Tymczasem - prognoza zwycięzców w okręgach wyborczych według pierwszego głosu (Erststimme) na podstawie sondażu INSA - gdyby wybory do Bundestagu odbyły się 14.09.2026.
Tak apropos popularnego wciąż wyobrażenia o AfD jako partii "wciąż słabej na zachodzie"...
🇳🇱 Demograf Jan Latten ostrzega przed skutkami imigracji w Holandii: „to idzie za szybko”. Ważne i z polskiej perspektywy.
Jan Latten, były główny demograf holenderskiego urzędu statystycznego CBS, a obecnie 74-letni felietonista, od lat wskazuje na szybkie zmiany demograficzne i społeczne w Holandii. Jego zdaniem milczenie w tej sprawie to świadomy wybór, a bez rozmowy o liczbach zmiany społeczno-kulturowe postępują bez kontroli.
Rdzeń jego analizy jest prosty: ludność autochtoniczna czyli rdzenna holenderska szybko się kurczy: Holenderki rodzą mało dzieci albo wcale, a pokolenie baby-boomu zaczyna wymierać. Jednocześnie dynamicznie rośnie populacja o pochodzeniu zagranicznym, w dużej mierze muzułmańska. Wśród imigrantów jest dużo młodych dorosłych, którzy zakładają rodziny, a napływ nowych imigrantów nie ustaje.
Od 2016 r. liczba mieszkańców Holandii wzrosła o 1,1 mln - do 18,1 mln. W 2025 r. zmarło więcej osób (173 tys.), niż się urodziło (167 tys.), ale ten spadek dotyczy wyłącznie ludności autochtonicznej (ok. 12,9 mln). Do połowy stulecia ta grupa ma się zmniejszyć o kolejny milion albo dwa. Cały prognozowany wzrost populacji kraju do ok. 20 milionów w 2050 r. ma pochodzić z imigracji i wyższej dzietności nowo przybyłych.
Latten zwraca uwagę, że nowi mieszkańcy często wnoszą inne normy: oddzielne baseny dla kobiet i mężczyzn, szkoły islamskie, hidżab w miejscu pracy, choinka, która nagle staje się „wrażliwa”... Wielu Holendrów już nie poznaje swoich ulic i dzielnic.
Holandia w ciągu 125 lat zmieniła z kraju, w którym prawie wszyscy byli wierzący, w społeczeństwo, w którym ponad połowa nie uważa się za religijną, a towarzyszyła temu lawina zmian obyczajowych. Teraz do kraju masowo wchodzi nowa religia z własną ortodoksją i wlasnymi normami, częściowo zasilana z zagranicy.
Paradoks polega na tym, że świecka lewica, która odeszła od chrześcijaństwa, chętnie wita islam, traktując wiarę nowo przybyłych jak hobby i licząc na ich rychłą sekularyzację. Latten uważa to za złudzenie. Drugie pokolenie muzułmanów jest bardziej rygorystyczne niż ich rodzice.
Oficjalnie muzułmanie to ok. 6% ludności, ale wśród najmłodszego pokolenia prawie 16%. Latten krytykuje też język urzędowy. Administracja nazywa dzieci drugiego pokolenia imigrantów „autochtonami”, choć często pochodzą z małżeństw endogamicznych. Integrację mierzy dyplomem i pracą, a nie światopoglądem. „Można być dżihadystą z dobrym wykształceniem” - mówi Latten.
Politycy unikają tematu. Kto wskazuje na zagrożenia związane z imigracją, szybko zostaje nazwany islamofobem albo faszystą. Partie mainstreamu idą w ślepą uliczkę, a część młodzieżówek chce otwartych granic, co skończyłoby się chaosem, jak w hiszpańskiej Ceucie. Latten tłumaczy, że społeczeństwo powinno móc świadomie zdecydować: czy tego chcemy, czy nie.
@MorawieckiM Dla dobra Polski należało wycofać kandydatów PIS i R+ i wystawić na wicemarszałka wspólnego. Szkoda, że tak łatwo daliście się rozegrac rudemu.
@paweljablonski_@mhorala Dla dobra Polski należało wycofać kandydatów PIS i R+ i wystawić na wicemarszałka wspólnego. Szkoda, że tak łatwo daliście się rozegrac rudemu.
OTD 1939
Na wale wiślanym w Śladowie uparcie bronił się oddział poznańskich ułanów. Sfrustrowani Niemcy zmusili ich do kapitulacji pędząc przed sobą żywe tarcze - miejscową ludność. Tłum jeńców i cywilów, w tym dzieci, wybito następnie ogniem karabinów maszynowych. 300 osób.
Za tę, podobnie jak inne zbrodnie września 39 roku, nikt nigdy nie poniósł odpowiedzialności. Jej niemieccy uczestnicy, jeśli przeżyli wojnę, osiedlili się w większości w Republice Federalnej Niemiec, która zapewniła im ochronę prawną, emeryturę i specjalne dodatki za ciężką służbę wojskową ku chwale niemieckiej ojczyzny.
Podczas niemieckiej okupacji poniosło śmierć 37% mieszkańców przedwojennej gminy Tułowice, na terenie której mieścił się ów przeklęty wał. Nikt nigdy nie otrzymał tam złamanego szeląga zadośćuczynienia. Nikt nigdy nie uwidział też niemieckiego ambasadora pod obeliskiem ku czci pomordowanych wzniesionym na wale. Najmłodsza z ofiar miała tylko 4 lata...
🕯️
@JanZelig Marzy mi się, żeby oba pisy się dogadały i zamiast dawać się rozgrywać rudemu, wystawiły trzeciego, wspólnego kandydata wycofując dotychczasowych. Za dużo wymagam?
MGŁA WOJNY - NATISK - Rosja zaatakuje polskie wybrzeże?
Granica wschodnia jako magnes, Bałtyk jako druga oś natisku (натиск)
Co by się stało, gdyby dron z Rusinowa zadziałał tak, jak go zaprogramowano?
Odpowiedź jest prosta i dlatego niewygodna. Nie wiedzielibyśmy nic. Gerbera 2 z 4-kilogramową głowicą wykonałaby zadanie nad polskim poligonem, zapalnik czasowy rozerwałby ją nad morzem, a Polska żyłaby dalej w przekonaniu, że rosyjski nacisk ma jeden kierunek, wschodni, i że wystarczy przesunąć tam obronę powietrzną.
Do napisania tego tekstu zainspirował mnie ten jeden błąd zapalnika. Ten błąd Rosjan odsłonił drugą oś natisku, nasze bałtyckie wybrzeże.
Łączę wątki, które od tygodnia prowadzę osobno, Rusinowo, białoruskie ćwiczenia, białoruską pętlę naprowadzania z Rymacz, ostrzeżenia Wilna o przejętych dronach ukraińskich i dzisiejsze wystąpienie premiera.
Stawiam w nim tezę, że wschodnia granica jest w rosyjskim planie magnesem, a nie celem ostatecznym, i że drugą osią natisku jest wybrzeże z jego infrastrukturą energetyczną.
Zastrzegam że oddzielam to, co potwierdzone, od tego, co jest moją oceną, i mówię wprost, gdzie kończą się moje źródła.
MAGNES
Zacznę od tego, co dziś ogłosił premier, bo to porządkuje obraz.
Donald Tusk (@donaldtusk) powiedział z sejmowej mównicy, że w ocenie wywiadów w planie rosyjskim są hybrydowe uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę, o charakterze przypadkowym, po których oficjalna narracja będzie brzmiała, że to wypadek, a celem jest pokazanie, że artykuł 5 jest teoretyczny, a nie praktyczny.
Powiedział też, gdzie Polska odpowiada. Obrona przeciwlotnicza została rozwinięta na 6 przejściach granicznych, doszło stanowisko dowodzenia i stanowisko radiolokacyjne, 2 pułki saperów wzmacniają posterunki Straży Granicznej, przy przejściach staną mobilne schrony.
To jest odpowiedź racjonalna i ja jej nie krytykuję.
Chcę jednak pokazać, jak ją czyta Rosja, która siedzi w mojej głowie.
Od 20 sierpnia Rosja uderzyła w przejścia graniczne Ukrainy z Mołdawią i Rumunią co najmniej 6 razy, 13 września spaliła Gierania 800 metrów od Dorohuska, dziś rano wywołała eksplozję 4 km od granicy, którą premier nazwał bardzo masywną.
Każde z tych zdarzeń kończy się tym samym, polskie myśliwce w powietrzu, alerty RCB na wschodzie, zestawy przeciwlotnicze przesuwane bliżej Bugu. Suworow uczył, że natisk kieruje się tam, gdzie przeciwnik nie stoi, a glazomier służy do tego, by zobaczyć, gdzie stoi.
Rosyjski sztab przez 4 tygodnie patrzył, jak Polska ustawia się frontem do Ukrainy. Rusinowo było pytaniem, co zostało za plecami.
Rzymianie znali ten mechanizm na tyle dobrze, że Frontyn poświęcił mu w „Strategemata” osobny rozdział o odwracaniu uwagi przeciwnika.
Najczystszy przykład pochodzi z 295 r. p.n.e. Przed bitwą pod Sentinum konsul Fabiusz Maksymus Rullianus stanął naprzeciw koalicji Galów, Umbrów, Etrusków i Samnitów. Zamiast uderzać w całość, napisał do Fulwiusza i Postumiusza, którzy strzegli Rzymu, by ruszyli z wojskiem na Kluzjum w Etrurii. Etruskowie i Umbrowie, widząc zagrożenie własnych ziem, odeszli ich bronić, a Fabiusz z Decjuszem rozbił pozostałych Samnitów i Galów.
Fortel zadziałał z 2 powodów. Każde państwo broni najpierw tego, co widzi jako zagrożone, a marsz na Kluzjum był realny, nie pozorowany.
Proszę przyłożyć ten obraz do ostatnich 4 tygodni. Uderzenia w korytarz wołyński są realne, tak jak realny był marsz na Kluzjum, i właśnie dlatego ściągają polską uwagę tam, gdzie rosyjski planista chce ją mieć. W tej analogii Polska nie gra Fabiusza. Gra Etrusków, którzy odchodzą bronić swoich ziem, a pytanie brzmi, co zostaje na polu, z którego odeszli.
Nie twierdzę, że korytarz wołyński jest pozorem.
Uderzenia w podstacje trakcyjne Kowel-Jahodyn są realne i zimą zabolą realnie, o czym pisałem w tekście o glazomierze i bystrocie.
Twierdzę, że w logice operacji kaskadowej ten sam nacisk pełni 2 funkcje naraz. Niszczy logistykę Ukrainy i przyciąga polskie zasoby w jedno miejsce. Magnes działa, dopóki nikt nie sprawdza, co dzieje się na przeciwległym końcu kraju.
WYPADEK, NIE PRZYPADEK
Fakty są następujące.
14 września wojsko wraz ze służbą hydrograficzną wyłowiło z morza przy Rusinowie koło Jarosławca dryfujący bezzałogowiec, kilka kilometrów od Centralnego Poligonu Sił Powietrznych w Wicku Morskim.
16 września płk Bartosz Okoniewski z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu podał, że to Gerbera-2 produkowana i stosowana przez Federację Rosyjską, ze sprawną głowicą odłamkowo-burzącą i zapalnikiem, którą zneutralizowano na plaży, a kadłub trafił do badań pod nadzorem SKW.
Rzecznik Dowództwa Operacyjnego ppłk Goryszewski zaznaczył, że od 30 lipca nie odnotowano naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Szef MON ocenił 14 września, że Rosjanie najprawdopodobniej utracili nowy model Gerbery podczas manewrów nad Bałtykiem i że dron nie był wycelowany w Polskę.
Do tych faktów dodaję jeden, który w debacie zniknął.
14 września, w dniu wyłowienia drona, na tym samym poligonie rozpoczęły się sojusznicze ćwiczenia Nieustraszony Orzeł-26 w ramach Czarnego Obrońcy-26, zaplanowane do 23 września.
Uzbrojona rosyjska maszyna pojawiła się przy poligonie dokładnie wtedy, gdy zaczął tam pracować w pełnej emisji system dowodzenia obroną powietrzną Sojuszu. Dla rozpoznania radioelektronicznego to cel idealny, bo pobudzony radar w czasie ćwiczeń zdradza tryby pracy, których nie pokazuje w dyżurze pokojowym.
Major Michał Fiszer (@MichaFiszer) stawia tezę, że dron wystartował z Białorusi, przeleciał nad Litwą do obwodu kaliningradzkiego (ja dodam suwalskim korytarzem) i dalej nad morze, pokonując około 500 km, a jego zadaniem było sprawdzenie reakcji bądź braku reakcji polskich radarów i łączności, po czym miał ulec samolikwidacji, która zawiodła.
Trasa jest spójna z zapisem litewskich radarów, które 13 września o 4.05 zarejestrowały obiekt wchodzący z Białorusi koło Varėny i wychodzący po 20 minutach nad Kaliningrad, choć szef litewskiego centrum kryzysowego Vitkauskas dopuszcza także przemytników i liczy 22 podobne przypadki w samym wrześniu.
Major Fiszer pisze też o 3 rosyjskich okrętach rozpoznawczych na środkowym Bałtyku. Tego nie potwierdzam. Wasilij Tatiszczew był 11 września obserwowany na Morzu Północnym u wybrzeży Suffolk, gdzie zaopatrywał fregatę Nieustraszimyj, a zdjęcie Gołowina pokazuje go w Bałtijsku, w porcie macierzystym.
Pobudzone radary mogły równie dobrze nagrywać stacjonarne ośrodki rozpoznania w obwodzie kaliningradzkim, batalion radiotechniczny specjalnego przeznaczenia w Gwardiejsku i Centrum 1223 (Głównego Zarządu Sztabu Generalnego). Przyjmuję moją wersję, dopóki nikt nie pokaże okrętów w morzu.
Mój werdykt co do intencji brzmi tak.
Pochodzenie sprzętu jest rozstrzygnięte, sprzęt jest rosyjski. Wersja o utracie na manewrach nie jest wyjaśnieniem wystarczającym, bo do prób nad morzem nie podwiesza się sprawnej głowicy z zapalnikiem.
Maszyna była przygotowana jak drony wysyłane nad Ukrainę. Rusinowo nie było więc przypadkiem, było wypadkiem. Wypadkiem rosyjskiej operacji, w której zawiódł 1 element, samolikwidator.
Misja się powiodła. Polska włączyła radary, poderwała maszyny, a następnie sama dostarczyła interpretację najmniej kosztowną dla Moskwy.
To jest efekt bez naruszenia w czystej postaci. Rosjanie zmierzyli nie tylko sygnatury elektroniczne, lecz także glazomier Warszawy, czyli czas i kierunek, w jakim osiadamy na wersji o utracie.
Gdyby zapalnik zadziałał, ten pomiar odbyłby się bez naszej wiedzy, a kierunek północny pozostałby dla nas niewidoczny aż do dnia, w którym przestałby być testem.
PRZYKRYCIE BIAŁORUSKIE
Od 15 do 18 września białoruskie Zachodnie Dowództwo Operacyjne prowadzi ćwiczenia dowódczo-sztabowe, których cel resort obrony w Mińsku opisał jako przygotowanie organów dowodzenia i jednostek do wspólnego wykonywania zadań podczas przygotowania i prowadzenia operacji strategicznej.
Poligon Goża (Hoża) leży przy granicy litewskiej, brzeski około 15 km od granicy polskiej, Różański około 60 km. Liczebność utrzymano poniżej progów Dokumentu Wiedeńskiego, a w programie jest rozwinięcie systemów bezzałogowych.
Proszę przeczytać to zdanie dwa razy.
Państwo, które ćwiczy przy granicy NATO rozwinięcie systemów bezzałogowych w ramach przygotowania operacji strategicznej, tworzy tło, na którym każdy start drona jest z definicji ćwiczeniem.
Tego samego dnia, 15 września, rzecznik ukraińskiej Straży Granicznej Demczenko potwierdził, że uderzenia na Rówieńszczyznę, Wołyń i Lwowszczyznę były wspierane z terytorium Białorusi przez stacje retransmisyjne sygnału.
Białoruska pętla naprowadzania, którą przy analizie Rymacz stawiałem jako ocenę własną, stała się faktem urzędowym. Jeżeli Kolega Fiszer ma rację co do trasy Gerbery z Rusinowa, ta sama pętla posłużyła nad Bałtykiem jako droga dolotu, a nie tylko jako kanał sygnału.
Tu wchodzę na teren hipotezy i mówię to wprost.
Rosyjska logistyka wojenna stoi na kolei, a białoruska sieć kolejowa dochodzi do granicy polskiej i litewskiej w Brześciu, Grodnie i Kuźnicy gęstą wiązką bocznic i stacji przeładunkowych.
Start dronów dalekiego zasięgu z platform kolejowych ustawionych na bocznicy w strefie ćwiczeń nie wymaga infrastruktury, której nie ma, daje ruchliwość, którą trudno śledzić, i przykrycie, które ćwiczenia zapewniają z góry.
Nie znalazłem w jawnych źródłach potwierdzenia, że Rosja stosuje kolej jako platformę startową dronów na Ukrainie, więc traktuję ten wątek jako hipotezę operacyjną, a nie fakt.
Zaznaczam ją, bo rozstrzyga o tym, gdzie patrzeć.
Jeżeli starty odbywają się z bocznic w pasie 15 do 60 km od granicy, to wskaźnikiem nie są kolumny wojska, lecz nietypowy ruch składów towarowych do poligonów brzeskiego i różańskiego w porze nocnej oraz zamknięcia odcinków dla ruchu cywilnego.
CELE NA WYBRZEŻU
Polska w ciągu 10 lat przeniosła swoje bezpieczeństwo energetyczne na wybrzeże, i to jest fakt, który w rosyjskim sztabie wisi na ścianie.
Terminal LNG w Świnoujściu i wyjście Baltic Pipe pod Niechorzem przyjmują gaz, który zastąpił rosyjski. Kabel SwePol Link kończy się w stacji Słupsk w Wierzbięcinie, a więc kilkadziesiąt kilometrów od plaży w Rusinowie.
Farma Baltic Power podała 10 lipca pierwszą energię do nowej stacji Choczewo w Osiekach Lęborskich, obok której powstaje elektrownia jądrowa. Naftoport i rafineria w Gdańsku przyjmują ropę, która zastąpiła ropę z Przyjaźni. Do tego dochodzi baza w Redzikowie z radarem Aegis Ashore, o której piszę jako o obiekcie zainteresowania rosyjskiego rozpoznania, nie jako o celu potwierdzonym.
Zestawmy to z tym, co premier powiedział o zimie.
Rosja chce zniszczyć energetykę Ukrainy i jednocześnie przejścia graniczne, tak by polska pomoc, generatory i paliwo, nie mogła dotrzeć. To jest oś wschodnia.
Oś północna ma tę samą logikę tylko odwróconą.
Incydent na infrastrukturze energetycznej wybrzeża w środku zimy nie musi wyłączyć Polsce prądu ani gazu, wystarczy, że wywoła w Polsce debatę o tym, ile kosztuje nas wspieranie Ukrainy i czy nasze własne bezpieczeństwo energetyczne jest zabezpieczone.
W moim modelu analitycznym (analityka kwantowa) podstacje trakcyjne między Kowlem a Jahodynem i stacja Słupsk czy wyjście Baltic Pipe pełnią tę samą rolę. Są wąskimi gardłami, a nie symbolami.
Rosyjski sztab nie uderza w symbole.
Dlatego nie oczekuję uderzenia w sensie celowego trafienia w polskie terytorium z jawnie rosyjskiej platformy.
To przecina logikę rosyjskiej operacji kaskadowej, która polega na unikaniu jednego niepodważalnego faktu zdolnego wymusić zbiorową decyzję sojuszników.
Oczekuję incydentu kinetycznego z wbudowaną odmawialnością, do którego Rusinowo dostarczyło gotowy scenariusz. Następna Gerbera z głowicą nie musi wpaść w morze. Może spaść przy ogrodzeniu stacji przekształtnikowej, w strefie poligonu podczas strzelań albo przy farmie wiatrowej, a Moskwa odpowie, że nic nie wysyłała, bo Polska sama tłumaczyła poprzednią jako rosyjską utratę na manewrach.
POD OBCĄ FLAGĄ
Jest jeszcze wariant, o którym mówi się ciszej, a który wywiady regionu uznają za najbardziej realny.
Litewski minister obrony Robertas Kaunas powiedział 6 sierpnia, że Litwa ma dane, iż Rosja rozważa niekonwencjonalne uderzenia kinetyczne w infrastrukturę krytyczną regionu bałtyckiego i że prawdopodobnie użyłaby do tego dronów produkcji ukraińskiej, odbudowanych z wraków zestrzelonych i przejętych maszyn.
Nazwał to operacją pod fałszywą flagą i najbardziej realistycznym scenariuszem, zastrzegając, że nie wykryto decyzji o jej uruchomieniu.
Doradca prezydenta Ukrainy Serhij Beskrestnow pokazał 2 sierpnia nagranie maszyny przypominającej ukraińskie FP-1 i FP-2 pod rosyjską kontrolą i powiedział, że wróg zbiera ocalałe drony, naprawia je i przygotowuje do przyszłych prowokacji. Szef polskiego MON ostrzegał o tym samym w lipcu.
Proszę zauważyć, do kogo adresowany jest ten wariant.
Rosyjska Gerbera spadająca przy poligonie mierzy NATO, jego czas decyzji i skłonność do uznania przypadku. Ukraiński dron spadający na polską stację energetyczną mierzy polskie społeczeństwo. Uruchamia narrację, którą w monitoringu kaskady śledzę od 7 tygodni jako domenę wpływu, o Ukrainie wciągającej Polskę do wojny, o kosztach pomocy, o tym, że Kijów strzela w naszą stronę.
Rusinowo z tego punktu widzenia jest zrozumiałe. Do testu używa się własnego sprzętu, bo test ma pozostać niewidoczny. Do wykonania używa się cudzego, bo wykonanie ma być widoczne i ma dzielić.
Oba narzędzia leżą w tej samej skrzynce i oba pasują do wybrzeża, gdzie infrastruktura jest skupiona, a osłona popietrzna rozciągnięta i w trybie pokojowym.
CO POWIEDZIAŁ PREMIER I CZEGO NIE POWIEDZIAŁ
Wystąpienie z 17 września potwierdza mechanizm, o którym piszę od Jahodyna, i robi to językiem państwa.
Uderzenia o charakterze przypadkowym, cel w postaci przejść granicznych po stronie ukraińskiej, a przez incydenty także polskiej i mołdawskiej, artykuł 5 jako przedmiot testu.
Dodaje Mołdawię jako trzeciego adresata, co rozszerza mapę kaskady na południe. Rozszerza też okno, bo mówi o późnej jesieni i zimie, a nie o październiku, na który wskazywałem.
Przyjmuję tę korektę częściowo. Październik traktuję nadal jako okno pierwszego uderzenia w korytarz, ale całość natisku przedłużam w głąb zimy, tak jak sugerował mój wykres dróg eskalacyjnych.
Ważniejsze jest to, czego premier nie powiedział.
Ani słowa o Bałtyku, o Rusinowie, o wybrzeżu. Cały ogłoszony pakiet obronny jest wschodni.
Widzę dwa możliwe powody i oba wzmacniają tezę tego tekstu.
Jeżeli wywiady nie widzą osi północnej, to jest to luka, którą trzeba nazwać. Jeżeli widzą, ale rząd woli o niej nie mówić, to publiczna koncentracja uwagi na wschodzie jest dokładnie tym, czego rosyjski natisk potrzebuje.
Magnes działa również wtedy, gdy wiemy, że jest magnesem.
Jest wreszcie napięcie, które warto zapisać.
14 września MON mówił o utracie na manewrach. 17 września premier zapowiada, że Rosja będzie mówić o przypadku, i z góry odbiera jej ten argument.
Rząd w 72 godziny przeszedł od interpretacji najłagodniejszej do najtwardszej. To dobrze, bo państwo, które zawczasu ogłasza, jak będzie brzmiało kłamstwo, trudniej potem przekonać, że to jednak był wypadek.
Właściwym pomiarem będzie jednak dopiero to, czy nazwanie zagrożenia z mównicy przełoży się na nazwanie sprawcy po incydencie, i to w ciągu godzin, nie tygodni.
WNIOSKI
Odpowiadam na pytanie z tytułu.
Rosja nie zaatakuje polskiego wybrzeża tak, jak atakuje Charków. Zaatakuje je tak, jak zaatakowała Rusinowo, tylko tym razem z zamiarem, by o tym było wiadomo, i z podpisem, który da się zaprzeczyć.
Uważam za prawdopodobne, że w oknie od października do końca zimy dojdzie na wybrzeżu do incydentu kinetycznego z udziałem bezzałogowca, którego pochodzenie będzie sporne przez pierwsze doby.
Za najbardziej prawdopodobne miejsca uważam pas między Ustką a Choczewem, gdzie na odcinku 100 km leżą poligon, stacja Słupsk, Redzikowo, Choczewo i lądowanie Baltic Power, a w drugiej kolejności Świnoujście z Niechorzem.
Za najbardziej prawdopodobną formę uważam rosyjską platformę tanią i seryjną, Gerberę lub jej odpowiednik, z wersją o utracie przygotowaną z góry, a za wariant o wyższym koszcie i wyższej stawce przejętą maszynę ukraińską.
Uwaga - to jest ocena, nie fakt, i będę ją korygował wraz ze wskaźnikami.
Liczby, które za tym stoją, są następujące.
W monitoringu kaskady, który prowadzę od 27 lipca, zebrałem 39 wskaźników w 7 domenach.
W fazie do 27 sierpnia było ich 1,31 na okno 72-godzinne, od 28 sierpnia jest 2,84, czyli wzrost 2,2-krotny.
Kaskady spełniające restrykcyjny próg 4 domen potwierdziłem 31 sierpnia i 8 września. Zdarzenia z tego tygodnia, Rusinowo w domenie lotniczej, białoruskie ćwiczenia w domenie sygnalizacji wojskowej, potwierdzenie retransmisji w domenie białoruskiej pętli i 2 uderzenia w Jahodyn w pasie przygranicznym, ustawiają trzecią kaskadę wcześniej, niż zakładał rytm 14-dniowy.
W tekście z 15 września pisałem, że trzecia kaskada przed 25 września przesuwa natisk na wcześniej.
Jesteśmy w tym punkcie.
WSKAŹNIKI
Rozstrzygnięcie o Rusinowie leży w pamięci dronowego kontrolera lotu i w tym, czy SKW ujawni choć fragment trasy, bo zapis nawigacji zamknie spór między utratą a misją.
Rozstrzygnięcie o drugiej osi leży w kilku obserwacjach dostępnych z otwartych źródeł.
Kolejne przeloty z Białorusi do Kaliningradu nad Litwą trzeba rozdzielić po wysokości i prędkości na przemytnicze i wojskowe, a 22 przypadki z września to próba wystarczająca.
Wyjścia Gołowina, Tatiszczewa i Syzrania z Bałtijska są widoczne dla obserwatorów zatoki i cieśnin, więc ich pojawienie się na środkowym Bałtyku przed końcem Czarnego Obrońcy da tezie Fiszera oparcie, którego dziś nie ma.
Przechwycenia Ił-20 w dniach ćwiczeń, zamknięcia akwenów u wybrzeży obwodu kaliningradzkiego i komunikaty rosyjskiego MO o polskich prowokacjach na Bałtyku będą sygnałem przygotowania narracji pod incydent.
Po stronie białoruskiej patrzę na nocny ruch składów do poligonów brzeskiego i różańskiego, na przedłużenie ćwiczeń poza 18 września i na każde doniesienie o maszynach typu ukraińskiego nad Białorusią, bo przejęty dron musi skądś wystartować.
Po stronie polskiej patrzę na zgłoszenia obiektów nad morzem w rejonie Ustka-Łeba, na zmiany w planach strzelań na poligonie i na to, czy obrona powietrzna z wybrzeża pojedzie na wschód.
Każdy z tych sygnałów przesuwa natisk na wcześniej, tak samo jak druga podstacja przed 30 września w korytarzu wołyńskim.
CO TO ZNACZY DLA NAS
Po pierwsze, nie ogołacać wybrzeża. Przesunięcie zestawów na 6 przejść granicznych jest słuszne, ale jeżeli odbywa się kosztem osłony Słupska, Choczewa i Świnoujścia, to Polska wykonuje ruch, który rosyjski sztab zaprojektował.
Po drugie, potraktować pas od Ustki do Choczewa jako 1 kompleks chroniony, z pokryciem radiolokacyjnym na małych wysokościach nad morzem, którego dziś, jak pokazał dryfujący dron, nie mamy w stopniu wystarczającym.
Po trzecie, przyjąć zawczasu protokół atrybucji. Każdy bezzałogowiec na polskiej ziemi lub w polskim morzu otrzymuje w ciągu 24 godzin publiczną ocenę pochodzenia sprzętu, osobno od oceny intencji, bo to właśnie zwłoka między jednym a drugim jest przedmiotem rosyjskiego pomiaru.
Po czwarte, powiedzieć o Białorusi to, co powiedziała ukraińska Straż Graniczna. Państwo, które retransmituje sygnał dla dronów uderzających 4 km od naszej granicy i ćwiczy rozwinięcie systemów bezzałogowych 15 km od Terespola, nie jest tylko widzem, jest wspólnikiem.
Po piąte, rozszerzyć logikę Eastern Sentry na morze, bo osłona wschodniej flanki, która kończy się na linii brzegowej, ma dziurę dokładnie tam, gdzie leży polska energetyka.
Suworow pisał, że natisk bez glazomieru jest głupotą, a glazomier bez natisku tchórzostwem. Rosyjski sztab przez 4 tygodnie mierzył nas nad Bugiem i 1 raz, przez wypadek, pokazał, że mierzy nas także nad morzem.
Pytanie tego tekstu nie brzmi, czy Rosja zaatakuje polskie wybrzeże. Brzmi, czy Polska zauważy, że jest mierzona z 2 stron, zanim pomiar zamieni się w natisk.
Wegecjusz zapisał w „Epitoma rei militaris”, wśród ogólnych reguł wojny, zdanie, które rzymscy dowódcy powtarzali jako oczywistość. „Melius est post aciem plura servare praesidia quam latius militem spargere”, Czyli w moim tłumaczeniu lepiej zachować więcej odwodów za linią, niż rozciągać żołnierza zbyt szeroko.
Polska ustawia dziś żołnierza wzdłuż linii, którą wskazał jej przeciwnik, i rozciąga go od Terespola po Medykę. Odwód, o którym pisze Wegecjusz, nie stoi jednak za tą linią.
Stoi nad morzem, przy stacjach, które zimą trzymają polską energetykę, i to tam rozstrzygnie się, czy pomiar z Rusinowa był ostatnim testem, czy pierwszym krokiem.
Przypomnę że Etruskowie pod Sentinum tego nie sprawdzili.
Pozdrawiam i dziękuję.
W Warszawie działa 6 lokali Dodo Pizza. To sieć założona w Rosji, u nas kontroluje ją obywatel Federacji Rosyjskiej. Sprawdziłem KRS, sprawozdania finansowe polskiej spółki i raporty samego Dodo Brands. Gdzie trafiają pieniądze z polskiej sprzedaży? Jedziemy:
@AdiG85Kce@d_foubert A jakie są fakty? Pierwsze koncepcje i umowy powstały za pierwszego pisu w 2007. W czasach PO temat przeciągano i nie znaleziono finansowania. Dopiero za drugiego pisu podpisano umowę na dofinansowanie z UE i inaestycję ukonczono. Warto się doedukować zanim się coś napisze.
Ten 18-letni chłopak bez jednego
wystrzału samodzielnie
uwolnił z katowni UB 6 żołnierzy AK,
odbierając strażnikom broń
i zamykając ich w celi.
Za odwagę zapłacił najwyższą cenę,
skatowany do krwi przez Igora Burdzieja i zgładzony przez czerwoną hołotę 80 lat temu.
Harcerz.
Już od 15 roku życia walczył w AK.
Więziony przez Niemców.
Służył w AKO i WiN.
Pomagał w rozpoznaniu i likwidacji
agentów komuny.
Aresztowany, okrutnie bity i
torturowany.
Nikogo nie wydał, lecz całą
odpowiedzialność brał na siebie.
Uratował życie jednemu z żołnierzy
WiN, biorąc na siebie jego
akt oskarżenia.
Skazany na śmierć przez
czerwonego zbira, Włodzimierza
Ostapowicza.
Zamordowany strzałem w tył głowy
przez czerwone bestie.
Prawdziwy polski heros.
Niezłomny bohater.
Symbol determinacji i odwagi.
Miał zaledwie 19 lat
w chwili śmierci.
Do dziś nie odnaleziono jego ciała.
80 lat temu, 11 IX 1946 został
ZAMORDOWANY
MARIAN PIEKARSKI "RYŚ".
Wieczna cześć Mu i chwała!
Po raz kolejny informuje Pana Ministra @sikorskiradek
Kryzys w sprawie nominacji ambasadorskich wywołał Pan Minister, łamiąc wszelkie zasady funkcjonujące dotychczas w sprawach obsady placówek. Mówiąc wprost, że liczy Pan na zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego, który miał usankcjonować swoim podpisem Pańskie działania. Tak się nie stało.
Mimo braku konstruktywnej postawy Pana Ministra - Prezydent @NawrockiKn podjął działania mające na celu wypracowanie porozumienia ze stroną rządową w tej sprawie. Negocjacje współpracowników Pana Ministra i Pana Prezydenta trwały wiele miesięcy i zakończyły się wypracowaniem porozumienia dobrego dla Polski. Z zachowaniem zgodności przepisów prawa i dotychczasowej wieloletniej praktyki. Pan Minister zgodził się na to porozumienie wobec Prezydenta RP. Po czym po kilku dniach Kancelaria Prezydenta otrzymała z MSZ informację, że na żadne porozumienie z Prezydentem nie godzi się Premier. Okazał się Pan niewłaściwym podmiotem negocjacji, bez mandatu, bez uprawnienia, bez podmiotowości. Mimo ewidentnych uprawnień przysługujących Ministrowi Spraw Zagranicznych. Po prostu za Pana decyduje ktoś inny. Trudno prowadzić jest rozmowy z kimś, kto nie jest władny samodzielnie podejmować decyzji. Cała reszta jest Pańską nieczystą grą polityczną.
Apeluje do Pana Ministra o podmiotowość i powrót do praktyki funkcjonującej przez całe dekady.
Mieli swoje plany, marzenia, a zostali bestialsko zamordowani przez Niemców w trakcie II Wojny Światowej.
Dziś Polska wróciła po swoje dzieci,by przywrócić im imiona i nazwiska.
Niech Bóg ma je w opiece!
Prezydent RP @NawrockiKn w #Łódź: Obóz w Łodzi przy ulicy Przemysłowej to najbardziej bolesny symbol cierpienia dzieci. Ale dziś nie o statystyce, a o konkretnych ludziach, którzy mieli swoje pragnienia, mieli rodziców i rodzeństwo. To nie była zbrodnia na przeszłości, to była zbrodnia na przyszłości narodu polskiego.
@Roger0786276884@MorawieckiM@RozwojPlus Proszę nie mierzyć wszystkich swoją miarką. Są jeszcze ludzie, który wierzą w dobro wspólne i nie uzależniają swojej aktywności od korzyści finansowych.
Z wybranych zbrodni Wehrmachtu:
➡️ Do 26 października '39 r. Niemcy zamordowali w egzekucjach 50 000 Polaków. Z 7️⃣5️⃣4️⃣ egzekucji 3️⃣1️⃣1️⃣ przeprowadził Wehrmacht.
➡️ w l. 1943-1944 jednostki Wehrmachtu brały udział w 1106 akcjach "pacyfikacyjnych", uczestniczyły w tłumieniu buntu w obozie zagłady w Sobiborze i powstania w Treblince.
➡️ Wehrmacht brał udział w dławieniu Powstania w Getcie Warszawskim - jego jednostki ujęły 2500 Żydów i rozstrzelały 500, wychwytywały też ukrywających się Żydów.
➡️ Wehrmacht brał udział w zbrodniach podczas pacyfikacji Powstania Warszawskiego.
➡️ W samej akcji Werwolf na Zamojszczyźnie brało udział 10 000 żołnierzy Wehrmachtu (zbrodnicze wysiedlenia, rozstrzeliwania, zsyłki do obozów koncentracyjnych).