni zdolny do wykonywania urzędu. Mają prawo wiedzieć, czy w kampanii doszło do próby otrucia, przedawkowania czy ukrywania poważnego problemu z uzależnieniem. Mają prawo wiedzieć, dlaczego nie wezwano pogotowia i kto podjął decyzję o zasłonięciu okien autokaru.
Dlatego należy zażądać pełnego wyjaśnienia tej sprawy.
Po pierwsze: ujawnienia, czy po incydencie wykonano badania medyczne i toksykologiczne. Po drugie: wskazania, kto był obecny w autokarze i kto zdecydował, że nie należy natychmiast wzywać pogotowia. Po trzecie: informacji, czy SOP, ABW albo inne służby sporządziły notatki w sprawie podejrzenia zatrucia kandydata. Po czwarte: wyjaśnienia, kto dostarczał wtedy Nawrockiemu preparaty określane publicznie jako „snus" i czy były one legalne oraz przebadane. Po piąte: niezależnych badań lekarskich głowy państwa, w tym badań toksykologicznych, z uwagi na bezpieczeństwo państwa.
To nie jest sprawa plotkarska. To nie jest „atak na człowieka". To jest pytanie o prezydenta Rzeczypospolitej, który sam opisuje zdarzenie wyglądające jak nagła zapaść po substancji albo ciężkie zatrucie, a jego otoczenie, zamiast uruchomić procedury ratunkowe, zasłania okna autobusu.
Innego wniosku politycznego nie da się z tego wyciągnąć: albo mamy do czynienia z ukrywaniem kompromitującej prawdy o stanie Nawrockiego, albo z kompletną niezdolnością jego ludzi do reakcji w sytuacji zagrożenia życia.
Obie wersje są dyskwalifikujące.
https://t.co/0Lc7Fstsv2
Nawrocki bezczelnie kłamie.
Karolek nie odebrał nikomu orderu. Tym bardziej Zełenskiemu.
Aby odebrać Order Orła Białego, musiałby podjąć decyzję z kapitułą orderu i przesłać ją do premiera, aby dokonał kontrasygnaty. Dopiero po tej decyzji premiera należałoby godnie dostarczyć ją do zainteresowanego i godnie go odebrać.
Karolek z malutkim móżdżkiem obrażał, szczuł, aż wkurzył zainteresowanego tak, by zwrócił order sam. Bez prawnej decyzji. Po prostu wyrzucił order ze swoich zasobów. Oddali i inni, ale formalnie dalej Zełenski i inni ukraińscy prezydenci i urzędnicy są posiadaczami orderu.
Zełenski wywołał wzburzenie społeczne w Polsce nadaniem imienia UPA jednostce specjalnej, a Karolek wywołał wojnę medialną pomiędzy sojusznikami i sąsiadami.
Nic więcej nie potrafi, jak szkodzić Polsce i Polakom. Wszystko dla chaosu i podziałów na Ukrainie i wśród państw wspierających ją w wojnie o jej istnienie. Zrobił to, próbując torpedować konferencję w sprawie odbudowy powojennej Ukrainy z udziałem ok. 2 tys. przywódców państw, organizacji międzynarodowych i przedsiębiorstw. Konferencję, którą organizuje polski rząd w Polsce.
Czy można zrobić w tym czasie coś bardziej antypolskiego i bezczelnie zdradzieckiego?
Karolek robi wszystko w interesie Rosji walczącej o podporządkowanie sobie wschodniej części Europy. Tylko jego propaganda temu zaprzecza – „Po pierwsze Polska…”, ale media moskiewskie dziękują mu za taką aktywność wetomana i blokowanie każdej ważnej decyzji rządu i UE.
Karolek skłócił narody i odebrał jakąkolwiek wartość Orderowi. Stracił on swoją wartość najwyższego orderu w Polsce. Teraz to tylko medalik, który można dostać za zasługi, ale nie na zawsze. Jak się Karolek wkurzy, to każe zwrócić. Czyli to order za lojalność Karolkowi. Nie wiem, czy ktoś chciałby mieć taki order cuchnący zdradą i odpustem.
W interesie chaosu dalej mały i nieodpowiedzialny Karolek nie porządkuje Trybunału Konstytucyjnego, nie powołuje sędziów, ambasadorów, nie współdziała konstytucyjnie z rządem w imię dobra wspólnego.
Karolek to po prostu antypolski zdrajca, manipulator i kłamca.
Adam Mazguła
#PrawdąPOoczach #TarczaWolnościSłowa #Odpowiedzialność #BronimyKonstytucji #ŻołnierzGorszegoSortu
Dr Jarosław Kaczyński, uczeń ruskiego agenta Wasina, pokoleniowy stalinowiec, wpuścił Polakom jad w żyły, tak ich podzielił, okłamał i okradł, że już nie dyskutują ze sobą, ale krzyczą do siebie nawzajem.
Teraz wzywają Boga z pragnieniem nienawiści i życząc śmierci przedstawicielom każdej polskiej odmienności.
Powołując się na fałszywy honor i tradycję swojej uświęconej zdrady targowickiej, poniżają inne narody, puszą się, szukając zwady, niszczą mniejszości i każdą słabość, nawet nasze kobiety, i krzywdzą dzieci.
A wszystko to katolicko, narodowo, prawicowo i nacjonalistycznie.
To całkowita kompromitacja cywilizacyjnych wartości i dyskwalifikacja agresywnego obozu mówiącego o sobie, że jest patriotyczny.
Patriotyzm to nie buractwo, prostactwo, kłamstwo, złodziejstwo, zdrada narodowa i zorganizowana agresja chamstwa, która zastąpiła autorytety narodowe, moralne i intelektualne.
Patriotyzm to rodzaj wspólnej narodowej miłości do wszystkiego, co nasze polskie, od domu na polskiej ziemi, wspólnej historii przodków, po język i kulturę, a nie nienawiść wywyższona logiem krzyża i orła.
Adam Mazguła
KAFIR TYLKO PYTA „KIEDY”
Pracowałem nad tym dobry tydzień. Macie gotowy zestaw pytań dla polityków od lewej do prawej. Zadajcie politykom. Mi nie odpowiedzą Zapewniam, że będzie balet, pot na czole, ucieczka w bok i znane pierdolenie o dialogu, odpowiedzialności oraz trosce o przyszłość.
Nie pytajcie polityków, czy kochają Polskę, bo kochają wszyscy. Prawica z różańcem, lewica z tęczą, centrum z Excelem, a wszyscy tak mocno, że człowiek odruchowo sprawdza, gdzie wystawiono fakturę. Polityk poprze wszystko, co dobrze wygląda w sondażu. Pomnik żubra w kamizelce kuloodpornej? Poprze. Spadochron dla karpia? Poprze. Pancerną kozę z certyfikatem NATO? Poprze, jeśli da się ją pokazać na konferencji.
Dlatego nie pytamy „czy”.
Pytamy „kiedy”.
Bo „czy pan popiera” to pytanie dla przedszkola politycznego. „Kiedy” wymaga daty. „Za ile” wymaga budżetu. „Kto odpowiada” wymaga nazwiska. A tego politycy boją się bardziej niż obywatela z dobrą pamięcią.
1. Kiedy nota do Moskwy?
Kiedy wyślecie do Moskwy oficjalne żądanie odszkodowań, reparacji i zadośćuczynienia za agresję ZSRR na Polskę, okupację, deportacje, grabież majątku, wywózki, mordy, utracone elity, zniszczone życie społeczne i czterdzieści lat sowieckiej dominacji? Skoro do Berlina można było wysłać notę, to kiedy poleci nota do Moskwy?
2. Kiedy raport strat po ZSRR?
Kiedy pokażecie publicznie raport o stratach zadanych Polsce przez ZSRR i państwo rosyjskie jako następcę prawnego sowieckiego imperium? Nie konferencję z miną mędrca. Raport. Tomy. Liczby. Metodologia. Nazwiska autorów. Dokumenty. Aneksy. Tak jak zrobiono to wobec Niemiec.
3. Kiedy zwrot zrabowanych dóbr?
Kiedy wystąpicie o zwrot polskich dzieł sztuki, archiwów, dokumentów, księgozbiorów, pamiątek wojskowych i dóbr kultury zrabowanych przez Sowietów i trzymanych do dziś w Rosji? I kiedy pokażecie listę obiektów, których Polska realnie żąda, zamiast chować temat pod dywan, bo Moskwa może się obrazić?
4. Kiedy szkolenie wojskowe i rezerwa?
Kiedy wprowadzicie obowiązkowe szkolenie wojskowe i cykliczne ćwiczenia rezerwy? Podajcie datę, roczniki, liczbę ludzi, liczbę instruktorów, poligony, centra szkolenia i sprzęt. Bez bajki, że państwo frontowe obroni się broszurą, aplikacją i politykiem w kamizelce na tle mapy.
5. Kiedy prawdziwe schrony?
Kiedy oddacie realne schrony, a nie punkty krótkotrwałego przetrwania z ładną nazwą? Garaż podziemny, tunel i przejście podziemne mogą być potrzebne, ale nie róbcie ludziom wody z mózgu, że każde betonowe podziemie to od razu schron. Kiedy każda gmina pokaże obywatelom jasny podział: tu jest schron, tu ukrycie, tu miejsce doraźnego schronienia, a tu piwnica po ziemniakach z ambicjami strategicznymi?
6. Kiedy realne jednostki Obrony Cywilnej?
Kiedy powstaną realne jednostki Obrony Cywilnej z ludźmi, sprzętem, specjalizacjami i dowodzeniem? Ustawa nie musi nazywać tego batalionem. Może to być korpus, moduł, kompania, pluton, zespół, grupa wsparcia albo brygada zdrowego rozsądku. Nazwa mnie nie obchodzi. Pytanie brzmi, gdzie są ratownicy, kierowcy autobusów i ciężarówek, operatorzy koparek, ładowarek, dźwigów i HDS-ów, elektrycy od agregatów, hydraulicy od wody, łącznościowcy, radiooperatorzy, logistycy, magazynierzy, sanitariusze, ratownicy KPP, ratownicy medyczni, psychologowie kryzysowi, kuchnie polowe, ludzie od ewakuacji, dezynfekcji, uzdatniania wody, wydawania żywności, transportu rannych, wydobywania ludzi spod gruzu i doraźnego grzebania zmarłych?
Bo PSP nie może być wszystkim naraz. Strażą. Ratownictwem. Logistyką. Transportem. Medycyną. Grabarzem. Kierowcą cysterny. Operatorem koparki. Psychologiem. Magazynierem. Łącznościowcem. PSP to nie Avengersi w hełmach, tylko ludzie z krwi, kości, zmęczenia i sprzętu, którego też nie da się rozmnożyć przez konferencję prasową. To nie jest film Marvela, gdzie w trzecim akcie z nieba spada drużyna superbohaterów, ratuje miasto, wynosi rannych, odgruzowuje szpital, naprawia prąd, rozdaje wodę, chowa zmarłych i jeszcze robi pamiątkowe zdjęcie z ministrem.
7. Kiedy raport o 800 plus i demografii?
Kiedy pokażecie uczciwy raport, w jaki sposób 500 plus, 800 plus i kolejne dodatki wzmocniły przyrost naturalny? Ile dzieci urodziło się dzięki temu programowi? Jaki był koszt jednego dodatkowego urodzenia? I kiedy przyznacie, że jeśli celem miała być demografia, to program tego celu nie dowiózł, tylko stał się politycznym narkotykiem wyborczym za dziesiątki miliardów rocznie?
8. Kiedy pieniądz naprawdę pójdzie za dzieckiem?
Kiedy wprowadzicie zasadę, że pieniądz idzie za dzieckiem, a nie za świętym spokojem państwa? Jeśli rodzic marnotrawi 800 plus, dziecko chodzi głodne, brudne, zaniedbane, bez leczenia, bez szkoły i bez bezpieczeństwa, to kiedy te pieniądze przestaną iść na konto dorosłego, a zaczną iść bezpośrednio na obiady, świetlicę, internat, terapię, leczenie, ubrania albo placówkę wsparcia? Święte ma być dziecko, nie przelew.
9. Kiedy koniec udawanej matury?
Kiedy przestaniecie udawać, że 30 procent na maturze to dojrzałość, a rozszerzenie bez progu to poważny egzamin? Może od razu zlikwidujcie maturę, będzie wielkie poparcie. Uczniowie odetchną, rodzice odpalą szampana, uczelnie dostaną więcej mięsa do przemiału, a wyższe szkółki będą mogły dalej kasować młodych ludzi za dyplomy, po których rynek pracy pyta jedno: pięknie, tylko co ty właściwie umiesz?
10. Kiedy koniec finansowania cudzej wiary i cudzej procesji?
Kiedy skończy się finansowanie Kościoła z pieniędzy państwa i kiedy państwo przestanie robić polityczny ołtarz z cudzej seksualności? Wierzcie sobie, w co chcecie, módlcie się, do kogo chcecie, kochajcie, kogo chcecie, śpijcie, z kim chcecie. Ale nie róbcie z tego kosztu państwa, obowiązkowego przedstawienia, szkolnego nacisku, miejskiego karnawału ani ideologicznej cepelii z dotacją. Państwo ma chronić każdego obywatela przed przemocą i dyskryminacją. Nie ma jednak obowiązku sponsorować ani cudzej religii, ani cudzej seksualnej procesji. Prywatność to prywatność, a przestrzeń publiczna to nie targ intymności pod patronatem miasta.
11. Kiedy mieszkania dla młodych?
Kiedy w końcu zrobicie realną politykę mieszkaniową dla młodych i kiedy odczepicie się od singli? To nie jest ich wina, że potrafią liczyć i widzą, że 800 plus nie kupi mieszkania za 800 tysięcy. Człowiek nie decyduje się na dziecko z prezentacji ministerstwa, tylko wtedy, kiedy ma dach nad głową, stabilną pracę, przewidywalny czynsz, dostępny kredyt albo sensowny najem, a nie perspektywę życia w kawalerce za cenę pałacu dla chomika. Młodzi nie odkładają dzieci dlatego, że nie lubią Polski. Odkładają, bo państwo mówi im: załóż rodzinę, a rynek mieszkaniowy odpowiada: najpierw sprzedaj nerkę, duszę i dziesięć lat życia bankowi.
Ja nie pytam, czy oni to popierają. Pytam, kiedy. Reszta to koniki bujane w garniturach.
"Kiedy przybyli do nas misjonarze, Afrykanie mieli ziemię, a przybysze Biblię. Uczyli nas, że podczas modlitwy powinniśmy mieć oczy zamknięte. Kiedy je otworzyliśmy, misjonarze mieli ziemię, a my Biblię" - Jomo Kenyatta, kenijski polityk i działacz niepodległościowy.
https://t.co/zseirqBlyr
Wiecie że o mało co Nawrocki nie byłby prezydentem 😉😁😬
Nie wiem czy to wpływ snusów czy nocnych rozmów z Piłsudskim.
Ale dziś Onet publikuje artykuł,o wstrząsającej sytuacji, którą przeżył
Otóż podejrzewa że mógłby zostać otruty podczas kampanii 🫣🤣